sobota, 8 listopada 2014

Like A rolling Stone - Part 16


Perry siedział zdezorientowany na białej sofie i wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą za drzwiami zniknął Bach. Wydawało mu się, że blondyn dał mu w twarz. Co on powiedział? Że Rosie jest tutaj? Że w domu? Że teraz? Niemożliwe. Przecież ona jest... Chwila! Którego dzisiaj w ogóle jest?! Szybko odłożył gitarę, wstał i popędził do kuchni, gdzie jeszcze niedawno był kalendarz. Gdzie to kurwa jest?!, pytał sam siebie, przerzucając wszystkie przedmioty leżące na blacie. Mógł przysiąc, że dwa dni temu gdzieś go widział. Same butelki, zdjęcia, kartki z chwytami, ale ani śladu kalendarza. Porozrzucał wszystko wściekły, po czym wrócił do punktu wyjścia i włączył telewizor. Jakiś pojebany serial, obyczajówka i w końcu trafił na wiadomości.

- O, kurwa - mruknął, patrząc się w prawy górny róg. To było dzisiaj. Tego dnia Rosalie wychodziła z odwyku, a on zapomniał! Tak po prostu. - Ja pierdolę...

Stał jak idiota w miejscu i gapił się w ekran, próbując zebrać myśli, gdy usłyszał odgłosy krzątania się na piętrze. Chwila. Przecież ten zjeb Bach powiedział, że ona już przyjechała. Ale nie mówił, że wróciła do domu. No, a kto by go wpuścił, zjebie jeśli nie ona!, wydarł się na siebie w myślach i pobiegł, żeby sprawdzić kto był sprawcą tego zamieszania. Serce podskoczyło mu do gardła, gdy myślał, że zaraz ją zobaczy. Jezu, ile to już czasu? Zdecydowanie za długo. Bał się spotkania z nią, ale jeszcze bardziej przerażała go myśl o tym jak ona zareaguje na niego. Na pewno wiedziała, że nie był jej wierny przez czas detoksu. Jakoś specjalnie tego nie żałował. Kobiety, z którymi sypiał w niczym nie przypominały dziewczyny jaką była Rosie. Nie chodziło nawet o to, że była jakaś niesamowita w łóżku czy coś. Miała do tego dryg i niesamowicie potrafiła wyczuć moment. Wiedziała co i kiedy chciał. Ale nie tego szukał u innych. Czasem chciał się przytulić do którejś i poczuć ten znajomy zapach. Albo po prostu popatrzeć na nią jak śpi. Lubił się pieprzyć. Nie zaprzeczał. Ale czasem chciał się też kochać. A te wszystkie napalone dziewczyny, które robiły się mokre na sam jego widok chciały się tylko pieprzyć. Przypominając sobie, skąd wrócił, wytarł szybko szyję, starając się zmazać jakiekolwiek ślady szminki. Zapachu nie było szans się pozbyć, ale miał nadzieję, że przynajmniej jego większa część już wywietrzała. 

Krzątanie się dochodziło z sypialni. Perry poprawił kamizelkę, sprawdził czy nie zostało więcej znaków po blondynce, która raczyła go odwiedzić w garderobie i odrzucił włosy. Jeszcze przed wejściem przystanął. Odetchnął głęboko i wszedł. To co zobaczył wywołało na jego twarzy uśmiech. Czarnowłosa długonoga dziewczyna przekładała rzeczy w szafach. Ubrana była tylko w długą do połowy ud koszulkę z Jamesem Deanem i znoszone trampki. Stała do niego tyłem, ale Joe od razu poznał jej loki. Oparł się o futrynę drzwi i patrzył na nią. Obserwował jej ruchy zupełnie jakby tańczyła. W pewnym momencie Rosalie podeszła do łóżka i podniosła wzrok. Gdy ich spojrzenia się spotkały, znieruchomiała jak rażona piorunem.

- Cześć - rzucił, uśmiechając się do niej zalotnie. Widział, że zaskoczyło ją to bardziej niż się spodziewała. Gdyby była przygotowana, wymyśliłaby jakieś powitanie już wcześniej. Ale całkowicie ją zatkało. Perry nie wiedział czy to dobrze czy źle. Jednak nie miał zamiaru czekać na jej reakcję. Podszedł do niej i stanął najbliżej jak się dało. Od razu uderzył go jej zapach. Gdyby mógł, złapałby go do słoika i nigdy nie wypuścił. Patrzył na nią z góry, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Rosalie ani drgnęła. Nawet wtedy gdy schylił się, żeby ją pocałować. Nie miał pojęcia jak bardzo się przeliczył. Dziewczyna bez ostrzeżenia uderzyła go w policzek z otwartej dłoni.

- Jak śmiesz przychodzić do mnie po tym wszystkim?! I do tego ciągle nią śmierdzisz! - krzyknęła i zanim Joe zdołał zrobić cokolwiek uderzyła go ponownie. Przyjął to bez słowa krytyki. Wiedział, że dziewczyna ma rację, ale przecież to był tylko seks. Rosalie zebrała rzeczy z łóżka i wróciła przekładać je do szafy.

- Bez przesady - mruknął, patrząc jak czarnowłosa przechodzi w tę to w drugą stronę. - Nie jesteśmy już razem. W dodatku też miło cię widzieć.

Dziewczyna prychnęła.

- To dlaczego zachowujesz się jakbyśmy byli?! - rzuciła wyzywająco, upychając ubrania do szuflady. Joe nie widział sensu w tym co robiła, ale nie zamierzał jej przerywać. Jeśli miało ją to uspokoić, to wolał, żeby sprzątała dalej. 

- Przestań. Wyolbrzymiasz. Dawno się nie widzieliśmy. Jak myślisz jak miałem zareagować?! Wyciągnąć rękę i się przedstawić?!

Joe podniósł głos, bo wkurwiła go reakcja Rosalie. Tęsknił za nią jak ostatni debil, Hamilton śmiał się z niego i wyzywał od prawiczków, pantoflarzy i innych, a ona odstawia sceny! Tego nie mógł znieść. Przecież go znała. Chyba raczej nie sądziła, że przez ten  cały czas będzie siedział zamknięty w domu, czekając na jej powrót.

- O, no proszę! Jeszcze zacznij się na mnie wydzierać! Brakowało mi tego! Prawie zapomniałam jak to jest! - rzuciła, mierząc go wzrokiem. Perry zaczynał już mieć tego dość. 

- Mogłaś już lepiej tam kurwa zostać! - wrzasnął. Z każdym kolejnym słowem Rosalie coraz bardziej się nakręcał. Aż cały praktycznie się trząsł. Chciał się z nią pieprzyć. Tutaj, już, zaraz, teraz. Chciał, żeby krzyczała jak kiedyś, usłyszeć jej poddańczy głos, przyspieszony oddech. Chciał poczuć, że znowu jest jego i tylko jego. Niczyja więcej. Nie miał zamiaru z nikim się nią dzielić. Wiedział, że tylko w ten sposób mógł się uspokoić. Był przekonany, że Rosalie nie miałaby też nic przeciwko. Pewnie potem będzie mu to wyrzygiwać, ale kto by się martwił konsekwencjami? Nie miał czasu, żeby się nad nimi zastanawiać. Dziewczyna krzyczała, ale on jej nie słuchał. Nie mógł się skupić na słowach padających z jej ust. Już nie. Musiał ją uciszyć. A jedyny sposób jaki przyszedł mu do głowy to pocałunek. Nawet nie wiedział kiedy złapał ją i przygwoździł do ściany, od razu wbijając usta w jej. Dosłownie miażdżył jej wargi, byle tylko wymazać te wszystkie złe emocje, krążące między nimi. W końcu oderwał się od niej.

- Perry! Co ty robisz?! - wrzasnęła czarnowłosa, starając się wyswobodzić z uścisku.

- Jedyną słuszną rzecz. - I zamknął jej usta kolejnym mocnym pocałunkiem. Praktycznie się w nią wessał. Czuł, że walczyła, ale nie miał zamiaru odpuszczać. Nie teraz. Co chwila musiał wzmacniać uścisk, żeby nie uciekła. Będzie ją miał. Czuł to rosnące podniecenie, dziwny żar trawiący go od środka, który ugasić mogła tylko ona. Przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej. Z gardła dziewczyny dobiegł zduszony jęk. Zarzucił sobie jej nogi na biodra. Wiedział, że dziewczyna powoli zaczynała mięknąć. I miał zamiar to wykorzystać. Przesunął ustami od jej ust po szyję, równocześnie luzując uchwyt. Teraz gdy zaczynała mu się oddawać, nie było potrzeby trzymania jej zbyt mocno. Joe nie mógł się powstrzymać i ugryzł Rosalie w szyję. Dziewczyna syknęła cicho, co spowodowało, że nakręcił się jeszcze bardziej.

- Rosalie... - mruknął, gdy przebiegła palcami po jego klatce piersiowej, a te po chwili zgrabnie natrafiły na spodnie. Perry wiedział, że jeśli nie będzie jej miał w ciągu najbliższych sekund, to oszaleje. Czarnowłosa spojrzała na niego spod rzęs i uśmiechnęła się. Jak zawsze, gdy ze sobą spali tak i w tej chwili przypominała dziką kotkę. 

- Nie mogę czekać - powiedziała, szarpiąc się z rozporkiem.

***

Rosalie poczuła sekundowe niemal niewyczuwalne ukłucie bólu, ale potem szybko zginęła w fali gorąca i nieziemskiej przyjemności. Cała aż płonęła. Wyginała się, byle tylko uzyskać największą rozkosz. Wiedziała, że nie powinni byli tego robić. Ale nie miała ochoty o tym myśleć.Tak samo zdawała sobie sprawę, że ta chwila będzie ulotna. Jutro rozejdą się w swoje strony - ona wróci do pracy, a Joe pójdzie pieprzyć inne jak zwykle. Nikomu tego nie mówiła, ale Perry wcale nie zmienił swojego seksualnego życia, gdy byli razem. Sypiał ze wszystkimi chętnymi dziewczynami. A potem wracał do niej, śmierdzący nimi, oczekując, że będzie mógł ją porządnie przelecieć. Początkowo się pilnował, ale potem nawet nie zmywał śladów szminki. Jednak w tym momencie to się nie liczyło. 

Joe zwolnił z dużym trudem, czekając, aż dziewczyna się przyzwyczai do tego uczucia. Jednak nie było to potrzebne, bo Rosalie ścisnęła go udami, dając równocześnie znak, że jest gotowa na więcej. Nie miał zamiaru odmawiać temu jednoznacznemu przyzwoleniu. Spojrzał jeszcze na dziewczynę. Miała rozchwiane usta i zamglone oczy.

- Trzymaj się, mała - rzucił, wchodząc głębiej niż kiedykolwiek. Głośny krzyk Rosalie rozniósł się po całym domu.

***

- No i kurwa zajebiście! Już mam ciebie dość! Wypieprzaj z mojego domu!

- Sam wypieprzaj, chuju! 

- McKagan. Ty się z żadną nie dogadasz. - Izzy poklepał blondyna po ramieniu i z politowaniem pokręcił głową.

- Nie trzeba było pieprzyć Bierk - rzucił wkurwiony basista, patrząc w ślad za niknącą w oddali ulicy dziewczyną. Przez ostatni miesiąc wydawała się naprawdę interesująca. Tak. Wydawała... - Od niej wszystko się zaczęło.

- Gówno prawda. Jak już nie utrzymałeś fiuta w spodniach, to trzeba było z nią na serio. Po prostu odbić ją Adlerowi i tyle - mruknął Stradlin, odpalając papierosa.

- Co ty pierdolisz?! Znienawidziłby mnie. - McKagan spojrzał na gitarzystę z pięknym what the fuck wypisanym na twarzy. Nie nadążał nad rozumowaniem Izzy'ego. Możliwe, że nigdy nie dane było mu go zrozumieć. - A w dodatku tobie łatwo mówić. Bzyknąłeś raz jego siostrę, dobrze ją traktujesz, to Popcorn nic do ciebie nie ma. Jak się dowiedział, że to ja pieprzyłem się z Rosie a nie Axl, to o mało mnie nie zabił. Nigdy nie był bardziej wkurwiony.

- Niby tak, ale i tak lepiej ty niż Rose - mruknął Stradlin. Nie widział się z Debbie już ładnych kilka tygodni. Pojechała do rodziców zabrać swoje rzeczy i jak dotąd nie wróciła. Nie żeby się specjalnie przejmował, ale brakowało mu dobrego seksu. Miał okazję praktycznie na każdym kroku, ale nie chciał być nie w porządku w stosunku do dziewczyny. No i Adler ciągle pilnował, żeby Stradlin nie zrobił czegoś głupiego. Zamiast tego ćpał. Nie było to niedozwolone, a mógł przynajmniej spokojnie korzystać z przyjemności. 

- Kurwa. Co się z nami dzieje? - spytał Duff, trzymając ręce w kieszeniach katany i patrząc gdzieś przed siebie.

- Co masz na myśli?

- Każdy z nas znalazł sobie jakąś cizię. Nawet kurwa Steven, który rozpaczał po Bierk przez kurwa miesiące ma teraz Jeanette.

- Do czego zmierzasz? - spytał sennie Izzy. Nie, że nie słuchał McKagana. Po prostu taki był i tyle. W sumie nawet zaciekawiło go to, co też rodziło się pod tym tlenionym łbem.

- To, że jesteśmy pieprzonymi chujami. Nie przejmujemy się tym, że jakaś dziewczyna nas zostawi, bo zaraz znajdziemy sobie inną. Pierdoleni z nas egoiści. Ciągle wracam do Rosalie, ale to jest idealny przykład. Bzyknęliśmy ją, trochę poubolewaliśmy po jej stracie i to wszystko! No, może jeszcze przeprowadzaliśmy szturm na autobus Aerosmith, żeby ją odbić, ale to nieważne. Sęk w tym, że myślimy tylko o własnych dupach i nie bierzemy pod uwagę uczuć innych. Ani tego, że kogoś krzywdzimy.Nawet teraz. Zbytnio się nie przejąłem tym, że Ann sobie odeszła. Wyzwała mnie i to wszystko. Już jutro nie będę o niej pamiętał.

- Ale wiesz, że ciągle pamiętasz Rosie, prawda?

- Ty też ją pamiętasz i jakoś się ciebie nie czepiam! - oburzył się blondyn. Czarny przewrócił oczyma. I ja muszę mu to tłumaczyć?, spytał sam siebie, ale wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi. Westchnął.

- Przyznaj się, stary. Po prostu jesteś zazdrosny, że jest z Perrym a nie z tobą.

- Spiedalaj! Nie jestem zazdrosny! A w dodatku oni nie są już razem. 

Izzy spojrzał na Duffa z ironicznym uśmiechem.

- A skąd to niby wiesz, wyrocznio? - spytał kpiąco. 

- Erin mi powiedziała.

- Erin... Erin powiedziała tobie, że Rosalie i Perry nie są już razem? - spytał Stradlin, akcentując słowo 'tobie'.

- No, właśnie to powiedziałem, idioto.

- No, widzisz. A ja wróciłem przed chwilą od Bacha. Wczoraj odebrał ją z odwyku i zawiózł do ich wspólnego domu z Perrym. Nie wróciła na noc.

Izzy podniósł papierosa w stronę Duffa jakby zamierzał wnieść nim toast i zniknął wewnątrz Hellhouse.

***

Steven stał przed drzwiami białego domu, poprawiając co chwila wielkie okulary. Ciągle rozglądał się dookoła, żeby sprawdzić czy na pewno nikt go nie śledzi. Ci chorzy fani, a w szczególności fanki, nie dawali mu spokoju. Specjalnie jeszcze ubrał się w najzwyklejsze rzeczy jakie wpadły mu w ręce - jeansy, białą skórzaną kurtkę, a na głowę wcisnął baseballówkę. Dodatkowo obwiązał szyję długim fioletowym szalem. A i tak przyciągał uwagę wszystkich na ulicy. Jeszcze raz niecierpliwie nacisnął dzwonek. Czemu ten palant nie przychodził?! Jeszcze chwila a staranuje drzwi. Musiał powalić w nie jeszcze dobre parę razy zanim usłyszał, że w środku coś się poruszyło. Ktoś szedł wolno w jego kierunku. Gdy tylko drzwi lekko się uchyliły, rzucił:


- No, dłużej się nie dało, idioto?!

- Co ty tu kurwa robisz? - Perry patrzył na niego zza szpary w drzwiach.

- Wpuść mnie do środka, zjebie zanim ktoś mnie zauważy!

Joe przewrócił oczami, ale otworzył szerzej drzwi. Steven nie czekając na zaproszenie, wszedł, a właściwie wkroczył do salonu. Niemal od razu zrzucił swoje przebranie. Szalik zakrywający mu twarz trafił do kąta, okulary wylądowały nieopodal, a skórzana kurtka leżała na środku pokoju. 

- Wyglądałeś jak jakiś pieprzony disco ninja - mruknął Perry, patrząc jak przyjaciel rzuca się na sofę i rozkłada na niej jak pan. Steven rzucił mu długie porozumiewawcze spojrzenie. - Napijesz się czegoś? - spytał bardziej z uprzejmości. Najchętniej wykopałby go z powrotem na dwór. Tyler musiał przyleźć akurat teraz. Jego ukochany bliźniak miał wspaniałe wyczucie czasu.

- Wódki - rzucił Steven, odgarniając włosy z twarzy i rozglądając się po wnętrzu domu zupełnie jakby oceniał czy warto się do niego przeprowadzić. Perry z westchnieniem poszedł do kuchni, wyjął z lodówki alkohol i przyniósł Tylerowi. Nie bawił się w jakieś szklanki czy inne bzdety. Pili z gwinta. Steven niemal wyrwał mu butelkę z rąk i od razu upił porządnego łyka.

- No, to po co przyszedłeś? - mruknął Joe, siadając naprzeciw wokalisty. Ten dał mu znak ręką, żeby poczekał chwilę i dopiero po minucie odpowiedział:

- A ty co kurwa jesteś taki miły dla mnie?

- Jak zawsze, chuju. Wiesz która godzina?

Steven rozłożył ręce zdziwiony, po czym mruknął:

- A masz coś lepszego teraz do roboty? - I zanim Joe zdążył odpowiedzieć, dodał:

- Pamiętasz Claire?

- No - odpowiedział Perry, patrząc jak Steven po raz kolejny ciągnie z butelki. Gdy ją odłożył, gitarzysta zrobił to samo. Pierwszy łyk zawsze był najgorszy. Skrzywił się, czując gorąc w gardle. Jeśli Tyler przyszedł tu tylko, żeby gadać o jakiejś swojej byłej to zajebiście. Nie mogło być nudniejszego tematu. Musiał przygotować się na długą męczącą pogadankę o rozterkach wokalisty. Zajebiście. - I co z nią? - rzucił obojętnie. Zamiast tego mógłby dalej leżeć koło Rosalie. Dopiero jakieś dwie godziny temu zasnęli. To nie był seks. To był pierdolony maraton. Perry uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jak dziewczyna krzyczała jego imię. Ciągle czuł głębokie zadrapania na plecach, które mu zadała. Później mogliby wziąć kąpiel...

- Nie mogę o niej zapomnieć. Ciągle o niej myślę. - Jego rozmyślania przerwał bohater dzisiejszego poranka. - Wiem, że to nie w moim stylu, ale tak jest. I przyszedłem do ciebie po pomoc.

Zostałem teraz kurwa pierdoloną swatką, pomyślał Joe, odchylając się na kanapie i gapiąc w sufit.

- No, tylko, że wiesz, że ona jest z tym Bachem ze Skid Row. Czasem tu przychodziła. I wydawała się szczęśliwa.

- Wiem, kurwa! Nie dołuj mnie! I dlatego tym bardziej musisz mi pomóc.


- I co niby miałbym zrobić? To brat Rosalie. W dodatku dobrze wiesz, że mamy zjebane relacje. To kawał skurwysyna i to wszystko.

- No, ale właśnie! Nie mógłbyś do niej pojechać i z nią pog...

- Kurwa! I co jeszcze?! - Perry przerwał Stevenowi, domyślając się z łatwością reszty. Szybko wstał i zabrał wódkę Tylerowi. - Nie będę załatwiał spraw za ciebie! Sam kurwa do niej pojedź, a mnie w to nie mieszaj! 

- Wiesz, że nie mogę. No, proszę cię, Joe. Pomóż mi, a będę twoim dłużnikiem do końca świata i tak dalej - błagał Tyler, a Perry pomyślał, że wygląda żałośnie. I nawet całkiem zabawnie. Tylko jednego nie mógł zrozumieć. Steven mógł mieć każdą, ale pożądał czegoś czego nie mógł mieć. Co było poza jego zasięgiem. - Będę ci odstępował najlepsze dziwki. No, weź. Nie bądź wiśnia.

- Szczam na twoje dziwki. Pomogę ci, ale pod jednym warunkiem.

- No jakim?

- Przez następne pół roku będziesz udzielał za mnie wywiadów.

- Co?! To niesprawiedliwe! - wrzasnął Steven. - Tak nie można!

- Stul pysk! - syknął Perry, mając nadzieję, że ten krzyk oburzenia nie obudził Rosalie. Nie chciał, żeby wstawała. Jeszcze nie. Instynktownie spojrzał na szczyt schodów, po czym przeniósł uwagę na Tylera. - Albo bierzesz moje wywiady albo możesz powiedzieć arrivederci Claire.

Wokalista stał z zaciśniętymi pięściami i aż cały się gotował. Perry wiedział, że Steven najchętniej dałby mu po facjacie, ale nie miał zamiaru odpuszczać. Zamiast wrócić po koncercie do hotelu, baru czy burdelu, trzeba było zostawać i tłumaczyć tym wkurwiającym dziennikarzom jak to osiągnęli sukces. Joe zawsze dostawał grubych spoconych dziennikarzy. Tylko raz rozmawiał z kobietą i wcale nie była jakaś specjalnie piękna. Za to Tyler był obskakiwany przez stada seksownych panienek. Jednak nawet to nie mogło zastąpić gorącej kąpieli po całym pierdolonym dniu na nogach. Perry wiedział, czego żąda, ale nie miał zamiaru obniżać progu.

- Jesteś straszny! W ogóle nie pytasz co u mnie! No, ale zgoda! - wycedził w końcu Tyler. - To jaki masz plan?

- Zrobię imprezę. - Gitarzysta wzruszył ramionami. Był to najprostszy sposób na ściągnięcie jak największej liczby ludzi. Wliczając w to Claire.

- Ty to jesteś pogrzany, Perry! Myślisz, że ona przyjdzie tak sobie do ciebie na grilla?! - Stevenowi nie spodobał się pomysł. W ogóle nie przypadł mu do gustu. Jego przyjaciel miał na niego kompletnie wyjebane. Nie przejmował się, że on cierpiał. - Sądziłem, że stać cię na więcej - dodał i zrezygnowany opadł z powrotem na kanapę. 

- Zamkniesz się w końcu?! - Perry miał kurewsko dosyć tych nastrojów Tylera. Tym bardziej był zdenerwowany, im więcej myślał o dziewczynie w jego łóżku. Miał zamiar zostawić tu tego marudę i pobiec do sypialni. Chciałby. - Nie skończyłem! Przyjdzie, bo to nie będzie jakaś tam pierwsza lepsza impreza na polowania. Uczcimy powrót Rosalie od zombiaków.

Steven spojrzał na niego zdziwiony. Otworzył szeroko oczy, usta i chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego udało mu się wyglądać tylko jak ryba. W końcu jednak odetchnął i spytał:

- To ona... Znaczy... Kiedy wychodzi?

Joe westchnął. Tyler przez ostatni rok jak jeszcze nigdy zbliżył się do dziewczyny. Można by powiedzieć, że to Rosie razem ze Stevenem byli bliźniakami, a nie on z wokalistą. Chodzili razem do kina, do baru, na ploteczki, nawet na zakupy wybierali się razem. Jak jedno z nich nie mogło, drugie solidaryzowało się z nim i zostawało w domu. To była pierwsza i chyba jedyna żeńska przyjaźń Tylera. Bardzo często Perry czuł się zazdrosny. Cieszył się, że jego przyjaciel nie ma zamiaru jej przelecieć, ale dlaczego musiał to być akurat on? 

- Jest w sypialni.

Tym razem Steven wyglądał jakby ktoś go uderzył. Jednak nie trwało to nawet sekundy, bo poderwał się momentalnie z kanapy i puścił się biegiem po schodach, zmierzając w jednym kierunku.

- Tyler! Kurwa! - krzyknął za nim Perry, ale było za późno. - Co za chuj... - mruknął pod nosem i pobiegł śladem wokalisty. Gdy dotarł do pokoju, zastał Tylera leżącego na łóżku obok Rosalie i jeżdżącego opuszkami palców po jej odkrytych ramionach.

- Co ty kurwa robisz? - rzucił cicho, żeby nie obudzić dziewczyny. Steven uciszył go ruchem ręki, ale i tak czarnowłosa poruszyła się, szeleszcząc pościelą.

- Joe? - mruknęła sennie, powoli się wybudzając. Parę loków spadło jej na twarz.

- Nie, promyczku mój najsłodszy. Z tej strony Steven - mruknął jej do ucha Tyler.

- Steven? - mruknęła dziewczyna jakby nie zrozumiała sensu usłyszanej wypowiedzi. Jednak w pewnym momencie się ocknęła i szybko obróciła, patrząc zaskoczona na uśmiechniętego Tylera. - Steven! - krzyknęła, a wielki kamień spadł jej z serca. Już myślała, że znowu jest w Hellhouse z Adlerem. Usiadła na łóżku i rzuciła się na wokalistę.

- No, część, piękna! - Tyler roześmiał się, tuląc dziewczynę. Joe ciągle za to stał w drzwiach, patrząc na tę całą akcję. Nie mógł nie zauważyć, że Rosalie opadła pościel z piersi i nawet tego nie zauważyła. A co dziwniejsze, Steven też nie zwrócił uwagi na to, że jego przyjaciółka była topless. Joe przewrócił oczami. Chore układy.

- Kochanie, musisz mi pomóc. - Steven patrzył dziewczynie prosto w oczy. Miał nadzieję, że chociaż ona zrozumie, co czuł. Nie musiał nic więcej mówić.

Łączna liczba wyświetleń