Parę słów na początek: witamy na blogu, który zawierać będzie opowiadania najeczęściej o muzykach glamowych, thrashowych i rockowych, ponieważ takie są upodobania autorek. Jeśli kogoś obrzydzają sceny związane z kontaktami homoseksualnymi, przed każdym postem, który takowe będzie zawierał, na pewno napiszemy ostrzeżenie. Blog zawiera osobiste fantazje autorek (czasem oneshoty, jak ten, czasem dłuższe opowiadania) i wszystko co zostanie w nich opisane, jest ważne dla nich, a jeśli tobie się nie podoba - nikt nie każe tego czytać, bo piszemy to dla siebie i dla naszych znajomych a nie pod publiczkę. Komentarze prosimy składać tylko pod najnowszym postem, inaczej nie będą brane pod uwagę. Czekamy tylko na uzasadniona i mądrą krytykę, z której możemy coś wynieść. Dziękuję, jeśli coś jeszcze mi się przypomni napisze przed kolejna notkom : ).
***
Jeśli jesteś homofobem - odpuść sobie, jeśli nie - zapraszamy do czytania.
***
***
Jeśli jesteś homofobem - odpuść sobie, jeśli nie - zapraszamy do czytania.
***
- Nieee no, ja chce pić! No weź, no proszę... - Peter rwał się w stronę baru. - Ja chce się nawalić, nawalić kurwa!
Martin jednak wiedział swoje. Ciągnął chłopaka do domu. Ostatni raz
pozwolił mu się najebać, gdy zdradziła go dziewczyna i wiedział, jak to
się skończy. Pewnie znów będzie ryczał
całą noc na ulicy i będzie chciał się zajebać, jak Dave. Dave... Teraz
Peter... Czemu znów przyjaciel? Czemu znów chłopak? Martin był na skraju wytrzymania. Boże, jak ja go kocham... czemu o nie może tego odwzajemniać?!
Martin zamknął drzwi mieszkania i popchnął Petera w stronę sypialni. Siedli na skaju łóżka. Peter zacisnął ręce w pieści.
- No, przecież nie będziesz płakać z powodu jakiejś dziewczyny. Jesteś mężczyzną, ogarnij się - pocieszał go Martin.
- Kurwa no, ja po prostu potrzebuję odrobiny czułości i prawdziwej
miłości, kurwa... - westchnął blondyn, rozkładając się na łóżku.
Czarnowłosy zauważył, że ma zaczerwienione oczy i z całych sił próbuję
nie uronić łzy, jak to Peter. Cholernie uczuciowy facet.
- Czułości... - szepnął do siebie Martin. Czułości? Boże, jak ja bardzo chciałbym Ci ją dać, jak ja bardzo chciałbym zatopić się w tych twoich malinowych ustach... Myślał,
patrząc na jego cudne usta, wykrzywione w grymasie bólu. Nienawidził
kiedy Peter był smutny, ale gdy blondyn zagryzł dolną wargę Martin
zadrżał, wyobrażając sobie jak Peter stęka pod nim z taką miną,
aczkolwiek wywołaną rozkoszą. Teraz, albo nigdy.
Martin podniósł się i odwrócił w jego stronę. Gdy jednak spojrzał na zdziwionego Londona, zatkało go... Nie mogę, no kurwa, to jest mój przyjaciel. PRZYJACIEL KURWA. Wyszedł szybo z pokoju i poszedł do łazienki. Serce waliło mu jak szalone. Peter...
W jego głowie pojawiały się coraz to nowe obrazy. Czuł, że musi to
zrobić, musi zrobić jakiś krok, właśnie teraz, ale nie mógł. Zbyt bardzo
się bał. Po paru chwilach, obraz nagiego Petera pod jego ciałem stał
się zbyt realistyczny, zbyt słodki, żeby wytrzymać. Poczuł, że jego
męskość nabrzmiewa. Zdobył się na odwagę i wrócił do sypialni. Peter
miał zamknięte oczy, ale Martin wiedział, że chłopak nie śpi. Kurwa,
kurwa, kurwa... zrobić to czy nie? Ja pierdole, a jeśli zjebie naszą
przyjaźń? A może nie? Może Peter odwzajemni uczucie... Nie... przecież
to Peter... Chociaż. Znów w jego głowie zaświtał obraz Petera nago. W tym momencie chłopak już wiedział. Zrobię to, kurwa. Pochylił się nad kolegą i musną jego usta.
- Martin...
- Błagam, nic nie mów. Wiem, że jestem skończonym idiotą, ale ja nie
mogę tak dłużej żyć. Kocham Cię kurwa. I pragnę cię tu i teraz. - Łzy
napłynęły mu do oczu. Wiedział, że zaraz może zjebać się wieloletnia
przyjaźń.
- Sam przed chwilą powiedziałeś, że faceci nie płaczą.
- Peter otarł jego łzę. - Nie jesteś idiotą. Jesteś najcudowniejszym
facetem na świecie. Chodź tu do mnie - chwycił twarz Martina w dłonie i
przyłożył usta do jego ust. Przejechał językiem po jego zębach, języku,
podniebieniu.
Martin był w takim szoku, że przez chwilę nie
mógł nic zrobić. Nawet nie oddychał. Był pewny, że to koniec. Że Peter
odepchnie go, wybiegnie z ich mieszkania, powie Simonowi i Ericowi o
całym zajściu i skończy się jego życie. Nagle zaczęło do niego docierać,
co by się stało, gdyby jednak Peter uciekł. Przecież, mógł w ten sposób
zakończyć swoją karierę, swoje wymarzone życie. Ale teraz to było nie
ważne. Czuł wzrastające podniecenie, które rozsadzało go od środka.
Zaczął całować chłopaka coraz szybciej, tak jak całował niejedną
dziewczynę, a jednak było to coś o wiele cudowniejszego. Przejechał ręką
po ramieniu Petera, którego ciało pokryło się gęsią skórką. Martin miał
cudownie gładkie i zimne ręce, które po chwili znalazły się pod jego
bluzką. Czarnowłosy delektował się każdym kawałkiem ciała blondyna.
London rozpiął spodnie Martina i przejechał ręką po jego męskości.
Czarnowłosy oderwał się od blondyna i zaczął szybko rozbierać siebie i jego. Jeszcze będziemy mieli czas na ckliwe pieszczoty, teraz nie wytrzymam... Wziął
nogi Petera i pociągnął go wyżej. Peter od razu oparł się na jego
ramionach, unosząc ciało w górę, tak aby Martin mógł w niego wejść.
Sweet powoli zaczął wsadzać w niego penisa. Blondyn krzyknął i zacisnął
ręce na pościeli. Na jego twarzy widać było cholerny ból
- Boli?
- Nie kurwa... tak se krzyczę... bo lubię... - wysapał Peter, ale kiedy
Martin chciał się wycofać powstrzymał go. - Nie, chcę tego... No, nie
każ mi już czekać. - Dodał widząc, że czarnowłosy się waha.
Martin powoli poruszył się w blondynie, a ten stęknął głośno. Po chwili
Sweet poruszał już rytmicznie biodrami sprawiając im ogromną
przyjemności, a Peterowi także poniekąd ból. Czarnowłosy doszedł
pierwszy, a Peter zaraz po nim, wytryskując mu na brzuch. Kochał
chłopaka, całym sobą i chciał na zawsze mieć go przy sobie. Czuł, że to
nie był tylko zwykły seks, ale że to początek zajebistej miłości i
wiedział już, że życie jednak jest zajebiste i piękne, a przede
wszystkim ma teraz sens. Sens imieniem Peter London.