poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Like a Rolling Stone - Part 7 Episode I

     Obudziła się na łóżku Izza, ubrana w ciuchy, które dostała od niego dzień wcześniej. Przeciągnęła się i spojrzała na podłogę. Właśnie tam leżał brunet, jedną ręką trzymając gitarę, a drugą butelkę wódki. Debbie zaśmiała się i bardzo cicho wstała. Podreptała do łazienki na piętrze, stanęła jeszcze chwilę przy otwartym oknie, napajając się pięknym dniem. Jednak jej uwagę przykuły głośne krzyki dochodzące zza domu. Debbie nie chciała podsłuchiwać, ale rozpoznała głos brata i momentalnie ją zamurowało. Czasem tak się ma, a Deb na pewno nie wtrącała się w obce sprawy. Do teraz...

     - Czy ciebie do reszty pojebało?! To twoja siostra, a ty kurwa, zamiast jej w tak trudnej sytuacji pomóc, to jeszcze kurwa ją uderzyć chciałeś!

     - To nie tak! Ostrzegałem kurwa przed Axlem, a teraz ma za swoje. Nauczy się, że brata się słucha. Na chuj taka siostra! Jeszcze ciebie przeciąga na swoją stronę! A brakuje mi do tego Axla i jego ucieczki chuj wie gdzie!

     - Co ty kurwa pieprzysz!? Jakaś głupia kariera i pieniądze są dla ciebie ważniejsze niż rodzina? Czy ty kurwa zdajesz sobie sprawę co do cholery robisz?!

     - Tak, kurwa zdaję! Te wszystkie akcje z jej udziałem są mi kulą u nogi! Na chuj mi one!

     - Ty jebany skurwielu! Wypierdalaj sprzed moich oczu, ale już!

     - To jest kurwa mój dom i co najwyżej ty wypierdalaj!

     - Ja nie wiem czy będzie twój jak dobiorą ci się do tyłka chuje, od których pożyczasz kasę!

     - Nie waż się tak mówić! Kurwa nawet się nie waż!

     - Będę mówiła co mi się podoba! W dodatku co może mi zrobić wiecznie naćpany perkusista, który i tak zawsze gdy jest na haju, zmienia się w zupełnie innego faceta! Wrednego skurwiela bez kurwa uczuć! Bydle nie człowieka!

     - Zawsze jestem skurwielem bez uczuć.

     - Nie kurwa! Praktycznie nigdy... Nigdy, gdy jesteś trzeźwy! Wtedy czuję się kochana, bezpieczna. A kiedy się naszurasz, zaczynam się ciebie bać, rozumiesz?! Ile razy to było jak dostałam od ciebie za nic! Za nic kurwa! Ćpałeś i mnie biłeś! A ja ci to kurwa zawsze wybaczałam, zawsze! Zapominałam, bo cię kocham, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jak się nie ogarniesz, przegrasz życie, które i tak, zaczynasz tracić. Straciłeś już zaufanie siostry, mnie... Jak tak dalej pójdzie stracisz i  chłopaków.

     - Co ty pieprzysz?!

     - To co słyszysz! Z nami kurwa koniec!

     Po tych słowach Debbie poczuła jak tylne drzwi się otwierają. Ujrzała Rosie całą zapłakaną. Ta nie zdając sobie sprawy z obecności Deb, stojącej na szczycie schodów załamała ręce i ukryła twarz w dłoniach. Blondynka chciała przejść dalej, ale drewno pod jej stopą zaskrzypiało złośliwie. Rosie podniosła na nią wzrok i posłała jej tylko smutne spojrzenie, po czym szybko wyszła z domu. Nawet nie odwróciła się, gdy Steven wciąż stojący na dworze, wołał za nią:

     - Kochanie. Nie chciałem!

     Debbie patrzyła jak jej brat psuje sobie relacje z doskonałą dziewczyną. Nie chciała dla niego źle, ale nie miała pojęcia co sądzić po tym wszystkim co usłyszała. Poniekąd to jej brat, ale słyszała co powiedział. Słyszałam kurwa wszystko i wjebał mi sztylet w serce. Fajnie, prawda? Kurwa w chuj. Wczoraj jaszcze ją przepraszał, a teraz uważał, ze była tam zbędna... Nie wiedziała, co powinna o tym myśleć. Tłumaczyć go czy brać wszystko dosłownie? Pomyślę o tym... Ale nie teraz. Spojrzała uważnie na drzwi, za którymi zniknęła przed chwila Rosalie, zastanawiając  się, gdzie mogłaby teraz uciec. Jedynym miejscem jakie przychodziło jej do głowy był bar, w którym spotkała chłopaków pierwszy raz. i tak zrobiła. Zbiegła po schodach i wyszła z Hellhouse. Szła tak błagając o nie napatoczenie się ani brata ani Axla. To byłoby najgorsze co mogłoby jej się przytrafić. Włożyła dłonie do kieszeni spodni po byłej dziewczynie Izza. Poczuła coś w jednej  nich. Wyciągnęła z niej niewielką karteczkę i jakieś dolary. Debbie przeliczyła pieniądze uważnie i wytrzeszczyła oczy. Bogata ta dziewczyna. Szybko odwinęła karteczkę i zaczęła czytać:

"Kochany Izzy,
przepraszam, że tak nagle Cię zostawiłam. Piszę ten list, aby Ci to wyjaśnić. Nie byłabym w stanie, powiedzieć Ci tego wprost. Mój były chłopak... On wrócił. Zrozumiałam, że go kocham. Pocieszałam się Tobą, a ty wyraźnie mnie kochałeś. Musiałam odejść. Wynagrodzenie chyba już znalazłeś. 
Żegnaj, Suzie."

     Debbie parsknęła śmiechem. Jaka normalna dziewczyna daje chłopakowi w wynagrodzeniu pieniądze? Ja pierdole. Chyba, że to męska dziwka. W każdym razie, nie należały do niej i wypadałoby je oddać. Zawróciła na pięcie i kręcąc głową z politowaniem znów szła w stronę domu. Nadal rozglądała się uważnie, patrząc czy wokół przypadkiem nie zobaczy nikogo znajomego. Przewracała karteczkę w dłoniach, po chwili ponownie znalazła się pod domem. Otworzyła powoli drzwi, rozejrzała się, ale nikogo nie zobaczyła. Wbiegła na górę i zapukała do drzwi pokoju Iz'a . Usłyszała tylko znudzone "Proszę" i szarpnęła za klamkę.

     - A, to ty...

     Debbie podążyła wzrokiem za cichym zrezygnowanym głosem bruneta. Zobaczyła go leżącego na podłodze w ciemnych okularach z instrumentem na piersi. Wyglądał jakby umarł. Tylko powolne ruchu dłoni świadczyły o tym, że jeszcze żył. Grał na gitarze. Usiadła obok niego i szybko zaczęła dośpiewywać tekst wymyślany przez siebie na bieżąco. Uśmiechał się do niej nikło, ale nie zaprzestał grania. Debbie nadal więc śpiewała. Po chwili musiała wymyślić jakiś prosty, powtarzający się refren..'Said, sugar, make it slow, and we'll come togather fine. All we need is just a little patience'. Po tych słowach Izzy zakończył piosenkę jednym akordem i posłał dziewczynie zadowolony uśmiech.

     - Jeny. Jesteś świetna.

     Popatrzył na nią, a chwilę potem ciągnął dymka. 

     - Weź, przestań. Aż tak na pewno nie. - Jej policzki przybrały różową barwę, a Izzy wzruszył ramionami i mruknął:

     - Jak tam chcesz...

     Debbie przewróciła oczami i chrząknęła:

     - Fajnie tu masz, ale nie po to tu przyszłam.

     I podała mu kartkę ze smutnym uśmiechem. Izzy popatrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami, otworzył i przeczytał. Debbie chciała wyjść, ale zatrzymał ją ruchem dłoni. Zauważyła, że po przeczytaniu Izzy stał się jeszcze bardziej przybity niż był, gdy tu wchodziła. Spojrzała na niego ze współczuciem. Ten tylko wzruszył ramionami i zajął się grą na gitarze. Wow! Aż tak dobrze to zniósł?, pomyślała Debbie, patrząc z uznaniem na chłopaka. Izzy rzucił liścikiem w kąt, a dziewczyna zauważyła, że leżało tam też puste opakowanie po jakichś tabletkach. Wstała z kolan i podniosła je.

     - Izzy, co to? - spytała, przystawiając pudełko chłopakowi pod nos. - Brałeś to?

     - Jakieś tabsy - odparł chłopak, patrząc przelotnie na plastik. - Brałem. 

     Debbie przeczytała ulotkę i złapała czarnego za ramiona. Przyglądała mu się, podnosząc mu okulary, żeby spojrzeć w jego mocno rozszerzone źrenice.

     - Izzy, co ty wziąłeś? - spytała, czując, że głos zaczyna jej się podłamywać. Chrząknęła, żeby tylko nie dać się ponieść emocjom.  

     - Tabletki.

     - Ale kurwa na co? - krzyknęła, widząc, że chłopak zaczynał jej odlatywać. 

     - Na sen. Czytałaś to po co się głupio pytasz?

     - Ile ich tam pojebańcu było? 

     - Z piętnaście... Może więcej.

     Debbie spojrzała na niego z niedowierzaniem i uderzyła go gwałtownie w policzek. Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem. Wyglądał przerażająco. Jego źrenice automatycznie się zmniejszyły, a twarz zaczęła czerwienieć. Cholera jasna. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, powiedzieć komuś, pobiec po pomoc czy robić cokolwiek. Przytuliła go do siebie na tyle na ile mogła. Nadal czuła jakby był zupełnie gdzie indziej myślami, a przy niej tylko fizycznie. Wstała i zaciągnęła go z niemałym trudem na łóżko, gdzie usiadła obok i zaczęła delikatnie głaskać jego ramię. W myślach prosiła, by nie zasypiał. Ułożyła go delikatnie na poduszkach, otworzyła okno i szybko wybiegła z pokoju. Zapukała do drzwi obok. 

     - Wlaź. 

     Gdy je otworzyła, ujrzała Duffa z basem w dłoni i winem na parapecie.

     - Słuchaj, pomóż mi... - nie wiedziała jak zacząć. - Izzy... On połknął całe opakowanie tabletek nasennych.

     - Tylko jedno? - spytał spokojnie blondyn, naciskając butem na kaczkę. 

     - No... No tak.

     Debbie zaczęło zastanawiać słowo 'tylko' w pytaniu chłopaka. Była pewna, że po takiej dawce niechybnie zeszłaby z tego świata.

     - To go zostaw - doradził jej Duff, wzruszając ramionami. - Jakby chciał się zabić wziąłby co innego albo więcej tabletek... Serio - dodał, widząc przerażenie w oczach dziewczyny. Nie ruszyła się jednak z miejsca, oczekując bardziej satysfakcjonującej odpowiedzi. Duff westchnął. - Skoro chcesz być Matką Teresą, zrób mu zimny okład czy coś w tym stylu. 

     Słysząc to, Debbie rzuciła coś na pożegnanie i wyszła z pokoju żyrafy. Schodziła właśnie na dół, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła za sobą kupę czarnych loków. Odgarnęła je dłonią, by widzieć twarz chłopaka i głęboko westchnęła. Slash szczerzył się szeroko, a jej specjalnie do śmiechu nie było. Wyrwała szybko ramię z jego uścisku i wyszła z mieszkania już drugi raz w ciągu ostatniej pół godziny. Ruszyła w stronę Sunset, nucąc pod nosem coś z działalności Sex Pistols. Po chwili za plecami usłyszała znajomy głos. Domyśliła się, że brat Rosalie szedł za nią.

     - Odczep się - mruknęła, nie mając ochoty na towarzystwo. 

     - Co jest, maleńka? - zapytał chłopak, podbiegając do niej i zrównując z jej krokiem.

     - Nic. Problemy z bratem... Kumplem i tabsami. Czyli ogólny syf, wiec wracam do domu - odburknęła, nawet nie patrząc na Sebastiana. Ten jednak zapytał lekko nie dowierzając w usłyszaną informację.

     - Ale... Ale jak do domu? 

     - No, wylatuję. Pierwszym samolotem lecącym do Anglii. Stany są zjebane tak samo jak mój dom u babci - mówiła, nie zatrzymując się. Dłonie wbiła w kieszenie spodni. 

     - No i na chuj tak daleko.

     Objął ja ramieniem i prowadził dalej w stronę barów.

     - Problemy z czasem miną, a w sumie, nigdy nie miną do końca. W LA nie ma życia bez problemów. Nie wyrwiesz się, taki ciąg życia, a ty masz talent i musisz tu zostać. Wiesz ile ja się tu naryczałem? Problemy z dilerami, z rozpieszczonymi rockmenami, z alfonsami. Kurwa, życie tu to całkowity hardcore, a ty, musisz być cholernie silna - mówił jej jak mentor uczniowi przez całą drogę. Zerkał na nią z braterskim uczuciem w oczach. Debbie tylko uśmiechała się od czasu do czasu, a po zakończeniu przemowy chłopak rzucił:

     - To jak, kotek? Idziemy do baru?

     - A chuj... Możemy iść.

     I nadal z ręką przewieszoną przez jej ramiona, ruszył do Whisky a Go Go. Jednak Debbie zatrzymała się przed wejściem, a Sebastian spojrzał na nią pytająco. 

     - Ej, ale poważnie tu? Będę musiała patrzeć na striptizerki?


     - Zawsze musi być ten pierwszy raz. Wytrzymasz. - Zaśmiał się, a Deb poczuła, że tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Kiedy stanęli zaraz przed wejściem, Sebastian puścił strzałkę do ochroniarza i weszli. Dosiedli się do stolika, przy którym siedziała i tak już gromada jakiś chłopaków. Deb domyślała się, że to reszta Skid Row. Sebastian powiedział tylko, że przyszedł z siostrą, a tamci przywitali ją łykiem gorzały. Szybko zamówili kolejki jakiegoś wina, potem Daniel'sy i Beamy. Wszystko zeszło przy rozmowach o wszystkim i o niczym. Debbie nie znała ich imion, oni jej a i tak wszyscy bawili się idealnie. Po chwili jakieś dwie nagie laski podeszły do stolika i zajęły się zespołem, kiedy Sebastian obejmował ją ramieniem i torpedował ilością głupich żartów. Deb złapała tylko pełną butelkę jakiegoś wina, otworzyła ją i zaraz zaczęła pić.




piątek, 25 kwietnia 2014

Like a rolling stone - Part 6

     - A...Axl? - wybąknęła, widząc rudzielca pieprzącego się z jakąś brunetką w wannie. On tylko odwrócił się i spojrzał na nią z niedowierzaniem zmieszanym ze wściekłością. Debbie nie była w stanie powiedzieć nic. Kompletnie nic. Zatkało ją. Axl wyszedł z wanny, owinął się ręcznikiem w biodrach, podszedł do niej i spojrzał na nią groźnie.

     - Co ty tu kurwa robisz?! - zaczął się wydzierać, a Deb poczuła, że oblewa się rumieńcem i zapada w sobie.

     - No, tego... Mieszkam tu - odpowiedziała cicho, ale po chwili zebrała się na odwagę i wyprostowała się. - Wrzuć na luz, szajbusie.

     - Jak ty mnie nazwałaś?! - wykrzyknął, a właściwie ryknął Axl, patrząc na dziewczynę z nienawiścią w oczach. Debbie nagle przypomniała sobie to wszystko o czym mówiła jej Rosie. Sebastian nazwał go nawet psychopatą. O, kurwa, Adler, pomyślała, bojąc się poruszyć. Teraz to ładnie sobie dojebałaś. Nie wiesz kiedy się zamknąć? Rudy stał nad nią i dosłownie się gotował.

     - Ty mała suko, więcej nie waż się tak do mnie odezwać! - Uniósł rękę i przywalił z pięści prosto w policzek dziewczyny. Debbie poczuła jak ognisty ból promieniuje jej na całą twarz i szyję, jednak nie przewróciła się. Złapała się za bolące miejsce, spojrzała w oczy Axla, a po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Bólu, złości i bezsilności. Chłopak jak gdyby nigdy nic tylko powtórzył swoją czynność. Debbie nie zdołała już zachować równowagi i upadła na ziemię.

     - Nie bij jej! - Blondynka usłyszała słodki damski głosik dochodzący z wanny. Jednak tak szumiało jej w uszach, że reszta słów zlała się w jakiś niezrozumiały dla człowieka bełkot. 

     - A ty kurwa zamknij się, bo skończysz jak ona - syknął wkurwiony Axl i chyba nie wiedząc co ze sobą zrobić, kopnął blondynkę porządnie w brzuch. Kurwa! Co jest?!, chciała wydrzeć się Debbie, ale jedynym co wydobyło się z jej ust był ni to pisk ni to syk bólu. Kątem oka widziała szyderczy uśmiech na twarzy Axla. Po chwili jednak do widoku dołączyły się zgrabne nogi. Debbie jak w jakiejś czarnej komedii widziała jak wysoka brunetka wydostaje się z wanny, bierze lustro ze ściany i parę razy wali nim rudego w głowę. Ten upadł na ziemię i wydarł się ponownie, wyzywając ją od kurew. Dziewczyna szybko złapała Debbie za rękę i pomogła wstać. Obydwie wybiegli z łazienki jakby gonił je sam diabeł. Brunetka wskoczyła do pokoju Sebastiana i zatrzasnęła za sobą drzwi. Debbie usiadła na łóżku. 

     - Dziękuję... - powiedziała, sapiąc i nadal trzymając się za policzek. Spojrzała na swoją wybawicielkę. Miała śliczną twarz o idealnie kobiecych rysach. Do tego pełne malinowe usta i ogromne brązowe oczy. Uśmiechnęła się blado do blondynki i kiwnęła głową. - Co ty tu robisz?

     - Nie ma za co... Jestem Erin - powiedziała cicho, po czym usiadła obok Debbie na łóżku.  Pogłaskała ją czule po ramieniu. - Jestem przyjaciółką Rosie. Często tu przychodzę.
     - Deborah... Siostra Stevena, którego pewnie znasz - mruknęła blondynka, dopiero teraz czując uderzenie w brzuch. 

     - Ooo... Mała Adler. Axl o tobie wspominał. Twierdził, że Steven rządzi się w cały domu, wprowadza tu swoją rodzinkę i tak dalej. Nazwał cię zwykłą dziwką.

    Na te słowa Debbie uśmiechnęła się pod nosem.

     -  O nim mogę powiedzieć to samo. Jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu jak widać. 

     Ciekawe co będzie jak zobaczy mnie Rosie i reszta? Pewnie będę słyszeć tylko ciągłe "a nie mówiłem" itd., myślała Debbie, wstając. Sebastian miał duże lustro na drzwiach, więc ustawiła się naprzeciw i delikatnie odsunęła dłoń od swojego policzka. Skrzywiła się. Zobaczyła krew sączącą się wolno ze skroni a także kącika ust. Oko zaczynało jej puchnąć, nabierając czerwonawego koloru. Deb posłała smutny uśmiech Erin, która nie wiadomo skąd wytrzasnęła waciki i wodę utlenioną. Debbie dzielnie się wyprostowała, odsłaniając ranki, by jej pielęgniarka uporała się z tym jak najszybciej. Erin bez słowa przemyła rany, a blondynka zaciskała szczeki, byle tylko nie syczeć z bólu. 

     - Już po - mruknęła brunetka.

     - Dzięki - odparła Deb, uśmiechając się nikło i opuściła grzywkę, by ta opadła na prawą część twarzy. Odwróciła się i wyszła z pokoju, zostawiając Erin samą. Musiała rozpakować zakupy, które zostawiła przy wejściu. Trochę pomyszkowała w kuchni, szukając miejsca dla produktów, gdy po kilku minutach za jej plecami stanęła już ubrana Erin. Chrząknęła, by zwrócić uwagę blondynki. 

     - Ja będę się już zwijać. Axla na razie nie musisz się bać. Śpi. A tak w zasadzie jest w stanie omdlenia. Nie obudzi się szybko. Chłopaki będą pewnie za piętnaście minut. Cześć.

     Debbie pomachała jej, Erin odpowiedziała tym samym i wyszła. Blondynka chwilę postała, patrząc w miejsce gdzie jeszcze przed momentem stała dziewczyna i nagle przypomniała sobie, że ciągle jest w stroju kąpielowym. Wzięła torbę i tam też znalazła luźną bokserkę i szorty. Szybko wciągnęła to na kostium i zajęła w kuchni miejsce przy stole. Miała nad czym teraz myśleć. Czuła się jak cholerne gówno. Tyle osób ją ostrzegało, powtarzało, żeby nie wchodzić temu rudemu pajacowi w drogę, ale głupia ona nie posłuchała. Zawsze musiała postawić na swoim i przekonać się na własnej skórze co rzadko, żeby nie powiedzieć nigdy nie wychodziło jej na dobre. Powinnam zacząć się interesować zdaniem innych, a nie tylko swoim. Skończona ze mnie idiotka. Kurwa w chuj, krzyczała na siebie w myślach. Zakryła twarz dłońmi i schyliła głowę tak,  że włosy zasłaniały jej również ręce. Po chwili usłyszała trzask drzwiami. Uniosła wolno głowę z zaciekawieniem. Mógł to być Axl, ale jakoś nie przyszło jej to w tym momencie do głowy. Nagle w koralikach zamiast drzwiach stanął Slash.

     - Przenosimy imprezę do Heavenhouse, Rosie! O! - zamilkł, gdy zamiast niej przy stole siedziała Debbie. - Co tam u ciebie, piękna?

      Podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek. Blondynka syknęła z bólu, po czym odepchnęła od siebie Mulata.

     - Ej! Co jest? - spytał nieco zbity z tropu i przyjrzał się twarzy dziewczyny. - A co ty tu masz, do chuja?

     - Nic godnego uwagi. Wywaliłam się pod prysznicem - fuknęła bardziej niemiło niż zamierzała, wstając i podchodząc do zlewu. 

     - Aaaa nie żartuj sobie z wujka Slasha, bo doskonale wiem, że w tym domu nie ma prysznica - rzucił trochę żartobliwie chłopak. Cholera!, zaklęła w myślach blondynka i odwróciła się do Mulata. Powiedziała mu wszystko jak było od momentu, gdy opuściła Hellhouse. Wyskok na plażę wolała przemilczeć. 

     - Przepraszam, że ci nie uwierzyłam - dodała, wzruszając ramionami. Chłopak podszedł tylko i przytulił ją bez słowa. Po chwili usłyszeli kolejne kroki i odgłos otwieranych drzwi.

     - Siema... - mruknął jak zwykle naćpany Izzy, ale gdy tylko spojrzał na twarz Debbie, otworzył szerzej oczy. - Co się stało? 

     Debbie chciała odpowiedzieć, gdy podniósł dłoń karząc jej milczeć. 

     - Wiem co chcesz powiedzieć. Wszędzie poznam jego robotę. Powinien się jeszcze kurwa podpisywać. Pedał jebany... - rzucił jeszcze. Slash spojrzał na niego zdziwiony. 

     - Jeszcze nie słyszałem, żebyś mówił tak dużo. Takiego Izzy'ego jeszcze nie widziałem. 

     Czarny tylko wzruszył ramionami i stanął pod ścianą, odpalając chwilę później peta. Niedługo po nim do kuchennej zgrai dołączył również Duff. Zareagował podobnie jak Slash. Zrobił wielkie oczy i mocno ja przytulił. Mruknął jeszcze:

     - Trzeba zabić skurwiela.

     Jednak Izzy podłapał temat i powiedział:

     - E-e. Może i jest skurwielem, ale jest też zajebistym wokalistą. Do tego moim przyjacielem.

     - Kurwa - skrzywił się Duff. - Masz ta święta racja.

     Uśmiechnął się jeszcze raz do Debbie i rozejrzał po towarzystwie. 

     - Aaaa... Nie wiesz może gdzie jest Rosie? - spytał, przeciągając się i patrząc na blondynkę. Ta wzruszyła ramionami i zaprzeczyła ruchem głowy. Jednak nie musieli długo czekać, bo gdzieś z dworza doszedł do nich kobiecy śmiech doskonale im znany. Debbie mogła pójść o zakład, że właśnie nadchodzili Rosie ze Stevem. Nie myliła się. Chwilę potem przez kuchenne koraliki wpłynęli uśmiechnięci chłopak z dziewczyną. Rosie stanęła lekko zdezorientowana, patrząc po tych wszystkich ludziach stojących jak gdyby nigdy nic w jej kuchni. Izzy palił papierosa, Slash patrzył się na Duffa, który szczerzył się i machał do niej jak idiota... I Debbie oparta o zlew ze spuszczoną głową. Brunetka podeszła do niej, uśmiechając się promiennie. Jednak mina jej zrzedła, gdy zobaczyła co się stało z jej przyjaciółka. Debbie nie musiała nic mówić, bo podobnie jak Izzy dziewczyna wiedziała co się stało. Napłynęły jej do oczu łzy, a w tym samym czasie chłopacy uświadamiali Stevena co się stało. Ten tylko złapał jakikolwiek pierwszy wazon i rzucił nim o ścianę.

     - Steven! - krzyknęła oburzona Rosalie, ale ten nie zwracał na nią uwagi. 

     - Mówiłem kurwa, mówiłem, że nie powinnaś z nim rozmawiać, gdy nikogo z wami nie ma! Ale ty jak zwykle nie posłuchałaś - wydarł się wściekły. Podszedł do niej i uniósł rękę w wiadomym celu. Rosie krzyknęła, któryś z chłopaków wrzasnął na Stevena. Wszystko zdawało się odbywać w zwolnionym tempie. Jednak po chwili Adler zawahał się, patrząc na twarz siostry, która wpatrywali się w niego obojętnie i opuścił dłoń ze zrezygnowaniem. Wyszedł z kuchni, zrywając koraliki i opuścił Heavenhouse z przekleństwami na ustach. Po tym zajściu Debbie patrzyła nieobecnym wzrokiem w pustkę. Nie mogła uwierzyć, że chciał ją uderzyć. Mimo, że wyglądała jakby miała to gdzieś, przejęła się tym bardziej niż mogłaby się domyślać. Zmienił się. Zawsze tak bardzo się o nią troszczył... Mimo oczywistych kłótni między rodzeństwem. Kiedy rodzice ich olewali, on i Saul zawsze byli. Saul był dla niej jak drugi starszy brat, a przez długi okres czasu na pewno jak najlepszy przyjaciel. Opiekowali się nią, gdy tego potrzebowała i pomagali jej.

     - Rodzina przede wszystkim - powiedział jej kiedyś Steven, uśmiechając się. Siedzieli na jakiejś budowie i jak zwykle łamali swoją obecnością wszelkie zakazy. Steven potwornie uległ zmianie w tym głupim mieście, niekoniecznie na dobre.

     - Kochanie... On nie chciał.

     Z zamyślenia wyrwał blondynkę głos Rosalie.

     - Chciał. - Debbie wciąż patrzyła nieobecny wzrokiem gdzieś w pustkę. Schowała w końcu twarz w dłoniach i zaczęła szybko oddychać. - Co za pojebane miasto - mruknęła niewyraźnie, po czym wyprostowała się. Spojrzała przepraszająco na czarną i wybąknęła:

     - Najbliższym samolotem wracam do domu - powiedziała cicho, a Rosie zrobiła zdziwioną minę. Chłopaki również.

    - Nie wracaj... - powiedział Slash, ciągnąc dymka od Izzy'ego.

    - Saul, muszę. W całym moim życiu nie dostałam tylu zjebek od Stevena w tak krótkim czasie, rozumiesz.? Wszystko jest źle, pogarszam wam humory, psuje atmosferę. Muszę.

     - Nie pierdol - uśmiechnął się rozbrajająco. - Już psujesz mi humor.

     - Pewnie ma ciotę i gada głupoty - mruknął Duff, za co dostał z ręki w ramię od Rosie.

     - To nie ciota a okres się nazywa! - burknęła i podeszła do Debbie. - Lepiej idź do naszego pokoju i się prześpij. Za chwilę tam przyjdę.

     Debbie pokiwała tylko głową i wyszła z kuchni, wlokąc za sobą nogi. W pokoju legła na materacu i gapiła się na Hendrixa.

     - Ty pewnie nie miałeś takich problemów, co? - spytała, ale Król jej nie odpowiedział. Westchnęła. Nie miała najmniejszej ochoty na nic. Nie czułam absolutnie nic, tylko czystą pustkę. Nie chciała też być dla Rosie i chłopaków obciążeniem. Pragnęła znaleźć wśród nich swoje miejsce. To wszystko. To dlaczego jej się nie udawało? Może po prostu tu nie pasujesz?, spytała samą siebie. Może masz rację... Po chwili usłyszała kroki z góry. Przekręciła głowę w stronę wyjścia z pokoju. Miała stąd idealny widok na schody, więc za chwilę miała się też przekonać kto schodził. Zobaczyła Axla... Posłał jej tylko nienawistne spojrzenie, które przyjęła z twarzą wyzbytą uczuć i ruszył do kuchni.

***

     Rosalie stała zażenowana z Duffem, Izzy'm i Slashem. Wgapiała się nieumyślnie w wyjście, gdzie przed chwilą zniknęła Debbie, a wcześniej jej brat. Chciała właśnie podejść i podnieść zerwane koraliki, kiedy ktoś wszedł do kuchni. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Zobaczyli Axla.

     - Nie - zaczął Slash, widząc co dziewczyna zamierza, ale zareagował za późno. Rosie szybko podeszła, złapałem rudzielca za kołnierzyk, popchnęła na ścianę i mocno przywaliła pięścią w twarz. Wszyscy stali zszokowani jej reakcją a także odkrytymi dopiero co pokładami energii, które tliły się w delikatnej brunetce.

     - Jeśli jeszcze raz ją tkniesz, zrobisz jej cokolwiek, to tak ci zryję pysk, że cię kurwa nikt nie pozna! - krzyczała. Rudy patrzył na nią z lekkim uśmieszkiem, ale widać było po oczach, że się trochę przestraszył tego jej wybuchu.

    - No i po chuj bronisz tej małej suki? - spytał, szukając wzrokiem wsparcia u chłopaków. Jednak ci woleli nie wchodzić w drogę wkurwionej Rosie. - Widziałem jak miziała się dzisiaj z 
Bachem na plaży, gdy jechałem tu z Erin.

     Po chwili zobaczył jak Rosalie ponownie wybucha.

     - Ty jebana ruda kurwo! Nie miziała! To mój kurwa brat i zostawiłam ich tam na kurwa chwilę! Nic pomiędzy nimi nie ma! Jeszcze raz wspomnisz o moim bracie w taki sposób to cię wykastruję! - wydarła się, korzystając ze swojego donośnego zachrypniętego głosu. Nawet Axl musiał przyznać, że zrobiła na nim wrażenie. Rosalie już ponownie unosiła rękę, by go spoliczkować jednak Duff zatrzymał ją i przycisnął do siebie. Ta wtuliła się w niego i wybuchnęła płaczem, który rozrywał wszystkim serca. Axl spojrzał na wszystkich z wrednym uśmiechem i bąknął:

     - Obiła waszego wokalistę.

     - Wokalistów w tym jebanym LA jest kurwa w chuj. Damy sobie radę, jeśli przyjdzie pora. I nie będziemy ubolewać na stracie męskiej dziwki - rzucił Slash, któremu od początku nie podobała się ta całą sprawa. Wkurwiony Axl, zbita Debbie, wkurwiony Steven i wkurwiona Rosie. Wychodziło na to, że wszyscy byli wkurwieni. Albo pobici...

      - Uważaj co mówisz - warknął Axl, dziwiąc się, że ktoś mu się przeciwstawił.

     - Bo co nam zrobisz, diwo? - dołączył się Izzy czym zadziwił wszystkich.

     Axl cały, aż się zagotował w środku, wyzwał wszystkich od dziwek i chujów, po czym wyszedł.

     - Ufff... Było ostro, co? - rzucił Izzy z uśmiechem, czym rozładował napięcie. - Spokojnie, malutka. Już wszystko dobrze - dodał, dotykając lekko ramienia Rosalie jakby bał się, że dziewczyna wybuchnie. Duff, Slash i Rosie patrzyli na niego z otwartymi szeroko oczami, zdziwieni tym, co powiedział. Widząc ich miny, wzruszył ramionami.

     - No, co? Chciałem rozładować atmosferę.

     - Nikt nic nie mówił, stary - rzucił Slash i poklepał czarnego po plecach, po czym znowu zapadła niezręczna cisza. W końcu Rosie poczuła, że zbyt długo znajdowała się w ramionach Duffa, więc odchrząknęła i wyswobodziła się z jego uścisku.

     - To ja pójdę do małej - rzuciła i wyszła z kuchni. Wiedziała, że zanim wyjdą, Gunsi splądrują jej lodówkę, zabierając nawet mrożonki. Westchnęła. Gdy weszła do pokoju zastała Debbie rozwaloną na materacu z oczami wbitymi w sufit. Nic nie mówiąc, podeszła do dziewczyny i klęknęła obok.

     - Już nigdzie się dziś nie wybieram - powiedziała, na co blondynka odpowiedziała jej słabym mruknięciem, nie odrywając wzroku od Hendrixa. Rosie czuła, że musi coś jeszcze powiedzieć. - Axl się tu prędko. Niedługo powinien wrócić Sebastian, więc nic nam nie grozi - mówiła powoli, obserwując reakcję Deb. Ta tylko pokiwała wolno parę razy głową na zgodę. Przyglądała się blondynce z uwagą przez chwilę, aż w końcu położyła się obok niej i zaczęła patrzeć w Hendrixa.

***

     Debbie złapała się na tym, że przysnęła. W jej nogach leżała Rosie. Brunetka spała. Wyglądała tak słodko, że Deb nie miała serca  jej budzić. Jakoś wyplątała się i wyszła cicho z pokoju. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem. Gdy otworzyła drzwi wejściowe, zobaczyła siedzącego na schodkach Izzy'ego, palącego papierosa. Słysząc ruch za plecami, odwrócił się i machnął jej głową.

     - Co tu robisz? - spytała dziewczyna, wychodząc na zewnątrz i stając przed chłopakiem.

     - Zostawili mnie na straży - mruknął chłopak, a Debbie spojrzała na niego ze zdziwieniem i nie mogąc powstrzymać śmiechu, spytała:

     - Na straży?

     Gdy Izzy pokiwał głową na potwierdzenie jej słów, wybuchła głośnym śmiechem. Co oni jeszcze ciekawego wymyślą?, pytała samą siebie, patrząc jak chłopak wstaje.

     - Widzę, że nie mam już tu czego pilnować - mruknął, przeciągając się. Spojrzał na Debbie i dodał:

     - Mała, widzę, że potrzebujesz czegoś dobrego od życia. Chodź ze mną, dam ci coś i pogadamy. 

     Debbie kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję. Wolała na razie zostawić Rosalie, by ta spokojnie odespała dzień pełen wrażeń. Słyszała wszystko co działo się w kuchni. I wiedziała już, że Rosie sprzeciwiła się Axlowi, by jej bronić. Zamyślona popędziła za Izzym i wskoczyła do jego śmiesznej fury z przyszłości. W ciszy zajechali pod Hellhouse, Izzy wysiadł, a Debbie za nim. Czarny poszedł na górę, więc blondynka sunęła posłusznie jego śladem. Zaprowadził ją do pokoju, gdzie zapewne panował. Jednak od razu po wejściu, Debbie uderzyła ściana z zapachu marihuany zmieszanego z wonią papierosów i alkoholu. Skrzywiła się lekko, na co Izzy posłał jej przepraszające spojrzenie, podszedł do szafy i wyjął z niej czystą bieliznę, skórzane spodnie i jakąś obcisłą koszulkę z logiem Def Leppard.

     - Trzymaj. - Rzucił to wszystko w jej stronę, a Deb spojrzała na niego pytająco. - Wyglądasz jak kurwa beduin - mruknął. - To ciuchy po mojej byłej. Chyba będą pasować.

     - Odwróć się - poprosiła, a chłopak z głębokim westchnieniem posłusznie wykonał polecenie i wciąż zwrócony do niej plecami, usiadł  na łóżku. Deb szybko przebrała się w ciuchy od niego i o dziwo pasowały idealne. Zasiadła obok i położyła mu dłoń na ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie.

     - Możesz spać tutaj, ja prześpię się na kanapie, na dole.

     Blondyna pokręciła przecząco głową.

     - Nie ma mowy! To twój pokój. Ja jestem tylko... Nieproszonym gościem.

     - Ta, nieproszonym. Sama mi się wbiłaś na chatę i jeszcze podpierdoliłaś ciuchy.

     - A nie możemy spać tu razem? Ja rozłożę sobie materac na podłodze, a ty będziesz spał na łóżku - mówiła, wzruszając ramionami.
     - No kurwa nie będę jakimś egoistą pieprzonym. Ja śpię na podłodze, ty na łóżku, jasne? -rzucił Izzy lekko zirytowany już ich bezsensowną kłótnią i wyjął z szafki papierosa.

     - No, dobra. Nie jestem z porcelany, ale nieważne - dodała nadąsana Debbie.

     - Ale z ciebie babochłop - rzucił Izzy, nie wyjmując papierosa z ust. - Chłopa sobie znajdź, a nie udawaj twardej. Slash mi się wydaje jest jak znalazł.

     W tym momencie zaskoczył ją jak nikt inny. Zastanawiała się dlaczego w ogóle o czymś takim mówił i po co mu to wiedzieć jaka jest.


     - Chłop mi niepotrzebny - odpowiedziała, odgarniając w tył włosy. - Same kłopoty przez was są. A Saul...  Widzę w nim tylko przyjaciela. Był dla mnie jak brat. Nawet jeśli miałabym o nim tak myśleć jak mówisz... Nie! Fuj! Nie potrafię czuć czegoś innego niż sentyment do człowieka, który był dla mnie kiedyś rodziną. - Zaśmiała się, widząc jak chłopak przy każdym jej słowie kiwał ze zrozumieniem głową. Chyba w ogóle jej nie słuchał. Jednak nie przeszkadzało jej to. Opowiadała dalej i nawet nie zauważyła, kiedy podczas opowiadania, Izzy usiadł na podłodze, a ona luźno położyłam się na łóżku. Buzia jej się nie zamykała, kiedy nagle jej oczy zaczęły bezwładnie się zamykać. Niedługo po tym odpłynęła i pogrążyła w słodkim śnie o wielkich kolorowych lizakach.

Łączna liczba wyświetleń