Obudziła się na łóżku Izza, ubrana w ciuchy, które dostała od niego dzień wcześniej. Przeciągnęła się i spojrzała na podłogę. Właśnie tam leżał brunet, jedną ręką trzymając gitarę, a drugą butelkę wódki. Debbie zaśmiała się i bardzo cicho wstała. Podreptała do łazienki na piętrze, stanęła jeszcze chwilę przy otwartym oknie, napajając się pięknym dniem. Jednak jej uwagę przykuły głośne krzyki dochodzące zza domu. Debbie nie chciała podsłuchiwać, ale rozpoznała głos brata i momentalnie ją zamurowało. Czasem tak się ma, a Deb na pewno nie wtrącała się w obce sprawy. Do teraz...
- Czy ciebie do reszty pojebało?! To twoja siostra, a ty kurwa, zamiast jej w tak trudnej sytuacji pomóc, to jeszcze kurwa ją uderzyć chciałeś!
- To nie tak! Ostrzegałem kurwa przed Axlem, a teraz ma za swoje. Nauczy się, że brata się słucha. Na chuj taka siostra! Jeszcze ciebie przeciąga na swoją stronę! A brakuje mi do tego Axla i jego ucieczki chuj wie gdzie!
- Co ty kurwa pieprzysz!? Jakaś głupia kariera i pieniądze są dla ciebie ważniejsze niż rodzina? Czy ty kurwa zdajesz sobie sprawę co do cholery robisz?!
- Tak, kurwa zdaję! Te wszystkie akcje z jej udziałem są mi kulą u nogi! Na chuj mi one!
- Ty jebany skurwielu! Wypierdalaj sprzed moich oczu, ale już!
- To jest kurwa mój dom i co najwyżej ty wypierdalaj!
- Ja nie wiem czy będzie twój jak dobiorą ci się do tyłka chuje, od których pożyczasz kasę!
- Nie waż się tak mówić! Kurwa nawet się nie waż!
- Będę mówiła co mi się podoba! W dodatku co może mi zrobić wiecznie naćpany perkusista, który i tak zawsze gdy jest na haju, zmienia się w zupełnie innego faceta! Wrednego skurwiela bez kurwa uczuć! Bydle nie człowieka!
- Zawsze jestem skurwielem bez uczuć.
- Nie kurwa! Praktycznie nigdy... Nigdy, gdy jesteś trzeźwy! Wtedy czuję się kochana, bezpieczna. A kiedy się naszurasz, zaczynam się ciebie bać, rozumiesz?! Ile razy to było jak dostałam od ciebie za nic! Za nic kurwa! Ćpałeś i mnie biłeś! A ja ci to kurwa zawsze wybaczałam, zawsze! Zapominałam, bo cię kocham, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jak się nie ogarniesz, przegrasz życie, które i tak, zaczynasz tracić. Straciłeś już zaufanie siostry, mnie... Jak tak dalej pójdzie stracisz i chłopaków.
- Co ty pieprzysz?!
- To co słyszysz! Z nami kurwa koniec!
Po tych słowach Debbie poczuła jak tylne drzwi się otwierają. Ujrzała Rosie całą zapłakaną. Ta nie zdając sobie sprawy z obecności Deb, stojącej na szczycie schodów załamała ręce i ukryła twarz w dłoniach. Blondynka chciała przejść dalej, ale drewno pod jej stopą zaskrzypiało złośliwie. Rosie podniosła na nią wzrok i posłała jej tylko smutne spojrzenie, po czym szybko wyszła z domu. Nawet nie odwróciła się, gdy Steven wciąż stojący na dworze, wołał za nią:
- Kochanie. Nie chciałem!
Debbie patrzyła jak jej brat psuje sobie relacje z doskonałą dziewczyną. Nie chciała dla niego źle, ale nie miała pojęcia co sądzić po tym wszystkim co usłyszała. Poniekąd to jej brat, ale słyszała co powiedział. Słyszałam kurwa wszystko i wjebał mi sztylet w serce. Fajnie, prawda? Kurwa w chuj. Wczoraj jaszcze ją przepraszał, a teraz uważał, ze była tam zbędna... Nie wiedziała, co powinna o tym myśleć. Tłumaczyć go czy brać wszystko dosłownie? Pomyślę o tym... Ale nie teraz. Spojrzała uważnie na drzwi, za którymi zniknęła przed chwila Rosalie, zastanawiając się, gdzie mogłaby teraz uciec. Jedynym miejscem jakie przychodziło jej do głowy był bar, w którym spotkała chłopaków pierwszy raz. i tak zrobiła. Zbiegła po schodach i wyszła z Hellhouse. Szła tak błagając o nie napatoczenie się ani brata ani Axla. To byłoby najgorsze co mogłoby jej się przytrafić. Włożyła dłonie do kieszeni spodni po byłej dziewczynie Izza. Poczuła coś w jednej nich. Wyciągnęła z niej niewielką karteczkę i jakieś dolary. Debbie przeliczyła pieniądze uważnie i wytrzeszczyła oczy. Bogata ta dziewczyna. Szybko odwinęła karteczkę i zaczęła czytać:
"Kochany Izzy,
przepraszam, że tak nagle Cię zostawiłam. Piszę ten list, aby Ci to wyjaśnić. Nie byłabym w stanie, powiedzieć Ci tego wprost. Mój były chłopak... On wrócił. Zrozumiałam, że go kocham. Pocieszałam się Tobą, a ty wyraźnie mnie kochałeś. Musiałam odejść. Wynagrodzenie chyba już znalazłeś.
Żegnaj, Suzie."
Debbie parsknęła śmiechem. Jaka normalna dziewczyna daje chłopakowi w wynagrodzeniu pieniądze? Ja pierdole. Chyba, że to męska dziwka. W każdym razie, nie należały do niej i wypadałoby je oddać. Zawróciła na pięcie i kręcąc głową z politowaniem znów szła w stronę domu. Nadal rozglądała się uważnie, patrząc czy wokół przypadkiem nie zobaczy nikogo znajomego. Przewracała karteczkę w dłoniach, po chwili ponownie znalazła się pod domem. Otworzyła powoli drzwi, rozejrzała się, ale nikogo nie zobaczyła. Wbiegła na górę i zapukała do drzwi pokoju Iz'a . Usłyszała tylko znudzone "Proszę" i szarpnęła za klamkę.
- A, to ty...
Debbie podążyła wzrokiem za cichym zrezygnowanym głosem bruneta. Zobaczyła go leżącego na podłodze w ciemnych okularach z instrumentem na piersi. Wyglądał jakby umarł. Tylko powolne ruchu dłoni świadczyły o tym, że jeszcze żył. Grał na gitarze. Usiadła obok niego i szybko zaczęła dośpiewywać tekst wymyślany przez siebie na bieżąco. Uśmiechał się do niej nikło, ale nie zaprzestał grania. Debbie nadal więc śpiewała. Po chwili musiała wymyślić jakiś prosty, powtarzający się refren..'Said, sugar, make it slow, and we'll come togather fine. All we need is just a little patience'. Po tych słowach Izzy zakończył piosenkę jednym akordem i posłał dziewczynie zadowolony uśmiech.
- Jeny. Jesteś świetna.
Popatrzył na nią, a chwilę potem ciągnął dymka.
- Weź, przestań. Aż tak na pewno nie. - Jej policzki przybrały różową barwę, a Izzy wzruszył ramionami i mruknął:
- Jak tam chcesz...
Debbie przewróciła oczami i chrząknęła:
- Fajnie tu masz, ale nie po to tu przyszłam.
I podała mu kartkę ze smutnym uśmiechem. Izzy popatrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami, otworzył i przeczytał. Debbie chciała wyjść, ale zatrzymał ją ruchem dłoni. Zauważyła, że po przeczytaniu Izzy stał się jeszcze bardziej przybity niż był, gdy tu wchodziła. Spojrzała na niego ze współczuciem. Ten tylko wzruszył ramionami i zajął się grą na gitarze. Wow! Aż tak dobrze to zniósł?, pomyślała Debbie, patrząc z uznaniem na chłopaka. Izzy rzucił liścikiem w kąt, a dziewczyna zauważyła, że leżało tam też puste opakowanie po jakichś tabletkach. Wstała z kolan i podniosła je.
- Izzy, co to? - spytała, przystawiając pudełko chłopakowi pod nos. - Brałeś to?
- Jakieś tabsy - odparł chłopak, patrząc przelotnie na plastik. - Brałem.
Debbie przeczytała ulotkę i złapała czarnego za ramiona. Przyglądała mu się, podnosząc mu okulary, żeby spojrzeć w jego mocno rozszerzone źrenice.
- Izzy, co ty wziąłeś? - spytała, czując, że głos zaczyna jej się podłamywać. Chrząknęła, żeby tylko nie dać się ponieść emocjom.
- Tabletki.
- Ale kurwa na co? - krzyknęła, widząc, że chłopak zaczynał jej odlatywać.
- Na sen. Czytałaś to po co się głupio pytasz?
- Ile ich tam pojebańcu było?
- Z piętnaście... Może więcej.
Debbie spojrzała na niego z niedowierzaniem i uderzyła go gwałtownie w policzek. Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem. Wyglądał przerażająco. Jego źrenice automatycznie się zmniejszyły, a twarz zaczęła czerwienieć. Cholera jasna. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, powiedzieć komuś, pobiec po pomoc czy robić cokolwiek. Przytuliła go do siebie na tyle na ile mogła. Nadal czuła jakby był zupełnie gdzie indziej myślami, a przy niej tylko fizycznie. Wstała i zaciągnęła go z niemałym trudem na łóżko, gdzie usiadła obok i zaczęła delikatnie głaskać jego ramię. W myślach prosiła, by nie zasypiał. Ułożyła go delikatnie na poduszkach, otworzyła okno i szybko wybiegła z pokoju. Zapukała do drzwi obok.
- Wlaź.
Gdy je otworzyła, ujrzała Duffa z basem w dłoni i winem na parapecie.
- Słuchaj, pomóż mi... - nie wiedziała jak zacząć. - Izzy... On połknął całe opakowanie tabletek nasennych.
- Tylko jedno? - spytał spokojnie blondyn, naciskając butem na kaczkę.
- No... No tak.
Debbie zaczęło zastanawiać słowo 'tylko' w pytaniu chłopaka. Była pewna, że po takiej dawce niechybnie zeszłaby z tego świata.
- To go zostaw - doradził jej Duff, wzruszając ramionami. - Jakby chciał się zabić wziąłby co innego albo więcej tabletek... Serio - dodał, widząc przerażenie w oczach dziewczyny. Nie ruszyła się jednak z miejsca, oczekując bardziej satysfakcjonującej odpowiedzi. Duff westchnął. - Skoro chcesz być Matką Teresą, zrób mu zimny okład czy coś w tym stylu.
Słysząc to, Debbie rzuciła coś na pożegnanie i wyszła z pokoju żyrafy. Schodziła właśnie na dół, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła za sobą kupę czarnych loków. Odgarnęła je dłonią, by widzieć twarz chłopaka i głęboko westchnęła. Slash szczerzył się szeroko, a jej specjalnie do śmiechu nie było. Wyrwała szybko ramię z jego uścisku i wyszła z mieszkania już drugi raz w ciągu ostatniej pół godziny. Ruszyła w stronę Sunset, nucąc pod nosem coś z działalności Sex Pistols. Po chwili za plecami usłyszała znajomy głos. Domyśliła się, że brat Rosalie szedł za nią.
- Odczep się - mruknęła, nie mając ochoty na towarzystwo.
- Co jest, maleńka? - zapytał chłopak, podbiegając do niej i zrównując z jej krokiem.
- Nic. Problemy z bratem... Kumplem i tabsami. Czyli ogólny syf, wiec wracam do domu - odburknęła, nawet nie patrząc na Sebastiana. Ten jednak zapytał lekko nie dowierzając w usłyszaną informację.
- Ale... Ale jak do domu?
- No, wylatuję. Pierwszym samolotem lecącym do Anglii. Stany są zjebane tak samo jak mój dom u babci - mówiła, nie zatrzymując się. Dłonie wbiła w kieszenie spodni.
- No i na chuj tak daleko.
Objął ja ramieniem i prowadził dalej w stronę barów.
- Problemy z czasem miną, a w sumie, nigdy nie miną do końca. W LA nie ma życia bez problemów. Nie wyrwiesz się, taki ciąg życia, a ty masz talent i musisz tu zostać. Wiesz ile ja się tu naryczałem? Problemy z dilerami, z rozpieszczonymi rockmenami, z alfonsami. Kurwa, życie tu to całkowity hardcore, a ty, musisz być cholernie silna - mówił jej jak mentor uczniowi przez całą drogę. Zerkał na nią z braterskim uczuciem w oczach. Debbie tylko uśmiechała się od czasu do czasu, a po zakończeniu przemowy chłopak rzucił:
- To jak, kotek? Idziemy do baru?
- A chuj... Możemy iść.
I nadal z ręką przewieszoną przez jej ramiona, ruszył do Whisky a Go Go. Jednak Debbie zatrzymała się przed wejściem, a Sebastian spojrzał na nią pytająco.
- Ej, ale poważnie tu? Będę musiała patrzeć na striptizerki?
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. Wytrzymasz. - Zaśmiał się, a Deb poczuła, że tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Kiedy stanęli zaraz przed wejściem, Sebastian puścił strzałkę do ochroniarza i weszli. Dosiedli się do stolika, przy którym siedziała i tak już gromada jakiś chłopaków. Deb domyślała się, że to reszta Skid Row. Sebastian powiedział tylko, że przyszedł z siostrą, a tamci przywitali ją łykiem gorzały. Szybko zamówili kolejki jakiegoś wina, potem Daniel'sy i Beamy. Wszystko zeszło przy rozmowach o wszystkim i o niczym. Debbie nie znała ich imion, oni jej a i tak wszyscy bawili się idealnie. Po chwili jakieś dwie nagie laski podeszły do stolika i zajęły się zespołem, kiedy Sebastian obejmował ją ramieniem i torpedował ilością głupich żartów. Deb złapała tylko pełną butelkę jakiegoś wina, otworzyła ją i zaraz zaczęła pić.
