poniedziałek, 24 grudnia 2012

You Cloud Be Mine - Rozdział 2

     - Hej stary, co taki smutny byłeś dziś? - Zapytał Martin zamykając drzwi do pokoju Peter'a i sadowiąc się obok niego na łóżku.
     Przez chwilę siedzieli w milczeniu aż Peter się odezwał:
     - Kurwa, tak cholernie za nią tęsknie.
     - Wiem stary. Ja też i chłopcy też. - Westchnął, wiedząc co zaraz nastąpi.
     - Kurwa! To zróbmy coś do cholery! Cokolwiek kurwa! Ja pierdole! Kurwa, kurwa, kurwa!
     - Eh, myślisz, że będą chciały nas oglądać?
     - Pewnie nie... Po tym wszystkim... jak je zostawiliśmy. Kurwa, Martin, jak kurwa, mogliśmy to zrobić?
     - Po pierwsze przestań używać kurwy jako przerwy między wyrazami, tudzież jako znaków interpunkcyjnych. Po drugie, Peter, wiem co czujesz... Chciałbym...
     - Wszyscy by chcieli a nikt nie ma czasu i chęci żeby się za to zabrać - przerwał mu Peter - czy to tak trudne, pojechać do rodzinnego miasta i je znaleźć?
     - No nie. - Martin tajemniczo uśmiechnął się do Petera i wyszedł.
*************************
     - No cześć!!!! Kurde! Sto lat cię nie widziałam, moja dupcio! - wołała Kate biegnąc na spotkanie z Elą.
     Wprost wpadły sobie w ramiona i ściskały się na ulicy, kiwając w przód i w tył jak głupie, śmiejąc się przy tym najbardziej komicznym śmiechem na świecie.
     - Gdzie idziemy? - zapytała w końcu Elli, kiedy były już wyściskane do końca. - Może jakiś McDonald  albo coś, posiedzimy, pogadamy?
     - Może kawiarnia?
     - O taaaaaaak! I lody. Dużo lodów.
     Pomaszerowały więc jak najszybciej do jednej malutkiej kawiarenki, zawsze pełnej ciepła, pachnącej kawą, prawie pustej i cudownie cichej, gdzie kiedyś uciekały od gwaru i zamieszania panującego na koncertach, na których bywały co drugi dzień. Żeby nie powiedzieć codziennie.
     Rozmowa kleiła się cudownie, najpierw tłumaczenie sobie, jak to obie zapracowane są, potem wspominanie, a nareszcie planowanie. I tak dalej. Na zakończenie tego wszystkiego, objęły się, pożegnały i rozeszły w swoje strony, aby przygotować się do pracy, posprzątać, pójść na zakupy, lub wykonać inną z codziennych nudnych czynności. Jednak ich myśli, długo krążyły jeszcze wokół przeszłości i ich nowego planu, którego realizacja była łatwiejsza niż mogłoby się wydawać. Przynajmniej dla tych dwóch. Teraz żadna z nich nie umiała wyjaśnić, czemu wcześniej nie zaczęły działać, czemu się poddały chcąc odzyskać chłopaków? Nikt tego pewnie nie rozumie i nigdy nie zrozumie, ale to się nie liczyło. Teraz ich głównym celem była walka o swoje...
*************************
Hmm, jest chyba około 1 w nocy. Siedzę z winem w ręce i pociągam z butelki. Piszę to wszystko, chociaż już dawno tu nie zaglądałem. Dużo się działo, bardzo. Szukam Kattie, szukam jej i chociaż wiem, gdzie jest, jakaś tajemnicza szyba "ważniejszych" spraw nie pozwala mi do niej dotrzeć. Bo dla kogo się liczy, co ja chcę? "Uspokój się Peter, mamy czas, teraz skup się na nagrywaniu płyty". Pierdolenie kurwa. Sam podobno ciągle myślisz o Ronnie, czemu o nią nie walczysz?! Tylko dużo gadasz, a mało robisz. Jakby Ci zależało to byś kurwa w podskokach wracał do Uppsali, ciulu. Gr. Nagrać płytę, teraz trasa tak? Co mi z tego wszystkiego, jaka to przyjemność, bez Kattie czekającej na backstage'u? Oh, jak ja dawno nie pisałem w tym zszycie. To już chyba jakiś 5, no nie? Reszta jest w domu Dave'a w Uppsali... Muszę po nie jechać, poczytać. Pamiętam jak dziś jak opisywałem tam każdy dzień spędzony z Kattie, każdy jej ruch, ubiór, wszystko. To skarbnica wiedzy o niej, ukryta pod obluzowaną deską w podłodze. Gdyby ona to przeczytała... Co wtedy? Byłaby szczęśliwa, zszokowana, zła? W ogóle po co ja to pisze? Nie powinienem pisać niczego. Ktoś może to przeczytać... Hmm. W sumie teraz myślę, że powinienem zacząć od jakiegoś "Drogi Pamiętniczku" tak jak robiła to Kattie... Hmm.
Kurwa! Pieprzyć wspomnienia! Trzeba działać. Kończę.
*************************
     Ronn leżała na łóżku rozmyślając. "Minął miesiąc, potem kolejny i dalej nic się nie dzieje. Co mamy zrobić? Tak bardzo chce go odzyskać. Tak wiele bym dała, żeby znów się do niego przytulić, żeby znów go pocałować... Tak wiele bym dała za niego". Przytuliła poduszkę, pozwalając paru łzą kapnąć na niebieski materiał pościeli. Nawet nie musiała sobie przypominać, zapach Martina był wszechobecny, a wrażenie, że jest gdzieś przy niej a ona nie może go dosięgnąć było tak strasznie bolesne i straszne, że kolejne łzy kapały powoli w poduszkę. Dziewczyna skuliła się na łóżku, próbując wyobrazić sobie, że chłopak otacza ją ramieniem. Czasem się udało, ale powrót do rzeczywistości był wtedy cholernie bolesny. Teraz jednak nie myślała o jutrze, po prostu leżała czując zapach Martina, jego obecność, jego dotyk, tak jakby naprawdę chłopak leżał obok niej. Z tą myślą zasnęła, a cała noc była pełna snów o jego ramionach. Potem sny te zmieniły się w koszmary o tym jak owe ramiona rozluźniają się i powoli zanikają. Cała mokra, spocona biegła przed siebie próbują go złapać, zatrzymać, ale nic z tego. Nie mogła dobiec, już nie mogła nic zrobić. Jego twarz spowijała mgła, wszystko było rozmazane, a chłopak znikał coraz bardziej. Aż w końcu nie było go wcale, był tylko okrutny ból w sercu, pot, łzy, wszechogarniających strach...
     Obudziła się łapiąc powietrze w płuca. Za oknem było jeszcze ciemno, na zegarku widniała 4:00... Znów zaczęła płakać, po raz któryś tej nocy. Prawie nie mogła otworzyć oczu, a zatkany nos nie pozwalał jej oddychać, na dodatek ciało kleiło się od potu. Podniosła się i w złości skopała kołdrę, wstała i otwarła okno na oścież. Wysmarkała się, ogarnęła, mimo to nadal było jej ciepło. Wkurzona na cały świat wprost zerwała z siebie piżamę, która kiedyś dostała od Martina. Nie był to prezent typu przewiewnej, krótkiej, koronkowej piżamki. To był po prostu zestaw koszuli nocnej i spodni z dresu z motywem miśków trzymających się za ręce. Nic specjalnego, ale była do tego cholernie przywiązana, także kolejne łzy napłynęły jej do oczu kiedy zauważyła rozerwany materiał pod prawą pachą. Mając totalnie mieszane uczucia rzuciła koszulkę na ziemię i całkiem nago siadła na parapecie odpalając fajkę. "I tak wszyscy śpią, a jeśli nawet nie to co mnie to obchodzi? Nikt nie każe im patrzeć w to okno", pomyślała zaciągając się dymem. Tego trzeba jej było. Skupiła się na chłodnym powiewie wiatru na jej ciele. Znów poczuła się jak za czasów kiedy była młoda. Kiedy razem z Martinem leżeli sobie na polu w wysokiej trawie z whiskey i paczka papierosów...
     Piękny, cudowny obraz w jej głowie...
*************************
     Noc Martina była pełna dziwnych, nieokreślonych snów. Mimo że był zmęczony i czuł się jakby ktoś go przeżuł i wypluł, nie umiał spać. Kręcił się na łóżku do 2, spał może z pół godzinki, a potem znów się obudził i przerzucał z boku na bok, nie umiejąc się ułożyć. W końcu wkurzony wszechobecnym gnieceniem wstał z łóżka, pociągnął łyk trunku stojącego obok łóżka, nie zastanawiając się co to takiego, ważne żeby miało procenty, chwycił paczkę fajek i tak jak był - w samych bokserkach - wyszedł na dwór, siadł na ławce w świetle lampy ulicznej i zapalił.     Kiedy tak patrzał na te bokserki znów zaczął myśleć o Ronnie. Dostał je od niej kiedyś, nie wiedział dokładnie kiedy, po co, z jakiej okazji... Jednak napis "dobrze bzykam" i rysunek trzmiela powalały na łopatki. Uśmiechnął się do siebie. "Wiem, że dobrze Elu". Był jednym z niewielu ludzi, którzy do Ronnie mówili Ela. Po prostu to imię było jej, kojarzyło się tylko z nią, z jej śliczną buźką, jej głosem, jej zapachem, jej dotykiem, jej ciałem. Cała była piękna, cudowna, najlepsza... I jego, tylko jego... Była. Czy dalej jest? Tego nie wiedział, chciał w to wierzyć, ale jakoś trudno było mu uwierzyć, że taka piękna istota jak Elli nie ma faceta. Teraz siedząc sobie i myśląc o tym wszystkim przy ławce znów zatęsknił za Elą. Myślał o niej bardzo często, bardzo dużo, ale teraz kiedy żył w trasie... Bał się trochę, że Ela ma kogoś innego, trochę, że kiedy będą razem nie da rady być z nią i pracować jednocześnie. Czując powiew świeżego powietrza przypomniał sobie najpiękniejszy seks w swoim życiu. Zamknął oczy i pozwolił głowie zwisnąć do tylu. Jack Daniels, fajki, Ela i świeże powietrze. Zero przejmowania się kimkolwiek, czymkolwiek. I co z tego, że każdy mógł zobaczyć? A niech patrzą, niech sąsiedzi wytykają palcami. Byli przecież na swoim własnym terenie, na polu należącym do nieżyjących dziadków Elli.
     Obraz tego wszystkie zawitał w jego głowie, wszystkie te namiętne chwile spędzone z Elą. Otworzył oczy i spojrzał w dół. "Oj ty ty, niedobry" - zaśmiał się sam do siebie, patrząc karcąco na coraz to większą wypukłość na radosnym trzmielu swoich bokserek. Paląc fajkę zanurzył się w marzeniach.
*************************
     Piękne pole, wysokie trawy, cholernie rozległy teren. A po środku prawie niewidoczny, niebieski koc i dwoje młodych ludzi. Mocno zbudowany chłopak, z wycieniowanymi czarnymi włosami, delikatna dziewczyna o kobiecych kształtach z równie czarnymi włosami. Obaj z niebieskimi oczami, patrzący na siebie z miłością jakiej świat nie widział. Z namiętnością jakiej nie opiszą słowa. Z pożądaniem, które ogarniało ich ciała coraz bardziej kiedy zanurzali się w pełnym uczuć pocałunku. Ich języki sprawnie tańczące ze sobą można było uznać za jedność, tak cudnie ze sobą współdziałały. Mocne, pewne dłonie chłopaka trzymające dziewczynę oraz idealne, piękne i delikatne jak balet kobiece dłonie głaszczące plecy ukochanego. Szczęście w ich duszach było tak wielkie, tak cudne, tak wypełniające, że nic innego nie było potrzebne.
     Koszula chłopaka, top dziewczyny... Skórzane spodnie, dżinsowe shorty, stanik, bokserki, stringi. Wszystko to po kolei znikało z ich ciał, a pocałunek trwał nadal. Kiedy cała ta operacja dobiegła końca i chłopak oderwał się od dziewczyny, jego oczy zatopiły się w jej ciele. Idealnie gładka skóra, obojczyki, piękne okrągłe piersi, zakończone twardymi, różowymi sutkami, chuda talia, idealne nogi. Cała ta delikatna struktura była tak piękna, tak cudowna... Mógłby patrzeć na nią godzinami. Ona czuła to samo, mocne ramiona chłopaka, pięknie wyrzeźbiona klatka piersiowa, umięśnione nogi, wszystko to tworzyło piękną, ciepłą przystań, w której mogła by zamieszkać na zawsze. Podziwiali się od dołu, powoli, jadąc w górę, aż ich oczy nie spotkały się. Wtedy on rzucił się na nią, przygwoździł ciałem do ziemi, zaczął całować namiętnie, jedną ręka opierając się na kocu, drugą trzymając ją za tył głowy. Zszedł na szyje, przejechał językiem przez cały dekolt zostawiając ślad śliny, który - jak miała wrażenie - zaraz wyparuje, ponieważ ich ciała płonęły, jej twarz pokrywał czerwony rumieniec. Usta również zmieniły kolor na bardziej czerwony i rozwarły się, wydając z siebie ciche dźwięki, kiedy język chłopaka dojechał do dołu jej piersi, zatoczył kółko wokół sutka i zaczął pieścić go szybkimi ruchami. Druga ręka chłopaka, ta którą trzymał pod jej głową teraz zjechała i pieściła druga pierś, podczas gdy pierwsza była ssana, przygryzana i coraz bardziej drażniona jego językiem. Dziewczyna zamknęła oczy, pozwalając swojemu ciału na jeszcze więcej przyjemności - kiedy miała zamknięte oczy inne zmysły wyostrzały się. Chłopak jednak długo nie pozostał na tych terenach...
     Znów zaczął jechać w dół językiem, aż do tego specjalnego miejsca. Tam ręką delikatnie rozchylił co trzeba i językiem powoli dotknął najczulszego miejsca jej ciała. Syknęła, ledwo powstrzymując się przed złączeniem nóg kiedy chłopak przejechał swoim ciepłym językiem jej łechtaczkę  Po chwili już kręciła się, kiedy chłopak dokładnie pieścił tamte okolice. Z każdą chwilą czuła się coraz cudowniej, coraz bardziej jęczała, coraz głośniej krzyczała jego imię  co nakręcało go jeszcze bardziej. Chłopak powoli wsadził w nią dwa palce, podwajając jej przyjemność. Kręcił nimi szybko, doprowadzając ją do stanu którego nie można opisać słowami. Wprost traciła zmysły, nie wiedziała już co krzyczeć, więc powtarzała w kółko jego imię, jedną ręką trzymała się za pierś, drugą jego włosy, jej ciało było całkowicie napięte. Chłopak nie przestawał wykonywać ruchów palcami i językiem. W końcu dziewczyna wygięła swoje ciało w łuk, krzyknęła jego imię, tak że pewnie cała wieś słyszała, ścisnęła swoją pierś, aż pazury poharatały jej skórę. Potem opadła, coraz ciszej powtarzając imię ukochanego. Ten zaś, jakby nigdy nic, położył się obok niej i ponownie pocałował ja w usta, nie dając jej złapać oddechu.
     Przez chwilę dziewczyna leżała na ziemi, czerwona i mokra, aż w końcu jej oddech w miarę się uspokoił. Chłopak przez cały ten czas patrzał na jej czerwoną twarz i nic nie mówił. Kiedy oddech dziewczyny był już w miarę spokojny, postanowiła, że teraz ona musi odwdzięczyć się chłopakowi. Ręką popchnęła go na plecy i usiadła na nim okrakiem.
     - Takiej Ciebie nie znałem...
     - Cicho być! Psujesz atmosferę! I... zawstydzasz mnie! - zawołała udając obrażoną i uderzając go w klatkę piersiową, chociaż wiedziała że dla niego to nic. Mimo to zsunęła się na dół chłopaka, sadowiąc się między jego nogami.
     Dobrze znała już okolicę i nawet nie musiała się zastanawiać co robić. Od razu chwyciła penisa chłopaka w swoją delikatną dłoń i zaczęła sunąć po jego długości, językiem delikatnie drażniąc główkę. Cztery razy przejechała w górę i w dół po całej długości penisa, po czym pocałowała końcówkę i wzięła penisa do ust. Dobrze wiedziała co robić i jak to robić. Ssała penisa chłopaka, na początku tylko trochę, resztę dalej pieszcząc ręką, potem zaczęła brać ją coraz głębiej, powoli pieszcząc ją językiem przy okazji. W tym była dobra, wręcz bardzo, znała swoje możliwości i była to jedna z niewielu dziedzin, w której była pewna że jest dobra. Stopniowo brała do ust coraz większą część jego penisa aż w końcu wzięła go do końca. Robiła to przez dłuższą chwilę, ale nagle chłopak podniósł się, pociągnął ją za włosy dając znać, że ma skończyć.
     - Wystarczy tego dobrego, dziś mam ochotę skończyć w tobie kotku. - pocałował ją w czoło i pociągnął do siebie.
     Kucnęła nad nim i znów popchnęła go do poprzedniej pozycji. Chwyciła jego penisa w rękę, nakierowała go na swoja pochwę i powoli opuściła biodra czując jak penis ukochanego wypełnia ją całą. Zaczęła powoli unosić się i opadać pojękując przy tym słodko. Zmieniła pozycję z kucającej na klęczącą i powoli kręciła biodrami, oparta o klatkę piersiową chłopaka. Poruszała się coraz mocniej, trzymając się za piersi i jęcząc imię chłopaka.
     Ta pozycja jednak nie zadowalała Martina. Wolał sam panować nad sytuacją, dla tego przerzucił dziewczynę tak, że to ona leżała pod nim. Podniósł jej nogi, które ona owinęła wokół jego bioder. Zaczął poruszać energicznie biodrami, cały czas trzymając jej piękne nogi. Kolejne jęki dziewczyny powodowały, że przyśpieszał, coraz bardziej i bardziej, aż w końcu szybciej nie można było. Ich ciała były całe pokryte potem, ich głosy mieszały się za sobą, dla każdego z nich głos drugiego brzmiał jak poezja. Coraz szybsze ruchy chłopaka i kręcenie bioder dziewczyny były okropnie chaotyczne, obaj z trudnością łapali powietrze. Nagle dziewczyna podniosła się  wbiła pazury w plecy ukochanego, a ten przyciągnął ją do siebie i pchnął ostatni raz, powodując, że razem wykrzyknęli swoje imiona, a ich ciała jak grom przeszył przecudowny, silny orgazm, powodując że wszystkie ich mięśnie okrutnie napięły się. Opadli obaj na koc, cali mokrzy, przytuleni do siebie. Przez dłuższą chwilę nie umieli opanować oddechów. Kiedy jednak udało im się ogarnąć, obaj leżeli plackiem na kocu, zmęczeni i mokrzy, ale za to przecholernie szczęśliwy.
     - Nawet kurwa nie wiesz, jak ja Cię kurwa kocham - skwitował Martin i objął Ronnie ręką, a ta tylko wtuliła się w jego bok i tak leżeli, aż nie trzeba było się zebrać od czasu do czasu popijając whiskey.



Łączna liczba wyświetleń