Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugs. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2012

You Cloud Be Mine - Rozdział 2

     - Hej stary, co taki smutny byłeś dziś? - Zapytał Martin zamykając drzwi do pokoju Peter'a i sadowiąc się obok niego na łóżku.
     Przez chwilę siedzieli w milczeniu aż Peter się odezwał:
     - Kurwa, tak cholernie za nią tęsknie.
     - Wiem stary. Ja też i chłopcy też. - Westchnął, wiedząc co zaraz nastąpi.
     - Kurwa! To zróbmy coś do cholery! Cokolwiek kurwa! Ja pierdole! Kurwa, kurwa, kurwa!
     - Eh, myślisz, że będą chciały nas oglądać?
     - Pewnie nie... Po tym wszystkim... jak je zostawiliśmy. Kurwa, Martin, jak kurwa, mogliśmy to zrobić?
     - Po pierwsze przestań używać kurwy jako przerwy między wyrazami, tudzież jako znaków interpunkcyjnych. Po drugie, Peter, wiem co czujesz... Chciałbym...
     - Wszyscy by chcieli a nikt nie ma czasu i chęci żeby się za to zabrać - przerwał mu Peter - czy to tak trudne, pojechać do rodzinnego miasta i je znaleźć?
     - No nie. - Martin tajemniczo uśmiechnął się do Petera i wyszedł.
*************************
     - No cześć!!!! Kurde! Sto lat cię nie widziałam, moja dupcio! - wołała Kate biegnąc na spotkanie z Elą.
     Wprost wpadły sobie w ramiona i ściskały się na ulicy, kiwając w przód i w tył jak głupie, śmiejąc się przy tym najbardziej komicznym śmiechem na świecie.
     - Gdzie idziemy? - zapytała w końcu Elli, kiedy były już wyściskane do końca. - Może jakiś McDonald  albo coś, posiedzimy, pogadamy?
     - Może kawiarnia?
     - O taaaaaaak! I lody. Dużo lodów.
     Pomaszerowały więc jak najszybciej do jednej malutkiej kawiarenki, zawsze pełnej ciepła, pachnącej kawą, prawie pustej i cudownie cichej, gdzie kiedyś uciekały od gwaru i zamieszania panującego na koncertach, na których bywały co drugi dzień. Żeby nie powiedzieć codziennie.
     Rozmowa kleiła się cudownie, najpierw tłumaczenie sobie, jak to obie zapracowane są, potem wspominanie, a nareszcie planowanie. I tak dalej. Na zakończenie tego wszystkiego, objęły się, pożegnały i rozeszły w swoje strony, aby przygotować się do pracy, posprzątać, pójść na zakupy, lub wykonać inną z codziennych nudnych czynności. Jednak ich myśli, długo krążyły jeszcze wokół przeszłości i ich nowego planu, którego realizacja była łatwiejsza niż mogłoby się wydawać. Przynajmniej dla tych dwóch. Teraz żadna z nich nie umiała wyjaśnić, czemu wcześniej nie zaczęły działać, czemu się poddały chcąc odzyskać chłopaków? Nikt tego pewnie nie rozumie i nigdy nie zrozumie, ale to się nie liczyło. Teraz ich głównym celem była walka o swoje...
*************************
Hmm, jest chyba około 1 w nocy. Siedzę z winem w ręce i pociągam z butelki. Piszę to wszystko, chociaż już dawno tu nie zaglądałem. Dużo się działo, bardzo. Szukam Kattie, szukam jej i chociaż wiem, gdzie jest, jakaś tajemnicza szyba "ważniejszych" spraw nie pozwala mi do niej dotrzeć. Bo dla kogo się liczy, co ja chcę? "Uspokój się Peter, mamy czas, teraz skup się na nagrywaniu płyty". Pierdolenie kurwa. Sam podobno ciągle myślisz o Ronnie, czemu o nią nie walczysz?! Tylko dużo gadasz, a mało robisz. Jakby Ci zależało to byś kurwa w podskokach wracał do Uppsali, ciulu. Gr. Nagrać płytę, teraz trasa tak? Co mi z tego wszystkiego, jaka to przyjemność, bez Kattie czekającej na backstage'u? Oh, jak ja dawno nie pisałem w tym zszycie. To już chyba jakiś 5, no nie? Reszta jest w domu Dave'a w Uppsali... Muszę po nie jechać, poczytać. Pamiętam jak dziś jak opisywałem tam każdy dzień spędzony z Kattie, każdy jej ruch, ubiór, wszystko. To skarbnica wiedzy o niej, ukryta pod obluzowaną deską w podłodze. Gdyby ona to przeczytała... Co wtedy? Byłaby szczęśliwa, zszokowana, zła? W ogóle po co ja to pisze? Nie powinienem pisać niczego. Ktoś może to przeczytać... Hmm. W sumie teraz myślę, że powinienem zacząć od jakiegoś "Drogi Pamiętniczku" tak jak robiła to Kattie... Hmm.
Kurwa! Pieprzyć wspomnienia! Trzeba działać. Kończę.
*************************
     Ronn leżała na łóżku rozmyślając. "Minął miesiąc, potem kolejny i dalej nic się nie dzieje. Co mamy zrobić? Tak bardzo chce go odzyskać. Tak wiele bym dała, żeby znów się do niego przytulić, żeby znów go pocałować... Tak wiele bym dała za niego". Przytuliła poduszkę, pozwalając paru łzą kapnąć na niebieski materiał pościeli. Nawet nie musiała sobie przypominać, zapach Martina był wszechobecny, a wrażenie, że jest gdzieś przy niej a ona nie może go dosięgnąć było tak strasznie bolesne i straszne, że kolejne łzy kapały powoli w poduszkę. Dziewczyna skuliła się na łóżku, próbując wyobrazić sobie, że chłopak otacza ją ramieniem. Czasem się udało, ale powrót do rzeczywistości był wtedy cholernie bolesny. Teraz jednak nie myślała o jutrze, po prostu leżała czując zapach Martina, jego obecność, jego dotyk, tak jakby naprawdę chłopak leżał obok niej. Z tą myślą zasnęła, a cała noc była pełna snów o jego ramionach. Potem sny te zmieniły się w koszmary o tym jak owe ramiona rozluźniają się i powoli zanikają. Cała mokra, spocona biegła przed siebie próbują go złapać, zatrzymać, ale nic z tego. Nie mogła dobiec, już nie mogła nic zrobić. Jego twarz spowijała mgła, wszystko było rozmazane, a chłopak znikał coraz bardziej. Aż w końcu nie było go wcale, był tylko okrutny ból w sercu, pot, łzy, wszechogarniających strach...
     Obudziła się łapiąc powietrze w płuca. Za oknem było jeszcze ciemno, na zegarku widniała 4:00... Znów zaczęła płakać, po raz któryś tej nocy. Prawie nie mogła otworzyć oczu, a zatkany nos nie pozwalał jej oddychać, na dodatek ciało kleiło się od potu. Podniosła się i w złości skopała kołdrę, wstała i otwarła okno na oścież. Wysmarkała się, ogarnęła, mimo to nadal było jej ciepło. Wkurzona na cały świat wprost zerwała z siebie piżamę, która kiedyś dostała od Martina. Nie był to prezent typu przewiewnej, krótkiej, koronkowej piżamki. To był po prostu zestaw koszuli nocnej i spodni z dresu z motywem miśków trzymających się za ręce. Nic specjalnego, ale była do tego cholernie przywiązana, także kolejne łzy napłynęły jej do oczu kiedy zauważyła rozerwany materiał pod prawą pachą. Mając totalnie mieszane uczucia rzuciła koszulkę na ziemię i całkiem nago siadła na parapecie odpalając fajkę. "I tak wszyscy śpią, a jeśli nawet nie to co mnie to obchodzi? Nikt nie każe im patrzeć w to okno", pomyślała zaciągając się dymem. Tego trzeba jej było. Skupiła się na chłodnym powiewie wiatru na jej ciele. Znów poczuła się jak za czasów kiedy była młoda. Kiedy razem z Martinem leżeli sobie na polu w wysokiej trawie z whiskey i paczka papierosów...
     Piękny, cudowny obraz w jej głowie...
*************************
     Noc Martina była pełna dziwnych, nieokreślonych snów. Mimo że był zmęczony i czuł się jakby ktoś go przeżuł i wypluł, nie umiał spać. Kręcił się na łóżku do 2, spał może z pół godzinki, a potem znów się obudził i przerzucał z boku na bok, nie umiejąc się ułożyć. W końcu wkurzony wszechobecnym gnieceniem wstał z łóżka, pociągnął łyk trunku stojącego obok łóżka, nie zastanawiając się co to takiego, ważne żeby miało procenty, chwycił paczkę fajek i tak jak był - w samych bokserkach - wyszedł na dwór, siadł na ławce w świetle lampy ulicznej i zapalił.     Kiedy tak patrzał na te bokserki znów zaczął myśleć o Ronnie. Dostał je od niej kiedyś, nie wiedział dokładnie kiedy, po co, z jakiej okazji... Jednak napis "dobrze bzykam" i rysunek trzmiela powalały na łopatki. Uśmiechnął się do siebie. "Wiem, że dobrze Elu". Był jednym z niewielu ludzi, którzy do Ronnie mówili Ela. Po prostu to imię było jej, kojarzyło się tylko z nią, z jej śliczną buźką, jej głosem, jej zapachem, jej dotykiem, jej ciałem. Cała była piękna, cudowna, najlepsza... I jego, tylko jego... Była. Czy dalej jest? Tego nie wiedział, chciał w to wierzyć, ale jakoś trudno było mu uwierzyć, że taka piękna istota jak Elli nie ma faceta. Teraz siedząc sobie i myśląc o tym wszystkim przy ławce znów zatęsknił za Elą. Myślał o niej bardzo często, bardzo dużo, ale teraz kiedy żył w trasie... Bał się trochę, że Ela ma kogoś innego, trochę, że kiedy będą razem nie da rady być z nią i pracować jednocześnie. Czując powiew świeżego powietrza przypomniał sobie najpiękniejszy seks w swoim życiu. Zamknął oczy i pozwolił głowie zwisnąć do tylu. Jack Daniels, fajki, Ela i świeże powietrze. Zero przejmowania się kimkolwiek, czymkolwiek. I co z tego, że każdy mógł zobaczyć? A niech patrzą, niech sąsiedzi wytykają palcami. Byli przecież na swoim własnym terenie, na polu należącym do nieżyjących dziadków Elli.
     Obraz tego wszystkie zawitał w jego głowie, wszystkie te namiętne chwile spędzone z Elą. Otworzył oczy i spojrzał w dół. "Oj ty ty, niedobry" - zaśmiał się sam do siebie, patrząc karcąco na coraz to większą wypukłość na radosnym trzmielu swoich bokserek. Paląc fajkę zanurzył się w marzeniach.
*************************
     Piękne pole, wysokie trawy, cholernie rozległy teren. A po środku prawie niewidoczny, niebieski koc i dwoje młodych ludzi. Mocno zbudowany chłopak, z wycieniowanymi czarnymi włosami, delikatna dziewczyna o kobiecych kształtach z równie czarnymi włosami. Obaj z niebieskimi oczami, patrzący na siebie z miłością jakiej świat nie widział. Z namiętnością jakiej nie opiszą słowa. Z pożądaniem, które ogarniało ich ciała coraz bardziej kiedy zanurzali się w pełnym uczuć pocałunku. Ich języki sprawnie tańczące ze sobą można było uznać za jedność, tak cudnie ze sobą współdziałały. Mocne, pewne dłonie chłopaka trzymające dziewczynę oraz idealne, piękne i delikatne jak balet kobiece dłonie głaszczące plecy ukochanego. Szczęście w ich duszach było tak wielkie, tak cudne, tak wypełniające, że nic innego nie było potrzebne.
     Koszula chłopaka, top dziewczyny... Skórzane spodnie, dżinsowe shorty, stanik, bokserki, stringi. Wszystko to po kolei znikało z ich ciał, a pocałunek trwał nadal. Kiedy cała ta operacja dobiegła końca i chłopak oderwał się od dziewczyny, jego oczy zatopiły się w jej ciele. Idealnie gładka skóra, obojczyki, piękne okrągłe piersi, zakończone twardymi, różowymi sutkami, chuda talia, idealne nogi. Cała ta delikatna struktura była tak piękna, tak cudowna... Mógłby patrzeć na nią godzinami. Ona czuła to samo, mocne ramiona chłopaka, pięknie wyrzeźbiona klatka piersiowa, umięśnione nogi, wszystko to tworzyło piękną, ciepłą przystań, w której mogła by zamieszkać na zawsze. Podziwiali się od dołu, powoli, jadąc w górę, aż ich oczy nie spotkały się. Wtedy on rzucił się na nią, przygwoździł ciałem do ziemi, zaczął całować namiętnie, jedną ręka opierając się na kocu, drugą trzymając ją za tył głowy. Zszedł na szyje, przejechał językiem przez cały dekolt zostawiając ślad śliny, który - jak miała wrażenie - zaraz wyparuje, ponieważ ich ciała płonęły, jej twarz pokrywał czerwony rumieniec. Usta również zmieniły kolor na bardziej czerwony i rozwarły się, wydając z siebie ciche dźwięki, kiedy język chłopaka dojechał do dołu jej piersi, zatoczył kółko wokół sutka i zaczął pieścić go szybkimi ruchami. Druga ręka chłopaka, ta którą trzymał pod jej głową teraz zjechała i pieściła druga pierś, podczas gdy pierwsza była ssana, przygryzana i coraz bardziej drażniona jego językiem. Dziewczyna zamknęła oczy, pozwalając swojemu ciału na jeszcze więcej przyjemności - kiedy miała zamknięte oczy inne zmysły wyostrzały się. Chłopak jednak długo nie pozostał na tych terenach...
     Znów zaczął jechać w dół językiem, aż do tego specjalnego miejsca. Tam ręką delikatnie rozchylił co trzeba i językiem powoli dotknął najczulszego miejsca jej ciała. Syknęła, ledwo powstrzymując się przed złączeniem nóg kiedy chłopak przejechał swoim ciepłym językiem jej łechtaczkę  Po chwili już kręciła się, kiedy chłopak dokładnie pieścił tamte okolice. Z każdą chwilą czuła się coraz cudowniej, coraz bardziej jęczała, coraz głośniej krzyczała jego imię  co nakręcało go jeszcze bardziej. Chłopak powoli wsadził w nią dwa palce, podwajając jej przyjemność. Kręcił nimi szybko, doprowadzając ją do stanu którego nie można opisać słowami. Wprost traciła zmysły, nie wiedziała już co krzyczeć, więc powtarzała w kółko jego imię, jedną ręką trzymała się za pierś, drugą jego włosy, jej ciało było całkowicie napięte. Chłopak nie przestawał wykonywać ruchów palcami i językiem. W końcu dziewczyna wygięła swoje ciało w łuk, krzyknęła jego imię, tak że pewnie cała wieś słyszała, ścisnęła swoją pierś, aż pazury poharatały jej skórę. Potem opadła, coraz ciszej powtarzając imię ukochanego. Ten zaś, jakby nigdy nic, położył się obok niej i ponownie pocałował ja w usta, nie dając jej złapać oddechu.
     Przez chwilę dziewczyna leżała na ziemi, czerwona i mokra, aż w końcu jej oddech w miarę się uspokoił. Chłopak przez cały ten czas patrzał na jej czerwoną twarz i nic nie mówił. Kiedy oddech dziewczyny był już w miarę spokojny, postanowiła, że teraz ona musi odwdzięczyć się chłopakowi. Ręką popchnęła go na plecy i usiadła na nim okrakiem.
     - Takiej Ciebie nie znałem...
     - Cicho być! Psujesz atmosferę! I... zawstydzasz mnie! - zawołała udając obrażoną i uderzając go w klatkę piersiową, chociaż wiedziała że dla niego to nic. Mimo to zsunęła się na dół chłopaka, sadowiąc się między jego nogami.
     Dobrze znała już okolicę i nawet nie musiała się zastanawiać co robić. Od razu chwyciła penisa chłopaka w swoją delikatną dłoń i zaczęła sunąć po jego długości, językiem delikatnie drażniąc główkę. Cztery razy przejechała w górę i w dół po całej długości penisa, po czym pocałowała końcówkę i wzięła penisa do ust. Dobrze wiedziała co robić i jak to robić. Ssała penisa chłopaka, na początku tylko trochę, resztę dalej pieszcząc ręką, potem zaczęła brać ją coraz głębiej, powoli pieszcząc ją językiem przy okazji. W tym była dobra, wręcz bardzo, znała swoje możliwości i była to jedna z niewielu dziedzin, w której była pewna że jest dobra. Stopniowo brała do ust coraz większą część jego penisa aż w końcu wzięła go do końca. Robiła to przez dłuższą chwilę, ale nagle chłopak podniósł się, pociągnął ją za włosy dając znać, że ma skończyć.
     - Wystarczy tego dobrego, dziś mam ochotę skończyć w tobie kotku. - pocałował ją w czoło i pociągnął do siebie.
     Kucnęła nad nim i znów popchnęła go do poprzedniej pozycji. Chwyciła jego penisa w rękę, nakierowała go na swoja pochwę i powoli opuściła biodra czując jak penis ukochanego wypełnia ją całą. Zaczęła powoli unosić się i opadać pojękując przy tym słodko. Zmieniła pozycję z kucającej na klęczącą i powoli kręciła biodrami, oparta o klatkę piersiową chłopaka. Poruszała się coraz mocniej, trzymając się za piersi i jęcząc imię chłopaka.
     Ta pozycja jednak nie zadowalała Martina. Wolał sam panować nad sytuacją, dla tego przerzucił dziewczynę tak, że to ona leżała pod nim. Podniósł jej nogi, które ona owinęła wokół jego bioder. Zaczął poruszać energicznie biodrami, cały czas trzymając jej piękne nogi. Kolejne jęki dziewczyny powodowały, że przyśpieszał, coraz bardziej i bardziej, aż w końcu szybciej nie można było. Ich ciała były całe pokryte potem, ich głosy mieszały się za sobą, dla każdego z nich głos drugiego brzmiał jak poezja. Coraz szybsze ruchy chłopaka i kręcenie bioder dziewczyny były okropnie chaotyczne, obaj z trudnością łapali powietrze. Nagle dziewczyna podniosła się  wbiła pazury w plecy ukochanego, a ten przyciągnął ją do siebie i pchnął ostatni raz, powodując, że razem wykrzyknęli swoje imiona, a ich ciała jak grom przeszył przecudowny, silny orgazm, powodując że wszystkie ich mięśnie okrutnie napięły się. Opadli obaj na koc, cali mokrzy, przytuleni do siebie. Przez dłuższą chwilę nie umieli opanować oddechów. Kiedy jednak udało im się ogarnąć, obaj leżeli plackiem na kocu, zmęczeni i mokrzy, ale za to przecholernie szczęśliwy.
     - Nawet kurwa nie wiesz, jak ja Cię kurwa kocham - skwitował Martin i objął Ronnie ręką, a ta tylko wtuliła się w jego bok i tak leżeli, aż nie trzeba było się zebrać od czasu do czasu popijając whiskey.



niedziela, 7 października 2012

You cloud be mine - Rozdział 1

Jakieś tam opowiadanie, rozdział 1.

     To co czuła Kate było przede wszystko głębokim, kującym smutkiem, pomieszanym z żalem i złością do chłopców. Że zapomnieli... że nie napisali... że zostawili. Bardzo tęskniła za Peterem. Jej pierwsza miłość była naprawdę głęboką miłością i po tym jak chłopcy zniknęli w świecie wcale nie opadła. Teraz kiedy Kate oglądała ich twarze w gazecie, czytała rozmowy z nimi i śledziła wszystkie ich strony internetowe, stare uczucie, o którym starała się zapomnieć znów dało o sobie znać, kłuciem i sensacjami w żołądku za każdym razem gdy widziała jego twarz. Bardzo tęskniła za jego ramionami, które doskonale pamiętała, za jego ustami, które zdawały się cały czas pieścić jej czoło delikatnymi muśnięciami.
     Tęskniła, także za resztą chłopaków, którzy byli jak rodzina. Z Elą nie widywała sie prawie wcale, chociaż mieszkały nie całą godzinę drogi od siebie. Zrobiło jej się smutno, gdy wspominała najmłodsze lata. Zgraja nastolatków nieznających życia...
     Kolejne uczucie które ją kuło było zazdrością - że chłopcom udało się spełnić marzenia... Wszystkie te negatywne uczucia ciążyły jej na sercu, pchając się jedno na drugie. Znała je dobrze, i nie próbowała z nimi walczyć. Wiedziała, że odczuwając zazdrość i złość nie można się usprawiedliwiać, co robiła większość ludzi. Ona robiła wtedy co innego. Chwytała ręcznik, przewiewną piżamkę i kierowała się do łazienki.
     Włączyła ciepłą wodę, a sama stanęła przed lustrem. Ściągnęła bluzkę. Mimo tego, że nie należała do chudych, talię miała idealną. Uwielbiała swoje szerokie biodra, które wyglądały według niej kobieco. Zawsze twierdziła  że faceci powinny mieć bary i jajca, a kobiety cycki i biodra. Ani cycków, ani bioder Bóg jej nie pożałował. Podobała się sobie, z swoimi krągłościami. Peter, też je lubił. Tak jej przynajmniej mówił. Powoli rozpięła swój stanik, delikatnie muskając swoją skórę, wywołując gęsią skórkę na ramionach. Pozbyła się reszty ubrania i stwierdziwszy, że wody wystarczy nalała płynów o miodowych zapachach. Takie lubiła najbardziej. Przypominały jej o miodzie, którego wyjadała prosto z plastrów wosku, z pasieki jej dziadka. Po prosu pachniały dzieciństwem. Spięła włosy wielką spinką w kok i rozłożyła się w wannie, oddychając głęboko. Z każdym oddechem czuła się coraz bardziej rozluźniona. Po chwili nalała sobie płynu na ręce i zaczęła delikatnie dotykać swoich piersi, oczami wyobraźni wracając do przeszłości i do wszystkich tych cudownych, podniecających chwil, które przeżyła z Peterem...
*************************
     Tymczasem Elli, usiadłszy z gitarą w rękach i rozłożywszy zeszyt z akordami i tabulaturami, które kiedyś rozpisał jej Martin, zaczęła pociągać delikatnie struny świeżo nastrojonej gitary, zastanawiając się, kiedy ostatni raz grała i czy cokolwiek jeszcze umie. Po chwili, brzdąkając sobie Wish You Were Here Floydów, stwierdziła  że jeszcze nie jest źle i całkiem dobrze jej idzie. Kochała ten utwór a szczególnie parę pierwszych dźwięków  które były naprawdę kojące. W ogóle większość twórczości Floydów koiła im serce... Jej i Kate. Poza tym, że słuchały raczej skocznych piosenek z lat 80, szczególnie kochały klasykę - w tym Floydów na pierwszym miejscu. Utwory Floydów zawsze budziły dreszczyk grozy swoimi piskami i jękami, a także dawały uczucie dosłownie kosmicznej lekkości, gdy dźwięki przeciągały się jak szum kosmicznych rakiet w filmach... Zamknąwszy oczy można było wprost poczuć, jakby przesuwano się w boki, kołysano lekko, a czasem nagle podskakiwano. Wszystko dawało uczucie jazdy na jakiejś niesamowitej karuzeli, a to wszystko działo się tylko za pomocą instrumentów  Substancje psychodeliczne, nie były im potrzebne, kiedy Floydzi lecieli z odtwarzaczy kaset.
     Teraz głowę Elli zaprzątnęła nie tylko Kattie, ale i reszta jej przyjaciół, z którymi dawno straciła kontakt. Przypomniała sobie swoją wielką miłość - Martina. Teraz chodzenie z tym chłopakiem wydawało jej sie niedorzeczne i śmieszne. To była zwykła nastoletnia miłość, która skończyła się równie szybko jak się zaczęła, a ona nieźle się napłakała. Twierdziła, że to był błąd, chociaż wiedziała, że Martin już zawsze będzie dla niej jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie.
     Przesiedziała cały wieczór grając na gitarze, aż doszła do końca zeszytu. Znalazła tam coś, czego wcześniej nie widziała. Tabulatury zapisane pod tytułem Queen Obscene/69 Shots. Zaczęła grać piosenkę i spróbowała dopasować tekst. You're a sex bomb, love machine, sixty nine shots of gasoline. Zaśmiała się perliście, czytając tekst. Na dole była narysowana jej naga postać z dopiskiem "kocham Cię". Nagle łzy napłynęły jej do oczu. Chociaż wokół niej kręciło się mnóstwo ślicznych facetów, którzy próbowali ją poderwać, ona wszystkich zlewała. Nie umiała przekonać się do żadnego innego faceta. Kiedyś krótko chodziła z jednym chłopakiem, zafascynowanym filmami i kinem, ale szybko skończyła się ich "miłość" i Ella zerwała z nim, po tym jak dowiedziała się, że chłopak twierdzi iż Star Warsy, chociaż dopracowane graficznie, mają zbyt dużo niedomówień i on ich nie rozumie. Słysząc coś takiego o swoim ulubionym filmie stwierdziła, że chłopak musi być jakiś niedorozwinięty i powiedziała mu, że ma nieźle nasrane pod sufitem, a na dodatek ma małego. To był koniec związków Elli, chociaż była naprawdę śliczną czarnowłosą dziewczyną, z kocim ruchem i o niezwykle uwodzicielskim wzroku. Nikt nie był w stanie zwrócić jej uwagi. Zaczęła szlochać cichutko. Była na siebie zła, bo chociaż próbowała zamknąć ten rozdział, to podświadomie, od środka cały czas tęskniła za zawadiackim, wprost rozbierającym ją wzrokiem Martina i nie tylko. Także za ramieniem Kattie, uśmiechem Dave'a i wygłupami Erica. To wszystko było jej życiem, które straciła, a które kochała. Zatęskniła za tymi czasami.
     Otworzyła album z zdjęciami i przez następne parę godzin płakała, przerzucając pożółkłe stronice. Ona z Kattie w baseniku kiedy miały może po trzy latka... zdjęcie z Ericem na huśtawce, kiedy byli 6 letnimi rozrabiakami... Ich pierwsza noc pod namiotem w ogródku babci Martina. Nocki z Kattie, kiedy planowały jak to zrobić, żeby Peter się w niej zakochał, miały może po 13 lat... Z jej i Kattie 16 urodzin (obie były urodzone 20 czerwca), kiedy zaczęła chodzić z Martinem. To było ciekawe... Wtedy pierwszy raz wypiła, pierwszy raz zapaliła i pod koniec imprezy skończyła z Martinem w łóżku... Na wspomnienie tych chwil jęknęła i opadła na łóżko, na którym siedziała i postawiła album obok. Wszystkie wspomnienia w momencie natarły na jej głowę, powodując, że zechciała przytulić się do wszystkich tych ludzi, a do Martina najbardziej...
************************
     To był dziwny dzień. Po koncercie, późnym wieczorem coś zaczęło go kłóć w serce... Peter położył się na łóżku i spojrzawszy w okno zauważył, że księżyc jest w pełni, i świeci niesamowicie jasno. Pamiętał, że kiedyś widział już kiedyś taki księżyc, przez takie okno. Kiedyś kochał okna w dachu, mógł położyć się wtedy i patrzeć na gwiazdy... Ale teraz, to nie było to samo... jego Kate była nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim... Kiedyś, kiedy razem oglądali gwiazdy to miało sens. Mógł opowiadać jej, jak zdobywa dla niej nawet najdalszą i największą gwiazdę, jak ją kocha i że nadaje jego życiu sens... Ale jej już dawno z nim nie było, już nie leżała na jego ramieniu, nie oplatała go rękami i nogami, nie głaskała go po włosach, więc i gwiazdy straciły urok. A dziś, jakby poczuł w nich dawną moc... zapragnął przytulić Kate, poczuć się znów kochanym i odnaleźć ten dawny sens życia. Powróciły skurcze w żołądku, a każda myśl o niej sprawiała, że czuł coś dziwnego... W nim także budziły się dawne uczucia i wspomnienia, zawalając mu głowę, która w momencie zaczęła go boleć, pękając w szwach od różnych uczuć, które przypominał sobie z każdym wspomnieniem jego starej paczki, w której teraz brakowało Kattie i Elli...
*************************
     Grając Queen Obscene myślami zawsze wracał do niej, do tamtej nocy... 20 czerwca 1998. Kiedy w końcu udało mu się wyznać co do niej czuje. Naprawdę żałował, że z Ellą nie był na miejscu Kate i Petera. Mógłby się nią nacieszyć porządnie. Niestety, przez swoją głupotę nie udało mu się długo zatrzymać jej przy sobie. Teraz nie umiał sobie przebaczyć, że tak szybko ją stracił. Brzydziły go wszystkie te dziewczyny, które na koncertach kleiły się jak popierdolone, podczas gdy ich faceci zostawali w domu. Wkurwiały go także wszystkie pary całujące się byle gdzie na ulicy. Zawsze przeklinał w myślach, że mogą sobie być, ale nie na ulicy, tylko w ich własnych domach.
     Teraz jakoś szczególnie mu jej zabrakło. Poczuł bardzo dotkliwie jej brak, skręciło mu żołądek, chciał ją przytulić tu i teraz... Chciał wrócić do tego 20 czerwca, kiedy wyznał jej wszystko co go dołowało, kiedy przytulił ją, pocałował... Nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał grać, a Peter szturchał go w ramię.
     - Żyjesz? Ej, żyj, nie umieraj!!!
     - Yyy.... Hahahahaha. O Boże, przepraszam, zamyśliłem się. - Zaczął wprost dusić się ze śmiechu...
     Nagle cała sala zaczęła się śmiać  nie wiedząc z czego, ale Martin śmiał się tak głośno i tak zaraźliwie, że można było ten koncert zaliczyć do jednego z najbardziej wesołych, bo potem wszyscy mieli ochotę się wygłupiać. Jednak dzisiaj Ella męczyła go znacznie bardziej niż zazwyczaj...

Oneshot - Amy&Martin


Napisała Magda T., ja wprowadziłam poprawki i oto wyszło takie coś.

     Pewnego deszczowego dnia Amy i Martin którzy byli ze sobą już ponad 3 miesiące, wybrali się na wycieczkę do domku nad jeziorkiem. Martin już wcześniej zaplanował co tam się wydarzy, a Amy tylko się domyślała. Gdy weszli do domku, rozpakowali się i rozgościli, usiedli obok siebie, patrzyli sobie w oczy dłuższą chwilę, aż nagle zbliżyli się do siebie.
     Martinowi od woni ciała Amy, aż zakręciło się w głowie, była to woń wyjątkowo słodka i przyjemna,  za to dziewczyna poczuła na swojej twarzy oddech ukochanego. Nagle ku zaskoczeniu Martina, Amy w ogromnym tempie zbliżyła się do jego ust i zaczęła całować, delikatnie z uczuciem, dotykając przy tym jego szyi co wywoływało u chłopaka przyjemną gęsią skórkę.
     Ale chłopaka to nie zadowalało, złapał dziewczynę za biodra delikatnie wsadzając ręce pod cieniutką koszulkę dziewczyny. Ona nie miała nic przeciwko. W końcu chłopak dobrał się do szyi Amy, a dziewczyna położyła się na łóżku dając do zrozumienia chłopakowi, że jest tylko jego... teraz, w tym momencie. Martin zerwał z niej koszulkę, zrobił to dosyć niezdarnie, ale jej nie sprawiało to różnicy. Gdy chłopak zajął się za delikatnie pieszczenie językiem dekoltu dziewczyny, ona próbowała rozpiąć jego koszulę.
Wreszcie się z nią uporała, zaczęła niezdarnie i na ślepo błądzić zimnymi palcami po torsie Martina, co sprawiało, że dostawał ciarek na całym ciele.
Teraz przeszedł z pocałunkami trochę niżej, a rękami zaczął bezwstydnie zsuwać z niej delikatne różowe figi. Dziewczyna tylko delikatnie rozchyliła nogi, po raz drugi dając mu do zrozumienia,  że jest tylko jego, teraz, dzisiaj, w tym momencie, w tej chwili.
Chłopak oczywiście wykorzystał to i wszedł w nią. Przez chwilę oboje poruszali delikatnie biodrami, pojękując i sapiąc, aby razem dojść na szczyt rozkoszy... zakończyli zabawę przejściem w błogi stan, ich ciała były teraz jednością, nie dzielił ich nawet jeden milimetr.
Amy wyczerpana położyła się na obnażonym torsie Martina, wsłuchując się w rytm bicia jego serca, a biło ono niezwykle szybko.
Doszła do wniosku, że "bicie serca ukochanej osoby to najpiękniejsza muzyka"

poniedziałek, 21 maja 2012

Oneshot - Izzy&Anita

Taka sobie... fantazja o Izzym, do dupy i w ogóle, ale jest. Wiem, że z obciąganiem śmiesznie mi wyszło, ale cóż xD
Wygrzebałam jakieś stare, "Dla Anity bo chciała ;)" i nie wiem jaka Anita, ale cóż, zawsze coś : D*** 

Jeśli nie przepadasz za opowiadaniami zawierającymi sceny perwersyjne i erotyczne - odpuść sobie, jeśli nie - zapraszamy do czytania.
***
    Patrzeli sobie w oczy i siedzieli na łóżku chłopaka nic nie robiąc. Anita zaczynała się nudzić.
    - Co robimy? - zapytała koniec końców, z nudów.
    - Właśnie siedzimy. I mi się w chuja nudzi. A o chujach mówiąc, mam ochotę Cię wyruchać.
    Anita zaśmiała się.
    - No nareszcie jakaś ciekawa propozycja.
    Uśmiechnęła się i przysunęła do chłopaka. Zaczęła go delikatnie całować, jednak on postanowił inaczej. Izzy odepchnął ją i wstał. Zaczął czegoś szukać po półkach. I znalazł. Po chwili pociągną drobną brązowo-włosą dziewczynę za ręce do góry, tak że wstała z ogromnego łóżka, po czym rzucił ją na ziemie. Dziewczyna zobaczyła kawałek tego co Izzy trzymał w ręce i uśmiechnęła się. Chłopak pozbawił ją górnej garderoby, po czym związał jej ręce sznurkiem, nad jej głową, i rozebrał jej resztę ubrania, rzucając je na wielkie łoże z baldachimem na którym przed chwilą siedzieli. Chłopak rozebrał, także siebie i po chwili jego ubrania, także wylądowały na łożu. Uśmiechną się do dziewczyny i siadł na niej. Zaczął ją namiętnie całować, ugniatając jej piersi i pieszcząc jej sutki kciukami. Po chwili zjechał językiem niżej, na jej sutki i zaczął je ssać i przygryzać, a dziewczyna co chwilę pojękiwała. Miała szybki i nierównomierny oddech. Zamknęła oczy, żeby czuć wszystko jeszcze bardziej. Chłopak zjechał jeszcze niżej, i zatopił usta w łonie dziewczyny, a ta zaczęła głośno jęczeć, czując jego język sprawnie penetrujący i badający każdy skrawek jej kobiecości.
    Uwielbiał jak dziewczyna jęczała i co chwila wykrzykiwała jego imię. Wczuł się w to co robił i szybko kręcił językiem w dziewczynie, a ta zaczynała już powoli krzyczeć. Przyssał się do niej, a ona nie wytrzymała i powietrze przeszył ostry krzyk. Izzy uśmiechną się patrząc na czerwoną twarz dziewczyny.
    - Izz...mówiłam Ci kiedyś że jesteś cudowny, zajebisty, kurwa?
    - Dziewczyno, ja się dopiero rozkręcam.
    - O kur... - Dziewczyna nie dokończyła, bo Izzy wpił się w jej usta, i przez chwilę całował ją, przy okazji pieszcząc jej łechtaczkę ręką. Dziewczyna prawie by się udusiła, serce waliło jej tak, że można było je usłyszeć, do czasu, aż do pokoju dotarły dźwięki piosenki Nightrain. Izzy'emu się to spodobało, piosenka była szybka, więc czemu nie zrobić tego w rytmie jego własnej piosenki?
    Izzy wstał i staną nad Patricia.
    - Wstań. - Rozkazał sucho.
    Anita powoli wstała z podłogi i stanęła przed Izzym.
    Chłopak siadł na łóżku i odpalił marlboro.
    - Teraz ty mi pokaż co potrafisz.
    Dziewczyna niepewnie klęknęła przed Izzym. Nawet nie wspomniała Izzemu, że tydzień temu, kiedy się z nim kochała, to był jej pierwszy raz. Jeszcze nikomu nie obciągała, Izzy jednak miał trochę wprawy i zauważył, że Anita się boi.
    - No nie bój się, kiedyś musi być ten pierwszy raz... No dalej, weź go do ust, to nic trudnego – Powiedział zachęcającym tonem.
    Dziewczyna niepewnie wzięła jego penisa do ust. Na początku powoli okrążyła główkę penisa językiem, po czym zaczęła robić to trochę szybciej. Potem, widząc, że Izzy przymrużył oczy i rozwarł usta odchylając głowę do tyłu zaczęła ssać jego penisa. Chłopak cicho sapnął, a dziewczyna zaczęła ssać trochę mocniej.
    - Widzisz? Kurwa świetnie Ci idzie... kurwa, kocham cię... dalej, no... mocniej! Nie bój się. - Zachęcał ją jeszcze bardziej, mówił coraz szybciej. - Szybko! Kurwa, boosko, cudnie. Jezu!
    Dziewczyna przygryzła jego penisa, ssała jeszcze mocniej, a na dodatek ugniatała penisa Stradlina delikatnymi dłońmi. Znów przygryzła jego penisa, a ten akurat doszedł i jej usta wypełnił biały płyn. Dziewczyna była zdziwiona, bo przez jęki Stradlina chciała tylko robić mu dobrze i zapomniała zupełnie o końcowym efekcie do jakiego miała doprowadzić, więc wypluła płyn na swoje jędrne piersi. Stradlin uśmiechnął się.
    - Przepraszam...
    - Ale za co? - Zapytał zdezorientowany Izzy.
    Dziewczynie zrobiło się jeszcze bardziej głupio. Gdy przepraszała zdawało jej się, że wyplucie spermy było grzechem, a teraz zauważyła, że to nie było nic strasznego. Ale chcąc to naprawić pomyślała o pewnej rzeczy. Mianowicie, wpadł jej do głowy pomysł, co zrobić z spermą na swoich piersiach, tak jak kiedyś przeczytała w jednym opowiadaniu erotycznym. Zaczęła wmasowywać spermę w swoje piersi, jakby to był najdroższy krem na jaki mogła sobie pozwolić.
    Izzy'ego strasznie to podnieciło, patrzył jak kobieta wciera sobie jego spermę w swoje jędrne, duże piersi i od razu zrobiło mu się gorąco. Dziewczyna wzięła sobie trochę białego płyny na palec i oblizała dokładnie z uśmiechem.
    Chłopak pociągnął ją za rękę i położył na łóżku tak, że klęczała na czworakach tyłem do niego.
    - Przygotuj się na ostre rżnięcie. - Zasyczał i wszedł w dziewczynę tak szybko i niespodziewanie, że aż pisnęła. - I co, boli!? Tak ma, kurwa być! Jeszce będziesz kurwa, błagać o więcej! O tak, mała, poczujesz moc Stradlina! Podnieca cię to suko!? KRZYCZ KTO CIĘ RŻNIE! Całe LA ma wiedzieć kto ci robi dobrze dziwko! - Izzy pchał coraz mocniej, a Anita krzyczała, mimo niewyobrażalnej dozy przyjemności, czując ból.
    - IZZ! IZZY! AAAA, BŁAGAM! IZZY!  KURWA! AAAA IZZY! MOCNO AA! IZZY! PROSZĘ! MOCNIEJ! IZZY! - Kryczała, pomiędzy kolejnymi stękami.
    Chłopak ruszał biodrami w niewiarygodnym tępie, a Anita ledwo utrzymywała się na kolanach. W końcu oboje doszli, oznajmiając to niezwykle długim, głośnym krzykiem.
    Izzy położył się obok dziewczyny i naciągnął na nich koc. Dziewczyna wtuliła się w niego, czując, że jutro nie będzie mogła usiąść.
    - A co będziemy robić jutro? - Zapytał Izzy
    - Jutro jest dziś... - Zaśmiała się dziewczyna patrząc na zegarek. Była 00.01.
    - No, to trzeba uczcić, że dziś jest jutro, i trzeba uczcić też to, że wczoraj było tak zajebiste rżnięcie. I go crazy, crazy, baby, I go crazy.
    Anita zaśmiała się i razem z Izzy'm z powrotem wskoczyli pod kołdrę...

sobota, 12 maja 2012

Oneshot - Annie&Slash

ANNIE & SLASH
Pisałam kiedyś dla koleżanki, ale ona przestała szaleć za Slashem. Miałam na starym blogu na onecie, ale tam wszystko tnie, więc przerzucam stare notki tu, także na najbliższy czas planuje parę starych oneshotów, minimalnie poprawionych, mam nadzieję, że się spodobają : D.
***
 

Jeśli nie przepadasz za opowiadaniami zawierającymi sceny perwersyjne i erotyczne - odpuść sobie, jeśli nie - zapraszamy do czytania.
***

    Annie siedziała przy barze i popijała Jim Beam. Patrzyła jak Guns n' Roses dają kolejny show. Była to najbardziej obiecująca kapela jaka gościła w tym małym klubie od około 5 lat, jak nie więcej. Przez dość dużą ilość alkoholu we krwi dziewczyna nie zauważyła ciekawskich spojrzeń gitarzysty zespołu. Zresztą przez ogromną ilość loków na głowie tego osobnika można było zobaczyć tylko czubek jego nosa i papieros, który wskazywał na to, że gdzieś tam są usta. Annie śmieszył ten chłopak. Słyszała jak ktoś wołał do niego Slash, ale imię to raczej nie było. Trochę zajęło jej dojście do tego, że to może być jego ksywka.

Annie była strasznie porywcza, pozytywnie pojebana i LEKKO zboczona. Bardzo lubiła gdy Slash grał solówki. Zaraz miała nieczyste myśli związane z jego palcami, szybko poruszającymi się po gryfie. Malowała sobie w głowie różne obrazy, związane z tym osobnikiem. Zatraciła się w swoich cudownych fantazjach, tak bardzo, że nawet nie zauważyła jak ich główny bohater siada obok niej i zamawia jakiś tani trunek. Miała zamknięte oczy i bez namysłu jęknęła "Saul" - imię chłopaka.
    - No, tak mam na imię, ale wole Slash – zaśmiał się popijając tanie wino.
    Dziewczyna jakby otrząsnęła się z szoku, spojrzała na Slasha, po czym cała czerwona odwróciła twarz i chciała napić się swojego piwa, ale gdy położyła rękę w miejscy gdzie przed chwilą stało, już go nie było*.
    - Annie...
    -Annie, Annie, Ann... Ładnie. Seksownie wyglądasz w tych obcisłych spodenkach, pokażesz tyłeczek?
    Annie lekko zdziwiona, ale zadowolona wstała i odwróciło się tyłem do Slasha, chwytając się seksownie za pośladki. Zdziwiła się gdy usłyszała dwa głośnie gwizdnięcia i jedno długie ”wow”.
    Odwróciła się i zobaczyła rudego wokalistę i blond basistę Gn'R, stojących obok Slasha, wprost rozbierających ją wzrokiem.
    - Sexi! - Rudy zaśmiał się pod nosem.
    - Spadaj złamasie! Ja sobie ją upatrzyłem! - Obraził się Slash.
    - No co, z kolegami się nie podzielisz!? - Blondyn udał oburzenie, a potem także się roześmiał.
    - A nie. Dziś na to nie licz!
    - A ty co, kurwa, prawo dżungli? Ja upolowałem, ja zjem, haha. - Tym razem wszyscy trzej się zaśmiali.
    Annie zirytował fakt, iż rozmawiają o niej, jakby jej tu nie było, albo przynajmniej jak gdyby była przedmiotem. Położyła pieniądze na ladę, a ogromny barman wziął je od razu i schował. Chwyciła kostkę i ruszyła w stronę drzwi. Wkurzyło ją zachowanie chłopaka. Nie da przecież sobą pomiatać! Wyszła przed bar i chciała skręcić w prawo – do swojego małego domku, ale ktoś chwycił ją mocno za ramię.
    - Dlaczego wyszłaś? - Zapytał Slash.
    - Tak jakoś, nie mam ochoty z tobą gadać.
    - Ale czemu? Nie robi się niczego bez powodu, zrobiłem coś złego? Coś powiedziałem?
    - Nie, nic, po prostu nie mam ochoty z tobą gadać. Nie znam Cię. - Ruszyła do domu.
    - Często jesteś w tym klubie? Widzę Cię na każdym koncercie. - Dopytywał.
    Annie zaczęła się irytować, bo chłopak szedł za nią.
    - Nie twoja sprawa – warknęła.
    - A... - zaczął
    - Przylepiłeś się jak rzep do psiego ogona! Wypierdalaj, wkurwiasz mnie!
    Chłopak westchnął, a Annie prawie pobiegła do domu. Przed jej blokiem obejrzała się jeszcze, czy chłopak jej nie śledził, po czym weszła szybko do mieszkania, wbiegła na 2 piętro, wyciągnęła z kostki klucz i weszła do mieszkania. Było małe, ale w końcu mieszkała tu sama. Na dodatek z pieniędzy ojca.
    Z małego przedpokoju do salonu prowadziło przejście w kształcie łuku w prawej ścianie. Naprzeciwko salonu była kuchnia, obok niej pokój, a łazienka mieściła się naprzeciwko niego.
Zaparzyła wodę na herbatę i poszła wziąć szybki prysznic. Wyszła z łazienki w tym samym momencie, kiedy zagwizdał czajnik oznajmiając że woda jest gotowa. Zalała herbatę w bardzo dużym kubku, którego musiała trzymać obiema rękami i położyła się w łóżku. Rozejrzała się po ciemno-fioletowych ścianach pokoju. Lubiła ten pokój, szczególnie gdy włączała małe światełko o żarówce w kolorze czerwonym i zasuwała okno. Wtedy pokój wydawał się cały czarny z jedną tylko czerwoną poświatą w koncie, gdzie stał gramofon. Poza tym było tu łóżko dwuosobowe, szafa, i dwie małe półeczki po obydwu stronach łóżka. Włączyła winyl The Doors, bez problemu nastawiając na The End. Często słuchała tej piosenki. Pogasiła światło, wypiła herbatę, po czym kubek odłożyła na półeczkę, przy okazji zrzucając opakowanie winylu The Doors. Rozmyślała nad jej życiem. Kolejny dzień spędzony w klubie, kolejna noc spędzona na nudnym rozmyślaniu. Kurwa, że nie została wtedy z Slashem, pewnie teraz robiłaby coś ciekawszego! Gdy The End dobiegł końca zgasiła światło, zatrzymała muzykę i szybko zasnęła, po prostu znudzona wszystkim.
    Ale zdawało jej się, że o czymś zapomniała...
    Obudziła się rano, jak zwykle, znudzona życiem. Miała na sobie czrny t-shirt z Aerosmith, i krótkie spodenki, które służyły jej za piżamę. Poszła do salonu, żeby ogarnąć winyle, które przeglądała wczoraj. Kiedy weszła do pokoju prawie nie padła na zawał.
Na ciemno-brązowej kanapie, w boku pokoju leżał jakiś mężczyzna. Krzyknęła i już chciała chwycić cokolwiek i mu przyłożyć, kiedy zauważyła kto to. To był Slash. Odwrócił się, bo leżał na brzuchu, spojrzał na nią zdziwiony, po czym uśmiechną się.
    - Słyszałem w nocy, że ciekawe miałaś sny. Tak mi się przynajmniej zdaje, bo jęczałaś cały czas ”Morrison, mmm, jak mi dobrze”, albo inne interesujące rzeczy.
    Dziewczyna znów czerwieniła się przy tym facecie. Ale po chwili oprzytomniała.
    - CO TY TU ROBISZ!? - Wydarła się na niespodziewanego gościa.
    - Drzwi nie zamknęłaś na klucz, to wszedłem. Nie będę owijać w bawełnę, powiem wprost: jesteś zajebiście seksowna i mam na ciebie chrapkę, że się tak wyrażę. Więc nie sprawiaj kłopotów, tylko zamknij te drzwiczki na klucz, rozbieraj się, i choć tu. - Rozkazał jak jakiś pan. W dziewczynie się zagotowało.
    - Czego jeszcze, kurwa!?
    - Hmm... Herbaty, chyba, że masz coś mocniejszego. - Odpowiedział spokojnie, przez co jeszcze bardziej wkurzył dziewczynę. Wstał i podszedł, przyglądając się jej dokładnie. Znów zdawało się jej, że rozbierał ją wzrokiem. Miała głębokie, niebieskie oczy, ogromne, jędrne piersi, piękną delikatną twarz, i talię osy.
    - WYPIERDALAJ STĄD! NATY... - Chłopak przerwał jej, i układając ręce wysoko nad głową dziewczyny, przycisną jej ciało do ściany swoim, całując ją namiętnie.
Annie przez chwilę chciała się wyrwać, ale już po chwili rozpłynęła się. Musiała przyznać, że chłopak całował cudownie. Miał taki miękki język, takie słodkie usta... Puścił jej ręce, i objął ją w pasie. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyje. Przez chwilę trwali tak, ale chłopak odsunął się od Annie.
    - No i co, tak Ci źle? Z tego co wiem, jesteś sama. Miałaś jakiegoś chłopaka, ale cię rzucił, nie? Więc co Ci szkodzi, mały romansik? - Uśmiechnął się pod tysiącem loków, i odgarnął je na boki.
    Annie zobaczyła w końcu jego twarz. Miał bardzo ciemną karnację, czarne oczy, płaski, ale szeroki nos, i duże, kształtne usta. Był naprawdę ładny. Dziewczyna westchnęła, poszła do kuchni i zaparzyła herbatę. Chłopak miał racje. Odkąd rzucił ją James, nie miała żadnego romansu, a szczerze, nudziło ją życie bez seksu. W końcu stwierdziła, że chętnie się z nim prześpi. Wczoraj po prostu wkurzyło ją to, że potraktował ją jak przedmiot, ale przyzwyczaiła się: młodzi rockmeni uważają, że wszystko co się rusza i ma cycki, jest do wyruchania. Zresztą starzy też. Zamknęła drzwi do mieszkania na klucz, po czym siadła w kuchni. Hudson siadł obok niej. Cały czas patrzył na nią z zamyśleniem.
    - Naprawdę, jesteś śliczna. Przypominasz mi jedną moją koleżankę ze szkoły... A ile masz lat?
    - Dziewiętnaście.
    - A, to jesteś trochę młodsza. Ja mam dwadzieścia pięć lat. To aż sześć lat różnicy.
    - Mi to nie przeszkadza...
    - Serio? To świetnie... to prześpisz się ze mną czy nie?
    - Ehh, Slash... Ale ty jesteś niedelikatny, wiesz?
    - Czemu? Przecież jeszcze nic nie zrobiłem! Skąd wiesz jaki jestem? Zaliczyłem Cię już kiedyś? Być może po pijaku mi się zdarzyło...
    - O takie walenie prosto z mostu mi chodzi.
    - Em... To tak czy nie?
    Annie nie odpowiedziała. Nalała wody do szklanek z torebkami herbaty. Położyła na stole, nasypała sobie cukru i podłożyła cukierniczkę Slashowi. Napiła się, jednak Slash cały czas na nią patrzał, z rękami skrzyżowanymi na stole. Kiedy skończyła pić herbatę, umyła szklankę, odłożyła ją na brzegu i powiedziała do Slasha:
    - Idę do łazienki, zastanowię się nad twoją propozycją Saul. Siedź tu.
Wyszła z kuchni i weszła do łazienki. Zsunęła z siebie spodenki i rzuciła je w kąt, razem z bluzką z Aerosmith. Puściła wodę i nakierowała prysznic na swoje usta. Woda spływała jej po brodzie, jędrnych piersiach, płaskim brzuchu i po nogach, żeby w końcu wylądować w ściekch. Końcówki jej długich włosów pomoczyły się. Wzięła mydło w jedną rękę, ale spadło na podłogę. Schyliła się po nie, ale ponownie jej uciekło. Nagłe drzwi otworzyły się. Slash wszedł do łazienki,  w samych spodniach. Annie była schylona tyłem do chłopaka, który z tej perspektywy miał doskonały widok na jędrne pośladki dziewczyny i jej cipkę. Dziewczyna szybko podniosła się i zasłoniła rękami. Chciała krzyknąć, ale zrozumiała, czemu Slash tu wszedł.
    - Czemu zasłaniasz swoje cudowne ciało Annie... Pokaż cycuszki, no dalej.
Slash ściągnął spodnie i wszedł pod przyrznic. Annie spojrzała w dół i w momencie zrobiło jej się mokro. Chłopak miał dość dużego penisa, około 19 centymetrów. Annie zaliczyła paru facetów, ale jeszcze nikogo z penisem większym niż 15.5 centymetra. Wyobraziła sobie, jaką przyjemność zaraz przeżyje i zadrżała.
    Slash chwycił jej pierś, a ona z przyzwyczajenia podniosła swoją rękę, aby go odepchnąć, ale w ostatnim momencie się powstrzymała i odsunęła rękę. Chłopak przyparł ją do ściany, poczuła jego przyrodzenie na swoim udzie. Slash zaczął ją namiętnie całować, językiem penetrował każdy zakamarek jej ust. Była taka słodka, Slash pragną posmakować reszty jej ciała, więc puścił jej usta i zaczął ssać jej piersi na zmianę (żeby żadna nie czuła się urażona). Dziewczyna jęczała, czuła się jak w niebie... język Slasha sprawiał jej mnóstwo przyjemności. Gdy tak jęczała i krzyczała, Slash coraz bardziej się podniecał. Uklęknął przed dziewczyną i przejechał językiem po jej kobiecości. Dziewczyna zadrżała. Slash zagłębił język w szparkę dziewczyny, a ta jedną rękę wplątała w jego włosy, a drugą zacisnęła na udzie i przygryzła wargi. Slash nagle przyssał się do jej łechtaczki, a ta krzyczała głośno, aż doszła.
    Slash podniósł się i z uśmiechem na twarzy spojrzał na rozanieloną twarz dziewczyny.
    - I jak?
    - Kurwa... zajebiście...
    - To nic. Poczekaj na pana pytona... - Wyszedł spod prysznica i podał jej rękę, żeby się nie poślizgnęła. Otulił ją ręcznikiem i pociągną do jej pokoju.
    - A teraz... Tak cię wyobracam że nie wstaniesz z podłogi!
    Rzucił Annie na łóżko i zaczął ściągać z niej ubranie. Na początku dziewczyna zdziwiła się, ale zdziwienie wyparowało tak szybko jak się pojawiło.
Rozsunął jej nogi i wszedł w nią gwałtownie, a powietrze przeszył ostry krzyk dziewczyny. Wbiła paznokcie w plecy Slasha. Chłopak zaczął szybko ruszać biodrami, pchając strasznie mocno, a dziewczyna krzyczała jak opętana. Nigdy nie spała z facetem tak ocykanym w sprawach łóżkowych. Slash spocił się, a Annie traciła już dech. Serca biły im tak straszne szybko, że było widać na ich szyi tętnice pompujące krew, która uderzała im do głów. Slash doszedł głośno krzycząc, poruszał się jeszcze chwilę w Annie, która również doszła.
    Chłopak opadł na koc zakrywający łóżko Annie i przytulił się do niej.
    Zasną, a Annie jeszcze jakiś czas patrzała na jego mokrą od potu twarz i loczki cudownie opadające na jego twarz...

Wierszyki ;3

Witam, dziś MrsSleaze poczęstuje was porcją wierszyków. Wierszyki zawierają przekleństwa, perwersyjne oraz elementy związane z zoofilią, jeśli Cię to nie śmieszy, nie polecam tego czytać : D
Dodam parę wierszyków bo Hania chciała, więc dedykacja dla Hani! Kobieto - wiedz, że Cię kocham!!!
Wiem, że to porażka, ale już dodaje, żeby się Hani nie nudziło ;D
_______________________________________

80s

Pojazd taki zbudujemy
Z dywanu i ręcznika
Do Gusnów nim pojedziemy
Wehikuł czasu z Allegro czeka

W trzy dupy się opijemy
Ćpać raczej nie będziemy
Młodych Gunsów zaliczać chcemy
I choć się wydaje że nie, to możemy

Na koncertach się zabawimy
Z muzykami w łazienkach
Łatwo długowłosych namówimy
Dzięki naszych wdziękach

W rytmach hard rocka się baw
W latach 80 frajdy aż do pach
Pełno ładnych facetów, alkoholu
Różne pary się pierdolą w holu

W każdym klubie dilerzy
Na podłodze ktoś naćpany leży
Chętne panie na zawołanie
Każdemu facetowi stanie

I tak na zabawie mijają dni
A ty na koniec ich, nie masz ochoty
W twoim łóżku jakiś facet śpi
Nie znasz go, ale co tam - czas na psoty
_______________________________________

Annie x Slash

Annie, Annie, moja słodka,
W Slashu masz własnego kotka.
On co noc Cię ruchać chce,
A ty nie odmawiaj, nie!
W łóżku zajebisty jest,
Choć to czasem dziki zwierz.
Będzie ruchać Cię co dzień,
Doprowadzi Cię do drżeń.
Oral bardzo lubi on,
Tak jak jego wielki pyton.
Tak więc Saul cię posunie,
Na zielonym, leśnym, runie.
A ty krzykniesz OHH!
I AHH!
Tak jak w swych najskrytszych snach:
Wbijesz mu paznokcie w plecy,
Wiedząc, że Cię znów przeleci.
Tak z Hudsonem minie życie,
A wy dalej niewyżycie,
Się posuwać wciąż będziecie,
Gdy już w piekle zasiądziecie.
Nie skończone te pożycie,
Fajnie macie porycie.
Kurwa nie wiem jak to skończyć.
Więc niech skończy się to tak:
W twoją dupę Slasha ptak!
_______________________________________

Alex x Duff

Duff'y ma takiego chuja,
Że jak Alex na nim buja:
Piszczy, ryczy, sapie, szczypie,
A najgorzej jak na szczycie!
Wtedy Duff nie wytrzymuje,
Bo go gryzie, drapie, szarpie,
Ma już szramy na podgardle! <?>
Ale mimo to ją kocha,
Gdy jej nie ma, do niej szlocha.
Pisze wiersze, poematy,
I wywala wszelkie szmaty.
Które chcą się z nim pierdolić,
Na zdradę, nie chce pozwolić.
Choć czasami pragnie skrycie,
W erotyczne wprowadzić życie,
Jakieś zmiany - nie partnerki,
Lecz naprawić te usterki:
Nie wie czego Alex chce,
Gdy zapędzi trochę się,
Czasem boi się, że zrobi,
Jakąś krzywdę naszej Alex.
Lecz ta sado-maso lubi.
Choć się wielce tym nie chlubi,
Kocha kajdanki i pejcze,
I gdy ją Duff pierdoli w kafejce!
Seks publicznie ją podnieca,
Szybko, w górę idzie kieca.
Dziecią oczy zasłaniają,
Nastolatki podniecają.
Takie ich życie erotyczne,
Choć jest bardzo nieetyczne.
_______________________________________

Magda x Dave Mustaine

Madzia chciała wierszyk taki,
Że facetom stają ptaki.
O niej i Mustejnie wielkim
Lecz z penisem - no, niewielkim...
Ale za to jaki szlag!
Nawet jeśli mały ptak,
Ruchy bioder Rudego,
To jest kurwa coś, kolego!
Wierzysz mi czy nie,
On tak ostro posunie Cię,
Że nie wstaniesz z podłogi,
Będziesz miała krzywe nogi,
Bo cipka napierdalać będzie,
Po Mustejnowym obłedzie.
Nawet nie wiesz jak to boli,
Jak Cię Mustejn wypierdoli.
A to wdłuż, a to wrzesz
A ty mu nie oprzesz się!
Bo on uśmiech ma kuszączy
Gdy tak jest zaglądający,
W twoich oczu głębie,
Gdzie srają se gołębie.
Tak więc gdy Cię on posunie
W Mustejnowej, black Lagunie,
To Ci zrobi dwie córunie!
Tak Ci szybko nóżki rozsunie,
Potem się nie pochamuje.
Morał z tego bardzo krótki:
Jak chcesz chodzić przez ogródki,
To nie wskakuj mu do bódki,
Bo on rucha na pobódki
Na dobranoc, po obiedzie.
Przy nim cipka zjedzie biedzie...
_______________________________________

Annie, Kate i Alex

Anka, Kaśka i Oleczka,
Pierdolnięta rodzineczka,
Wszystkie zgunsowane w chuja,
Anka sobie w pogo buja,
Olka pieprzy McKagana,
Kaśka siedzi sobie sama.
Nagle Anka cięgnie w pogo,
Kasia choć z bolawą nogą,
Skacze, ryczy, się wygłupia,
A tu nagle bum i skucha,
Leży sobie w czyimś kroku,
Marzy od tym już od roku,
Bo spotkała tu Adlera,
Teraz w koncie go rozbiera,
Anka trochę zdołowana,
Bo została całkiem sama,
Nagle ktoś ją chwyta w pasie,
I po chwili już w ekstazie,
Hudson, jak to takie koty
Zawsze pełen ochoty na psoty
I się wszystko pięknie toczy
Spójrzmy przecież prawdzie w oczy
Zbudujemy se wehikuł
Żeby ruchać se Gunsików :D
_______________________________________

Kate x Adler

Kaśka i Adler to wielka rodzina,
Mają dwie córeczki, starają się o syna.
A nie, czekaj chwilę jeszcze,
Ja już w głowie tyle mieszczę...
Takie rymy były gdzieś!
A no dobra, stara wieś...
Mam o orgiach opowiadać,
A nie z treści się spowiadać.
Nie chcę tu za dużo mówić,
Choć ma Adler się czym chlubić.
Z jego ptaka wielka sztuka,
A jak już kogoś stuka.
Słychać tylko krzyki, ryki,
Jęki, sapania, przeciągłe syki.
Zajebiste ma taktyki,
Może czasem i klasyki,
Ale jakie, poetyki.
Podrywa bez najmniejszego problemu,
Dzięki uśmiechowi ciepłemu.
Puszcza oczko kobiecie,
I nagle są w toalecie.
Zaczęłam o tym, co ma między nogami,
I powiem tak między nami:
Osiemnaście centów tam kryje,
Ale jak to jakaś kobieta odkryje,
To chce uciec mu z łóżka,
Choć potem jest jednak posłuszna.
Bo to co robi z ciałem kobiety,
Ma same zalety!
Jest w łóżku i niewyżyty i delikatny,
Ale bardzo dokładny!
Zawsze trafia w potrzeby kobiet
Pewnie w łóżku przypodobałby się i tobie.
Ale teraz mam mnie,
I nie zdradzi, o nie!
Najwyżej licz na trójkąt,
Bo jak go poderwiesz, zakończy się to bójką! 
Adler ma zalet wiele,
Ich wszystkich tu nie wymienie,
Bo jest ich wiele w jego ciele.
A także w jego umyśle.
Tak wam to uściślę:
Jest miły, delikatny, rozumny,
I z moich poczynań dumny!
Tak kończę ten códny wiersz,
Bo w Adlerze obudził się zwierz!
I idę się z nim zadowolić,
Wedle mej własnej woli.
_______________________________________

WTF?! Ja to napisałam?! Przepraszam bardzo wszystkie fanki Stradlina!!

Izzy Zoofil

O Izzym wierszyka jeszcze nie było
A bez tego by się nie obyło
Bo Izzy jest zajebisty sam w sobie
W swojej WHATEVER'OWEJ osobie
Jednym słowem wszystkich gasi
Jest drugim kochankiem Kasi
Ale o tym nikt nie wie, więc cii
Bo jak przyjebią się paparazzi
To Kasia i Izzy sobie przesrają
I już się razem nie poruchają
Choć i tak Izz się nie pohamuje
I Kasie gdzieś w końcu posunie
Od tematu odbiegłam
Za daleko pobiegłam
O Izzy'im prawie zapomniałam
Jakby Izzy to czytał to bym wpierdol dostała
Bo to ma być wierszyk o nim młodym
I o tym jak posuwał koty.
Ło kurwa, o tym miałam milczeć...
Dobrze, że nie wspomniałam o tym,
że szczenięcia wilcze
Także posuwał w lesie
Widać - wyobraźnia go czasem poniesie,
Bo wołał SONIA SONIA!
Gdy posuwał słonia!
Ale urwał, jaki lol
Jak to jest: IZZ i SŁOŃ?!
Dobra Izz mnie zapierdoli!
Jak wam powiem o fasoli!
Po niej wypierdzi Stairway to heaven...
Ło kurwa zaś wpierdol jeden...
Ja się jednak skoncentruje na jego penisie,
Pominę fakt iż posuwa pluszowe misie.
A penisa ma takiego,
Że do orgazmu doprowadzi niedźwiedzia dorosłego!
Dobra, on jest zoofilem
I o ile się nie mylę
Właśnie posuwa żółwia w melinie...
_______________________________________

<ucieka przed fankami Izzy'ego>
TO BY BYŁO NA TYLE ;D

Łączna liczba wyświetleń