niedziela, 7 października 2012

You cloud be mine - Rozdział 1

Jakieś tam opowiadanie, rozdział 1.

     To co czuła Kate było przede wszystko głębokim, kującym smutkiem, pomieszanym z żalem i złością do chłopców. Że zapomnieli... że nie napisali... że zostawili. Bardzo tęskniła za Peterem. Jej pierwsza miłość była naprawdę głęboką miłością i po tym jak chłopcy zniknęli w świecie wcale nie opadła. Teraz kiedy Kate oglądała ich twarze w gazecie, czytała rozmowy z nimi i śledziła wszystkie ich strony internetowe, stare uczucie, o którym starała się zapomnieć znów dało o sobie znać, kłuciem i sensacjami w żołądku za każdym razem gdy widziała jego twarz. Bardzo tęskniła za jego ramionami, które doskonale pamiętała, za jego ustami, które zdawały się cały czas pieścić jej czoło delikatnymi muśnięciami.
     Tęskniła, także za resztą chłopaków, którzy byli jak rodzina. Z Elą nie widywała sie prawie wcale, chociaż mieszkały nie całą godzinę drogi od siebie. Zrobiło jej się smutno, gdy wspominała najmłodsze lata. Zgraja nastolatków nieznających życia...
     Kolejne uczucie które ją kuło było zazdrością - że chłopcom udało się spełnić marzenia... Wszystkie te negatywne uczucia ciążyły jej na sercu, pchając się jedno na drugie. Znała je dobrze, i nie próbowała z nimi walczyć. Wiedziała, że odczuwając zazdrość i złość nie można się usprawiedliwiać, co robiła większość ludzi. Ona robiła wtedy co innego. Chwytała ręcznik, przewiewną piżamkę i kierowała się do łazienki.
     Włączyła ciepłą wodę, a sama stanęła przed lustrem. Ściągnęła bluzkę. Mimo tego, że nie należała do chudych, talię miała idealną. Uwielbiała swoje szerokie biodra, które wyglądały według niej kobieco. Zawsze twierdziła  że faceci powinny mieć bary i jajca, a kobiety cycki i biodra. Ani cycków, ani bioder Bóg jej nie pożałował. Podobała się sobie, z swoimi krągłościami. Peter, też je lubił. Tak jej przynajmniej mówił. Powoli rozpięła swój stanik, delikatnie muskając swoją skórę, wywołując gęsią skórkę na ramionach. Pozbyła się reszty ubrania i stwierdziwszy, że wody wystarczy nalała płynów o miodowych zapachach. Takie lubiła najbardziej. Przypominały jej o miodzie, którego wyjadała prosto z plastrów wosku, z pasieki jej dziadka. Po prosu pachniały dzieciństwem. Spięła włosy wielką spinką w kok i rozłożyła się w wannie, oddychając głęboko. Z każdym oddechem czuła się coraz bardziej rozluźniona. Po chwili nalała sobie płynu na ręce i zaczęła delikatnie dotykać swoich piersi, oczami wyobraźni wracając do przeszłości i do wszystkich tych cudownych, podniecających chwil, które przeżyła z Peterem...
*************************
     Tymczasem Elli, usiadłszy z gitarą w rękach i rozłożywszy zeszyt z akordami i tabulaturami, które kiedyś rozpisał jej Martin, zaczęła pociągać delikatnie struny świeżo nastrojonej gitary, zastanawiając się, kiedy ostatni raz grała i czy cokolwiek jeszcze umie. Po chwili, brzdąkając sobie Wish You Were Here Floydów, stwierdziła  że jeszcze nie jest źle i całkiem dobrze jej idzie. Kochała ten utwór a szczególnie parę pierwszych dźwięków  które były naprawdę kojące. W ogóle większość twórczości Floydów koiła im serce... Jej i Kate. Poza tym, że słuchały raczej skocznych piosenek z lat 80, szczególnie kochały klasykę - w tym Floydów na pierwszym miejscu. Utwory Floydów zawsze budziły dreszczyk grozy swoimi piskami i jękami, a także dawały uczucie dosłownie kosmicznej lekkości, gdy dźwięki przeciągały się jak szum kosmicznych rakiet w filmach... Zamknąwszy oczy można było wprost poczuć, jakby przesuwano się w boki, kołysano lekko, a czasem nagle podskakiwano. Wszystko dawało uczucie jazdy na jakiejś niesamowitej karuzeli, a to wszystko działo się tylko za pomocą instrumentów  Substancje psychodeliczne, nie były im potrzebne, kiedy Floydzi lecieli z odtwarzaczy kaset.
     Teraz głowę Elli zaprzątnęła nie tylko Kattie, ale i reszta jej przyjaciół, z którymi dawno straciła kontakt. Przypomniała sobie swoją wielką miłość - Martina. Teraz chodzenie z tym chłopakiem wydawało jej sie niedorzeczne i śmieszne. To była zwykła nastoletnia miłość, która skończyła się równie szybko jak się zaczęła, a ona nieźle się napłakała. Twierdziła, że to był błąd, chociaż wiedziała, że Martin już zawsze będzie dla niej jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie.
     Przesiedziała cały wieczór grając na gitarze, aż doszła do końca zeszytu. Znalazła tam coś, czego wcześniej nie widziała. Tabulatury zapisane pod tytułem Queen Obscene/69 Shots. Zaczęła grać piosenkę i spróbowała dopasować tekst. You're a sex bomb, love machine, sixty nine shots of gasoline. Zaśmiała się perliście, czytając tekst. Na dole była narysowana jej naga postać z dopiskiem "kocham Cię". Nagle łzy napłynęły jej do oczu. Chociaż wokół niej kręciło się mnóstwo ślicznych facetów, którzy próbowali ją poderwać, ona wszystkich zlewała. Nie umiała przekonać się do żadnego innego faceta. Kiedyś krótko chodziła z jednym chłopakiem, zafascynowanym filmami i kinem, ale szybko skończyła się ich "miłość" i Ella zerwała z nim, po tym jak dowiedziała się, że chłopak twierdzi iż Star Warsy, chociaż dopracowane graficznie, mają zbyt dużo niedomówień i on ich nie rozumie. Słysząc coś takiego o swoim ulubionym filmie stwierdziła, że chłopak musi być jakiś niedorozwinięty i powiedziała mu, że ma nieźle nasrane pod sufitem, a na dodatek ma małego. To był koniec związków Elli, chociaż była naprawdę śliczną czarnowłosą dziewczyną, z kocim ruchem i o niezwykle uwodzicielskim wzroku. Nikt nie był w stanie zwrócić jej uwagi. Zaczęła szlochać cichutko. Była na siebie zła, bo chociaż próbowała zamknąć ten rozdział, to podświadomie, od środka cały czas tęskniła za zawadiackim, wprost rozbierającym ją wzrokiem Martina i nie tylko. Także za ramieniem Kattie, uśmiechem Dave'a i wygłupami Erica. To wszystko było jej życiem, które straciła, a które kochała. Zatęskniła za tymi czasami.
     Otworzyła album z zdjęciami i przez następne parę godzin płakała, przerzucając pożółkłe stronice. Ona z Kattie w baseniku kiedy miały może po trzy latka... zdjęcie z Ericem na huśtawce, kiedy byli 6 letnimi rozrabiakami... Ich pierwsza noc pod namiotem w ogródku babci Martina. Nocki z Kattie, kiedy planowały jak to zrobić, żeby Peter się w niej zakochał, miały może po 13 lat... Z jej i Kattie 16 urodzin (obie były urodzone 20 czerwca), kiedy zaczęła chodzić z Martinem. To było ciekawe... Wtedy pierwszy raz wypiła, pierwszy raz zapaliła i pod koniec imprezy skończyła z Martinem w łóżku... Na wspomnienie tych chwil jęknęła i opadła na łóżko, na którym siedziała i postawiła album obok. Wszystkie wspomnienia w momencie natarły na jej głowę, powodując, że zechciała przytulić się do wszystkich tych ludzi, a do Martina najbardziej...
************************
     To był dziwny dzień. Po koncercie, późnym wieczorem coś zaczęło go kłóć w serce... Peter położył się na łóżku i spojrzawszy w okno zauważył, że księżyc jest w pełni, i świeci niesamowicie jasno. Pamiętał, że kiedyś widział już kiedyś taki księżyc, przez takie okno. Kiedyś kochał okna w dachu, mógł położyć się wtedy i patrzeć na gwiazdy... Ale teraz, to nie było to samo... jego Kate była nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim... Kiedyś, kiedy razem oglądali gwiazdy to miało sens. Mógł opowiadać jej, jak zdobywa dla niej nawet najdalszą i największą gwiazdę, jak ją kocha i że nadaje jego życiu sens... Ale jej już dawno z nim nie było, już nie leżała na jego ramieniu, nie oplatała go rękami i nogami, nie głaskała go po włosach, więc i gwiazdy straciły urok. A dziś, jakby poczuł w nich dawną moc... zapragnął przytulić Kate, poczuć się znów kochanym i odnaleźć ten dawny sens życia. Powróciły skurcze w żołądku, a każda myśl o niej sprawiała, że czuł coś dziwnego... W nim także budziły się dawne uczucia i wspomnienia, zawalając mu głowę, która w momencie zaczęła go boleć, pękając w szwach od różnych uczuć, które przypominał sobie z każdym wspomnieniem jego starej paczki, w której teraz brakowało Kattie i Elli...
*************************
     Grając Queen Obscene myślami zawsze wracał do niej, do tamtej nocy... 20 czerwca 1998. Kiedy w końcu udało mu się wyznać co do niej czuje. Naprawdę żałował, że z Ellą nie był na miejscu Kate i Petera. Mógłby się nią nacieszyć porządnie. Niestety, przez swoją głupotę nie udało mu się długo zatrzymać jej przy sobie. Teraz nie umiał sobie przebaczyć, że tak szybko ją stracił. Brzydziły go wszystkie te dziewczyny, które na koncertach kleiły się jak popierdolone, podczas gdy ich faceci zostawali w domu. Wkurwiały go także wszystkie pary całujące się byle gdzie na ulicy. Zawsze przeklinał w myślach, że mogą sobie być, ale nie na ulicy, tylko w ich własnych domach.
     Teraz jakoś szczególnie mu jej zabrakło. Poczuł bardzo dotkliwie jej brak, skręciło mu żołądek, chciał ją przytulić tu i teraz... Chciał wrócić do tego 20 czerwca, kiedy wyznał jej wszystko co go dołowało, kiedy przytulił ją, pocałował... Nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał grać, a Peter szturchał go w ramię.
     - Żyjesz? Ej, żyj, nie umieraj!!!
     - Yyy.... Hahahahaha. O Boże, przepraszam, zamyśliłem się. - Zaczął wprost dusić się ze śmiechu...
     Nagle cała sala zaczęła się śmiać  nie wiedząc z czego, ale Martin śmiał się tak głośno i tak zaraźliwie, że można było ten koncert zaliczyć do jednego z najbardziej wesołych, bo potem wszyscy mieli ochotę się wygłupiać. Jednak dzisiaj Ella męczyła go znacznie bardziej niż zazwyczaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń