Witam i zapraszam na kolejny, bardzo długi oneshot, napisany przez Anarchist. Opowiadanie zawiera sporą dawkę ostrego rock'n'rolla i a co za tym idzie - picie, ćpańsko i ruchańsko.
Angie siedziała na przystanku autobusowym. Nie czekała na autobus. Właściwie nie czekała na nic. Chciała tylko posiedzieć. W domu znowu burda, bo ojciec wrócił. Był trzeźwy, ale zastał matkę jak trzymała się za rękę z Billy’m. Nie dał po sobie poznać, że jest wkurwiony. Kazał Billy’em spadać, pomógł matce posprzątać, a potem poszli do łóżka. Angie już tam nie było. Poszła do kumpeli.
Jednak, gdy wróciła następnego dnia, ojciec był nawalony i darł się na całego. Powód? Mama zajęła jego pokój.
Fiut. A ten cholerny Billy też tchórz. Nawet nie pożegnał się z mamą. Świat jest popieprzony.
Angie wstała i poszła przed siebie. Nie chciała już tu siedzieć. Jak miała wrócić do domu, który właściwie nim nie był? Pewnie znowu dostanie, bo nie ułożyła petów ojca. Poszukanie nowego domu zajmie jej trochę czasu, ale na pewno będzie warto.
Tylko, od czego zacząć?
Sama nie wiedząc, czemu, skierowała się w stronę drogi wyjazdowej z miasta.
Angie spojrzała na zegarek. Był wart trochę grosza. Podobnie jak spinka po babci i jej kolczyki. Fakt, było żal – szczególnie babcinej ozdóbki, ale nie miała wyjścia. Jeśli trochę dorobi, wróci i odkupi. Gdy odchodziła od lady jakoś przypomniał jej się Izzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Może po prostu wtedy życie wydawało się prostsze. Mogłaby do niego wpaść i… nie! Nie po tym jak ją potraktował! Straciłaby resztę honoru i szacunku dla siebie. Potrząsnęła głową, chcąc pozbyć się wspomnień i wyszła na ulicę. Poprawiła pasek torby, odwracając się tyłem do kierunku ruchu. Gdy tylko przejeżdżał jakiś samochód, wyciągała dłoń, żeby złapać stopa. Nikt się nie zatrzymywał.
Co to ma być, kurwa?! Po godzinie „spaceru” wkurzyła się. Zrzuciła torbę i usiadła na niej na skraju drogi. Niech mnie sobie biorą za przydrożną zdzirę, chcę stąd wyjechać!
Po przeciwnej stronie drogi było stado koni, a kilka metrów obok stał samochód. Angie podniosła się powoli. W pierwszej chwili nie zauważyła auta. A może jednak się stąd wydostanę. Jednak zanim cokolwiek zrobiła, zauważyła, że dobrze jej znani chłopacy idą sobie spokojnie w stronę samochodu, przeskakują płot i zapalają peta. Slash i Steven. Otworzyła szeroko oczy. Zaraz po nich zza pagórka wybiegł Duff. Trzymał jakąś dziewczynę za rękę. Biegli na łeb na szyję. Kolejna kurwa. Dziewczyna miała całe czerwone policzki od różu i chichrała się jak chora. Oni też przeskoczyli płot, a potem Duff wziął dziwkę na plecy i puścił się w stronę samochodu. Angie stała trochę zdezorientowana.
- Hej! - Dziewczyna ocknęła się widząc, że Duff woła do niej i macha. - Angie!
- Znasz ją? – dziewczyna Duffa cały czas obejmowała go za szyję.
- No, chodziła z Izzy’m. - Skomentował blondyn - Chcesz jechać z nami?
Angie sama nie wiedząc, czemu, porwała torbę i przebiegła przez ulicę. "Nie idź tam, kretynko! Będzie, że chcesz się z nim pieprzyć! Nie idź!" I tak poszła.
- Cześć… - mruknęła do Duffa i jego dziewczyny.
- No, cześć! – Duff mocno ją przytulił, łapiąc jak gdyby nigdy nic za tyłek. – Angie to jest moja… ekhem.
- No, wiesz co? – dziewczyna walnęła go w głowę i zeskoczyła z pleców. Patrzyła na Angie tą swoją skrzywioną mordą. – Hejka.
Chyba zwymiotuję. Duff - i taka pierwsza lepsza? To że była uśmiechnięta, wcale nie znaczyło, że była miła. Miała małe niebieskie ślepia jak u kreta i brązowe proste włosy. Kolejna laska, która była plastikowa. I po co ktoś wymyślił fluid? Miała tego na ryju dwie tony. Oni chyba nigdy nie znajdą sobie kogoś porządnego.
- To chodź, jest jeszcze miejsce. - Duff zaprosił ją do auta.
Wszyscy skierowali się do Camaro. Angie serce zabiło szybciej, gdy zobaczyła znajomą sylwetkę Izzy’ego. Bardzo ją zabolało, gdy zdała sobie sprawę, że za nim tęskni. Poznali się w dość dziwnych okolicznościach.
Angie tamtego dnia przyszła do kumpeli do baru, gdzie pracowała. Amy tańczyła dla jakiegoś rudzielca, więc Angie poczekała na nią przy barze.
- Mam dla ciebie genialnego faceta – powiedziała podekscytowana Amy. – Idealnie dla ciebie. Chodź. – i pociągnęła ociągającą się Angie na drugi koniec striptizu.
- Słuchaj, to jest beznadziejny pomysł – mamrotała, gdy Amy pchała ją od tyłu w stronę okrągłego stolika, przy którym siedziała grupka obszarpańców. Dwóch blondynów – jeden siedział sam, a drugi mniejszy przytulał jakąś lasie; mulat w cylindrze – też zajęty i czarnowłosy koleś z oldschoolową czapką. Siedział sam. Angie zastanawiała się czy Amy ma na myśli blondyna czy czarnowłosego.
- Hej! – Amy stanęła przed stolikiem. – Edith, Westra – zawołała przyjaciółki, wskazując oczami inny stolik. Gdy dziewczyny odeszły razem z chłopakami, zostali tylko wielki blondyn i koleś w okularach i czapce. Chwila prawdy? Amy pokierowała Angie w stronę czarnowłosego chłopaka. – To jest moja przyjaciółka Angie. Angie to Izzy – mruknęła, popychając dziewczynę na siedzenie. Izzy jednak nawet na nią nie spojrzał, tylko zaciągnął się swoim petem. Rozwalony na całej kanapie, patrzył gdzieś zza okularów. Amy tymczasem podeszła do blondyna.
- Ej, przystojniaku – mruknęła. – Nie chcesz prywatnego tańca?
O dziwo chłopak zabrał kurtkę, wstał, powiedział:
- Co ja tu, kurwa, robię?
I wyszedł. Ale przedtem obrzucił Angie takim wzrokiem jakby miał zamiar rzucić się na nią i rżnąć na środku baru. Amy obruszyła się. Była brana za najlepszą striptizerkę w tej części LA. A teraz koleś uraził jej dumę. Chyba go polubię.
- Pa – rzuciła Amy, zostawiając Angie i Izzy’ego samych.
Dziewczyna nie pamiętała ile tak siedzieli, nic nie mówiąc. Gdy chłopak poprawił się na kanapie, myślała, że sobie pójdzie. Zawsze myślała o sobie najgorsze, a milczenie Izzy’ego pogłębiało tę myśl.
- Nie jesteś striptizerką.
Głos chłopaka był przyjemny i seksowny. Lekko zachrypnięty, ale nie bardzo głęboki. To było stwierdzenie, a i tak zaskoczyło Angie.
- Nie – odparła. Nie przychodziła jej do głowy inna odpowiedź. Idiotka!
- Nie przejmuj się – odparł. Angie spojrzała na niego zdziwiona.
- Że nie jestem striptizerką?
- Nie – zaśmiał się chłopak. – Że nic nie mówię. Jestem Izzy. – wyciągnął do niej rękę.
- Angie. – dziewczyna bała się, że zaraz wybuchnie śmiechem radości.
- Jak piosenka Stonesów. Zawsze ją lubiłem.
Chłopak wydawał się naprawdę w porządku. Skąd Amy takiego tu znalazła?
- Palisz?
Angie chętnie sięgnęła po papierosa.
- Kocham palące kobiety. Są wtedy takie seksowne – powiedział. Gdy jednak zauważył, że Angie z obrzydzeniem odprowadza wzrokiem jakąś cycatą babkę, która przeleciała koło nich, złapał ją za ramię i cicho spytał: – Chcesz wyjść?
Nie było w tym pytaniu żadnej złośliwości, litości, kpiny czy czegoś podobnego. Zwykła troska. Angie lekko pokiwała głową:
- Dla mnie to cholernie deprymujące, ale jak chcesz zostać…
- Nie! Nie! Chodź.
Chłopak zgasił peta pod butem i złapał Angie za rękę. Dziewczynie znowu serce podskoczyło. Czuła się naprawdę jak mega laska, gdy Izzy ciągnął ją za sobą po całym barze, a wszystkie striptizerki gapiły się na nich. Zaraz przed wyjściem Angie złapała jeszcze wzrokiem Amy, która puściła do niej oko, uśmiechając się zawadiacko. Gdy oboje wytoczyli się z baru, omal nie wpadli na grupkę starszych babć, które zaczęły się na nich wydzierać. Odbiegli od nich jak najdalej, gdy jedna z nich wyciągnęła gaz pieprzowy.
Po kilkudziesięciu metrach zatrzymali się zdyszani. Angie zaczęła się śmiać, gdy zdała sobie sprawę, co się stało. Obok nich przeszedł jakiś chłopak i rzucił do Izzy’ego:
- Wymiatasz! Byłem na każdym waszym koncercie w LA!
I odszedł. Angie popatrzyła na Izzy’ego.
- Masz zespół?
- Tiaaa… Dziwne, że nie słyszałaś. Niedługo wybierzemy się w trasę po Europie. Tutaj rozbijamy się po klubach, ale… Wiesz…
Dziewczyna z uznaniem pokiwała głową, a na wspomnienie babć znów zaczęła się śmiać. Próbowała się powstrzymać, gdy spytała:
- Jesteś gitarzystą?
- Cholernie szybkim. Jeśli wiesz, o co w tym chodzi… - spojrzał na nią zza okularów, od których odbijały się neonowe światła lamp z wystaw sklepowych.
- Tak. Chyba tak.
- Na pewno?
- Jasne.
Izzy wzruszył ramionami i nagle przyciągnął Angie, łapiąc ją w pół.
- A może chciałabyś być moją struną?
I zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, pocałował ją. Angie kompletnie zaskoczona odsunęła się, ale Izzy trzymał jej talię mocno. Chłopak rozchylił wargi dziewczyny językiem i włożył go do środka. Międlił nim tak sprawnie, że Angie zapomniała o wszystkim. Zapomniała nawet jak się nazywa. Czuła tylko, że się cofa i uderza w szybę sklepu. W końcu się od niej oderwał, ale wewnątrz krzyczała o więcej. Żeby tylko nie przerywał.
- To, co? – zagadnął chłopak, a jego oddech ogarnął twarz dziewczyny.
- Nie myślisz, że to trochę… Wiesz, nie chcę cię urazić, ale czy to nie dzieje się zbyt szybko?
Izzy udał, że się zastanawia i uśmiechnął się.
- Masz na myśli poznawanie się?
- Też.
- Dowiemy się tego rano.
Angie obudziła się w jakimś nieznanym sobie pokoju, w jakimś łóżku z jakimś chłopakiem. Na szczęście ten ostatni szczegół znała. Izzy leżał na niej z wtuloną w jej piersi twarzą. Spał, a Angie przeleciała przez głowę ostatnia noc. Zaraz po wyjściu z baru ze striptizem i po pocałunku Izzy zaprowadził ją do swojego samochodu. O mało nie zginęli pod kołami ogromnego tira, gdy całowali się, co chwilę podczas jazdy. A potem, gdy dojechali na miejsce, prawie rozebrali się do naga zanim weszli do domu. Angie zapomniała o swoich kompleksach, a jedyne, czego chciała to stracić dziewictwo. Izzy był naprawdę obcykany w tych sprawach, nie przechwalał się. Potrafił robić niesamowite rzeczy swoim językiem.
Angie myśląc nad przebiegiem całej tej akcji, nie mogła się nie roześmiać, gdy przypomniała sobie, że prawie zjebali się ze schodów.
- Może zrobimy to tutaj? – szepnął a w połowie jęknął Izzy.
- Dziś? Łóżko.
Angie nie chciała, żeby chłopak wziął ją za jakąś sztywną kłodę. Tak przynajmniej powiedział Dean – była z nim prawie dwa lata, a gdy przyszło, co, do czego, zostawił ją. Tak po prostu. A potem zapłakana Amy przyszła do Angie i powiedziała, że spała z Deanem, ale mówił, że z nią już nie jest. Dziewczyna właściwie ucieszyła się, że nie chodzi już z kłamcą, jednak łatka „sztywnej kłody” została wyszyta w jej umyśle i bała się, że tak jest naprawdę. Ale pierwszy raz albo jest tym najlepszym albo najbardziej zjebanym. W jej przypadku tym drugim, chociaż właściwie do niczego nie doszło. Popierdoleniec.
Gdy wtoczyli się na piętro, dosłownie zdarli z siebie ubrania i Angie stała w samej bieliźnie. Długo jednak w niej nie została. Izzy kompletnie zwariował. Podrzucił ją na biodra i wszedł bez ostrzeżenia. Dziewczyna jęknęła z bólu, zaciskając dłonie na barkach chłopaka. To, co robił Dean, nie można było nazwać seksem. Więc teoretycznie to jest mój pierwszy raz. I coś czuję, że będzie zajebisty. Kurwa! Angie niemal wyszły oczy z orbit. Zdziwiła ją siła chłopaka – był drobno zbudowany, a tu taka brutalność! Jednak nie miała nic przeciw temu. Przylgnęła do niego, głośno dysząc.
- O, kurwa! Ach… Mocniej!
Jej pojękiwania chyba satysfakcjonowały Izzy’ego, bo przeniósł ją na łóżko, otarł spocone czoło i naparł na nią tak szybko i gwałtownie, że Angie aż pisnęła, a kilka łez popłynęło po policzkach. Chłopak ruszał się tak szybko, że dziewczyna kompletnie nie nadążała, co się dokoła niej dzieje. Właśnie. Głosów, pojękiwań Angie nie pamiętała. Jednak uczucie przyjemności trwało w niej bardzo długo, zdziwiła się, że aż tak.
Izzy włożył twarz między jej piersi i possał każdy z sutków. Potem całował każdą dolną część ciała dziewczyny, aż trafił na kobiecość. Podniósł wzrok i uśmiechnął się. Powoli włożył język do środka i zaczął nim jeździć po łechtaczce.
- Ty nic nie wiesz, Izzy Strad… Aaaa! – krzyknęła dziewczyna. Ugryzła się w rękę. Głowa i dłonie latały jej naokoło. Nie miała pojęcia, co robić, tak jej było dobrze. – Nic nie wiesz… Cholera! Izzy! A! Aaaa… AAAAAAAAAAAAA!
Przez przypadek uderzyła chłopaka kolanem, gdy oderwał się od jej kobiecości. Podczas, gdy Angie z rozpaczą go przepraszała, Izzy roześmiał się głośno i wepchnął dziewczynie język aż do gardła. Jej ręka zanurkowała i odnalazła sztywną męskość. Chłopak lewą dłonią złapał ją za włosy, a prawą wbił w dużą gorącą pierś. Całowali się aż do utraty tchu. Nie przerywając pieszczot, Izzy uniósł ją i nasadził na siebie. Angie przyjęła go wilgotnym, uległym ciepłem. Srom rozsunął się miękko i zjechała po wygiętej krzywiźnie, a krągłe pośladki podskakiwały sprężyście na udach chłopaka. Nagle wygięła się niczym uderzona biczem, jej udami i brzuchem wstrząsnęły krótkie spazmy. Izzy szybko ją dogonił. Ognista rozkosz wystrzeliła z głośnym jękiem dziewczyny.
Nagle wszystko rozwiało się z jednym niepewnym słowem:
- Angie?
Izzy stał przed nią z opartą lewą dłonią na drzwiach Camaro. Steven i Slash patrzyli na nią z wnętrza samochodu, a Duff, Axl i ta kurwa patrzyli niepewnie, co chwilę na nią i na Izzy’ego.
- Co ty tu robisz? – spytał chłopak.
- Po tym wszystkim sądziłam, że inaczej mnie przywitasz.
Patrzyła na niego z największą pogardą, na jaką się zebrała.
- To my już wsiądziemy do samochodu. – Duff nie spuszczając wzroku z Angie, złapał swoją laskę wpół i odeszli. Izzy odprowadził ich tęsknym wzrokiem jakby bojąc się rozmowy z dziewczyną sam na sam.
- Słyszałam, że nieźle sobie radzicie – mruknęła na rozpoczęcie.
- Nawet, nawet. Właśnie jedziemy na zdjęcie na okładkę płyty, a potem znowu ruszamy w trasę. – Chłopak włożył ręce w kieszenie.
Angie pokiwała głową i krzyknęła w stronę camaro:
- Czego się gapicie?!
Czarne, blond i rude afro schowały się automatycznie w samochodzie.
- Masz mi w ogóle coś do powiedzenia po tym, co zaszło między nami? – spytała w końcu, widząc, że chłopak nie garnie się do rozmowy.
- Odeszłaś i tyle.
Wydawałoby się, że chłopakowi też sprawia ból ten dialog. A może chciał żeby tak myślała? Przez moment się nie odzywali, było słychać tylko odgłosy kurwy i Slasha obściskujących się na tylnym siedzeniu samochodu. Angie zerknęła w tamtą stronę.Wydęła usta w grymasie zniesmaczenia. Każdy z każdym.
- Odeszłam, bo sam podjąłeś tę decyzję z jakąś cycatą blond kurwą. – nie syknęła, nie krzyknęła, ale powiedziała to normlanie jakby witała się z przyjaciółką. Na Izzym wywarło to ogromne wrażenie. Podniósł okulary i zmierzył ją.
- Wiesz, że byłem naćpany i z nikim… - zawahał się. Angie ucieszyła się, słysząc, że chłopak się tłumaczy. – Z nikim nie byłem od tego czasu. Tę laskę wypieprzyłem i cały czas myślałem o tobie! Odczuwałem pustkę, nie potrafię pisać ani tworzyć jak nie ma cię obok.
- Ach! A więc tobie chodzi o to, że tobie jest źle? Nie masz weny i cierpi na tym twoja pieprzona kariera?! Jestem ci potrzebna żeby machać ci cyckami, bo inne idiotki Cię nie chcą?! – Podniosła glos, ale zaraz się opanowała. – Wiedziałam, że się nie zmienisz.
Już chciała odwrócić się i odejść, gdy poczuła jego dłoń na swoim przedramieniu. Wszystko wydawało się spowolnione, nie opierała się, nie mogła się poruszyć. Od razu jakby ją pocałował. Tym swoim sposobem. Tym, od którego zapomina się o swoim imieniu. Tym razem mimo wrzasków w głowie Angie i tak zapomniała o wszystkim. Miękkie, trochę przeżarte papierosami wargi snuły się po jej twarzy. Wiedziała, że to złe, ale dawno nie była szczęśliwa, a ten pocałunek w jakimś sensie ją uszczęśliwiał. Zapominała o wszystkim.
- Tęskniłem za tobą. – usłyszała tuż przy uchu, gdy ciepły oddech osnuł jej szyję. – Nie mów, że nie myślałaś o mnie. O nas.
- Ni… nie – wyjąkała, starając się nie poddać pragnieniom. Ciało wołało o Izzy’ego, ale umysł kazał jej uciec stamtąd jak najszybciej. Jednak nie mogła kłamać, że nie myślała o nim. Wspominała go każdego dnia. Niemal co noc budziła się nagle, wołając jego imię lub macając pościel koło siebie. Nigdy jej ręka nie natrafiła jednak na ciepło ciała. Teraz, gdy znajdował się tak blisko, chciała wbić palce w jego kruczoczarne włosy, przejechać ustami po klatce piersiowej i poczuć na piersiach ciepło drugiego nagiego ciała. Chciała mu to wszystko wykrzyczeć w twarz jednak ugryzła się w język.
Tak szybko jak ją zaskoczył pocałunkiem, odepchnęła go lekko, ale zdecydowanie. Nie chciała, by zobaczył z jakim trudem przychodzi jej to wszystko. Przecież sprawy między nimi zamknął on sam. Nikt inny nie był temu winny. Nawet tamta kurwa. Gdyby nie on, może byliby jeszcze razem.
- Angie – zaczął, opatulając ją ramionami. – Wiem, że ci trudno, ale możemy zacząć wszystko jeszcze raz.
- Nie. Nie możemy. A wiesz czemu? – głos jej się załamał. – Bo jesteś pieprzonym ćpunem. Ile razy byłeś czysty w ciągu tych kilku miesięcy? Mogę je policzyć na palcach jednej pierdolonej ręki! – krzyknęła, uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. – Nie takiego życia chciałam. Już dłużej nie mogłam być odpowiedzialna za twoje życie. Wyciągałam cię z tego bagna, a ty… Ty i tak w nie wpadałeś, myśląc o własnej dupie.
- Przyznaję się, że nie byłem w tym dobry, ale zmieniłem się. Pozwól mi przynajmniej cię podwieźć. Tylko to. Później zostawię cię w spokoju.
Angie spojrzała na niego podejrzliwie. Nie chciała jechać, ale perspektywa pozostania w tym cholernym miejscu chociażby minutę dłużej wkurwiała ją jak nigdy. Bez słowa podniosła torbę, ominęła Izzy’ego i wrzuciła ją do bagażnika. Przedtem jak wsiadła, Duff otworzył jej drzwi i po prostu wciągnął do środka, że uderzyła głową o Popcorna i w końcowym etapie siedziała na nogach basisty. Z tyłu Slash okręcał kurwę. Ładnie ją nauczyli jęczeć. Głos przypominał wycie cielnej krowy.
- Gdzieście ją kupili? Już chomik zrobiłby wam większą przyjemność swoimi odgłosami.
- Pierdol się – wystękała gardłowo dziwka.
- Ej! Zachowuj się, dziwko! – krzyknął Slash. – Jak jeszcze coś takiego do niej powiesz, wyjebię cię własnoręcznie na ulicę.
Zupełnie jak za dawnych czasów. Chyba tego ich rodzinnego stada najbardziej jej brakowało. Bronili się nawzajem. Jak w mafii.
- Rodzina jest najważniejsza – powiedział jej kiedyś Izzy.
Miał rację.
- To jedziesz już z nami, rozumiem? – Popcorn objął ją od tyłu, zahaczając niby przypadkiem o jej piersi. Jak zwykle wszystko przez przypadek. Roześmiała się. Niemal zapomniała o swojej złości na Izzy’ego.
- Aż tak wam mnie brakowało? Podejrzewam, że jednak nie dacie mi teraz odejść.
Odwróciła głowę najmocniej jak umiała, by zobaczyć blond czuprynę perkusisty. Musnęła ustami jego policzek. Zupełnie jakby nie odchodziła bez słowa czy spojrzenia.
- No teraz to ja już cię nie puszczę – roześmiał się Steven. – Nawet jeśli Izzy zrobi jakąś głupotę, mój pokój stoi otworem.
- Będę pamiętała.
Axl dziwnie milczał. Pewnie uważa mnie za dziwkę, która zostawiła jego kumpla w potrzebie. Wiewióreczka zawsze był trudny i wkurwiał się o byle gówno. Raz urządził jej burdę tylko za to, że przez przypadek wspomniała jakiemuś dziennikarzynie, że Gunsi grają w barze po drugiej stronie ulicy. Nienawidził tych pierdolonych skurwysynów. Nie dziwiła się, jednak nie musiał bić jej po twarzy akurat ręką z tym chujowym pierścieniem. Slash i Izzy zajęli się furiatem, a Duff wyprowadził ją tylnym wyjściem. Stały tam kosze na śmieci, było mokro i w ogóle wyglądało jak tyły amerykańskiego baru.
- Nie wiedziałam, że to ten fiut Kenzo z codziennej.
- Nie przejmuj się. – Duff zawsze był dla niej jak starszy brat. Chronił ją, pocieszał, a nawet pełnił funkcję przyjaciółki, która podniecona słuchała wywodów o orgiach. Często jednak był dla Angie wsparciem, gdy Izzy za bardzo się nawpierdalał i zapominał o bożym świecie ze swoją dziewczyną na początku. Blondyn potrafił zostawiać wtedy nawet jakąś kurwę i zabierał ją na plażę, gdzie spokojnie mogła mu się rozpłakać w ramię. Często zasypiali tam razem, dając materiał na ploteczki starym babciom w blokach nad morzem. Budzili się spokojnie koło szóstej rano i spacerkiem wracali do rzeczywistości. I tak było zawsze, aż do tamtej nocy.
Kurwa i Slash górowali. Angie zrobiło się niezręcznie, więc poprawiła się na kolanach Duffa, co tylko zaowocowało jego reakcją:
- Co? Ty też chcesz?
Wytknęła do niego język, na co on starym zwyczajem ugryzł ją w szyję, zostawiając ślady zębów.
- Może jak dojedziemy – uśmiechnęła się do blondyna, ale kątem oka zobaczyła, że Izzy poruszył się niespokojnie na siedzeniu kierowcy. Tak. Chciała to powiedzieć. Chciała żeby sprawiło mu to ból. "Nie jestem wredną suką. Po prostu chcę mu pokazać jak mnie to bolało."
Milczała już do końca jazdy. Oczywiście zgubili się, ale koniec końców trafili do celu. Wielki Pan Rudy Axl wysiadł jako pierwszy i już zaczął bajerować jakieś dupy, Izzy poczłapał do środka bez słowa, Slash poprawiał spodnie, a Steven i Duff gonili się dookoła samochodu. Dziwka wysiadła zaraz za Slashem, więc Angie siedziała sama w środku, wodząc wzrokiem za biegającymi i rozchichranymi jak nastolatki blondasami.
- Spierdalaj! Nie teraz! – Duff odepchnął dziwkę, gdy ta złapała go za tyłek i próbowała pocałować.
- Pojawiła się tamta zdzira i już ci się nie podobam?
Oj, mogła już lepiej odejść bez słowa.
- Ej! Wypierdalaj! Ostrzegałem cię! – krzyknął Slash, idąc szybko w stronę dziewczyny. Ta przerażona uciekła, ale zanim zniknęła za zakrętem zdążyła zarzucić Slashowi i pozostałym, że mają małe. Slash był mega wkurwiony. Wsiadł do samochodu i zatrzasnął drzwi.
- Hej. Daj spokój. Przecież to kurwa. Musiała się jakoś odegrać za to jak ją potraktowałeś – mruknęła Angie, pocierając czule ramię chłopaka. Slash zawsze się denerwował jeśli jakaś idiotka odważyła się najechać na jego męskość. Angie nie raz widziała nagiego mulata czy to pijanego, naćpanego czy też nie i nie mogła powiedzieć, że natura skromnie go obdarzyła. Ale nawet bez tego potrafiłaby go pocieszyć. Powiedziała mu to.
- Naprawdę tak myślisz? – spojrzał na nią, buchając jej kłębem gęstego ostrego dymu prostu w twarz.
Pokiwała głową.
- Jesteś dupą, na której zdaniu najbardziej mi zależy, więc nie pozostaje mi nic innego jak ci uwierzyć, kurwa!
To ostatnie słowo wykrzyczał radośnie i wyszedł z samochodu, ciągnąc za sobą Angie. Dziewczyna śmiała się, wskakując na plecy chłopakowi. Tak jak powinno być. Chłopakom naprawdę jej brakowało, więc może nie powinna była odchodzić, mimo, że Izzy ją zdradził. Gdy tak nad tym myślała, Slash sam rozwiał jej wątpliwości.
- Nigdy już nie masz nigdzie iść, słyszysz? Jesteśmy rodziną, pamiętasz?
- Właśnie, właśnie! – podhasał do nich rozradowany Popcorn.
- Popcorn stara się powiedzieć, że jesteśmy razem na dobre i na złe. – Duff dołączył do nich i objął od tyłu Angie równocześnie ściągając ją ze Slasha.
Angie poczuła, że szukanie domu zostało zakończone szybciej niż się zaczęło. Tu był jej dom, bo tu byli ludzie, których kochała. Jak mogła ich zostawić, z powodu jednej głupiej kurwy, chociaż w domu ciągle kręciła się ich cała masa? Teraz dziwiło ją to okropnie. Odrzuciła jednak złe wspomnienia, bo najważniejsze było to, że chłopcy przyjęli ją, jakby nigdy nie wystawiła ich do wiatru, jakby zawsze byli razem, jakby nic się nie zmieniło.
Jednak, gdy wróciła następnego dnia, ojciec był nawalony i darł się na całego. Powód? Mama zajęła jego pokój.
Fiut. A ten cholerny Billy też tchórz. Nawet nie pożegnał się z mamą. Świat jest popieprzony.
Angie wstała i poszła przed siebie. Nie chciała już tu siedzieć. Jak miała wrócić do domu, który właściwie nim nie był? Pewnie znowu dostanie, bo nie ułożyła petów ojca. Poszukanie nowego domu zajmie jej trochę czasu, ale na pewno będzie warto.
Tylko, od czego zacząć?
Sama nie wiedząc, czemu, skierowała się w stronę drogi wyjazdowej z miasta.
Angie spojrzała na zegarek. Był wart trochę grosza. Podobnie jak spinka po babci i jej kolczyki. Fakt, było żal – szczególnie babcinej ozdóbki, ale nie miała wyjścia. Jeśli trochę dorobi, wróci i odkupi. Gdy odchodziła od lady jakoś przypomniał jej się Izzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Może po prostu wtedy życie wydawało się prostsze. Mogłaby do niego wpaść i… nie! Nie po tym jak ją potraktował! Straciłaby resztę honoru i szacunku dla siebie. Potrząsnęła głową, chcąc pozbyć się wspomnień i wyszła na ulicę. Poprawiła pasek torby, odwracając się tyłem do kierunku ruchu. Gdy tylko przejeżdżał jakiś samochód, wyciągała dłoń, żeby złapać stopa. Nikt się nie zatrzymywał.
Co to ma być, kurwa?! Po godzinie „spaceru” wkurzyła się. Zrzuciła torbę i usiadła na niej na skraju drogi. Niech mnie sobie biorą za przydrożną zdzirę, chcę stąd wyjechać!
Po przeciwnej stronie drogi było stado koni, a kilka metrów obok stał samochód. Angie podniosła się powoli. W pierwszej chwili nie zauważyła auta. A może jednak się stąd wydostanę. Jednak zanim cokolwiek zrobiła, zauważyła, że dobrze jej znani chłopacy idą sobie spokojnie w stronę samochodu, przeskakują płot i zapalają peta. Slash i Steven. Otworzyła szeroko oczy. Zaraz po nich zza pagórka wybiegł Duff. Trzymał jakąś dziewczynę za rękę. Biegli na łeb na szyję. Kolejna kurwa. Dziewczyna miała całe czerwone policzki od różu i chichrała się jak chora. Oni też przeskoczyli płot, a potem Duff wziął dziwkę na plecy i puścił się w stronę samochodu. Angie stała trochę zdezorientowana.
- Hej! - Dziewczyna ocknęła się widząc, że Duff woła do niej i macha. - Angie!
- Znasz ją? – dziewczyna Duffa cały czas obejmowała go za szyję.
- No, chodziła z Izzy’m. - Skomentował blondyn - Chcesz jechać z nami?
Angie sama nie wiedząc, czemu, porwała torbę i przebiegła przez ulicę. "Nie idź tam, kretynko! Będzie, że chcesz się z nim pieprzyć! Nie idź!" I tak poszła.
- Cześć… - mruknęła do Duffa i jego dziewczyny.
- No, cześć! – Duff mocno ją przytulił, łapiąc jak gdyby nigdy nic za tyłek. – Angie to jest moja… ekhem.
- No, wiesz co? – dziewczyna walnęła go w głowę i zeskoczyła z pleców. Patrzyła na Angie tą swoją skrzywioną mordą. – Hejka.
Chyba zwymiotuję. Duff - i taka pierwsza lepsza? To że była uśmiechnięta, wcale nie znaczyło, że była miła. Miała małe niebieskie ślepia jak u kreta i brązowe proste włosy. Kolejna laska, która była plastikowa. I po co ktoś wymyślił fluid? Miała tego na ryju dwie tony. Oni chyba nigdy nie znajdą sobie kogoś porządnego.
- To chodź, jest jeszcze miejsce. - Duff zaprosił ją do auta.
Wszyscy skierowali się do Camaro. Angie serce zabiło szybciej, gdy zobaczyła znajomą sylwetkę Izzy’ego. Bardzo ją zabolało, gdy zdała sobie sprawę, że za nim tęskni. Poznali się w dość dziwnych okolicznościach.
Angie tamtego dnia przyszła do kumpeli do baru, gdzie pracowała. Amy tańczyła dla jakiegoś rudzielca, więc Angie poczekała na nią przy barze.
- Mam dla ciebie genialnego faceta – powiedziała podekscytowana Amy. – Idealnie dla ciebie. Chodź. – i pociągnęła ociągającą się Angie na drugi koniec striptizu.
- Słuchaj, to jest beznadziejny pomysł – mamrotała, gdy Amy pchała ją od tyłu w stronę okrągłego stolika, przy którym siedziała grupka obszarpańców. Dwóch blondynów – jeden siedział sam, a drugi mniejszy przytulał jakąś lasie; mulat w cylindrze – też zajęty i czarnowłosy koleś z oldschoolową czapką. Siedział sam. Angie zastanawiała się czy Amy ma na myśli blondyna czy czarnowłosego.
- Hej! – Amy stanęła przed stolikiem. – Edith, Westra – zawołała przyjaciółki, wskazując oczami inny stolik. Gdy dziewczyny odeszły razem z chłopakami, zostali tylko wielki blondyn i koleś w okularach i czapce. Chwila prawdy? Amy pokierowała Angie w stronę czarnowłosego chłopaka. – To jest moja przyjaciółka Angie. Angie to Izzy – mruknęła, popychając dziewczynę na siedzenie. Izzy jednak nawet na nią nie spojrzał, tylko zaciągnął się swoim petem. Rozwalony na całej kanapie, patrzył gdzieś zza okularów. Amy tymczasem podeszła do blondyna.
- Ej, przystojniaku – mruknęła. – Nie chcesz prywatnego tańca?
O dziwo chłopak zabrał kurtkę, wstał, powiedział:
- Co ja tu, kurwa, robię?
I wyszedł. Ale przedtem obrzucił Angie takim wzrokiem jakby miał zamiar rzucić się na nią i rżnąć na środku baru. Amy obruszyła się. Była brana za najlepszą striptizerkę w tej części LA. A teraz koleś uraził jej dumę. Chyba go polubię.
- Pa – rzuciła Amy, zostawiając Angie i Izzy’ego samych.
Dziewczyna nie pamiętała ile tak siedzieli, nic nie mówiąc. Gdy chłopak poprawił się na kanapie, myślała, że sobie pójdzie. Zawsze myślała o sobie najgorsze, a milczenie Izzy’ego pogłębiało tę myśl.
- Nie jesteś striptizerką.
Głos chłopaka był przyjemny i seksowny. Lekko zachrypnięty, ale nie bardzo głęboki. To było stwierdzenie, a i tak zaskoczyło Angie.
- Nie – odparła. Nie przychodziła jej do głowy inna odpowiedź. Idiotka!
- Nie przejmuj się – odparł. Angie spojrzała na niego zdziwiona.
- Że nie jestem striptizerką?
- Nie – zaśmiał się chłopak. – Że nic nie mówię. Jestem Izzy. – wyciągnął do niej rękę.
- Angie. – dziewczyna bała się, że zaraz wybuchnie śmiechem radości.
- Jak piosenka Stonesów. Zawsze ją lubiłem.
Chłopak wydawał się naprawdę w porządku. Skąd Amy takiego tu znalazła?
- Palisz?
Angie chętnie sięgnęła po papierosa.
- Kocham palące kobiety. Są wtedy takie seksowne – powiedział. Gdy jednak zauważył, że Angie z obrzydzeniem odprowadza wzrokiem jakąś cycatą babkę, która przeleciała koło nich, złapał ją za ramię i cicho spytał: – Chcesz wyjść?
Nie było w tym pytaniu żadnej złośliwości, litości, kpiny czy czegoś podobnego. Zwykła troska. Angie lekko pokiwała głową:
- Dla mnie to cholernie deprymujące, ale jak chcesz zostać…
- Nie! Nie! Chodź.
Chłopak zgasił peta pod butem i złapał Angie za rękę. Dziewczynie znowu serce podskoczyło. Czuła się naprawdę jak mega laska, gdy Izzy ciągnął ją za sobą po całym barze, a wszystkie striptizerki gapiły się na nich. Zaraz przed wyjściem Angie złapała jeszcze wzrokiem Amy, która puściła do niej oko, uśmiechając się zawadiacko. Gdy oboje wytoczyli się z baru, omal nie wpadli na grupkę starszych babć, które zaczęły się na nich wydzierać. Odbiegli od nich jak najdalej, gdy jedna z nich wyciągnęła gaz pieprzowy.
Po kilkudziesięciu metrach zatrzymali się zdyszani. Angie zaczęła się śmiać, gdy zdała sobie sprawę, co się stało. Obok nich przeszedł jakiś chłopak i rzucił do Izzy’ego:
- Wymiatasz! Byłem na każdym waszym koncercie w LA!
I odszedł. Angie popatrzyła na Izzy’ego.
- Masz zespół?
- Tiaaa… Dziwne, że nie słyszałaś. Niedługo wybierzemy się w trasę po Europie. Tutaj rozbijamy się po klubach, ale… Wiesz…
Dziewczyna z uznaniem pokiwała głową, a na wspomnienie babć znów zaczęła się śmiać. Próbowała się powstrzymać, gdy spytała:
- Jesteś gitarzystą?
- Cholernie szybkim. Jeśli wiesz, o co w tym chodzi… - spojrzał na nią zza okularów, od których odbijały się neonowe światła lamp z wystaw sklepowych.
- Tak. Chyba tak.
- Na pewno?
- Jasne.
Izzy wzruszył ramionami i nagle przyciągnął Angie, łapiąc ją w pół.
- A może chciałabyś być moją struną?
I zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, pocałował ją. Angie kompletnie zaskoczona odsunęła się, ale Izzy trzymał jej talię mocno. Chłopak rozchylił wargi dziewczyny językiem i włożył go do środka. Międlił nim tak sprawnie, że Angie zapomniała o wszystkim. Zapomniała nawet jak się nazywa. Czuła tylko, że się cofa i uderza w szybę sklepu. W końcu się od niej oderwał, ale wewnątrz krzyczała o więcej. Żeby tylko nie przerywał.
- To, co? – zagadnął chłopak, a jego oddech ogarnął twarz dziewczyny.
- Nie myślisz, że to trochę… Wiesz, nie chcę cię urazić, ale czy to nie dzieje się zbyt szybko?
Izzy udał, że się zastanawia i uśmiechnął się.
- Masz na myśli poznawanie się?
- Też.
- Dowiemy się tego rano.
Angie obudziła się w jakimś nieznanym sobie pokoju, w jakimś łóżku z jakimś chłopakiem. Na szczęście ten ostatni szczegół znała. Izzy leżał na niej z wtuloną w jej piersi twarzą. Spał, a Angie przeleciała przez głowę ostatnia noc. Zaraz po wyjściu z baru ze striptizem i po pocałunku Izzy zaprowadził ją do swojego samochodu. O mało nie zginęli pod kołami ogromnego tira, gdy całowali się, co chwilę podczas jazdy. A potem, gdy dojechali na miejsce, prawie rozebrali się do naga zanim weszli do domu. Angie zapomniała o swoich kompleksach, a jedyne, czego chciała to stracić dziewictwo. Izzy był naprawdę obcykany w tych sprawach, nie przechwalał się. Potrafił robić niesamowite rzeczy swoim językiem.
Angie myśląc nad przebiegiem całej tej akcji, nie mogła się nie roześmiać, gdy przypomniała sobie, że prawie zjebali się ze schodów.
- Może zrobimy to tutaj? – szepnął a w połowie jęknął Izzy.
- Dziś? Łóżko.
Angie nie chciała, żeby chłopak wziął ją za jakąś sztywną kłodę. Tak przynajmniej powiedział Dean – była z nim prawie dwa lata, a gdy przyszło, co, do czego, zostawił ją. Tak po prostu. A potem zapłakana Amy przyszła do Angie i powiedziała, że spała z Deanem, ale mówił, że z nią już nie jest. Dziewczyna właściwie ucieszyła się, że nie chodzi już z kłamcą, jednak łatka „sztywnej kłody” została wyszyta w jej umyśle i bała się, że tak jest naprawdę. Ale pierwszy raz albo jest tym najlepszym albo najbardziej zjebanym. W jej przypadku tym drugim, chociaż właściwie do niczego nie doszło. Popierdoleniec.
Gdy wtoczyli się na piętro, dosłownie zdarli z siebie ubrania i Angie stała w samej bieliźnie. Długo jednak w niej nie została. Izzy kompletnie zwariował. Podrzucił ją na biodra i wszedł bez ostrzeżenia. Dziewczyna jęknęła z bólu, zaciskając dłonie na barkach chłopaka. To, co robił Dean, nie można było nazwać seksem. Więc teoretycznie to jest mój pierwszy raz. I coś czuję, że będzie zajebisty. Kurwa! Angie niemal wyszły oczy z orbit. Zdziwiła ją siła chłopaka – był drobno zbudowany, a tu taka brutalność! Jednak nie miała nic przeciw temu. Przylgnęła do niego, głośno dysząc.
- O, kurwa! Ach… Mocniej!
Jej pojękiwania chyba satysfakcjonowały Izzy’ego, bo przeniósł ją na łóżko, otarł spocone czoło i naparł na nią tak szybko i gwałtownie, że Angie aż pisnęła, a kilka łez popłynęło po policzkach. Chłopak ruszał się tak szybko, że dziewczyna kompletnie nie nadążała, co się dokoła niej dzieje. Właśnie. Głosów, pojękiwań Angie nie pamiętała. Jednak uczucie przyjemności trwało w niej bardzo długo, zdziwiła się, że aż tak.
Izzy włożył twarz między jej piersi i possał każdy z sutków. Potem całował każdą dolną część ciała dziewczyny, aż trafił na kobiecość. Podniósł wzrok i uśmiechnął się. Powoli włożył język do środka i zaczął nim jeździć po łechtaczce.
- Ty nic nie wiesz, Izzy Strad… Aaaa! – krzyknęła dziewczyna. Ugryzła się w rękę. Głowa i dłonie latały jej naokoło. Nie miała pojęcia, co robić, tak jej było dobrze. – Nic nie wiesz… Cholera! Izzy! A! Aaaa… AAAAAAAAAAAAA!
Przez przypadek uderzyła chłopaka kolanem, gdy oderwał się od jej kobiecości. Podczas, gdy Angie z rozpaczą go przepraszała, Izzy roześmiał się głośno i wepchnął dziewczynie język aż do gardła. Jej ręka zanurkowała i odnalazła sztywną męskość. Chłopak lewą dłonią złapał ją za włosy, a prawą wbił w dużą gorącą pierś. Całowali się aż do utraty tchu. Nie przerywając pieszczot, Izzy uniósł ją i nasadził na siebie. Angie przyjęła go wilgotnym, uległym ciepłem. Srom rozsunął się miękko i zjechała po wygiętej krzywiźnie, a krągłe pośladki podskakiwały sprężyście na udach chłopaka. Nagle wygięła się niczym uderzona biczem, jej udami i brzuchem wstrząsnęły krótkie spazmy. Izzy szybko ją dogonił. Ognista rozkosz wystrzeliła z głośnym jękiem dziewczyny.
Nagle wszystko rozwiało się z jednym niepewnym słowem:
- Angie?
Izzy stał przed nią z opartą lewą dłonią na drzwiach Camaro. Steven i Slash patrzyli na nią z wnętrza samochodu, a Duff, Axl i ta kurwa patrzyli niepewnie, co chwilę na nią i na Izzy’ego.
- Co ty tu robisz? – spytał chłopak.
- Po tym wszystkim sądziłam, że inaczej mnie przywitasz.
Patrzyła na niego z największą pogardą, na jaką się zebrała.
- To my już wsiądziemy do samochodu. – Duff nie spuszczając wzroku z Angie, złapał swoją laskę wpół i odeszli. Izzy odprowadził ich tęsknym wzrokiem jakby bojąc się rozmowy z dziewczyną sam na sam.
- Słyszałam, że nieźle sobie radzicie – mruknęła na rozpoczęcie.
- Nawet, nawet. Właśnie jedziemy na zdjęcie na okładkę płyty, a potem znowu ruszamy w trasę. – Chłopak włożył ręce w kieszenie.
Angie pokiwała głową i krzyknęła w stronę camaro:
- Czego się gapicie?!
Czarne, blond i rude afro schowały się automatycznie w samochodzie.
- Masz mi w ogóle coś do powiedzenia po tym, co zaszło między nami? – spytała w końcu, widząc, że chłopak nie garnie się do rozmowy.
- Odeszłaś i tyle.
Wydawałoby się, że chłopakowi też sprawia ból ten dialog. A może chciał żeby tak myślała? Przez moment się nie odzywali, było słychać tylko odgłosy kurwy i Slasha obściskujących się na tylnym siedzeniu samochodu. Angie zerknęła w tamtą stronę.Wydęła usta w grymasie zniesmaczenia. Każdy z każdym.
- Odeszłam, bo sam podjąłeś tę decyzję z jakąś cycatą blond kurwą. – nie syknęła, nie krzyknęła, ale powiedziała to normlanie jakby witała się z przyjaciółką. Na Izzym wywarło to ogromne wrażenie. Podniósł okulary i zmierzył ją.
- Wiesz, że byłem naćpany i z nikim… - zawahał się. Angie ucieszyła się, słysząc, że chłopak się tłumaczy. – Z nikim nie byłem od tego czasu. Tę laskę wypieprzyłem i cały czas myślałem o tobie! Odczuwałem pustkę, nie potrafię pisać ani tworzyć jak nie ma cię obok.
- Ach! A więc tobie chodzi o to, że tobie jest źle? Nie masz weny i cierpi na tym twoja pieprzona kariera?! Jestem ci potrzebna żeby machać ci cyckami, bo inne idiotki Cię nie chcą?! – Podniosła glos, ale zaraz się opanowała. – Wiedziałam, że się nie zmienisz.
Już chciała odwrócić się i odejść, gdy poczuła jego dłoń na swoim przedramieniu. Wszystko wydawało się spowolnione, nie opierała się, nie mogła się poruszyć. Od razu jakby ją pocałował. Tym swoim sposobem. Tym, od którego zapomina się o swoim imieniu. Tym razem mimo wrzasków w głowie Angie i tak zapomniała o wszystkim. Miękkie, trochę przeżarte papierosami wargi snuły się po jej twarzy. Wiedziała, że to złe, ale dawno nie była szczęśliwa, a ten pocałunek w jakimś sensie ją uszczęśliwiał. Zapominała o wszystkim.
- Tęskniłem za tobą. – usłyszała tuż przy uchu, gdy ciepły oddech osnuł jej szyję. – Nie mów, że nie myślałaś o mnie. O nas.
- Ni… nie – wyjąkała, starając się nie poddać pragnieniom. Ciało wołało o Izzy’ego, ale umysł kazał jej uciec stamtąd jak najszybciej. Jednak nie mogła kłamać, że nie myślała o nim. Wspominała go każdego dnia. Niemal co noc budziła się nagle, wołając jego imię lub macając pościel koło siebie. Nigdy jej ręka nie natrafiła jednak na ciepło ciała. Teraz, gdy znajdował się tak blisko, chciała wbić palce w jego kruczoczarne włosy, przejechać ustami po klatce piersiowej i poczuć na piersiach ciepło drugiego nagiego ciała. Chciała mu to wszystko wykrzyczeć w twarz jednak ugryzła się w język.
Tak szybko jak ją zaskoczył pocałunkiem, odepchnęła go lekko, ale zdecydowanie. Nie chciała, by zobaczył z jakim trudem przychodzi jej to wszystko. Przecież sprawy między nimi zamknął on sam. Nikt inny nie był temu winny. Nawet tamta kurwa. Gdyby nie on, może byliby jeszcze razem.
- Angie – zaczął, opatulając ją ramionami. – Wiem, że ci trudno, ale możemy zacząć wszystko jeszcze raz.
- Nie. Nie możemy. A wiesz czemu? – głos jej się załamał. – Bo jesteś pieprzonym ćpunem. Ile razy byłeś czysty w ciągu tych kilku miesięcy? Mogę je policzyć na palcach jednej pierdolonej ręki! – krzyknęła, uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. – Nie takiego życia chciałam. Już dłużej nie mogłam być odpowiedzialna za twoje życie. Wyciągałam cię z tego bagna, a ty… Ty i tak w nie wpadałeś, myśląc o własnej dupie.
- Przyznaję się, że nie byłem w tym dobry, ale zmieniłem się. Pozwól mi przynajmniej cię podwieźć. Tylko to. Później zostawię cię w spokoju.
Angie spojrzała na niego podejrzliwie. Nie chciała jechać, ale perspektywa pozostania w tym cholernym miejscu chociażby minutę dłużej wkurwiała ją jak nigdy. Bez słowa podniosła torbę, ominęła Izzy’ego i wrzuciła ją do bagażnika. Przedtem jak wsiadła, Duff otworzył jej drzwi i po prostu wciągnął do środka, że uderzyła głową o Popcorna i w końcowym etapie siedziała na nogach basisty. Z tyłu Slash okręcał kurwę. Ładnie ją nauczyli jęczeć. Głos przypominał wycie cielnej krowy.
- Gdzieście ją kupili? Już chomik zrobiłby wam większą przyjemność swoimi odgłosami.
- Pierdol się – wystękała gardłowo dziwka.
- Ej! Zachowuj się, dziwko! – krzyknął Slash. – Jak jeszcze coś takiego do niej powiesz, wyjebię cię własnoręcznie na ulicę.
Zupełnie jak za dawnych czasów. Chyba tego ich rodzinnego stada najbardziej jej brakowało. Bronili się nawzajem. Jak w mafii.
- Rodzina jest najważniejsza – powiedział jej kiedyś Izzy.
Miał rację.
- To jedziesz już z nami, rozumiem? – Popcorn objął ją od tyłu, zahaczając niby przypadkiem o jej piersi. Jak zwykle wszystko przez przypadek. Roześmiała się. Niemal zapomniała o swojej złości na Izzy’ego.
- Aż tak wam mnie brakowało? Podejrzewam, że jednak nie dacie mi teraz odejść.
Odwróciła głowę najmocniej jak umiała, by zobaczyć blond czuprynę perkusisty. Musnęła ustami jego policzek. Zupełnie jakby nie odchodziła bez słowa czy spojrzenia.
- No teraz to ja już cię nie puszczę – roześmiał się Steven. – Nawet jeśli Izzy zrobi jakąś głupotę, mój pokój stoi otworem.
- Będę pamiętała.
Axl dziwnie milczał. Pewnie uważa mnie za dziwkę, która zostawiła jego kumpla w potrzebie. Wiewióreczka zawsze był trudny i wkurwiał się o byle gówno. Raz urządził jej burdę tylko za to, że przez przypadek wspomniała jakiemuś dziennikarzynie, że Gunsi grają w barze po drugiej stronie ulicy. Nienawidził tych pierdolonych skurwysynów. Nie dziwiła się, jednak nie musiał bić jej po twarzy akurat ręką z tym chujowym pierścieniem. Slash i Izzy zajęli się furiatem, a Duff wyprowadził ją tylnym wyjściem. Stały tam kosze na śmieci, było mokro i w ogóle wyglądało jak tyły amerykańskiego baru.
- Nie wiedziałam, że to ten fiut Kenzo z codziennej.
- Nie przejmuj się. – Duff zawsze był dla niej jak starszy brat. Chronił ją, pocieszał, a nawet pełnił funkcję przyjaciółki, która podniecona słuchała wywodów o orgiach. Często jednak był dla Angie wsparciem, gdy Izzy za bardzo się nawpierdalał i zapominał o bożym świecie ze swoją dziewczyną na początku. Blondyn potrafił zostawiać wtedy nawet jakąś kurwę i zabierał ją na plażę, gdzie spokojnie mogła mu się rozpłakać w ramię. Często zasypiali tam razem, dając materiał na ploteczki starym babciom w blokach nad morzem. Budzili się spokojnie koło szóstej rano i spacerkiem wracali do rzeczywistości. I tak było zawsze, aż do tamtej nocy.
Kurwa i Slash górowali. Angie zrobiło się niezręcznie, więc poprawiła się na kolanach Duffa, co tylko zaowocowało jego reakcją:
- Co? Ty też chcesz?
Wytknęła do niego język, na co on starym zwyczajem ugryzł ją w szyję, zostawiając ślady zębów.
- Może jak dojedziemy – uśmiechnęła się do blondyna, ale kątem oka zobaczyła, że Izzy poruszył się niespokojnie na siedzeniu kierowcy. Tak. Chciała to powiedzieć. Chciała żeby sprawiło mu to ból. "Nie jestem wredną suką. Po prostu chcę mu pokazać jak mnie to bolało."
Milczała już do końca jazdy. Oczywiście zgubili się, ale koniec końców trafili do celu. Wielki Pan Rudy Axl wysiadł jako pierwszy i już zaczął bajerować jakieś dupy, Izzy poczłapał do środka bez słowa, Slash poprawiał spodnie, a Steven i Duff gonili się dookoła samochodu. Dziwka wysiadła zaraz za Slashem, więc Angie siedziała sama w środku, wodząc wzrokiem za biegającymi i rozchichranymi jak nastolatki blondasami.
- Spierdalaj! Nie teraz! – Duff odepchnął dziwkę, gdy ta złapała go za tyłek i próbowała pocałować.
- Pojawiła się tamta zdzira i już ci się nie podobam?
Oj, mogła już lepiej odejść bez słowa.
- Ej! Wypierdalaj! Ostrzegałem cię! – krzyknął Slash, idąc szybko w stronę dziewczyny. Ta przerażona uciekła, ale zanim zniknęła za zakrętem zdążyła zarzucić Slashowi i pozostałym, że mają małe. Slash był mega wkurwiony. Wsiadł do samochodu i zatrzasnął drzwi.
- Hej. Daj spokój. Przecież to kurwa. Musiała się jakoś odegrać za to jak ją potraktowałeś – mruknęła Angie, pocierając czule ramię chłopaka. Slash zawsze się denerwował jeśli jakaś idiotka odważyła się najechać na jego męskość. Angie nie raz widziała nagiego mulata czy to pijanego, naćpanego czy też nie i nie mogła powiedzieć, że natura skromnie go obdarzyła. Ale nawet bez tego potrafiłaby go pocieszyć. Powiedziała mu to.
- Naprawdę tak myślisz? – spojrzał na nią, buchając jej kłębem gęstego ostrego dymu prostu w twarz.
Pokiwała głową.
- Jesteś dupą, na której zdaniu najbardziej mi zależy, więc nie pozostaje mi nic innego jak ci uwierzyć, kurwa!
To ostatnie słowo wykrzyczał radośnie i wyszedł z samochodu, ciągnąc za sobą Angie. Dziewczyna śmiała się, wskakując na plecy chłopakowi. Tak jak powinno być. Chłopakom naprawdę jej brakowało, więc może nie powinna była odchodzić, mimo, że Izzy ją zdradził. Gdy tak nad tym myślała, Slash sam rozwiał jej wątpliwości.
- Nigdy już nie masz nigdzie iść, słyszysz? Jesteśmy rodziną, pamiętasz?
- Właśnie, właśnie! – podhasał do nich rozradowany Popcorn.
- Popcorn stara się powiedzieć, że jesteśmy razem na dobre i na złe. – Duff dołączył do nich i objął od tyłu Angie równocześnie ściągając ją ze Slasha.
Angie poczuła, że szukanie domu zostało zakończone szybciej niż się zaczęło. Tu był jej dom, bo tu byli ludzie, których kochała. Jak mogła ich zostawić, z powodu jednej głupiej kurwy, chociaż w domu ciągle kręciła się ich cała masa? Teraz dziwiło ją to okropnie. Odrzuciła jednak złe wspomnienia, bo najważniejsze było to, że chłopcy przyjęli ją, jakby nigdy nie wystawiła ich do wiatru, jakby zawsze byli razem, jakby nic się nie zmieniło.
*_____* nie, jeszcze chwila... *______________* już prawie...*__________________* dobra. Brak mi słów. Przeczytałam długi, ale nie przeogromny tekst o jakiejśtam bohaterce, a już w połowie zależało mi na jej losie i miałam ochotę zabrać Izzy'ego na pouczającą rozmowę. I nie tylko... Poza tym sceny łóżkowe są opisane tak...zmysłowo? Chciałabym umieć tak to opisywać. Eh. Nie wiem, czy powinnam tak spamić komentarzami, ale chyba zaryzykuję. : D
OdpowiedzUsuń