11. What It Takes
Wyszła z Hellhouse i spacerowała wzdłuż ulicy w jedną stronę i w drugą. Na szczęście wszyscy zostali w środku i jej jedynym zmartwieniem byli przechodnie. Westchnęła. Zmęczyła się chodzeniem, więc opadła na krawężnik i wyjęła paczkę czerwonych malboro. Nawet nie zdążyła zapalić pierwszego papierosa, gdy poczuła, że ktoś przed nią stoi. Wciąż trzymając w ustach fajkę, wolno podniosła głowę. Przed nią stał uśmiechnięty chłopak z lekkim zakłopotaniem wypisanym na twarzy. Gdy na niego spojrzała, dodatkowo oblał się rumieńcem. Tkwił tak, wpatrzony w nią i najwyraźniej nie mógł wymyślić nic na powitanie.
- Zwykle 'cześć' wystarczy - mruknęła, schylając się, by zapalić papierosa. Wcześniej dodała do wszystkich zioła zamoczonego w kompocie domowej roboty. Kolejne popołudnie u Erin dobrze jej zrobi. Tak bardzo chciała się do niej przytulić i usłyszeć jak przyjaciółka mówi, że wszystko będzie dobrze...
- Jesteś Rosie Bierk? - spytał, a dziewczynę przeszedł lekki dreszcz zaskoczenia. Miał miły miękki głos. Jednak nawet nie czekał na odpowiedź, gdy podsunął jej kartkę pod nos i mruknął znowu z lekkim zakłopotaniem:
- Mogę prosić o autograf?
Brunetka machnęła parafkę i spojrzała na chłopaka.
- Ile masz lat?
- Szesnaście - bąknął. Pewnie wolałby mieć w tym momencie z dwadzieścia, ale Rosalie wydawało się, że straciłby wtedy swój niewinny urok. - Ale już niedługo siedemnaście. No, tak...
- Nie powinieneś być teraz w szkole?
- Chodzimy z moją dziewczyna i kolegą, roznosząc ulotki. Nudna praca, ale jak widać można spotkać kogoś sławnego.
Uśmiechnął się, a Rosalie pomyślała, że mogłaby się w nim zakochać. Żałowała, że trafiła na to cale towarzystwo. Czemu nie mogłaby roznosić ulotek z kimś takim?
- To właśnie dla niej chciałem zdobyć ten autograf. Leslie jest pani wielką fanką. Zresztą ja też.
- Jesteś kochanym chłopakiem - powiedziała, a ten po raz drugi spłonął rumieńcem. - Nie zepsuj tego - dodała, a chłopak tylko się uśmiechnął, bąknął coś co brzmiało jak 'oczywiście, proszę pani' i odbiegł na drugą stronę ulicy. Rosie zobaczyła, że na rogu czekała jakaś dziewczyna i jeszcze jeden chłopak. Gdy do nich podbiegał, widziała jak się ekscytowali i zerkali na nią z dużymi oczami. Machnęła im, po czym wstała i wróciła do Hellhouse.
***
- Kotek, kochanie, pudelku! - Pola wyrwała Debbie z zamyślenia, gdy Saul odłożył gitarę i cmoknął ją w szyję. Na ten dotyk uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami. Jakoś po ich prawej stał Duff z papierosem. Patrzył tylko smutnym wzrokiem na parę, ale już po chwili znowu zaczął skupiać uwagę na pecie. Izzy podszedł do niego i coś powiedział. Blondyn odmruknął i rozmawiali chwilę. Debbie wydawało się, że od imprezy w nocy, chłopak stał się jakiś markotny. Dotyczyło to jego zniknięcia? W każdym razie nieważne.
Po próbie wszyscy, dosłownie wszyscy, nawet zjarana pani Rosalie zebrali się w największym pokoju Hellhouse. Dziewczyna cały czas przyciągała wzrok, a Popcorn starał się z całej siły na nią nie patrzeć. Steven wesoło jak nigdy sięgnął w końcu po pustą butelkę wina, popatrzył po wszystkich uważnie i spytał:
- Gramy w butelkę?
Wszyscy przytaknęli. Jedni znacznie inni mniej, więc po chwili powiedział:
- No dobra. Ale od teraz żaden związek się nie liczy jasne? Nie ma zdrad. To tylko gra. - Znów twierdzące kiwania głowami. Spojrzał jeszcze na Debbie. - Tylko Deb nie może być wciągana w żadne seksualne zagrania. Jasne?
Położył butelkę na środku i zakręcił. Wypadło na Debbie i Duffa.
- No to jak Duffy? Prawda czy wyzwanie? - wyszczerzyła się. Od razu było jej lżej, widząc brata w dobrym humorze.
- Prawda.
- No dobra... - zastanowiła się. - Spałeś kiedyś z kimś z tego pokoju?
Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem, szukając w jej twarzy powodu, dla którego zadała to pytanie. Jednak Debbie patrzyła na niego ze szczerym uśmiechem, więc przebiegł wzrokiem po wszystkich obecnych i mruknął:
- Tak.
Grający spojrzeli po sobie zaskoczeni, a Slash krzyknął:
- Na pewno nie ze mną!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Izzy i Rosalie tylko lekko unieśli kącik ust. Duff bez słowa złapał butelkę i zakręcił. Wypadło na Polę i Rosie. Wybrana poprosiła o prawdę. Brunetka bez zastanawiania się, rzuciła pytaniem w blondynkę jak z rakiety:
- Z iloma facetami spałaś?
Pola popatrzyła na nią obrażona i odpowiedziała:
- Z trzema.
- Tu nie wolno kłamać - powiedziała wyzywająco Rosie, świdrując dziewczynę wzrokiem. Reszta popatrzyła na nią ze zdziwieniem zmieszanym z podziwem. Dobra jest, pomyślała Debbie i od razu modliła się, żeby nie wylosowała brunetki. Na pewno spytałaby o Sebastiana. Pola przełknęła ślinę i zrezygnowana odparła:
- Powyżej dwudziestu już nie liczyłam.
Po zebranych rozszedł się szmer.
- Auuuć.
- To był cios poniżej pasa.
- Ostro.
Slash nie zareagował, tylko podsunął dziewczynie butelkę. Następni w kolejce byli Izzy i Steven.
- Dobra, łajzo. - Popcorn wyszczerzył się do czarnego. - Prawda czy wyzwanie? Prawda? Ostatni orgazm?
- Wczoraj.
Odpowiedź padła tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować, a Izzy już kręcił butelką. Nawet nie spojrzał na Debbie, która czuła, że się rumieni. Wypadło znowu na Stevena i Rosalie.
- Co chcesz? - mruknął Popcorn.
- Wyzwanie.
- Wracaj do swojego ruchacza.
Ona tylko przygryzła wargę i spojrzała na Stevena.
- Nie chcę w to grać - odpowiedziała cicho, spuszczając głowę.
- Gówno mnie to obchodzi - rzucił szorstko. - Zasady to zasady. Nie trzeba było przyłazić.
Debbie patrzyła na dziewczynę ze współczuciem, które dało się wyczuć u praktycznie wszystkich pozostałych. Jednak takie były zasady i wiedziała, że Steven ma rację. Rosie wstała w ciszy i usiadła pomiędzy Duffem i Axlem. Popcorn patrzył uważnie na każdy jej ruch, a gdy zajęła miejsce, świdrował rudego wzrokiem. Jednak Axl rzucił dziewczynie krótkie, troskliwe spojrzenie, ale nic nie powiedział. tylko objął ją ramieniem. Rosie wciąż patrzyła się w podłogę.
- Aha. Fajnie - mruknął Steven, a jego twarz wyraźnie posmutniała.
Debbie miała tylko nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axla ani Rosie na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Brunetka wciąż miała spuszczoną głowę, a rudy ciągle się uśmiechał. W pewnym momencie schylił się i szepnął jej coś do ucha. Ta spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i zaprzeczyła ruchem głowy. Jednak Debbie nie mogła uwierzyć w to, że ze sobą spali. Teraz bardziej wydawali się... Przyjaciółmi? Nie. To było niemożliwe, ale inne relacje nie wpadały blondynce do głowy. Kurwa. Co jest?, pytała samą siebie. Przegapiła kolejną turę wciąż nad tym myśląc. Dopiero po chwili coś ją tknęło i momentalnie zesztywniała. Cholera! Zerknęła na Stevena, ale ten zagłębiony był w grze. Rosalie wcale nie spała z Axlem. Ona spała z Duffem! O w mordę! Tak, teraz wszystko pasowało. Ekscytacja chłopaka, gdy widział dziewczynę, jego zakłopotanie w momencie jej pytania, odpowiedź... Co miała zrobić? Powiedzieć o tym bratu? Zamknąć się? Podejść do Duffa i wszystko mu powiedzieć?
Jednak ktoś pokręcił butelką i wypadło na nią i Izzy'ego. Cudownie.
- No to mała, co bierzemy? - spytał z lekkim uśmieszkiem cwaniaczka.
- Chuj. Prawda.
- Jak było wczoraj?
Debbie popatrzyła na chłopaka przymrużonymi oczami i nagle się wyszczerzyła, posyłając mu buziaka.
- Ostro było! - Z zadowoleniem na twarzy poprawiła się na swoim miejscu i zakręciła butelką. Wypadło na Slasha i Axla.
- Wyzwanie - mruknął pudel, zerkając na niego podejrzliwie.
- No to... Rosie i kierunek łazienka. Chyba nie muszę ci mówić co musisz robić.
Nagle wszyscy zaczęli coś robić. Rosie poruszyła się gwałtownie, patrząc na rudego z oburzeniem; Steven tylko wybałuszył oczy, biegając wzrokiem od Slasha po Axla; Slash zaczął mówić, że to niesprawiedliwe w stosunku do Rosalie i nigdy się z nią nie prześpi chyba, że sama będzie chciała, a Duff po prostu wstał i poderwał wokalistę. Cisnął nim w perkusję przez co wszyscy zaczęli krzyczeć jeszcze głośniej, a Slash i Izzy zaciągnęli blondyna do wyjścia. Nie było to wcale łatwe, bo Duff był od nich o wiele wyższy, ale w końcu sobie z nim poradzili. Za nimi wybiegł Steven. Debbie przeszło przez myśl, że rudy praktycznie przy każdym ich spotkaniu obrywa. Spojrzała w jego stronę. Axl wstał jak gdyby nigdy nic, podszedł do Rosie, przeprosił ją i wyszedł do chłopaków.
- Nie, Axl - zawołała za nim Rosalie, ale ten zniknął za drzwiami. Zrobiło się cicho. Niezręcznie, pomyślała Debbie, zerkając to na brunetkę to na Polę. Ta ostatnia siedziała z szeroko otwartymi oczyma i patrzyła co chwila na każdą z dziewczyn. Deb w końcu odchrząknęła i zwróciła się do Rosalie:
- Przykro mi, że tak...
- Daruj sobie - ucięła brunetka i wstała. Wytarła kolana, po czym złapała mały modny plecaczek i już miała zamiar opuścić Hellhouse, gdy Debbie krzyknęła, podbiegając do dziewczyny:
- Wiem wszystko! Wiem o tobie i Duffie!
Rosalie zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła się, by spojrzeć na Deb zimnym wzrokiem.
- Nic nie wiesz - rzuciła, nawet nie patrząc na Polę i wyszła, trzaskając drzwiami.
Jednak Debbie nie miała zamiaru jej odpuszczać. Co to to nie! Nie teraz! I wybiegła za nią. Rosalie szła, nie odwracając się za siebie. Deb patrzyła na nią i wiedziała, że dziewczyna musi jej to i owo wyjaśnić. Tak samo zresztą jak ona sama. Nie chciała, żeby Rosie uważała ją za wredną, zdradliwą sukę. Pewnie sądziła, że spała z Sebastianem. Miała zamiar wybić jej to z głowy.
- Rosie! Czekaj! - krzyknęła, podbiegając do dziewczyny jednak ta nawet nie zwolniła.
- Zostaw mnie!
- Muszę ci coś powiedzieć! - Debbie złapała ją za ramię. - No, kuźwa zaczekaj, proszę!
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła brunetka, wyszarpując ramię z jej uścisku. - Idź do Sebastiana! Na pewno chętnie cię wydyma!
I odwróciła się. Jednak Debbie nie odpuszczała.
- Nie chcę do niego iść - mówiła, nie opuszczając brunetki na krok. - Nie wiem co sobie wtedy pomyślałaś, ale nie spałam z nim!
- Wow! Jedyna dobra wiadomość - rzuciła Rosie, nie zatrzymując się. - Może powinni cię zatrudnić jako kreta.
- Nie chciałam wtedy podsłuchiwać! - Deb załapała aluzję. - Wiedziałam, że mnie broniłaś! Tak samo wiem, że Steven cię krzywdził, ale ty go tak mocno kochałaś, że ciągle byłaś przy nim. Nie zasługiwał na ciebie. Jednak i on kochał cię w jakiś sposób. Jego sposób, ale kochał.
W tym momencie brunetka zwolniła kroku, aż w końcu zatrzymała się. Debbie widziała, że to zaczyna na nią działać, więc mówiła dalej, a usta same jej się nie zamykały:
- Nigdy mu nie wybaczę, że cię skrzywdził. Jest moim bratem i zawsze nim będzie, ale nie to... Nie proszę cię, żebyś do niego wracała tylko porozmawiała ze mną. Jesteś jedyną osobą, która o mnie zadbała i okazała zainteresowanie od dobrych dziesięciu lat. Nie chcę, by coś się między nami zmieniło. Możesz odejść, ale chcę wiedzieć, że rozstaniemy się w zgodzie.
W tym samym momencie czarny dodge zatrzymał się z piskiem opon zaraz obok Rosalie. Ta tylko rzuciła szybkie spojrzenie Debbie i podeszła do samochodu.
- Nie zbliżaj się - rzuciła i wsiadła.
Debbie zobaczyła przez chwilę znajomą twarz. Erin. Wszędzie by ją poznała. Widziała przez tylną szybę jak dziewczyna przytula Rosalie i po chwili obie odjeżdżają, niknąc za zakrętem. Blondynka chwilę jeszcze postała w miejscu, aż w końcu zawróciła w stronę Hellhouse.
Wyszła z Hellhouse i spacerowała wzdłuż ulicy w jedną stronę i w drugą. Na szczęście wszyscy zostali w środku i jej jedynym zmartwieniem byli przechodnie. Westchnęła. Zmęczyła się chodzeniem, więc opadła na krawężnik i wyjęła paczkę czerwonych malboro. Nawet nie zdążyła zapalić pierwszego papierosa, gdy poczuła, że ktoś przed nią stoi. Wciąż trzymając w ustach fajkę, wolno podniosła głowę. Przed nią stał uśmiechnięty chłopak z lekkim zakłopotaniem wypisanym na twarzy. Gdy na niego spojrzała, dodatkowo oblał się rumieńcem. Tkwił tak, wpatrzony w nią i najwyraźniej nie mógł wymyślić nic na powitanie.
- Zwykle 'cześć' wystarczy - mruknęła, schylając się, by zapalić papierosa. Wcześniej dodała do wszystkich zioła zamoczonego w kompocie domowej roboty. Kolejne popołudnie u Erin dobrze jej zrobi. Tak bardzo chciała się do niej przytulić i usłyszeć jak przyjaciółka mówi, że wszystko będzie dobrze...
- Jesteś Rosie Bierk? - spytał, a dziewczynę przeszedł lekki dreszcz zaskoczenia. Miał miły miękki głos. Jednak nawet nie czekał na odpowiedź, gdy podsunął jej kartkę pod nos i mruknął znowu z lekkim zakłopotaniem:
- Mogę prosić o autograf?
Brunetka machnęła parafkę i spojrzała na chłopaka.
- Ile masz lat?
- Szesnaście - bąknął. Pewnie wolałby mieć w tym momencie z dwadzieścia, ale Rosalie wydawało się, że straciłby wtedy swój niewinny urok. - Ale już niedługo siedemnaście. No, tak...
- Nie powinieneś być teraz w szkole?
- Chodzimy z moją dziewczyna i kolegą, roznosząc ulotki. Nudna praca, ale jak widać można spotkać kogoś sławnego.
Uśmiechnął się, a Rosalie pomyślała, że mogłaby się w nim zakochać. Żałowała, że trafiła na to cale towarzystwo. Czemu nie mogłaby roznosić ulotek z kimś takim?
- To właśnie dla niej chciałem zdobyć ten autograf. Leslie jest pani wielką fanką. Zresztą ja też.
- Jesteś kochanym chłopakiem - powiedziała, a ten po raz drugi spłonął rumieńcem. - Nie zepsuj tego - dodała, a chłopak tylko się uśmiechnął, bąknął coś co brzmiało jak 'oczywiście, proszę pani' i odbiegł na drugą stronę ulicy. Rosie zobaczyła, że na rogu czekała jakaś dziewczyna i jeszcze jeden chłopak. Gdy do nich podbiegał, widziała jak się ekscytowali i zerkali na nią z dużymi oczami. Machnęła im, po czym wstała i wróciła do Hellhouse.
***
- Kotek, kochanie, pudelku! - Pola wyrwała Debbie z zamyślenia, gdy Saul odłożył gitarę i cmoknął ją w szyję. Na ten dotyk uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami. Jakoś po ich prawej stał Duff z papierosem. Patrzył tylko smutnym wzrokiem na parę, ale już po chwili znowu zaczął skupiać uwagę na pecie. Izzy podszedł do niego i coś powiedział. Blondyn odmruknął i rozmawiali chwilę. Debbie wydawało się, że od imprezy w nocy, chłopak stał się jakiś markotny. Dotyczyło to jego zniknięcia? W każdym razie nieważne.
Po próbie wszyscy, dosłownie wszyscy, nawet zjarana pani Rosalie zebrali się w największym pokoju Hellhouse. Dziewczyna cały czas przyciągała wzrok, a Popcorn starał się z całej siły na nią nie patrzeć. Steven wesoło jak nigdy sięgnął w końcu po pustą butelkę wina, popatrzył po wszystkich uważnie i spytał:
- Gramy w butelkę?
Wszyscy przytaknęli. Jedni znacznie inni mniej, więc po chwili powiedział:
- No dobra. Ale od teraz żaden związek się nie liczy jasne? Nie ma zdrad. To tylko gra. - Znów twierdzące kiwania głowami. Spojrzał jeszcze na Debbie. - Tylko Deb nie może być wciągana w żadne seksualne zagrania. Jasne?
Położył butelkę na środku i zakręcił. Wypadło na Debbie i Duffa.
- No to jak Duffy? Prawda czy wyzwanie? - wyszczerzyła się. Od razu było jej lżej, widząc brata w dobrym humorze.
- Prawda.
- No dobra... - zastanowiła się. - Spałeś kiedyś z kimś z tego pokoju?
Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem, szukając w jej twarzy powodu, dla którego zadała to pytanie. Jednak Debbie patrzyła na niego ze szczerym uśmiechem, więc przebiegł wzrokiem po wszystkich obecnych i mruknął:
- Tak.
Grający spojrzeli po sobie zaskoczeni, a Slash krzyknął:
- Na pewno nie ze mną!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Izzy i Rosalie tylko lekko unieśli kącik ust. Duff bez słowa złapał butelkę i zakręcił. Wypadło na Polę i Rosie. Wybrana poprosiła o prawdę. Brunetka bez zastanawiania się, rzuciła pytaniem w blondynkę jak z rakiety:
- Z iloma facetami spałaś?
Pola popatrzyła na nią obrażona i odpowiedziała:
- Z trzema.
- Tu nie wolno kłamać - powiedziała wyzywająco Rosie, świdrując dziewczynę wzrokiem. Reszta popatrzyła na nią ze zdziwieniem zmieszanym z podziwem. Dobra jest, pomyślała Debbie i od razu modliła się, żeby nie wylosowała brunetki. Na pewno spytałaby o Sebastiana. Pola przełknęła ślinę i zrezygnowana odparła:
- Powyżej dwudziestu już nie liczyłam.
Po zebranych rozszedł się szmer.
- Auuuć.
- To był cios poniżej pasa.
- Ostro.
Slash nie zareagował, tylko podsunął dziewczynie butelkę. Następni w kolejce byli Izzy i Steven.
- Dobra, łajzo. - Popcorn wyszczerzył się do czarnego. - Prawda czy wyzwanie? Prawda? Ostatni orgazm?
- Wczoraj.
Odpowiedź padła tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować, a Izzy już kręcił butelką. Nawet nie spojrzał na Debbie, która czuła, że się rumieni. Wypadło znowu na Stevena i Rosalie.
- Co chcesz? - mruknął Popcorn.
- Wyzwanie.
- Wracaj do swojego ruchacza.
Ona tylko przygryzła wargę i spojrzała na Stevena.
- Nie chcę w to grać - odpowiedziała cicho, spuszczając głowę.
- Gówno mnie to obchodzi - rzucił szorstko. - Zasady to zasady. Nie trzeba było przyłazić.
Debbie patrzyła na dziewczynę ze współczuciem, które dało się wyczuć u praktycznie wszystkich pozostałych. Jednak takie były zasady i wiedziała, że Steven ma rację. Rosie wstała w ciszy i usiadła pomiędzy Duffem i Axlem. Popcorn patrzył uważnie na każdy jej ruch, a gdy zajęła miejsce, świdrował rudego wzrokiem. Jednak Axl rzucił dziewczynie krótkie, troskliwe spojrzenie, ale nic nie powiedział. tylko objął ją ramieniem. Rosie wciąż patrzyła się w podłogę.
- Aha. Fajnie - mruknął Steven, a jego twarz wyraźnie posmutniała.
Debbie miała tylko nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axla ani Rosie na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Brunetka wciąż miała spuszczoną głowę, a rudy ciągle się uśmiechał. W pewnym momencie schylił się i szepnął jej coś do ucha. Ta spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i zaprzeczyła ruchem głowy. Jednak Debbie nie mogła uwierzyć w to, że ze sobą spali. Teraz bardziej wydawali się... Przyjaciółmi? Nie. To było niemożliwe, ale inne relacje nie wpadały blondynce do głowy. Kurwa. Co jest?, pytała samą siebie. Przegapiła kolejną turę wciąż nad tym myśląc. Dopiero po chwili coś ją tknęło i momentalnie zesztywniała. Cholera! Zerknęła na Stevena, ale ten zagłębiony był w grze. Rosalie wcale nie spała z Axlem. Ona spała z Duffem! O w mordę! Tak, teraz wszystko pasowało. Ekscytacja chłopaka, gdy widział dziewczynę, jego zakłopotanie w momencie jej pytania, odpowiedź... Co miała zrobić? Powiedzieć o tym bratu? Zamknąć się? Podejść do Duffa i wszystko mu powiedzieć?
Jednak ktoś pokręcił butelką i wypadło na nią i Izzy'ego. Cudownie.
- No to mała, co bierzemy? - spytał z lekkim uśmieszkiem cwaniaczka.
- Chuj. Prawda.
- Jak było wczoraj?
Debbie popatrzyła na chłopaka przymrużonymi oczami i nagle się wyszczerzyła, posyłając mu buziaka.
- Ostro było! - Z zadowoleniem na twarzy poprawiła się na swoim miejscu i zakręciła butelką. Wypadło na Slasha i Axla.
- Wyzwanie - mruknął pudel, zerkając na niego podejrzliwie.
- No to... Rosie i kierunek łazienka. Chyba nie muszę ci mówić co musisz robić.
Nagle wszyscy zaczęli coś robić. Rosie poruszyła się gwałtownie, patrząc na rudego z oburzeniem; Steven tylko wybałuszył oczy, biegając wzrokiem od Slasha po Axla; Slash zaczął mówić, że to niesprawiedliwe w stosunku do Rosalie i nigdy się z nią nie prześpi chyba, że sama będzie chciała, a Duff po prostu wstał i poderwał wokalistę. Cisnął nim w perkusję przez co wszyscy zaczęli krzyczeć jeszcze głośniej, a Slash i Izzy zaciągnęli blondyna do wyjścia. Nie było to wcale łatwe, bo Duff był od nich o wiele wyższy, ale w końcu sobie z nim poradzili. Za nimi wybiegł Steven. Debbie przeszło przez myśl, że rudy praktycznie przy każdym ich spotkaniu obrywa. Spojrzała w jego stronę. Axl wstał jak gdyby nigdy nic, podszedł do Rosie, przeprosił ją i wyszedł do chłopaków.
- Nie, Axl - zawołała za nim Rosalie, ale ten zniknął za drzwiami. Zrobiło się cicho. Niezręcznie, pomyślała Debbie, zerkając to na brunetkę to na Polę. Ta ostatnia siedziała z szeroko otwartymi oczyma i patrzyła co chwila na każdą z dziewczyn. Deb w końcu odchrząknęła i zwróciła się do Rosalie:
- Przykro mi, że tak...
- Daruj sobie - ucięła brunetka i wstała. Wytarła kolana, po czym złapała mały modny plecaczek i już miała zamiar opuścić Hellhouse, gdy Debbie krzyknęła, podbiegając do dziewczyny:
- Wiem wszystko! Wiem o tobie i Duffie!
Rosalie zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła się, by spojrzeć na Deb zimnym wzrokiem.
- Nic nie wiesz - rzuciła, nawet nie patrząc na Polę i wyszła, trzaskając drzwiami.
Jednak Debbie nie miała zamiaru jej odpuszczać. Co to to nie! Nie teraz! I wybiegła za nią. Rosalie szła, nie odwracając się za siebie. Deb patrzyła na nią i wiedziała, że dziewczyna musi jej to i owo wyjaśnić. Tak samo zresztą jak ona sama. Nie chciała, żeby Rosie uważała ją za wredną, zdradliwą sukę. Pewnie sądziła, że spała z Sebastianem. Miała zamiar wybić jej to z głowy.
- Rosie! Czekaj! - krzyknęła, podbiegając do dziewczyny jednak ta nawet nie zwolniła.
- Zostaw mnie!
- Muszę ci coś powiedzieć! - Debbie złapała ją za ramię. - No, kuźwa zaczekaj, proszę!
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła brunetka, wyszarpując ramię z jej uścisku. - Idź do Sebastiana! Na pewno chętnie cię wydyma!
I odwróciła się. Jednak Debbie nie odpuszczała.
- Nie chcę do niego iść - mówiła, nie opuszczając brunetki na krok. - Nie wiem co sobie wtedy pomyślałaś, ale nie spałam z nim!
- Wow! Jedyna dobra wiadomość - rzuciła Rosie, nie zatrzymując się. - Może powinni cię zatrudnić jako kreta.
- Nie chciałam wtedy podsłuchiwać! - Deb załapała aluzję. - Wiedziałam, że mnie broniłaś! Tak samo wiem, że Steven cię krzywdził, ale ty go tak mocno kochałaś, że ciągle byłaś przy nim. Nie zasługiwał na ciebie. Jednak i on kochał cię w jakiś sposób. Jego sposób, ale kochał.
W tym momencie brunetka zwolniła kroku, aż w końcu zatrzymała się. Debbie widziała, że to zaczyna na nią działać, więc mówiła dalej, a usta same jej się nie zamykały:
- Nigdy mu nie wybaczę, że cię skrzywdził. Jest moim bratem i zawsze nim będzie, ale nie to... Nie proszę cię, żebyś do niego wracała tylko porozmawiała ze mną. Jesteś jedyną osobą, która o mnie zadbała i okazała zainteresowanie od dobrych dziesięciu lat. Nie chcę, by coś się między nami zmieniło. Możesz odejść, ale chcę wiedzieć, że rozstaniemy się w zgodzie.
W tym samym momencie czarny dodge zatrzymał się z piskiem opon zaraz obok Rosalie. Ta tylko rzuciła szybkie spojrzenie Debbie i podeszła do samochodu.
- Nie zbliżaj się - rzuciła i wsiadła.
Debbie zobaczyła przez chwilę znajomą twarz. Erin. Wszędzie by ją poznała. Widziała przez tylną szybę jak dziewczyna przytula Rosalie i po chwili obie odjeżdżają, niknąc za zakrętem. Blondynka chwilę jeszcze postała w miejscu, aż w końcu zawróciła w stronę Hellhouse.
