niedziela, 18 maja 2014

Like a Rolling Stone - Part 10

11. What It Takes

     Wyszła z Hellhouse i spacerowała wzdłuż ulicy w jedną stronę i w drugą. Na szczęście wszyscy zostali w środku i jej jedynym zmartwieniem byli przechodnie. Westchnęła. Zmęczyła się chodzeniem, więc opadła na krawężnik i wyjęła paczkę czerwonych malboro. Nawet nie zdążyła zapalić pierwszego papierosa, gdy poczuła, że ktoś przed nią stoi. Wciąż trzymając w ustach fajkę, wolno podniosła głowę. Przed nią stał uśmiechnięty chłopak z lekkim zakłopotaniem wypisanym na twarzy. Gdy na niego spojrzała, dodatkowo oblał się rumieńcem. Tkwił tak, wpatrzony w nią i najwyraźniej nie mógł wymyślić nic na powitanie.

     - Zwykle 'cześć' wystarczy - mruknęła, schylając się, by zapalić papierosa. Wcześniej dodała do wszystkich zioła zamoczonego w kompocie domowej roboty. Kolejne popołudnie u Erin dobrze jej zrobi. Tak bardzo chciała się do niej przytulić i usłyszeć jak przyjaciółka mówi, że wszystko będzie dobrze...

   - Jesteś Rosie Bierk? - spytał, a dziewczynę przeszedł lekki dreszcz zaskoczenia. Miał miły miękki głos. Jednak nawet nie czekał na odpowiedź, gdy podsunął jej kartkę pod nos i mruknął znowu z lekkim zakłopotaniem:

     - Mogę prosić o autograf?

     Brunetka machnęła parafkę i spojrzała na chłopaka.

     - Ile masz lat?

     - Szesnaście - bąknął. Pewnie wolałby mieć w tym momencie z dwadzieścia, ale Rosalie wydawało się, że straciłby wtedy swój niewinny urok. - Ale już niedługo siedemnaście. No, tak...

     - Nie powinieneś być teraz w szkole?

     - Chodzimy z moją dziewczyna i kolegą, roznosząc ulotki. Nudna praca, ale jak widać można spotkać kogoś sławnego. 

     Uśmiechnął się, a Rosalie pomyślała, że mogłaby się w nim zakochać. Żałowała, że trafiła na to cale towarzystwo. Czemu nie mogłaby roznosić ulotek z kimś takim? 

     - To właśnie dla niej chciałem zdobyć ten autograf. Leslie jest pani wielką fanką. Zresztą ja też. 

     - Jesteś kochanym chłopakiem - powiedziała, a ten po raz drugi spłonął rumieńcem. - Nie zepsuj tego - dodała, a chłopak tylko się uśmiechnął, bąknął coś co brzmiało jak 'oczywiście, proszę pani' i odbiegł na drugą stronę ulicy. Rosie zobaczyła, że na rogu czekała jakaś dziewczyna i jeszcze jeden chłopak. Gdy do nich podbiegał, widziała jak się ekscytowali i zerkali na nią z dużymi oczami. Machnęła im, po czym wstała i wróciła do Hellhouse. 

***

     - Kotek, kochanie, pudelku! - Pola wyrwała Debbie z zamyślenia, gdy Saul odłożył gitarę i cmoknął ją w szyję. Na ten dotyk uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami. Jakoś po ich prawej stał Duff z papierosem. Patrzył tylko smutnym wzrokiem na parę, ale już po chwili znowu zaczął skupiać uwagę na pecie. Izzy podszedł do niego i coś powiedział. Blondyn odmruknął i rozmawiali chwilę. Debbie wydawało się, że od imprezy w nocy, chłopak stał się jakiś markotny. Dotyczyło to jego zniknięcia? W każdym razie nieważne. 

     Po próbie wszyscy, dosłownie wszyscy, nawet zjarana pani Rosalie zebrali się w największym pokoju Hellhouse. Dziewczyna cały czas przyciągała wzrok, a Popcorn starał się z całej siły na nią nie patrzeć. Steven wesoło jak nigdy sięgnął w końcu po pustą butelkę wina, popatrzył po wszystkich uważnie i spytał:

     - Gramy w butelkę?

     Wszyscy przytaknęli. Jedni znacznie inni mniej, więc po chwili powiedział:

     - No dobra. Ale od teraz żaden związek się nie liczy jasne? Nie ma zdrad. To tylko gra. - Znów twierdzące kiwania głowami. Spojrzał jeszcze na Debbie. - Tylko Deb nie może być wciągana w żadne seksualne zagrania. Jasne?

     Położył butelkę na środku i zakręcił. Wypadło na Debbie i Duffa.

     - No to jak Duffy? Prawda czy wyzwanie? - wyszczerzyła się. Od razu było jej lżej, widząc brata w dobrym humorze. 

     - Prawda.

     - No dobra... - zastanowiła się. - Spałeś kiedyś z kimś z tego pokoju?

     Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem, szukając w jej twarzy powodu, dla którego zadała to pytanie. Jednak Debbie patrzyła na niego ze szczerym uśmiechem, więc przebiegł wzrokiem po wszystkich obecnych i mruknął:

     - Tak.

     Grający spojrzeli po sobie zaskoczeni, a Slash krzyknął:

     - Na pewno nie ze mną!

     Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Izzy i Rosalie tylko lekko unieśli kącik ust. Duff bez słowa złapał butelkę i zakręcił. Wypadło na Polę i Rosie. Wybrana poprosiła o prawdę. Brunetka bez zastanawiania się, rzuciła pytaniem w blondynkę jak z rakiety:

     - Z iloma facetami spałaś?

     Pola popatrzyła na nią obrażona i odpowiedziała:

     - Z trzema. 

     - Tu nie wolno kłamać - powiedziała wyzywająco Rosie, świdrując dziewczynę wzrokiem. Reszta popatrzyła na nią ze zdziwieniem zmieszanym z podziwem. Dobra jest, pomyślała Debbie i od razu modliła się, żeby nie wylosowała brunetki. Na pewno spytałaby o Sebastiana. Pola przełknęła ślinę i zrezygnowana odparła:

     - Powyżej dwudziestu już nie liczyłam.

     Po zebranych rozszedł się szmer. 

     - Auuuć. 

     - To był cios poniżej pasa. 

     - Ostro. 

     Slash nie zareagował, tylko podsunął dziewczynie butelkę. Następni w kolejce byli Izzy i Steven. 

     - Dobra, łajzo. - Popcorn wyszczerzył się do czarnego. - Prawda czy wyzwanie? Prawda? Ostatni orgazm?

     - Wczoraj. 

     Odpowiedź padła tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować, a Izzy już kręcił butelką. Nawet nie spojrzał na Debbie, która czuła, że się rumieni. Wypadło znowu na Stevena i Rosalie.  

     - Co chcesz? - mruknął Popcorn.

     - Wyzwanie.

     - Wracaj do swojego ruchacza.

     Ona tylko przygryzła wargę i spojrzała na Stevena.

     - Nie chcę w to grać - odpowiedziała cicho, spuszczając głowę. 

     - Gówno mnie to obchodzi - rzucił szorstko. - Zasady to zasady. Nie trzeba było przyłazić.

     Debbie patrzyła na dziewczynę ze współczuciem, które dało się wyczuć u praktycznie wszystkich pozostałych. Jednak takie były zasady i wiedziała, że Steven ma rację. Rosie wstała w ciszy i usiadła pomiędzy Duffem i Axlem. Popcorn patrzył uważnie na każdy jej ruch, a gdy zajęła miejsce, świdrował rudego wzrokiem. Jednak Axl rzucił dziewczynie krótkie, troskliwe spojrzenie, ale nic nie powiedział. tylko objął ją ramieniem. Rosie wciąż patrzyła się w podłogę. 

     - Aha. Fajnie - mruknął Steven, a jego twarz wyraźnie posmutniała. 

     Debbie miała tylko nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axla ani Rosie na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Brunetka wciąż miała spuszczoną głowę, a rudy ciągle się uśmiechał. W pewnym momencie schylił się i szepnął jej coś do ucha. Ta spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i zaprzeczyła ruchem głowy. Jednak Debbie nie mogła uwierzyć w to, że ze sobą spali. Teraz bardziej wydawali się... Przyjaciółmi? Nie. To było niemożliwe, ale inne relacje nie wpadały blondynce do głowy. Kurwa. Co jest?, pytała samą siebie. Przegapiła kolejną turę wciąż nad tym myśląc. Dopiero po chwili coś ją tknęło i momentalnie zesztywniała. Cholera! Zerknęła na Stevena, ale ten zagłębiony był w grze. Rosalie wcale nie spała z Axlem. Ona spała z Duffem! O w mordę! Tak, teraz wszystko pasowało. Ekscytacja chłopaka, gdy widział dziewczynę, jego zakłopotanie w momencie jej pytania, odpowiedź...  Co miała zrobić? Powiedzieć o tym bratu? Zamknąć się? Podejść do Duffa i wszystko mu powiedzieć?
     
     Jednak ktoś pokręcił butelką i wypadło na nią i Izzy'ego. Cudownie.

     - No to mała, co bierzemy? - spytał z lekkim uśmieszkiem cwaniaczka.

     - Chuj. Prawda.

     - Jak było wczoraj?

     Debbie popatrzyła na chłopaka przymrużonymi oczami i nagle się wyszczerzyła, posyłając mu buziaka.

     - Ostro było! - Z zadowoleniem na twarzy poprawiła się na swoim miejscu i zakręciła butelką. Wypadło na Slasha i Axla.

     - Wyzwanie - mruknął pudel, zerkając na niego podejrzliwie.

     - No to... Rosie i kierunek łazienka. Chyba nie muszę ci mówić co musisz robić.

     Nagle wszyscy zaczęli coś robić. Rosie poruszyła się gwałtownie, patrząc na rudego z oburzeniem; Steven tylko wybałuszył oczy, biegając wzrokiem od Slasha po Axla; Slash zaczął mówić, że to niesprawiedliwe w stosunku do Rosalie i nigdy się z nią nie prześpi chyba, że sama będzie chciała, a Duff po prostu wstał i poderwał wokalistę. Cisnął nim w perkusję przez co wszyscy zaczęli krzyczeć jeszcze głośniej, a Slash i Izzy zaciągnęli blondyna do wyjścia. Nie było to wcale łatwe, bo Duff był od nich o wiele wyższy, ale w końcu sobie z nim poradzili. Za nimi wybiegł Steven. Debbie przeszło przez myśl, że rudy praktycznie przy każdym ich spotkaniu obrywa. Spojrzała w jego stronę. Axl wstał jak gdyby nigdy nic, podszedł do Rosie, przeprosił ją i wyszedł do chłopaków. 

     - Nie, Axl - zawołała za nim Rosalie, ale ten zniknął za drzwiami. Zrobiło się cicho. Niezręcznie, pomyślała Debbie, zerkając to na brunetkę to na Polę. Ta ostatnia siedziała z szeroko otwartymi oczyma i patrzyła co chwila na każdą z dziewczyn.  Deb w końcu odchrząknęła i zwróciła się do Rosalie:

     - Przykro mi, że tak...

     - Daruj sobie - ucięła brunetka i wstała. Wytarła kolana, po czym złapała mały modny plecaczek i już miała zamiar opuścić Hellhouse, gdy Debbie krzyknęła, podbiegając do dziewczyny:

     - Wiem wszystko! Wiem o tobie i Duffie!

    Rosalie zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła się, by spojrzeć na Deb zimnym wzrokiem.

     - Nic nie wiesz - rzuciła, nawet nie patrząc na Polę i wyszła, trzaskając drzwiami.

     Jednak Debbie nie miała zamiaru jej odpuszczać. Co to to nie! Nie teraz! I wybiegła za nią. Rosalie szła, nie odwracając się za siebie. Deb patrzyła na nią i wiedziała, że dziewczyna musi jej to i owo wyjaśnić. Tak samo zresztą jak ona sama. Nie chciała, żeby Rosie uważała ją za wredną, zdradliwą sukę. Pewnie sądziła, że spała z Sebastianem. Miała zamiar wybić jej to z głowy.

     - Rosie! Czekaj! - krzyknęła, podbiegając do dziewczyny jednak ta nawet nie zwolniła.

     - Zostaw mnie!

     - Muszę ci coś powiedzieć! - Debbie złapała ją za ramię. - No, kuźwa zaczekaj, proszę!

     - Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła brunetka, wyszarpując ramię z jej uścisku. - Idź do Sebastiana! Na pewno chętnie cię wydyma!

      I odwróciła się. Jednak Debbie nie odpuszczała.

     - Nie chcę do niego iść - mówiła, nie opuszczając brunetki na krok. - Nie wiem co sobie wtedy pomyślałaś, ale nie spałam z nim!

     - Wow! Jedyna dobra wiadomość - rzuciła Rosie, nie zatrzymując się. - Może powinni cię zatrudnić jako kreta.

     - Nie chciałam wtedy podsłuchiwać! - Deb załapała aluzję. - Wiedziałam, że mnie broniłaś! Tak samo wiem, że Steven cię krzywdził, ale ty go tak mocno kochałaś, że ciągle byłaś przy nim. Nie zasługiwał na ciebie. Jednak i on kochał cię w jakiś sposób. Jego sposób, ale kochał.

          W tym momencie brunetka zwolniła kroku, aż w końcu zatrzymała się. Debbie widziała, że to zaczyna  na nią działać, więc mówiła dalej, a usta same jej się nie zamykały:

     - Nigdy mu nie wybaczę, że cię skrzywdził. Jest moim bratem i zawsze nim będzie, ale nie to... Nie proszę cię, żebyś do niego wracała tylko porozmawiała ze mną. Jesteś jedyną osobą, która o mnie zadbała i okazała zainteresowanie od dobrych dziesięciu lat. Nie chcę, by coś się między nami zmieniło. Możesz odejść, ale chcę wiedzieć, że rozstaniemy się w zgodzie.

     W tym samym momencie czarny dodge zatrzymał się z piskiem opon zaraz obok Rosalie. Ta tylko rzuciła szybkie spojrzenie Debbie i podeszła do samochodu.

     - Nie zbliżaj się - rzuciła i wsiadła.

     Debbie zobaczyła przez chwilę znajomą twarz. Erin. Wszędzie by ją poznała. Widziała przez tylną szybę jak dziewczyna przytula Rosalie i po chwili obie odjeżdżają, niknąc za zakrętem. Blondynka chwilę jeszcze postała w miejscu, aż w końcu zawróciła w stronę Hellhouse.





niedziela, 11 maja 2014

Like a Rolling Stone - Part 9

     Siedziała skulona z nogami podciągniętymi pod klatkę piersiową i patrzyła na krajobraz za oknem. Nie czuła nic prócz dymu papierosowego włóczącego się smętnie po jej układzie oddechowym. Sama nie wiedziała kiedy ktoś ustawił Bringing It All Back Home Dylana. Jednak słyszała tylko jego delikatny, młody głos w Mr. Tambourine Man. Postać "tamburynisty" zawsze wprowadzała ją w metafizyczną zadumę. Piosenka ta przenikała przez zasłonę, "welon" rozdzielający świat rzeczywisty od drugiego, wyższego świata. Zawsze docierała z Dylanem do swojego "drugiego ja". Teraz w momencie, gdy Bob zastanawiał się, czy nie stał się po prostu tylko klownem, coś ją tknęło. Stłumiła w sobie to przykre uczucie i wplotła dłoń we włosy, wciąż wpatrując się we wczesnoporanne Los Angeles. Zaciągnęła się papierosem, nie zważając na siedzącego w kącie pokoju chłopaka. 

     Ten tylko siedział na krześle i patrzył w milczeniu na dziewczynę.

     Wiedziała, że tam jest, ale w pokoju rozbrzmiewała tylko gitara Dylana i jego głos. Zdawał się mówić do niej, że wszystko będzie dobrze i niemal czuła jak stoi na środku pokoju z gitarą i nieodłączną harmonijką. Dosłownie musiała się zmuszać, byle tylko się nie odwrócić, by sprawdzić czy go tam nie ma. Tylko on ją prawdziwie kochał i rozumiał.

It's not aimed at anyone, it's just escapin' on the run

     Chciała nie pamiętać ostatniego dnia. Próbowała uciec, ale nie była w stanie. Zaczęła zastanawiać się dlaczego nie może po prostu utonąć w tej muzyce. Kochała ją. A Dylan był taki delikatny, czuły, zawsze przy niej był. Był w stanie zrobić dla niej wszystko, a jeśli można to nawet więcej. Pomagał jej, gdy tego  naprawdę potrzebowała. Bronił, gdy zdawało się, że świat jest przeciwko niej. Uspokajał ją swoim głosem, usypiał, budził. To on był jej ojcem, mężem i kochankiem. Chciała, by ten stan nigdy nie minął. Wspomnienia związane z nim były naprawdę wyjątkowe. Łączyła ich jakaś dziwna więź, która nie była tylko więzią sentymentalną. Naprawdę łączyło ich coś dużo większego, silniejszego, mocniejszego. Był idealny i to właśnie z nim chciała spędzić resztę życia.

     - Muszę już iść.

     Poruszyła się nerwowo, słysząc niepożądany głos. Zapomniała, że był tu jeszcze on. Dosłownie czuła jak wydziela pewnego rodzaju toksyny, które zabierały jej powietrze. Jednak szybko się opanowała i nie patrząc w jego kierunku odpowiedziała zachrypniętym głosem:

     - To sobie idź.

     - Nie chciałem, żeby to tak wyszło.

     Chwila ciszy. 

     Let me forget about today until tomorrow.

     - Idź stąd.

     - A... - zawahał się, patrząc na siedzącą w oknie dziewczynę. Była piękna i przez chwilę wydawało mu się, że jest jego. Gdy trzymał ją w ramionach, słuchając jak szepcze jego imię. A teraz nie mógł przestać myśleć o tym, że go nienawidziła. - Przyjdziesz na próbę?

     Nie odpowiedziała tylko paliła dalej. Paliła, gdy chłopaka już dawno nie było w pokoju i tylko Dylan wciąż stał tuż za nią, grając Mr. Tambourine Man i patrząc jak siedzi w oknie.

***

     - Czego tu chcesz? - spytał ją, gdy weszła do czegoś co miało być garażem.


     - Oj, wyluzuj stary - mruknął Izzy, uśmiechając się przez chwilę do dziewczyny, po czym od razu przeniósł uwagę na Slash wparowującego do środka z Polą. - Jesteś w końcu. Ile można czekać?


     - Kolejny. Jakby kurwa nie mogła się zdecydować - mruczał Steven, zapominając na chwilę o siostrze.


     - A mi się tam podoba! - odparł wesoło Slash i przytulił mocniej do siebie blondynkę. Podeszli razem do jego kąta i tam zaczęli się całować. Debbie tymczasem usiadła sobie na najdalszym wzmacniaczu i cicho przyglądała się przygotowaniom do próby, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Patrzyła na brata jak przestawia talerze, majstruje przy werblu i podskakuje na taborecie, by znaleźć odpowiednie miejsce. Patrzyła na niego smutnym wzrokiem, przypominając sobie, że jest na nią zły. Jednak Steven był zły na wszystkich od kiedy go zostawiła Rosalie. Nawet teraz miał ciągle zmarszczone brwi. Chyba nie spodziewał się, że dziewczyna może go rzucić. Pewnie prędzej on ją, pomyślała Debbie, szukając wzrokiem chociażby cienia pozytywu w małym pokoiku. Steven był wkurzony, Izzy skrył się za okularami, Slash bajerował kiepską dziewczynę, a Duff był podbity. Nic nie powiedział tylko stał ze spuszczoną głową i starał się ustawić coś na kaczce. Nie reagował na żadne bodźce tylko gapił w podłogę.

     Po chwili jednak drzwi ponownie otworzyły się. Do mieszkania wpadł rudy w wybornym humorze z jakąś dziewczyną obok. Zaraz. Czy. To. Rosalie? Szli obok siebie, nie dotykając się, ale Axl musiał powiedzieć coś niebywale zabawnego skoro rozśmieszył brunetkę. O, kurwa. Nie patrzyli na nikogo w pokoju, aż w końcu Rosie machnęła na pożegnanie rudemu i seksownym krokiem opuściła pomieszczenie. Zaraz po zamknięciu drzwi, Steven się poderwał i nie zważając na instrumenty, dosłownie rzucił się na Axla.


     - Ty ruda pało! Łapy precz od mojej dziewczyny! Łapy kurwa precz! - Szarpał go, a Axl tylko zwinnie się wyginał, uciekając przed pięściami blondyna.

     - Spierdalaj! Sama chciała! Do tego jest naprawdę świetna w łóżku - wyszczerzył się rudy, widząc, że doprowadził tym Stevena do granicy wytrzymałości. Ten już nadstawiał rękę, by go uderzyć, gdy obok pojawił się Duff i odciągnął ich. 

     - Debile! Teraz jest próba! - syknął, po czym zwrócił się do czerwonego z nienawiści Stevena. - A ty naprawdę sądzisz, że to prawda? Rosalie przecież taka nie jest. Daj spokój. Chce cię tylko wkurwić. To wszystko.

     Steven spojrzał na niego przelotnie, ale w końcu pokiwał niemrawo głową i Duff go puścił. Cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a Pola przeniosła się na wzmacniacz obok Debbie. Uśmiechnęła się i zaraz wbiła wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Patrzyła na pytające spojrzenia Izzy'ego do Slasha, Duffa wciąż wiercącego wzrokiem podłogę i wkurwionego brata, który siedział za perkusją i walił w bębny. Jednak ani przez chwilę nie przestał patrzeć się na Axla. Debbie wzruszyła ramionami i tylko kiwała się czasem w rytm piosenek. Podobało jej się. Solówki Slasha były naprawdę świetne, a głos Axla, naprawdę ciekawy. Taki... Skrzekliwy. Po prostu inny. Intrygował ją. Jednak jej uwagę jednak przykuwał Mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak jakby jego gitara była kobietą, traktował ją czuło i subtelnie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiała się lekko na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszała intrygujący moment w jednej z piosenek. 


You know were you are?
You're in the jungle baby
You're gone die.

     Witaj w dżungli... Słowami przywitał ją Duff. Jednak ten moment, idealnie wykrzyczany przez Axla, prawdopodobnie określał to, gdzie się znalazła Rosie. Naprawdę zadziwiająco pasował do tego wszystkiego. Tylko te ostatnie słowa, dawał wiele do myślenia...





niedziela, 4 maja 2014

Like a Rolling Stone - Part 8

    - No i gdzie on mógł pójść? - zastanawiała się na głos, patrząc się głupio w ścianę nad głową Izzy'ego. - Może należy do mafii i mają teraz jakieś tajne zebranie?


     Chłopak musiał słuchać jej domysłów od ładnej godziny, a że był zbyt osłabiony nie mógł wykrzyknąć, że już go chuj obchodzi gdzie mógł pójść Duff i że raczej wiedział dokąd skierował swoje kroki piękniś. Jednak Debbie nie mogła wpaść na to od dobrej godziny. No, kurwaaaa, myślał czarny, przeklinając chwilę, w której wziął te pieprzone tabletki. Teraz zamiast słuchać Adler, mógłby bawić się na dole. Gratuluję, zjebie. Westchnął zrezygnowany i gapił się dalej w sufit, starając się nie słuchać paplania dziewczyny. Już próbował powiedzieć jej żeby się zamknęła, ale gdy schylała się do niego, starając się zrozumieć co tam bełkocze, zawsze kręciła głową i mówiła:


     - Nic nie rozumiem. Ale chyba wiem dokąd jednak poszedł Duff!



     Przewrócił oczami. W ciągu następnej pół godziny odzyskał na tyle siły, by podnieść spokojnie rękę. Super, stary. Naprawdę odlot, pogratulował sobie w myślach. Debbie nawet tego nie zauważyła. Jej usta ruszały się bez przerwy i Izzy'emu przyszedł do głowy zły pomysł. Przez jakiś czas bił się z samym sobą czy to aby nie samobójstwo, ale usprawiedliwił się tym, że przecież dziewczyna nie musiała tam z nim siedzieć. Udał, że stara się coś powiedzieć i gdy dziewczyna schyliła się do niego, szybko złapał ją jedną ręką w talii a drugą za szyję i pociągnął do siebie. Debbie pisnęła, gdy chłopak obrócił się i położył ją na swoim miejscu podczas gdy sam leżał na niej z szerokim uśmiechem.



     - Izzy Stradlinie - zaczęła karcąco blondynka. - To wcale nie jest zabawne.



     - A kto powiedział, że jest? Może w końcu przestaniesz tyle gadać - uśmiechnął się do niej ponownie i zdjął okulary. - To tylko seks. Nic więcej. Zero związku, zero zobowiązań - mówił, patrząc się lekko zdezorientowanej dziewczynie w oczy. - Jesteś jeszcze dziewicą? - spytał jeszcze przed rozpoczęciem ich własnej imprezy. Nie miał zamiaru później stawać przed wkurwionym Adlerem po tym jak pozbawiłby jego siostrę dziewictwa.



     - Wiesz, to bardzo głupie pytanie - żachnęła się nagle Debbie, wyzbywając się wszelkiego zaskoczenia zachowaniem Izzy'ego. Teraz wręcz patrzyła na niego wyzywająco. - Tylko seks. Zrozumiałam Mr. Stradlin.



     Uniosła kącik ust ku gorze, a Izzy odpowiedział jej szerokim uśmiechem zadowolenia. Rozsunął jej ręce na boki i przycisnął od razu nadgarstki. Debbie szybko poczuła jego usta na swoich. Jednak nie był to zwykły, taki sobie całus na grę wstępną. To był pocałunek przez duże P. Taki co to sprawia, że dziewczynom miękną kolana i zapominają kim są. Izzy całował ją zachłannie i namiętnie, tak jakby usiłował zmiażdżyć swoimi wargami jej. Zaraz po tym poczuła jego język we wnętrzu swoich ust, zmuszając ją równocześnie do uprawiania dzikiego tańca w ich wnętrzu. Potok śliny sprawił, że utonęła w tym pocałunku jeszcze głębiej. Tymczasem ręce chłopaka znalazły się na jej drobnych piersiach i po chwili usłyszała jęk niezadowolenia. Domyśliła się, że Izzy po prostu nie lubił staników. Jednak szybko sobie z nim poradził.  Wsadził dłonie pod koszulkę i pozbawił dziewczyny stanika, nie odkrywając jej perełek całkowicie. Złapał je i zaczął bawić się nimi, doprowadzając Debbie do szaleństwa samym swoim dotykiem. To ściskał, to znów głaskał, a blondynka jęczała co chwilę głośno, zajmując się tylko tym, co robił z nią chłopak. Izzy zjechał ustami z jej warg na szyję, muskając ją delikatnie. Debbie otworzyła szerzej oczy i zmierzyłam czarnego wzrokiem polującej lwicy. Szybko ściągnęła z niego czarną, przylegającą bluzę, nie czekając na pozwolenie. Zaczęła masować dłońmi jego klatkę piersiową, gdy Izzy znowu złapał jej ręce i położył wzdłuż ciała. Nie chciał, by mu na razie przeszkadzała. Teraz już wędrował ustami po jej piersiach. Słyszał jak przyspieszył jej oddech, a równocześnie serce zaczęło bić jej mocniej. Czuł to całując jej piersi. Całował je, czasem wbijając w nie zęby, przygryzając czy ssąc sutki. Debbie prężyła się pod nim lekko, ale miał dziś zamiar doprowadzić ją do samego końca, aż będzie krzyczała jego imię. Jeszcze będzie błagała go o więcej. Gdy przeniósł się z wyżyn na jej płaski brzuch, Deb zaczęła wydawać z siebie ciche pomruki. Izzy jeszcze takich nie słyszał, ale były one tak podniecające, że muskał jej brzuch tylko po to, żeby ich nie przerywała. Jednak w pewnym momencie usłyszał jak Debbie mruknęła z zaskoczenia, gdy zaczął się zabierać za jej spodnie. Izzy jednak nie miał zamiaru być delikatny. Miał zamiar się odegrać na tej małej gadule za ostatnie półtorej godziny, które dłużyły mu się w nieskończoność. Jeśli jeszcze raz usłyszałby imię Duffa pewnie sturlałby się z łóżka i wyskoczył przez okno. Szybko więc zsunął z blondynki spodnie. Zaraz po nich i jej majtki walały się gdzieś po pokoju. Nachylił się, by przejechać ustami po wewnętrznej stronie jej uda, a potem rzucił jej krótkie spojrzenie. Debbie miała zamglony wzrok i rozchylone usta, które od czasu do czasu otwierała szerzej, by złapać oddech.



     - Teraz trzymaj się, dzieciaku - rzucił, a jego ręka zaraz znalazła się na kobiecości blondynki. Z satysfakcją stwierdził, że była wilgotna i gorąca. Dziewczyna jęknęła, gdy tylko ją dotknął. Izzy pieścił ją wydobywając z dziewczyny coraz głośniejsze jęki z czasem przeobrażające się w krzyki. Debbie była pewna, że za chwilę straci przytomność. Wiła się spazmatycznie i próbowała łapać oddech, podczas gdy czarny ją rozpracowywał. Myślała, że oszaleje lub nie wytrzyma do końca. Jednak nie chciała, by przestawał. Pod sobą czuła dudnienie od puszczonej na cały regulator muzyki za co dziękowała. Gdyby Steven ją usłyszał, zabiłby ją samym spojrzeniem. Nagle coś nią wstrząsnęło i dziewczyna doskonale wiedziała co. Już dwa lata nie czuła orgazmu.  I nie były to dojścia tego rodzaju. Zapomniała jak to jest stracić rozum, płonąć wewnątrz a jednocześnie czuć się doskonale. Nie. To słowo nie pasowało do tego stanu. Nie było w dodatku odpowiedniego określenia tego co przeżywała.



      Izzy z zadowoleniem patrzył na rozanieloną minę dziewczyny, która jeszcze łapała oddech po orgazmie i napawała się nim. Wiedział, że teraz nadchodzi jego kolej. Jednak nie przewidział, że Debbie będzie miała na tyle siły, by zacząć dobierać się do jego spodni. Szarpała je, usiłując je rozpiąć. Chłopak pomógł jej, po czym znowu popchnął na poduszkę. Rozchylił jej nogi, a stopy położył na swoich ramionach. Jednak zanim się porządnie rozłożył, spojrzał dziewczynie w oczy i mruknął, pochylając się nad nią, by usłyszała go przez muzykę dobiegającą z dołu:
     - Mam nadzieję, że za rok nie dostanę wezwania do sądu.


     Debbie spojrzała na niego z krzywym uśmiechem i przyciągnęła do siebie.

***


     Obudziła się rano przygnieciona ręką Stradlina. Debbie dotknęła głowy, czując, że wielodniowy ból głowy zniknął. Chciała wstać, ale bardzo jej się nie chciało. A w dodatku nie musiała iść do szkoły ani robić innej debilnej rzeczy, więc opadła na poduszkę z powrotem. Czuła się wyśmienicie, a uśmiech sam się pchał na usta. Dopiero po chwili przypomniała sobie co działo się w nocy. No, to teraz Steven będzie miął pole do popisu, pomyślała, odrzucając lekko rękę chłopaka. Może lepiej by było gdyby wyszła, bo jeszcze kto wejdzie i ich przyłapie? W sumie i tak już jakoś nie ciągnęło jej żeby zostać. Powoli wstała i szybko poczuła jak żołądek uciska ją z głodu. Cicho otworzyła drzwi i ruszyła do czegoś co miało być kuchnią. Gdy weszła przez pozbawioną drzwi framugę, przy blacie zobaczyła niską farbowaną blondynkę o niezbyt idealnej figurze. O ile się nie myliła była to ta sama dziewczyna, z którą widziała Slasha. Robiła... kanapki? Debbie od razu pomyślała o Rosie. Ciekawe czy Sebastian zdołał ją ogarnąć?spytała sama siebie, przypominając sobie stan, w jakim była w nocy brunetka. Jednak przerwała jej dziewczyna Slasha. Odwróciła się, a Deb ujrzała duże ciemne oczy oraz wąskie malinowe usta, które wygięły się w uroczym uśmiechu.

     - Cześć. Ehm... Jestem Pola. Dziewczyna Slasha. Zgaduje, że to ciebie wczoraj wspominał.

     - Nie mylisz się. - Debbie miała mieszane uczucia co do nowego nabytku Mulata, ale ugryzła się w język. Nie mogła przestać myśleć o Rosie, z którą tak dobrze się dogadywała. Jednak Pola patrzyła na nią wyczekująco, więc bąknęła:

     - Czy to zapach świeżej wędliny?

     Usłyszała cichy śmiech blondynki, od którego zaczyna boleć głowa. 

     - Tak... Byłam na zakupach.

     - To już wiem czemu Slash cię przy sobie trzyma - wyrwało się jej, ale Pola nie wyglądała na inteligentną i tylko ponownie się zaśmiała i podała jej kanapkę. Tosty z Rosie... - Gdzie moje maniery? Tak w ogóle... Deborah Adler.

     Debbie wytarła brudną od masła rękę w spodnie i podała ją Poli. Ta tylko spojrzała zdziwiona zachowaniem Deb, ale z lekkim wahaniem w końcu podała jej dłoń. 

     - Słyszałam. Kotek mówił, że nie jestem tu jedyną kobietą. Siostra jego kolegi, prawda?

     - Niestety... Nieważne. Jesteś stąd?

     Rozmowa się nie kleiła, a Deb pościła mimo uszu zwrot 'siostra jego kolegi'. 

     - Tak. Znaczy... Nie do końca, ale mieszkam tu praktycznie od dziecka. Także uznajmy, że tak. Pracuje jako striptizerka w Whisky a Go Go. Tam się poznaliśmy z misiem tydzień temu.

     Miś, kotek. Może jeszcze promyczek. 

     - Hm... Miło.

     Gdy skończyła jeść kanapkę, wytarła dłonią usta i mruknęła:

      - Pyszna.


***


     Sebastian stal przed Heavenhouse i patrzył z niedowierzaniem na dziewczynę przed sobą. Nie poznawał jej. Nie. To na pewno był tylko jakiś kiepski żart! Ona nie mogła być jego siostrą! To po prostu było niemożliwe. 

     - Coś ty ze sobą zrobiła!? - krzyknął i szarpnął ją, gdy oboje weszli już do mieszkania. Nie chciał, by ktoś z ulicy lub sąsiadów ich widział. A szczególnie Dylan. 

     - Nic! - odkrzyknęła, starając się wyszarpnąć rękę ze stalowego uścisku brata. 

     - Ty głupia idiotko! Masz zamiar ćpać, bo jakiś jebany skurwiel, który traktuje swoją siostrę jak śmieć cię zostawił?! - wrzeszczał na nią, mocniej zaciskając dłoń na jej ramieniu. Wiedział, że sprawia jej ból, ale sądził, że może dzięki temu chociaż w pewnym stopniu się otrząśnie. Ale dlaczego tak się tym przejmowała?! I dlaczego do kurwy nędzy on tak się tym przejmował?! Chciał zajebać tego skurwiela za to co zrobił Dylan! Boże! Dlaczego ona?! 

     - Moja sprawa! - Wyrywała się coraz mocniej. Sebastian widział jak oczy zachodzą jej łzami złości, ale nie poluzował uchwytu.  

     - Jesteś moją kurwa siostrą! Martwię się!

     Patrzył na dziewczynę ze złością spowodowaną troską. Czemu sobie to robiła? Przecież zawsze była taka poukładana, wiedziała co trzeba zrobić, pomagała mu. Gdy ściągała go nawalonego z afterparty, przyrzekała, że to ostatni raz. Ale potem zawsze była, gdy jej potrzebował. Ludzie zazdrościli mu takiej siostry, A teraz? To chyba niemożliwe, że kochała tego spedalonego ćwoka tak bardzo, że sięgnęła po coś czego tak nienawidziła przez całe życie?

     - Odpierdol się ode mnie! Idź popieprzyć jakieś kurwy, a mnie zostaw kurwa w spokoju! - wykrzyczała mu w twarz z oczami pełnymi nienawiści. Na te słowa chłopak cisnął nią o ścianę, nie panując nad swoimi ruchami. Rosie nie krzyknęła jednak tylko upadła na ziemię, a nogi rozjechały jej się bezwładnie. Wydawało się, że rozpłacze się na dobre, ale tylko podniosła głowę. - Wszyscy jesteście tacy sami! Nienawidzę cię! - krzyknęła przez łzy i wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.

     Sebastian stał zbyt oszołomiony, by zrobić cokolwiek. Nie wiedział, co powinien. Miał za nią pobiec i przytulić czy zostawić w spokoju? Do tego ją uderzył... Uderzył własną siostrę. Swoją kochaną Dylan. Boże. Co się dzieje?!, spytał sam siebie, ukrywając twarz w dłoniach. Nie pamiętał kiedy ostatnio płakał. Praktycznie zapomniał jak to się robi. Jednak była to jedyna forma jego działania, której nie mógł powstrzymać i na którą się zdobył. Ciągle miał przed oczami Dylan ciskającą w niego nienawiścią. Czy ona powiedziała to wszystko, bo tak myślała, czy to emocje i alkohol? Bach, pedale! Przestań! Ale... Nie wiem. A może to była prawda? Prawda, w którą tylko on nie mógł uwierzyć. Czy był zwykłym skurwielem, pieprzącym wszystko co ma cycki i potrafiło chodzić? I Adler. Kurwa! Pierdolony skurwysyn! Jezu, pieprzony dom wariatów! Jak on mógł pozwolić na coś takiego?! Dylan... O, Boże. Gdzie ona teraz poszła? Może do jednej ze swoich przyjaciółek albo... A pieprzyć to! 

     Podszedł do szafki i wyjął z niej butelkę wódki. Szybko ją otworzył i upił porządnego łyka.


***


     Stała tak w kuchni z Polą już dość sporo czasu, oczekując zejścia reszty. Chociaż Debbie wydawało się, że rozmowa idzie jak po grudzie, blondynka była nią zachwycona. Była dość stara jak na warunki standardowe, bo miesiąc wcześniej przybiło jej dwadzieścia pięć lat. Nawet zaproponowała Deb załatwienie pracy jako kelnerka w Whisky na co ta szybko przystała. Nie musiały czekać, bo i tak nie było wiadomo, kiedy reszta się zbudzi. Czyli raczej nigdy... Pola złapała Debbie za rękę i pociągnęła do drzwi. Adler złapała jeszcze w locie jakąś skórę, naciągnęła kowbojki i obie ruszyły w stronę baru, gadając o wszystkim i o niczym, śmiejąc się tak naprawdę z głupot i trzymając się pod rękę. W sumie to Pola paplała i pierwsza złapała Deb. Tej było wszystko jedno. Pola w końcu się zamknęła, ale po chwili odezwała się poważnym głosem:

     - E... Idziesz dzisiaj ze mną na próbę chłopaków?

     - No ja nie wiem... Nie wiem czy to dobry pomysł - mruknęła Deb, wbijając dłonie w kieszenie kurtki i patrząc się w chodnik. 

     - Ale czemu?

     - Bo Axl i Steven. I w ogóle. Nie zrozumiesz.

     - Ej, mała. Nie pozwolę im na to! Ani Slash, Duff i ten co leżał u góry. 

     Izzy, ale nie wszyscy mają pamieć do imion, pomyślała Debbie zirytowana słodkim głosikiem swojej towarzyszki. Chciała tylko dojść do tego baru. Pokiwała tylko głową i uśmiechnęła się nikło.


     - No, okej - mruknęła i pozwoliła dalej paplać Poli. Niewiele minęło jak znalazły się pod barem. Debbie stwierdziła, że wygląda tak samo jak w nocy, gdy była tam z Sebastianem. Tylko mniej kolorowo. i różowo. Weszły do środka, a Pola podbiegła od razu do barmana. Ten zawołał kogoś z biura. Wyszedł gruby, owłosiony facet po czterdziestce z fajką w ręce i w okularach na nosie. Szybko do niej podszedł i obejrzał dokładnie. Zaprosił gestem do stolika i zmierzył ja spojrzeniem ponownie.

     - To jak. Ty chcesz stanowisko barmanki? - od razu przeszedł do sedna, a Deb pomyślała, że się nie przedstawił. 

     - Tak... - odpowiedziała niepewnie, ignorując jego spojrzenia na swoich piersiach.

     - Dużo tobie podobnych paniusi chce tu pracować, ale Pola jest tu wystarczająco długo, bym słuchał jej zdania. - Pociągnął dymka i wydmuchał dym prosto w twarz dziewczyny. - Masz szczęście. W takim razie, nie ma sprawy, ale osobiście sądzę, iż nadajesz się na kogoś inn...

     - Chcę być barmanką - przerwała mu. 


     - Jak chcesz. No to dzisiaj piątek. Zaczynasz w poniedziałek i pracujesz w poniedziałki, środy i soboty, jasne?

     - Jak słońce! - Uśmiechnęła się i szybko pobiegła do Poli, podziękować za pomoc. - Dzięki! - krzyknęła do dziewczyny, po czym usiadła na krześle i po chwili zobaczyła przed sobą szklankę soku pomarańczowego. Podziękowała jej gestem i zaraz upiła łyk. - Jesteś z Meksyku, prawda?

     - Eeee. No tak. Skąd widziałaś?

     - Taki mam dar. 

     Ciemniejsza karnacja, czarne odrosty wśród platynowych włosów i orzechowe oczy świadczyły raczej same za siebie. Pola tylko pokiwała głową i zerknęła na zegarek.

     - Słuchaj, ja muszę lecieć, do zobaczenia na próbie.

     Debbie jej nie zatrzymywała. I tak chciała spędzić ten ranek w samotności. Pola cmoknęła ja w policzek i wybiegła z baru. Deb dopiła sok, który wydawał jej się mocno przestarzały i wyszła w ślad za Meksykanką. Spacerowała bez celu, przytupując czasem do piosenki, którą nuciła pod nosem. Zdawało się, że był to któryś z utworów zasłyszanych u Rosalie. Deb przystanęła. Idealna brunetka dosłownie stanęła jej przed oczami. Jej uśmiech, gesty i seksowny głos, któremu żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł się oprzeć. Powinna pójść do Heavenhouse i zabrać stamtąd swoja torbę. A może Rosie uzna to za cios poniżej pasa? Albo już jej Hari leży na śmietniku przed jej domem? Pewnie nie będzie jej chciała widzieć po tej całej głupiej akcji z Sebastianem... Westchnęła głęboko, gdy złapała się, że ciągle wraca myślami do wersu piosenki, którą podśpiewywała. 

The answer, my friend, is blowin' in the wind

     Dziewczyna podniosła twarz do słońca i zamknęła oczy. Dylan. Nawet nie poczuła, gdy w tej samej chwili ktoś ją trącił. Czuła tylko lekki ciepły wietrzyk na policzkach, który zdawał się kryć wszystkie odpowiedzi, których szukała. 




czwartek, 1 maja 2014

Like a Rolling Stone - Part 7 Episode II

     Szybko zeszła mobilizacją blondyna polegającą na tym, że jeśli nie wypije na raz tej butelki, zamówi jej prywatną striptizerkę.

     - I przywiążę do krzesła jeśli zajdzie taka potrzeba.

     Debbie tylko przewróciła oczami, by po chwili odłożyć pustą butelkę na stół. Była kompletnie nawalona, nie myślała trzeźwo i na pewno też nie gadała mądrze. Zaczęła nawet śpiewać piosenkę, którą nie pamiętała skąd znała.


Komu dzwonią temu dzwonią
Mnie nie dzwoni żaden dzwon
Bo takiemu pijakowi
Jakie życie taki zgon

Księdza do mnie nie wołajcie
Niech nie robi zbędnych szop
Tylko ty mi przyjacielu
Spirytusem głowę skrop

W piwnicy mnie pochowajcie
W piwnicy mi kopcie grób
I głowę mi obracajcie
Tam gdzie jest od beczki szpunt

W jedną rękę kielich dajcie 
W drugą rękę wina dzban 
I nade mną zaśpiewajcie 
Umarł pijak ale pan

A po śmierci na mym grobie
Beczka wina będzie stać
I gdy przyjdziesz się pomodlić
Możesz kufel sobie wlać

     - I wtedy właśnie zostałam prezydentem Marsa! - krzyknęła na zakończeniu.

     - Co ty pierdolisz? - Sebastian spojrzał na nią krzywo. - Jeśli już to Wenus... - urwał i pomachał jej ręką przed twarzą, po czym westchnął. - Jesteś nawalona - stwierdził.

     - Wcale... YMC! Nie jestem - czknęła, zaprzeczając ruchem głowy.

     - Jesteś jesteś, śliczna czy tego chcesz czy nie. Chodź, odwiozę cię do domu.

     - Kiedy się dobrze bawię!

     - Jak się będziesz stawiała, zajebię ci z buta.

     Debbie z niepocieszoną miną pozwoliła się podnieść Sebastianowi i wrzucić do taksówki. Nie wiadomo jak i kiedy znaleźli się pod Hellhouse. Deb praktycznie od razu wytrzeźwiała, przypominając sobie schodzącego Izzy'ego, którego po prostu tam zostawiła. A co jak umarł?, pomyślała, ale od razu ta myśl wyparowała jej z głowy, gdy poczuła, że Sebastian ciągnie ją w kierunku szopy, gdzie miała spędzić resztę nocy. Debbie popatrzyła na blondyna, a chłopak, czując na sobie jej wzrok, przekręcił w jej stronę głowę. Uśmiechnęła się promiennie i podniosła się na palcach, by pocałować jego policzek. Zadowolony przycisnął dziewczynę do siebie i złapał za tyłek, całując prosto w usta.

     - Co to kurwa?!

     Oboje usłyszeli doskonale im znany damski głos, a Deb momentalnie się otrząsnęła z pijackiego amoku i szybko odsunęła od chłopaka.

     - Debbie?! Sebastian?! Czy wy sobie kurwa ze mnie żartujecie?! Co to kurwa jest?!

     Wściekła Rosalie posyłała im mordercze spojrzenia. Debbie zastanawiała się co brunetka tam robiła skoro zerwała z jej bratem? W dodatku nie wyglądała na trzeźwą. Tylko dziewczyna jeszcze nie wiedziała pod jakim względem. Może ćpała. Może piła. A może po prostu miała złamane serce? Nie potrafiła tego określić.

     - To. Był. Pocaaałuuuunneeekk - mówił Sebastian, akcentując każde słowo czym rozjuszył siostrę jeszcze bardziej.

     - Tyle kurwa to ja widziałam! Nawet wy musieliście mnie zdradzić?! A pierdolcie się obydwoje... - wrzasnęła, odwracając się na pięcie i kierując do samochodu, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy. Sięgnęła do środka przez otwartą szybę i wyciągnęła czarną butelkę, z której pociągnęła ostry łyk. Debbie spojrzała na blondyna wyczekująco, a on wzruszył ramionami, pocałował ją w czubek głowy i zaraz pobiegł za dziewczyną. Wiedziała, że dobrze zrobił. Deb praktycznie już ogarniała, Rosie miała opiekę... O to właśnie chodziło. Po tym weszła do Hellhouse i zaraz zobaczyła Slasha.

     - Wiesz - zaczął bardzo pijany, trzymając przy boku jakąś dziewczynę. - Kocham tę dziewczynę. Od zawsze. Nawet, gdy była małą dziesięcioletnią Debbie w poszarpanych spodniach po Stevenie i brudnej buzi. Zawsze troszczyłem się o nią dużo bardziej niż Steven. Tak naprawdę ją broniłem..a Popcorn... Zachowywał się jak chuj.

     Debbie zorientowała się, że chłopak wcale nie mówi do niej tylko do laluni przy swoim boku. Opowiadał dalej, a blondynka stała dalej w drzwiach i słuchała z zainteresowaniem.

     - Saaul! Usłyszałem słodki zapłakany głosik. Pomóż mi, pomóż! A to ta oto kobietka - tu pokazał swojej towarzyszce Debbie - Wpadła do mojego domu z zapłakaną twarzyczką. Ja tylko złapałem jej rączkę i zapytałem Co się stało? A ona na to Steven..On..popsuł mi latawiec. - Chłopak tak idealnie naśladował głos małej piszczącej dziewczynki, że Debbie nie mogła nie wybuchnąć śmiechem. - Robiłam go cztery godziny. A on go podarł, zdeptał i powiedział, że mnie nie kocha, że jestem najgorszą siostrą. Wziąłem tego pędraka na ręce. i wyprowadziłem przed dom. Debbie. Zrobimy razem nowy, ładniejszy, dobrze? powiedziałem, a ona na to Kocham Cię pudelku.

     - Poruszająca historia, kochanie - mruknęła dziewczyna Slasha i pocałowała go. Debbie poczuła się niekomfortowo i weszła głębiej. Hellhouse, aż się ruszał od tłumu ludzi i muzyki dudniącej w środku. Przeciskała się przez oszalałych alkoholików i od czasu do czasu rozglądała się za kimś znajomym. Nagle ktoś złapał ją za ramię i dziewczyna skrzywiła się, bojąc się kto to może być.

     - Deb! Dobrze, że jesteś! Szybko! Izzy! - Duff jeszcze jako tako się trzymał i wyglądał na trzeźwego. Jednak od razu zmierzył dziewczynę spojrzeniem i machnął głową, podnosząc podbródek. - Spiłaś się - zauważył.

      - Ta i jeszcze zabiłam stu beduinów. Gdzie Izzy? - zbyła go zła, że zauważył jej niedyspozycję.

     Weszli do tego samego pokoju, w którym go zostawiła. Była jakaś dwunasta. Duff i Debbie sterczeli nad Izzy'm, który bezkreśnie gapił się na nas jak na dwoje debili.

     - I na chuj tu stoicie.

     - Ładne masz oczy, popatrzeć chcieliśmy - rzucił od niechcenia Duff, a dziewczyna tylko uśmiechnęła się blado. - Idę... Do baru - zawahał się blondyn. - Deb z tobą zostanie i masz więcej chuju nie ćpać. Jutro próba.

     - A nie idziesz na dół? - spytała go. Ten spojrzał na nią zmieszany.

     - Mam parę spraw na mieście. A ty słyszałeś? - rzucił w stronę Izzy'ego.

     - Taaaa.

     Po tych słowach Duff opuścił pokój. Izzy wciąż leżał bez ruchu na łóżku, a Debbie usiadła obok i westchnęła.




Łączna liczba wyświetleń