Szybko zeszła mobilizacją blondyna polegającą na tym, że jeśli nie wypije na raz tej butelki, zamówi jej prywatną striptizerkę.
- I przywiążę do krzesła jeśli zajdzie taka potrzeba.
Debbie tylko przewróciła oczami, by po chwili odłożyć pustą butelkę na stół. Była kompletnie nawalona, nie myślała trzeźwo i na pewno też nie gadała mądrze. Zaczęła nawet śpiewać piosenkę, którą nie pamiętała skąd znała.
Komu dzwonią temu dzwonią
Mnie nie dzwoni żaden dzwon
Bo takiemu pijakowi
Jakie życie taki zgon
Księdza do mnie nie wołajcie
Niech nie robi zbędnych szop
Tylko ty mi przyjacielu
Spirytusem głowę skrop
W piwnicy mnie pochowajcie
W piwnicy mi kopcie grób
I głowę mi obracajcie
Tam gdzie jest od beczki szpunt
W jedną rękę kielich dajcie
W drugą rękę wina dzban
I nade mną zaśpiewajcie
Umarł pijak ale pan
A po śmierci na mym grobie
Beczka wina będzie stać
I gdy przyjdziesz się pomodlić
Możesz kufel sobie wlać
- I wtedy właśnie zostałam prezydentem Marsa! - krzyknęła na zakończeniu.
- Co ty pierdolisz? - Sebastian spojrzał na nią krzywo. - Jeśli już to Wenus... - urwał i pomachał jej ręką przed twarzą, po czym westchnął. - Jesteś nawalona - stwierdził.
- Wcale... YMC! Nie jestem - czknęła, zaprzeczając ruchem głowy.
- Jesteś jesteś, śliczna czy tego chcesz czy nie. Chodź, odwiozę cię do domu.
- Kiedy się dobrze bawię!
- Jak się będziesz stawiała, zajebię ci z buta.
Debbie z niepocieszoną miną pozwoliła się podnieść Sebastianowi i wrzucić do taksówki. Nie wiadomo jak i kiedy znaleźli się pod Hellhouse. Deb praktycznie od razu wytrzeźwiała, przypominając sobie schodzącego Izzy'ego, którego po prostu tam zostawiła. A co jak umarł?, pomyślała, ale od razu ta myśl wyparowała jej z głowy, gdy poczuła, że Sebastian ciągnie ją w kierunku szopy, gdzie miała spędzić resztę nocy. Debbie popatrzyła na blondyna, a chłopak, czując na sobie jej wzrok, przekręcił w jej stronę głowę. Uśmiechnęła się promiennie i podniosła się na palcach, by pocałować jego policzek. Zadowolony przycisnął dziewczynę do siebie i złapał za tyłek, całując prosto w usta.
- Co to kurwa?!
Oboje usłyszeli doskonale im znany damski głos, a Deb momentalnie się otrząsnęła z pijackiego amoku i szybko odsunęła od chłopaka.
- Debbie?! Sebastian?! Czy wy sobie kurwa ze mnie żartujecie?! Co to kurwa jest?!
Wściekła Rosalie posyłała im mordercze spojrzenia. Debbie zastanawiała się co brunetka tam robiła skoro zerwała z jej bratem? W dodatku nie wyglądała na trzeźwą. Tylko dziewczyna jeszcze nie wiedziała pod jakim względem. Może ćpała. Może piła. A może po prostu miała złamane serce? Nie potrafiła tego określić.
- To. Był. Pocaaałuuuunneeekk - mówił Sebastian, akcentując każde słowo czym rozjuszył siostrę jeszcze bardziej.
- Tyle kurwa to ja widziałam! Nawet wy musieliście mnie zdradzić?! A pierdolcie się obydwoje... - wrzasnęła, odwracając się na pięcie i kierując do samochodu, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy. Sięgnęła do środka przez otwartą szybę i wyciągnęła czarną butelkę, z której pociągnęła ostry łyk. Debbie spojrzała na blondyna wyczekująco, a on wzruszył ramionami, pocałował ją w czubek głowy i zaraz pobiegł za dziewczyną. Wiedziała, że dobrze zrobił. Deb praktycznie już ogarniała, Rosie miała opiekę... O to właśnie chodziło. Po tym weszła do Hellhouse i zaraz zobaczyła Slasha.
- Wiesz - zaczął bardzo pijany, trzymając przy boku jakąś dziewczynę. - Kocham tę dziewczynę. Od zawsze. Nawet, gdy była małą dziesięcioletnią Debbie w poszarpanych spodniach po Stevenie i brudnej buzi. Zawsze troszczyłem się o nią dużo bardziej niż Steven. Tak naprawdę ją broniłem..a Popcorn... Zachowywał się jak chuj.
Debbie zorientowała się, że chłopak wcale nie mówi do niej tylko do laluni przy swoim boku. Opowiadał dalej, a blondynka stała dalej w drzwiach i słuchała z zainteresowaniem.
- Saaul! Usłyszałem słodki zapłakany głosik. Pomóż mi, pomóż! A to ta oto kobietka - tu pokazał swojej towarzyszce Debbie - Wpadła do mojego domu z zapłakaną twarzyczką. Ja tylko złapałem jej rączkę i zapytałem Co się stało? A ona na to Steven..On..popsuł mi latawiec. - Chłopak tak idealnie naśladował głos małej piszczącej dziewczynki, że Debbie nie mogła nie wybuchnąć śmiechem. - Robiłam go cztery godziny. A on go podarł, zdeptał i powiedział, że mnie nie kocha, że jestem najgorszą siostrą. Wziąłem tego pędraka na ręce. i wyprowadziłem przed dom. Debbie. Zrobimy razem nowy, ładniejszy, dobrze? powiedziałem, a ona na to Kocham Cię pudelku.
- Poruszająca historia, kochanie - mruknęła dziewczyna Slasha i pocałowała go. Debbie poczuła się niekomfortowo i weszła głębiej. Hellhouse, aż się ruszał od tłumu ludzi i muzyki dudniącej w środku. Przeciskała się przez oszalałych alkoholików i od czasu do czasu rozglądała się za kimś znajomym. Nagle ktoś złapał ją za ramię i dziewczyna skrzywiła się, bojąc się kto to może być.
- Deb! Dobrze, że jesteś! Szybko! Izzy! - Duff jeszcze jako tako się trzymał i wyglądał na trzeźwego. Jednak od razu zmierzył dziewczynę spojrzeniem i machnął głową, podnosząc podbródek. - Spiłaś się - zauważył.
- Ta i jeszcze zabiłam stu beduinów. Gdzie Izzy? - zbyła go zła, że zauważył jej niedyspozycję.
Weszli do tego samego pokoju, w którym go zostawiła. Była jakaś dwunasta. Duff i Debbie sterczeli nad Izzy'm, który bezkreśnie gapił się na nas jak na dwoje debili.
- I na chuj tu stoicie.
- Ładne masz oczy, popatrzeć chcieliśmy - rzucił od niechcenia Duff, a dziewczyna tylko uśmiechnęła się blado. - Idę... Do baru - zawahał się blondyn. - Deb z tobą zostanie i masz więcej chuju nie ćpać. Jutro próba.
- A nie idziesz na dół? - spytała go. Ten spojrzał na nią zmieszany.
- Mam parę spraw na mieście. A ty słyszałeś? - rzucił w stronę Izzy'ego.
- Taaaa.
Po tych słowach Duff opuścił pokój. Izzy wciąż leżał bez ruchu na łóżku, a Debbie usiadła obok i westchnęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz