Siedziała skulona z nogami podciągniętymi pod klatkę piersiową i patrzyła na krajobraz za oknem. Nie czuła nic prócz dymu papierosowego włóczącego się smętnie po jej układzie oddechowym. Sama nie wiedziała kiedy ktoś ustawił Bringing It All Back Home Dylana. Jednak słyszała tylko jego delikatny, młody głos w Mr. Tambourine Man. Postać "tamburynisty" zawsze wprowadzała ją w metafizyczną zadumę. Piosenka ta przenikała przez zasłonę, "welon" rozdzielający świat rzeczywisty od drugiego, wyższego świata. Zawsze docierała z Dylanem do swojego "drugiego ja". Teraz w momencie, gdy Bob zastanawiał się, czy nie stał się po prostu tylko klownem, coś ją tknęło. Stłumiła w sobie to przykre uczucie i wplotła dłoń we włosy, wciąż wpatrując się we wczesnoporanne Los Angeles. Zaciągnęła się papierosem, nie zważając na siedzącego w kącie pokoju chłopaka.
Ten tylko siedział na krześle i patrzył w milczeniu na dziewczynę.
Wiedziała, że tam jest, ale w pokoju rozbrzmiewała tylko gitara Dylana i jego głos. Zdawał się mówić do niej, że wszystko będzie dobrze i niemal czuła jak stoi na środku pokoju z gitarą i nieodłączną harmonijką. Dosłownie musiała się zmuszać, byle tylko się nie odwrócić, by sprawdzić czy go tam nie ma. Tylko on ją prawdziwie kochał i rozumiał.
It's not aimed at anyone, it's just escapin' on the run
Chciała nie pamiętać ostatniego dnia. Próbowała uciec, ale nie była w stanie. Zaczęła zastanawiać się dlaczego nie może po prostu utonąć w tej muzyce. Kochała ją. A Dylan był taki delikatny, czuły, zawsze przy niej był. Był w stanie zrobić dla niej wszystko, a jeśli można to nawet więcej. Pomagał jej, gdy tego naprawdę potrzebowała. Bronił, gdy zdawało się, że świat jest przeciwko niej. Uspokajał ją swoim głosem, usypiał, budził. To on był jej ojcem, mężem i kochankiem. Chciała, by ten stan nigdy nie minął. Wspomnienia związane z nim były naprawdę wyjątkowe. Łączyła ich jakaś dziwna więź, która nie była tylko więzią sentymentalną. Naprawdę łączyło ich coś dużo większego, silniejszego, mocniejszego. Był idealny i to właśnie z nim chciała spędzić resztę życia.
- Muszę już iść.
Poruszyła się nerwowo, słysząc niepożądany głos. Zapomniała, że był tu jeszcze on. Dosłownie czuła jak wydziela pewnego rodzaju toksyny, które zabierały jej powietrze. Jednak szybko się opanowała i nie patrząc w jego kierunku odpowiedziała zachrypniętym głosem:
- To sobie idź.
- Nie chciałem, żeby to tak wyszło.
Chwila ciszy.
Let me forget about today until tomorrow.
- Idź stąd.
- A... - zawahał się, patrząc na siedzącą w oknie dziewczynę. Była piękna i przez chwilę wydawało mu się, że jest jego. Gdy trzymał ją w ramionach, słuchając jak szepcze jego imię. A teraz nie mógł przestać myśleć o tym, że go nienawidziła. - Przyjdziesz na próbę?
Nie odpowiedziała tylko paliła dalej. Paliła, gdy chłopaka już dawno nie było w pokoju i tylko Dylan wciąż stał tuż za nią, grając Mr. Tambourine Man i patrząc jak siedzi w oknie.
***
- Czego tu chcesz? - spytał ją, gdy weszła do czegoś co miało
- Oj, wyluzuj stary - mruknął Izzy, uśmiechając
- Kolejny. Jakby kurwa nie mogła się zdecydować - mruczał Steven, zapominając na chwilę o siostrze.
- A mi się tam podoba! - odparł wesoło Slash i przytulił mocniej do siebie blondynkę. Podeszli razem do jego kąta i tam zaczęli się całować. Debbie tymczasem usiadła sobie na najdalszym wzmacniaczu i cicho przyglądała się
Po chwili jednak drzwi ponownie otworzyły się. Do mieszkania wpadł rudy w wybornym humorze z jakąś dziewczyną obok. Zaraz. Czy. To. Rosalie? Szli obok siebie, nie dotykając się, ale Axl musiał powiedzieć coś niebywale zabawnego skoro rozśmieszył brunetkę. O, kurwa. Nie patrzyli na nikogo w pokoju, aż w końcu Rosie machnęła na pożegnanie rudemu i seksownym krokiem opuściła pomieszczenie. Zaraz po zamknięciu drzwi, Steven się poderwał i nie zważając na instrumenty, dosłownie rzucił się na Axla.
- Ty ruda pało! Łapy precz od mojej dziewczyny! Łapy kurwa precz! - Szarpał go, a Axl tylko zwinnie się wyginał, uciekając przed pięściami blondyna.
- Spierdalaj! Sama chciała! Do tego jest naprawdę świetna w łóżku - wyszczerzył się rudy, widząc, że doprowadził tym Stevena do granicy wytrzymałości. Ten już nadstawiał rękę, by go uderzyć, gdy obok pojawił się Duff i odciągnął ich.
- Debile! Teraz jest próba! - syknął, po czym zwrócił się do czerwonego z nienawiści Stevena. - A ty naprawdę sądzisz, że to prawda? Rosalie przecież taka nie jest. Daj spokój. Chce cię tylko wkurwić. To wszystko.
Steven spojrzał na niego przelotnie, ale w końcu pokiwał niemrawo głową i Duff go puścił. Cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a Pola przeniosła się na wzmacniacz obok Debbie. Uśmiechnęła się i zaraz wbiła wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Patrzyła na pytające spojrzenia Izzy'ego do Slasha, Duffa wciąż wiercącego wzrokiem podłogę i wkurwionego brata, który siedział za perkusją i walił w bębny. Jednak ani przez chwilę nie przestał patrzeć się na Axla. Debbie wzruszyła ramionami i tylko kiwała się czasem w rytm piosenek. Podobało jej się. Solówki Slasha były naprawdę świetne, a głos Axla, naprawdę ciekawy. Taki... Skrzekliwy. Po prostu inny. Intrygował ją. Jednak jej uwagę jednak przykuwał Mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak jakby jego gitara była kobietą, traktował ją czuło i subtelnie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiała się lekko na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszała intrygujący moment w jednej z piosenek.
Steven spojrzał na niego przelotnie, ale w końcu pokiwał niemrawo głową i Duff go puścił. Cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a Pola przeniosła się na wzmacniacz obok Debbie. Uśmiechnęła się i zaraz wbiła wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Patrzyła na pytające spojrzenia Izzy'ego do Slasha, Duffa wciąż wiercącego wzrokiem podłogę i wkurwionego brata, który siedział za perkusją i walił w bębny. Jednak ani przez chwilę nie przestał patrzeć się na Axla. Debbie wzruszyła ramionami i tylko kiwała się czasem w rytm piosenek. Podobało jej się. Solówki Slasha były naprawdę świetne, a głos Axla, naprawdę ciekawy. Taki... Skrzekliwy. Po prostu inny. Intrygował ją. Jednak jej uwagę jednak przykuwał Mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak jakby jego gitara była kobietą, traktował ją czuło i subtelnie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiała się lekko na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszała intrygujący moment w jednej z piosenek.
You know were you are?
You're in the jungle baby
You're gone die.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz