niedziela, 4 maja 2014

Like a Rolling Stone - Part 8

    - No i gdzie on mógł pójść? - zastanawiała się na głos, patrząc się głupio w ścianę nad głową Izzy'ego. - Może należy do mafii i mają teraz jakieś tajne zebranie?


     Chłopak musiał słuchać jej domysłów od ładnej godziny, a że był zbyt osłabiony nie mógł wykrzyknąć, że już go chuj obchodzi gdzie mógł pójść Duff i że raczej wiedział dokąd skierował swoje kroki piękniś. Jednak Debbie nie mogła wpaść na to od dobrej godziny. No, kurwaaaa, myślał czarny, przeklinając chwilę, w której wziął te pieprzone tabletki. Teraz zamiast słuchać Adler, mógłby bawić się na dole. Gratuluję, zjebie. Westchnął zrezygnowany i gapił się dalej w sufit, starając się nie słuchać paplania dziewczyny. Już próbował powiedzieć jej żeby się zamknęła, ale gdy schylała się do niego, starając się zrozumieć co tam bełkocze, zawsze kręciła głową i mówiła:


     - Nic nie rozumiem. Ale chyba wiem dokąd jednak poszedł Duff!



     Przewrócił oczami. W ciągu następnej pół godziny odzyskał na tyle siły, by podnieść spokojnie rękę. Super, stary. Naprawdę odlot, pogratulował sobie w myślach. Debbie nawet tego nie zauważyła. Jej usta ruszały się bez przerwy i Izzy'emu przyszedł do głowy zły pomysł. Przez jakiś czas bił się z samym sobą czy to aby nie samobójstwo, ale usprawiedliwił się tym, że przecież dziewczyna nie musiała tam z nim siedzieć. Udał, że stara się coś powiedzieć i gdy dziewczyna schyliła się do niego, szybko złapał ją jedną ręką w talii a drugą za szyję i pociągnął do siebie. Debbie pisnęła, gdy chłopak obrócił się i położył ją na swoim miejscu podczas gdy sam leżał na niej z szerokim uśmiechem.



     - Izzy Stradlinie - zaczęła karcąco blondynka. - To wcale nie jest zabawne.



     - A kto powiedział, że jest? Może w końcu przestaniesz tyle gadać - uśmiechnął się do niej ponownie i zdjął okulary. - To tylko seks. Nic więcej. Zero związku, zero zobowiązań - mówił, patrząc się lekko zdezorientowanej dziewczynie w oczy. - Jesteś jeszcze dziewicą? - spytał jeszcze przed rozpoczęciem ich własnej imprezy. Nie miał zamiaru później stawać przed wkurwionym Adlerem po tym jak pozbawiłby jego siostrę dziewictwa.



     - Wiesz, to bardzo głupie pytanie - żachnęła się nagle Debbie, wyzbywając się wszelkiego zaskoczenia zachowaniem Izzy'ego. Teraz wręcz patrzyła na niego wyzywająco. - Tylko seks. Zrozumiałam Mr. Stradlin.



     Uniosła kącik ust ku gorze, a Izzy odpowiedział jej szerokim uśmiechem zadowolenia. Rozsunął jej ręce na boki i przycisnął od razu nadgarstki. Debbie szybko poczuła jego usta na swoich. Jednak nie był to zwykły, taki sobie całus na grę wstępną. To był pocałunek przez duże P. Taki co to sprawia, że dziewczynom miękną kolana i zapominają kim są. Izzy całował ją zachłannie i namiętnie, tak jakby usiłował zmiażdżyć swoimi wargami jej. Zaraz po tym poczuła jego język we wnętrzu swoich ust, zmuszając ją równocześnie do uprawiania dzikiego tańca w ich wnętrzu. Potok śliny sprawił, że utonęła w tym pocałunku jeszcze głębiej. Tymczasem ręce chłopaka znalazły się na jej drobnych piersiach i po chwili usłyszała jęk niezadowolenia. Domyśliła się, że Izzy po prostu nie lubił staników. Jednak szybko sobie z nim poradził.  Wsadził dłonie pod koszulkę i pozbawił dziewczyny stanika, nie odkrywając jej perełek całkowicie. Złapał je i zaczął bawić się nimi, doprowadzając Debbie do szaleństwa samym swoim dotykiem. To ściskał, to znów głaskał, a blondynka jęczała co chwilę głośno, zajmując się tylko tym, co robił z nią chłopak. Izzy zjechał ustami z jej warg na szyję, muskając ją delikatnie. Debbie otworzyła szerzej oczy i zmierzyłam czarnego wzrokiem polującej lwicy. Szybko ściągnęła z niego czarną, przylegającą bluzę, nie czekając na pozwolenie. Zaczęła masować dłońmi jego klatkę piersiową, gdy Izzy znowu złapał jej ręce i położył wzdłuż ciała. Nie chciał, by mu na razie przeszkadzała. Teraz już wędrował ustami po jej piersiach. Słyszał jak przyspieszył jej oddech, a równocześnie serce zaczęło bić jej mocniej. Czuł to całując jej piersi. Całował je, czasem wbijając w nie zęby, przygryzając czy ssąc sutki. Debbie prężyła się pod nim lekko, ale miał dziś zamiar doprowadzić ją do samego końca, aż będzie krzyczała jego imię. Jeszcze będzie błagała go o więcej. Gdy przeniósł się z wyżyn na jej płaski brzuch, Deb zaczęła wydawać z siebie ciche pomruki. Izzy jeszcze takich nie słyszał, ale były one tak podniecające, że muskał jej brzuch tylko po to, żeby ich nie przerywała. Jednak w pewnym momencie usłyszał jak Debbie mruknęła z zaskoczenia, gdy zaczął się zabierać za jej spodnie. Izzy jednak nie miał zamiaru być delikatny. Miał zamiar się odegrać na tej małej gadule za ostatnie półtorej godziny, które dłużyły mu się w nieskończoność. Jeśli jeszcze raz usłyszałby imię Duffa pewnie sturlałby się z łóżka i wyskoczył przez okno. Szybko więc zsunął z blondynki spodnie. Zaraz po nich i jej majtki walały się gdzieś po pokoju. Nachylił się, by przejechać ustami po wewnętrznej stronie jej uda, a potem rzucił jej krótkie spojrzenie. Debbie miała zamglony wzrok i rozchylone usta, które od czasu do czasu otwierała szerzej, by złapać oddech.



     - Teraz trzymaj się, dzieciaku - rzucił, a jego ręka zaraz znalazła się na kobiecości blondynki. Z satysfakcją stwierdził, że była wilgotna i gorąca. Dziewczyna jęknęła, gdy tylko ją dotknął. Izzy pieścił ją wydobywając z dziewczyny coraz głośniejsze jęki z czasem przeobrażające się w krzyki. Debbie była pewna, że za chwilę straci przytomność. Wiła się spazmatycznie i próbowała łapać oddech, podczas gdy czarny ją rozpracowywał. Myślała, że oszaleje lub nie wytrzyma do końca. Jednak nie chciała, by przestawał. Pod sobą czuła dudnienie od puszczonej na cały regulator muzyki za co dziękowała. Gdyby Steven ją usłyszał, zabiłby ją samym spojrzeniem. Nagle coś nią wstrząsnęło i dziewczyna doskonale wiedziała co. Już dwa lata nie czuła orgazmu.  I nie były to dojścia tego rodzaju. Zapomniała jak to jest stracić rozum, płonąć wewnątrz a jednocześnie czuć się doskonale. Nie. To słowo nie pasowało do tego stanu. Nie było w dodatku odpowiedniego określenia tego co przeżywała.



      Izzy z zadowoleniem patrzył na rozanieloną minę dziewczyny, która jeszcze łapała oddech po orgazmie i napawała się nim. Wiedział, że teraz nadchodzi jego kolej. Jednak nie przewidział, że Debbie będzie miała na tyle siły, by zacząć dobierać się do jego spodni. Szarpała je, usiłując je rozpiąć. Chłopak pomógł jej, po czym znowu popchnął na poduszkę. Rozchylił jej nogi, a stopy położył na swoich ramionach. Jednak zanim się porządnie rozłożył, spojrzał dziewczynie w oczy i mruknął, pochylając się nad nią, by usłyszała go przez muzykę dobiegającą z dołu:
     - Mam nadzieję, że za rok nie dostanę wezwania do sądu.


     Debbie spojrzała na niego z krzywym uśmiechem i przyciągnęła do siebie.

***


     Obudziła się rano przygnieciona ręką Stradlina. Debbie dotknęła głowy, czując, że wielodniowy ból głowy zniknął. Chciała wstać, ale bardzo jej się nie chciało. A w dodatku nie musiała iść do szkoły ani robić innej debilnej rzeczy, więc opadła na poduszkę z powrotem. Czuła się wyśmienicie, a uśmiech sam się pchał na usta. Dopiero po chwili przypomniała sobie co działo się w nocy. No, to teraz Steven będzie miął pole do popisu, pomyślała, odrzucając lekko rękę chłopaka. Może lepiej by było gdyby wyszła, bo jeszcze kto wejdzie i ich przyłapie? W sumie i tak już jakoś nie ciągnęło jej żeby zostać. Powoli wstała i szybko poczuła jak żołądek uciska ją z głodu. Cicho otworzyła drzwi i ruszyła do czegoś co miało być kuchnią. Gdy weszła przez pozbawioną drzwi framugę, przy blacie zobaczyła niską farbowaną blondynkę o niezbyt idealnej figurze. O ile się nie myliła była to ta sama dziewczyna, z którą widziała Slasha. Robiła... kanapki? Debbie od razu pomyślała o Rosie. Ciekawe czy Sebastian zdołał ją ogarnąć?spytała sama siebie, przypominając sobie stan, w jakim była w nocy brunetka. Jednak przerwała jej dziewczyna Slasha. Odwróciła się, a Deb ujrzała duże ciemne oczy oraz wąskie malinowe usta, które wygięły się w uroczym uśmiechu.

     - Cześć. Ehm... Jestem Pola. Dziewczyna Slasha. Zgaduje, że to ciebie wczoraj wspominał.

     - Nie mylisz się. - Debbie miała mieszane uczucia co do nowego nabytku Mulata, ale ugryzła się w język. Nie mogła przestać myśleć o Rosie, z którą tak dobrze się dogadywała. Jednak Pola patrzyła na nią wyczekująco, więc bąknęła:

     - Czy to zapach świeżej wędliny?

     Usłyszała cichy śmiech blondynki, od którego zaczyna boleć głowa. 

     - Tak... Byłam na zakupach.

     - To już wiem czemu Slash cię przy sobie trzyma - wyrwało się jej, ale Pola nie wyglądała na inteligentną i tylko ponownie się zaśmiała i podała jej kanapkę. Tosty z Rosie... - Gdzie moje maniery? Tak w ogóle... Deborah Adler.

     Debbie wytarła brudną od masła rękę w spodnie i podała ją Poli. Ta tylko spojrzała zdziwiona zachowaniem Deb, ale z lekkim wahaniem w końcu podała jej dłoń. 

     - Słyszałam. Kotek mówił, że nie jestem tu jedyną kobietą. Siostra jego kolegi, prawda?

     - Niestety... Nieważne. Jesteś stąd?

     Rozmowa się nie kleiła, a Deb pościła mimo uszu zwrot 'siostra jego kolegi'. 

     - Tak. Znaczy... Nie do końca, ale mieszkam tu praktycznie od dziecka. Także uznajmy, że tak. Pracuje jako striptizerka w Whisky a Go Go. Tam się poznaliśmy z misiem tydzień temu.

     Miś, kotek. Może jeszcze promyczek. 

     - Hm... Miło.

     Gdy skończyła jeść kanapkę, wytarła dłonią usta i mruknęła:

      - Pyszna.


***


     Sebastian stal przed Heavenhouse i patrzył z niedowierzaniem na dziewczynę przed sobą. Nie poznawał jej. Nie. To na pewno był tylko jakiś kiepski żart! Ona nie mogła być jego siostrą! To po prostu było niemożliwe. 

     - Coś ty ze sobą zrobiła!? - krzyknął i szarpnął ją, gdy oboje weszli już do mieszkania. Nie chciał, by ktoś z ulicy lub sąsiadów ich widział. A szczególnie Dylan. 

     - Nic! - odkrzyknęła, starając się wyszarpnąć rękę ze stalowego uścisku brata. 

     - Ty głupia idiotko! Masz zamiar ćpać, bo jakiś jebany skurwiel, który traktuje swoją siostrę jak śmieć cię zostawił?! - wrzeszczał na nią, mocniej zaciskając dłoń na jej ramieniu. Wiedział, że sprawia jej ból, ale sądził, że może dzięki temu chociaż w pewnym stopniu się otrząśnie. Ale dlaczego tak się tym przejmowała?! I dlaczego do kurwy nędzy on tak się tym przejmował?! Chciał zajebać tego skurwiela za to co zrobił Dylan! Boże! Dlaczego ona?! 

     - Moja sprawa! - Wyrywała się coraz mocniej. Sebastian widział jak oczy zachodzą jej łzami złości, ale nie poluzował uchwytu.  

     - Jesteś moją kurwa siostrą! Martwię się!

     Patrzył na dziewczynę ze złością spowodowaną troską. Czemu sobie to robiła? Przecież zawsze była taka poukładana, wiedziała co trzeba zrobić, pomagała mu. Gdy ściągała go nawalonego z afterparty, przyrzekała, że to ostatni raz. Ale potem zawsze była, gdy jej potrzebował. Ludzie zazdrościli mu takiej siostry, A teraz? To chyba niemożliwe, że kochała tego spedalonego ćwoka tak bardzo, że sięgnęła po coś czego tak nienawidziła przez całe życie?

     - Odpierdol się ode mnie! Idź popieprzyć jakieś kurwy, a mnie zostaw kurwa w spokoju! - wykrzyczała mu w twarz z oczami pełnymi nienawiści. Na te słowa chłopak cisnął nią o ścianę, nie panując nad swoimi ruchami. Rosie nie krzyknęła jednak tylko upadła na ziemię, a nogi rozjechały jej się bezwładnie. Wydawało się, że rozpłacze się na dobre, ale tylko podniosła głowę. - Wszyscy jesteście tacy sami! Nienawidzę cię! - krzyknęła przez łzy i wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.

     Sebastian stał zbyt oszołomiony, by zrobić cokolwiek. Nie wiedział, co powinien. Miał za nią pobiec i przytulić czy zostawić w spokoju? Do tego ją uderzył... Uderzył własną siostrę. Swoją kochaną Dylan. Boże. Co się dzieje?!, spytał sam siebie, ukrywając twarz w dłoniach. Nie pamiętał kiedy ostatnio płakał. Praktycznie zapomniał jak to się robi. Jednak była to jedyna forma jego działania, której nie mógł powstrzymać i na którą się zdobył. Ciągle miał przed oczami Dylan ciskającą w niego nienawiścią. Czy ona powiedziała to wszystko, bo tak myślała, czy to emocje i alkohol? Bach, pedale! Przestań! Ale... Nie wiem. A może to była prawda? Prawda, w którą tylko on nie mógł uwierzyć. Czy był zwykłym skurwielem, pieprzącym wszystko co ma cycki i potrafiło chodzić? I Adler. Kurwa! Pierdolony skurwysyn! Jezu, pieprzony dom wariatów! Jak on mógł pozwolić na coś takiego?! Dylan... O, Boże. Gdzie ona teraz poszła? Może do jednej ze swoich przyjaciółek albo... A pieprzyć to! 

     Podszedł do szafki i wyjął z niej butelkę wódki. Szybko ją otworzył i upił porządnego łyka.


***


     Stała tak w kuchni z Polą już dość sporo czasu, oczekując zejścia reszty. Chociaż Debbie wydawało się, że rozmowa idzie jak po grudzie, blondynka była nią zachwycona. Była dość stara jak na warunki standardowe, bo miesiąc wcześniej przybiło jej dwadzieścia pięć lat. Nawet zaproponowała Deb załatwienie pracy jako kelnerka w Whisky na co ta szybko przystała. Nie musiały czekać, bo i tak nie było wiadomo, kiedy reszta się zbudzi. Czyli raczej nigdy... Pola złapała Debbie za rękę i pociągnęła do drzwi. Adler złapała jeszcze w locie jakąś skórę, naciągnęła kowbojki i obie ruszyły w stronę baru, gadając o wszystkim i o niczym, śmiejąc się tak naprawdę z głupot i trzymając się pod rękę. W sumie to Pola paplała i pierwsza złapała Deb. Tej było wszystko jedno. Pola w końcu się zamknęła, ale po chwili odezwała się poważnym głosem:

     - E... Idziesz dzisiaj ze mną na próbę chłopaków?

     - No ja nie wiem... Nie wiem czy to dobry pomysł - mruknęła Deb, wbijając dłonie w kieszenie kurtki i patrząc się w chodnik. 

     - Ale czemu?

     - Bo Axl i Steven. I w ogóle. Nie zrozumiesz.

     - Ej, mała. Nie pozwolę im na to! Ani Slash, Duff i ten co leżał u góry. 

     Izzy, ale nie wszyscy mają pamieć do imion, pomyślała Debbie zirytowana słodkim głosikiem swojej towarzyszki. Chciała tylko dojść do tego baru. Pokiwała tylko głową i uśmiechnęła się nikło.


     - No, okej - mruknęła i pozwoliła dalej paplać Poli. Niewiele minęło jak znalazły się pod barem. Debbie stwierdziła, że wygląda tak samo jak w nocy, gdy była tam z Sebastianem. Tylko mniej kolorowo. i różowo. Weszły do środka, a Pola podbiegła od razu do barmana. Ten zawołał kogoś z biura. Wyszedł gruby, owłosiony facet po czterdziestce z fajką w ręce i w okularach na nosie. Szybko do niej podszedł i obejrzał dokładnie. Zaprosił gestem do stolika i zmierzył ja spojrzeniem ponownie.

     - To jak. Ty chcesz stanowisko barmanki? - od razu przeszedł do sedna, a Deb pomyślała, że się nie przedstawił. 

     - Tak... - odpowiedziała niepewnie, ignorując jego spojrzenia na swoich piersiach.

     - Dużo tobie podobnych paniusi chce tu pracować, ale Pola jest tu wystarczająco długo, bym słuchał jej zdania. - Pociągnął dymka i wydmuchał dym prosto w twarz dziewczyny. - Masz szczęście. W takim razie, nie ma sprawy, ale osobiście sądzę, iż nadajesz się na kogoś inn...

     - Chcę być barmanką - przerwała mu. 


     - Jak chcesz. No to dzisiaj piątek. Zaczynasz w poniedziałek i pracujesz w poniedziałki, środy i soboty, jasne?

     - Jak słońce! - Uśmiechnęła się i szybko pobiegła do Poli, podziękować za pomoc. - Dzięki! - krzyknęła do dziewczyny, po czym usiadła na krześle i po chwili zobaczyła przed sobą szklankę soku pomarańczowego. Podziękowała jej gestem i zaraz upiła łyk. - Jesteś z Meksyku, prawda?

     - Eeee. No tak. Skąd widziałaś?

     - Taki mam dar. 

     Ciemniejsza karnacja, czarne odrosty wśród platynowych włosów i orzechowe oczy świadczyły raczej same za siebie. Pola tylko pokiwała głową i zerknęła na zegarek.

     - Słuchaj, ja muszę lecieć, do zobaczenia na próbie.

     Debbie jej nie zatrzymywała. I tak chciała spędzić ten ranek w samotności. Pola cmoknęła ja w policzek i wybiegła z baru. Deb dopiła sok, który wydawał jej się mocno przestarzały i wyszła w ślad za Meksykanką. Spacerowała bez celu, przytupując czasem do piosenki, którą nuciła pod nosem. Zdawało się, że był to któryś z utworów zasłyszanych u Rosalie. Deb przystanęła. Idealna brunetka dosłownie stanęła jej przed oczami. Jej uśmiech, gesty i seksowny głos, któremu żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł się oprzeć. Powinna pójść do Heavenhouse i zabrać stamtąd swoja torbę. A może Rosie uzna to za cios poniżej pasa? Albo już jej Hari leży na śmietniku przed jej domem? Pewnie nie będzie jej chciała widzieć po tej całej głupiej akcji z Sebastianem... Westchnęła głęboko, gdy złapała się, że ciągle wraca myślami do wersu piosenki, którą podśpiewywała. 

The answer, my friend, is blowin' in the wind

     Dziewczyna podniosła twarz do słońca i zamknęła oczy. Dylan. Nawet nie poczuła, gdy w tej samej chwili ktoś ją trącił. Czuła tylko lekki ciepły wietrzyk na policzkach, który zdawał się kryć wszystkie odpowiedzi, których szukała. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń