czwartek, 27 marca 2014

Like a Rolling Stone - Part 5


     - Proszę was. Nie gadajmy już o tym. Nie chcę już. Mam dość.


     - Dobrze - powiedział cicho i sennie Sebastian, po czym pogłaskał Debbie po przedramieniu. Zaraz, zaraz..co to kurwa było?, Debbie zmarszczyła brwi. Jednak była tak zmęczona, że nic jej się nie chciało. Dziewczyna pokręciła głową zrezygnowana. Nie miała siły o tym myśleć. To zaczynało robić się męczące.


     - To jak Deborah, idziesz?


     - A... Ale o co chodzi? - bąknęła nieco zbita z tropu.


     - Nie słuchałaś! - fuknął zirytowany blondyn. Dziewczyna tylko spojrzała przepraszająco i posłała najsłodszy uśmiech jaki mogła. - Więc pytam raz jeszcze. Czy idziesz z nami na plażę? Teraz, zaraz, hm?


     Tak szczerze to Debbie nie pamiętała kiedy ostatni raz leżała na piasku i smażyła się na słońcu. Szło jej to na rękę. Nawet bardzo. Zapomni o tych wszystkich przykrych rzeczach i może nawet się zdrzemnie.


     - Pewnie! Tylko przebiorę się w bikini... I wezmę ręcznik.


     - Spokojnie. Dylan i ja też musimy się jeszcze ogarnąć. - Uśmiechnął się i zaraz po tym szybko zniknął za drzwiami pokoju. Dylan? Kto to był za Dylan? Chciała spytać o to Rosalie, ale dziewczyna już szła w stronę innego pokoju. Zamiast drzwi miała w nich koraliki. Wnętrze przypominało jakiś indyjski pałac - pełne kolorowych
poduszek z frędzlami, oczojebne kolory psychodelii wybijały się dosłownie z każdego kąta. Oczywiście nie zabrakło podobizn jej idoli. Debbie zauważyła także wodną fajkę, kadzidełka i lampę z lawą.



     - Tak szczerze... To nie wzięłam ze sobą bikini - powiedziała z zażenowaniem i lekkim wstydem w oczach. Jej uwagę zwrócił Bruce Springsteen nad jej materacem.


      - Ale ja mam co najmniej trzy. Wybierzesz sobie - powiedziała Rosie, uśmiechnęła się do Debbie i wyciągnęła z sześć kompletów. Trzy... Ta jasne, uśmiechnęła się pod nosem blondynka, przekładając stroje. Pierwszy krwisto-czerwony, drugi gładki czarny, trzeci w czarno-białe poprzeczne pasy, kilka granatowych i ostatni strój jednoczęściowy. Debbie otworzyła szeroko oczy. Z przodu strój miał ogromne logo zespołu, w którym grał jej brat. Guns N' Roses. Szybko po niego sięgnęła.


     - Biorę ten! - wyszczerzyła się dumna.


     - Wiedziałam! Dostałam go od Stevena. Chciałam go oddać, gdy tylko dowiedziałam się jak się zadłużył, ale nie przyjmowali zwrotów. Mam lepszy, zaraz zobaczysz - mrugnęła do Debbie zawadiacko i wyciągnęła kolejne bikini. Uśmiechnęła się do blondynki i otworzyła drzwi szafy, żeby zasłonić się przed dziewczyną. Nie minęła chwila, gdy zgrabnie wyszła zza drzwiczek ubrana w czarne bikini. Na prawej piersi miała narysowana literę 'I', na lewej widać było czerwone serduszko, a gdy się odwróciła z tyłu dolnej partii bikini widniał biały napis  "Steven". Deb tylko wybuchnęła śmiechem. Śmiała się głośno, po chwili upadła na ziemię. Uspokoiła się dopiero po wymownym spojrzeniu Rosalie.


     - Kurwa. Czyj to pomysł?


     - Na pewno nie mój, no! - ofuknęła ją brunetka, rzucając jej karcące spojrzenie. Blondynka ponownie się zaśmiała. Pokiwała tylko znacząco głową co miało oznaczać ironiczne 'ta, jasne', złapała swój strój i  pobiegła do łazienki. Nie była jeszcze na tyle zadomowiona, żeby rozbierać się przed Rosie. Kiedy zdjęła z siebie koszulkę i zaczęła zabierać się za stanik, drzwi nagle otworzyły się. W progu stał Sebastian z otwartą buzią z zażenowania, zmierzył ją szybko wzrokiem, po czym gwałtownie zakrył sobie oczy.


     - Kurwa mać, przepraszam! Następnym razem zapukam... - wybąknął i wyszedł. Deb zaśmiała się pod nosem i szybko włożyła na siebie strój. Przejrzała się w lustrze. Całkiem nieźle, Adler, pomyślała, po czym związała sobie włosy w zgrabny kucyk i wyszła z łazienki. Przed nią stał Sebastian. Widząc dziewczynę, dało się zauważyć jak rumienią mu się policzki. Debbie parsknęła śmiechem i pogłaskała go po ramieniu.


     - Ej, nic się nie stało. Ciesz się, że miałeś tę przyjemność, a raczej nieprzyjemność widzieć mnie pół nagą jako pierwsza osoba od dwóch lat.


     Ten szybko uniósł głowę i przyjrzał jej się z uwagą. Obdarzył ją pytającym spojrzeniem. Deb machnęłam tylko ręką.


     - Nieważne. Długa, nudna historia. Idź, przebierz się, bo już mnie ta plaża nęci!


     - Dobra, już dobra! - mruknął i wszedł do łazienki ze szczerym uśmiechem. Debbie tymczasem szybko wróciła do Rosie, która zmierzyła ją uważnym wzrokiem profesjonalistki. Gestem ręki kazała jej się obrócić, a ta posłusznie zrobiła co każe.


     - Ładnie ci. Możesz go używać dopóki tu mieszkasz.


      Debbie szybko podbiegła i przytuliła ją. Trafił jej się anioł! Rosie prawie eis przewróciła, więc usiadły obok siebie na łóżku.


     - Mogłabyś być moją siostrą, wiesz? Pewnie dogadywałabym się z tobą lepiej niż ze Stevem - mruknęła blondynka, kładąc się na łóżku i gapiąc w sufit, gdzie widniało ręczne oczojebne malowidło Hendrixa. Zaczęło jej się kręcić w głowie.


     - Dużo się kłóciliście?


     - Żebyś to wiedziała ile razy... I to o debilizmy... Wkurwiał się jak zabierałam mu pałeczki, a ja gdy odrywał moim lalkom głowy. - Na te słowa Rosalie wybuchnęła śmiechem.


     - Co za sadysta jebany! Razem z Sebastianem biliśmy się praktycznie codziennie. Raz wybiłam mu nawet zęba. Ale potem potrafiliśmy przebierać się za siebie, gdy miał ważny sprawdzian. Mięliśmy kiedyś praktycznie te same włosy. Wtedy na jeden dzień on był mną, a ja nim. Dwa razy musiał ubrać nawet sukienkę.


    Debbie śmiała się razem z Rosalie. Nie mogły nabrać tchu i śmiały się jak opętane. Jednak zabawę przerwał im pan Bach.


     - Z czego się śmiejecie? - spytał, a obie dziewczyny podniosły głowy i zobaczyły go w obcisłych slipkach kąpielowych na co Debbie wybuchnęła śmiechem ponownie, a Rosie zasłoniła oczy.


     - Kurwa mać, Sebastian! Przecież to istna pornografia! Nie masz innych?! - wydarła się, wciąż nie patrząc na brata.


     - No, kurwa nie... A może... Czekaj chwilę... - mruknął i wyszedł z pokoju. Dziewczyny spojrzały na siebie niepewnie, i obydwie, już w pełni opanowane czekały na niego bez słowa. Po chwili wrócił w luźnych bokserkach z hawajskimi wzorami. Stanął w koralikach z pięściami na biodrach jak Superman i spytał, uśmiechnięty:


     - Lepiej?


     - Dużo lepiej!


     - Ale te nie podkreślają mojego kumpla! - wybąknął, udając zasmuconego i złapał się za krocze.


     - Myślę, że twój przyjaciel jednak woli pozostać w ukryciu - powiedziała Deb z dość poważną miną, na co ten wybuchnął śmiechem. Rosie przewróciła oczami.


     - Czasem żałuję, że jesteś moim bratem - rzuciła i wstała, by zamknąć okno wychodzące na mały taras.


     - Też cię kocham. - Sebastian posłał dziewczynie całusa i spojrzał z powrotem na Debbie.


     - Ale laski na niego lecą! - wykrzyknął, patrząc na spodenki.


     - Taaa... Mnie to jakoś nie pociągało! Mówię ci, o wiele bardziej seksownie wyglądasz w tym, niż w tamtym - rzuciła blondynka.


     - Skoro tak mówisz... To jak? Idziemy?


     Dziewczyna pokiwała twierdząco głową i sięgnęła do swojej torby, z której wyciągnęła plażowy ręcznik. Rosie otworzyła szafę i wyjęła swój ze środka, a Seba wrócił się po swój do łazienki. Brunetka jeszcze przed wyjściem złapała jakąś męską koszulę i ją ubrała. Debbie pomyślała, że prezentuje się bardzo seksownie. Po chwili wszyscy byli gotowi i ruszyli. Śmiali się z totalnie głupich rzeczy miedzy innymi z tego jak Sebastian o mało się na zabił o krawężnik, jak jakiś bezdomny podrywał Deb i Rosie przez co o mało nie oberwał od brata tej drugiej, a nawet z niedoszłego rockmena żulącego drobne od przechodniów na przejściu dla pieszych.


     - Deb! A ty jak grasz na czymś? - zapytał zaciekawiony Sebastian. Dziewczyna pokręciła przecząco głową i zaśmiała się pod nosem.


     - Grać nie gram, bo by wszyscy ogłuchli albo popełnili samobójstwo, żeby tylko tego nie słyszeć.  Ale śpiewam czasem. - powiedziała dość cicho z nadzieją, że jednak chłopak nie dosłyszał.


     - Śpiewasz powiadasz?


     A jednak się przeliczyłam. Kiedy to usłyszała, zacisnęła powieki.


     - Ta...Tak...


     - No, to dawaj! - ochoczo wykrzyknął blondyn i uśmiechnął się uroczo. Deb przewróciła oczami. Spojrzała ukradkiem na Rosie, szukając u niej ratunku, ale ta też patrzyła na nią wyczekująco. Blondynka głęboko westchnęła i posłusznie zaczęła śpiewać Heart of Glass. Po zakończeniu zwrotki i refrenu przerwała i usłyszała ciche brawa dziewczyny i pisk radości Sebastiana. Kurwa, zapiszczał jak dziewczyna, co to kurwa było?!


     - Zajebista jesteś! - wykrzyknęli razem, a Debbie chciała wybuchnąć śmiechem, widząc jak rodzeństwo jest jednomyślne w swoich zachowaniach.


     - Weźcie się i powieście... - Machnęła ręką i ruszyła dalej, wystawiając twarz na słońce.


     - Nie no, poważnie mówię, masz talent dziewczyno.


      Sebastian oplótł ja ramieniem i przycisnął do siebie.


      - Ej, ale nie duś! - Ze śmiechem Deb wyrwała się z uścisku. Niewiele minęło, kiedy dotarli na plażę. Debbie była szczerze zdziwiona się, bo sama nie wiedziała czy tak trafili czy ludzie w tym mieście nie lubili plaży, ale było praktycznie pusto. Nie licząc grubej pary na horyzoncie i paru foczek, które patrzyły się krzywo na Rosalie objętą przez brata. Debbie wzruszyła ramionami, zarzuciła ręcznik na piasek i dosłownie się na niego cisnęła. Obok niej rozłożyła się Rosie z gracją modelki, a po drugiej stronie Bach. Wszyscy położyli się, zamknęli oczy i dali parzyć swoje ciała promieniom słońca. Deb leżała, rozmyślając o powrocie do domu, który wkrótce miał nadejść. Może nie tak zaraz, ale wspomnienie syfu raczej jej nie zachęcało. Jednak musiała przerwać te pesymistyczne rozmyślania, gdy poczuła na swoim rozgrzanym brzuchu coś niewyobrażalnie zimnego. Pisnęła i szybko otworzyła oczy. Nad nią siedział Sebastiana z uśmiechem od ucha do ucha. Deb zerknęła na swój brzuch i zobaczyła plamę kremu ochronnego. Pokręciła ze śmiechem głową i zaczęła go delikatnie rozsmarowywać po ciele, brzuchu, udach, ramionach i dekolcie. Kiedy blondyn to zobaczył, zrobił oczka pokrzywdzonego szczeniaka i spojrzał na nią z pogardą.


      - Ja chciałem to zrobić, no!


     Blondynka wybuchnęła śmiechem, a po chwili podała mu tubkę, odwróciła się do niego tyłem i przygarnęła swoją kitkę do przodu. Nie musiała odzywać się, żeby wiedział, co ma zrobić. Delikatnie wylał trochę kremu na jej plecy i z niesamowitą lekkością rozprowadzał go po nich, schodząc niżej. Kiedy jedną z jego dłoni, poczuła tuż nad swoimi majtkami, wykrzyknęła:


     - Kurwa mać, Sebastian! Tam się nie opalam.


     Ten szybko ją wyjął i speszony wrócił na swoje miejsce.


     - Wybacz! - dodał, a Deb ponownie się zaśmiała i położyła z powrotem na ręczniku, pochłaniając się w kolejne myśli i marzenia. Zaraz po tym tuż obok po stronie Rosie, usłyszała bardzo dobrze znany jej głos. Kiedy otworzyła jedno oko, dowiedziała się, że się nie myliła się. Nieco oddaleni nad brzegiem stali Steven i Rosie, trzymając się za dłonie. Steven najwyraźniej ją przepraszał, a dziewczyna kiwała głową. Po chwili jednak przechyliła się w jego stronę i pocałowała go w policzek. Gdy Debbie zobaczyła, że brat zmierza w jej stronę, szybko zamknęła oko. Poczuła na policzku mały pocałunek. Wciąż mając zamknięte oczy, dziewczyna wyciągnęła ręce, przyciągnęła do siebie brata i mocno przytuliła.


     - Przepraszam, za to w domu. Nie powinienem tak się zachowywać - mówił wyraźnie zająkanym od wstydu głosem.


     - Kurwa, Steven. Nie mów tak! - krzyknęła Deb, siadając na ręczniku i patrząc chłopakowi w oczy. - Uderzyłeś go, bo się broniłeś. Dobrze zrobiłeś! Ode mnie też należą mu się wciery, po tym jak zachował się jak dziwka.


     - Nie zmuszam cię do tego - zachichotał Steven, widząc bojowy nastrój siostry. - Ale potem będziesz musiała liczyć na siebie, bo nie zawsze będę w okolicy.


     - Sama nie wiem - mruknęła Deb, nieco spuszczając z tonu. - Ale... Jak na razie, to nie jest dobry pomysł.


     - Cieszę się, że tak mówisz - rzucił wesoło blondyn, po czym odwrócił się do pogrążonego w rozmowie rodzeństwa Bierk. - Em... Seba, zaopiekujesz się Debbie? Rosie i ja, wiecie, pójdziemy na trochę do niej.


      Deb zaśmiała się, widząc zniesmaczona minę Sebastiana, ale w końcu pokiwał twierdząco głową, Rosie złapała swój ręcznik i szczerząc się do nas, odeszła trzymając za rękę Stevena.


     - To moja siostra, zboczeńcu! - wykrzyknął jeszcze za nimi Bach.


     - Tylko nam siostrzenicy nie zrób! - wydarła się Debbie, po czym Sebastian i ona wybuchnęli śmiechem. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę chłopaka i popatrzyła mu przez chwilę w oczy. Ten zaczął się nagle niekontrolowanie śmiać.


     - Kurwa, co ja takiego zrobiłam?! - zapytałam zirytowana.


     - Nic, właśnie nic!


     - To z czego się śmiejesz?!


     - Z tych dwóch pojebanych zakochańców. To takie pojebane, że są ze sobą szczęśliwi od tak długiego czasu. No, wiesz. Trzy miechy to dużo... Mój najdłuższy związek trwał całe dwa tygodnie.


     Debbie szybko usiadła na kocu i zaczęła ironicznie bić mu brawo. On usiadł obok niej i parę razy udał, że się kłania.


     - W sumie to się ciesze, że jest szczęśliwa - zaczął Sebastian. - Tylko Steven jest moim kumplem i śpi z moją Dylan. Patologia - mruknął.


      Znowu ten Dylan? Kto to jest?, gorączkowała się Deb i szturchając nieco przyciętego blondyna, spytała:


     - Bob Dylan?


     Ten roześmiał się jej prosto w twarz i przecząco pokręcił głową.


     - Nic nie wiesz? Bo moja siostra tak naprawdę nazywa się Dylan Rosalie Janis Bierk. Rodzice byli lekko stuknięci i dali jej na imię od nazwiska swojego idola. Trzecie imię ma po Janis Joplin, a wszyscy znają ja jako 'Rosalie' po tym jak agencja modelek odmówiła zarejestrowania jej pod prawdziwym imieniem. - Chłopak wzruszył ramionami, ale nagle podskoczył jakby o czymś sobie przypomniał:


     - A właśnie! Mam rozumieć, że mała Deborah, będzie teraz moja psiapsiółą, co?


     Wyszczerzył się, a blondynka zaraz zaczęła świrować i mówić komicznym dziecięcym tonem:


     - Tak! Zrobię ci makijaż, paznokcie, porobię warkoczyki i dobiorę ci zajebistą sukienkę! Pidżama party łiiiii!


     Mówiła entuzjastycznie tonem małego dziecka. Sebastian słysząc to, wybuchnął śmiechem.


     - To ja wolę negliż party!


     Gdy dziewczyna to usłyszała, sypnęła na niego garść piasku, a ten zirytowany spojrzał na nią z nienawistną miną.


     - Ej nooo! Byłem posmarowany kremem, a teraz kurwa piasek się przykleił!


     - Ojojoj! - Wyszczerzyła się Debbie, udając, że jej smutno. - Mam na to radę!


     - Jaką?


     - ZAPIERDALAJ DO MORZA! W te pędy!


     Po tych słowach blondynka momentalnie zerwała się z ręcznika i szybko wbiegła do morza. W biegu rozpuściła włosy, a gumkę rzuciła gdzieś na piasek. Zanurkowała i popłynęła trochę dalej. Gdy się wynurzyła, na brzegu zobaczyła stojącego Sebastiana. Patrzył na nią jak na idiotkę, po chwili jednak pokręcił zażenowany głową i wbiegł w ślad za nią. Gdy już był przy Deb, ochlapał dziewczynę wodą. Ta zrobiła smutną minkę i zanurkowała. Złapała go pod wodą za nogę i pociągnęła tak, że chłopak zachwiał się i przewrócił. Po chwili jednak usłyszała znajomy jej już damski pisk.


     - Kurwa, Adler! Nie umiem pływać! - darł się chłopak i chlapał wodą na wszystkie strony. Debbie nieco się przestraszyła, więc szybko złapała go za ramiona i wynurzyła z wody. Wtedy on spojrzał jej w oczy i wypluł całą wodę, którą miał w ustach prosto jej w twarz. - Em, żartowałem! - zachichotał jak nastolatka.


     Debbie rzuciła mu nienawistne spojrzenie i po chwili wyszła z wody. Owinęła ręcznikiem włosy i przyglądała się Sebastianowi jak pływa. Nie mogła zaprzeczyć, że atrakcyjny był z niego chłopak, a tym bardziej gdy był mokry, jednak nie wyobrażała go sobie jako kogoś więcej. Zapowiadała się dobra przyjaźń. Brat dziewczyny mojego brata, z którą mieszkam jest kumplem mojego brata... Brzmiało skomplikowanie. Po chwili zdjęła ręcznik z włosów i dokładnie się wytarła. Potrzepała kilka razy włosami, delikatnie dotknęła ich ręką i o dziwo były już prawie suche. Ach, te uroki pogody Miasta Aniołów, pomyślała i w tym samym czasie poczuła na sobie wzrok Sebastiana. Szybko pokazała mu gestem, żeby do niej przyszedł. Posłusznie to zrobił. Stanął przede blondynką, ociekając wodą, a ta zaśmiała się cicho i zaraz podała mu ręcznik.


     - Hm, po co miałem wychodzić?


     - Wiesz, muszę iść do Hellhouse, zabrać jeszcze jedną swoją torbę, okej? Ale jeszcze wstąpię do was i się ubiorę. Spotkamy się w domu.


     Sebastian pokiwał głową i delikatnie pocałował czubek jej głowy. Debbie uśmiechnęła się, złapała swoją małą torbę i szybko ruszyła w stronę nowego lokum. Zdawała sobie sprawę, że jest obserwowana przez napalonych mężczyzn. Przecież szła w stroju kąpielowym, a figurę też miała niezgorszą. Tak, to mówiło samo za siebie. Nagle przyszło jej do głowy, że powinna jakoś się odwdzięczyć Rosie, że ją przygarnęła. Nie miała zamiaru sprawiać wrażenia niewdzięcznej suki. Po chwili znalazła się pod małym marketem. Zajrzała do swojej torby i wyjęła portfel. Szybko zliczyła jego zawartość i skrzywiła się. Nie było tego wiele, jednak starczyło na pospolite zakupy. Weszła do środka i tak w jej koszyku zaczęły zbierać się pospolite rzeczy, pieczywo, makarony, bazy do sosów, jakieś serki i inne takie. Po chwili zatrzymałam się przy półce z alkoholami. Przemierzyła parę wzrokiem i po chwili szybko złapała butelkę wina. Zadowolona podeszła do kasy. Uśmiechnęła się wesoło do kasjerki, która tylko skarciła jej ubiór i skasowała zakupy z miną męczennika. Debbie wyszła ze sklepu. Kierowała się dalej w stronę domu Dylan i niewiele minęło, a była już przed wejściem. Gdy weszła do mieszkania, z góry dochodziły głośne jęki i piski podniecenia. Blondynka zaśmiała się pod nosem. Czyli jednak Rosie i Steve dobrze się bawią, pomyślała. Postanowiła zrobić im żart i ich przyłapać. Już wyobrażała sobie minę brata! Weszła po cichaczu na górę i jak się okazało wszystko dochodziło z łazienki. Podeszła do drzwi i gwałtownie je otworzyła. Jednak to co zobaczyła, okazało się o wiele gorsze niż sądziła.

piątek, 7 marca 2014

Like a Rolling Stone - Part 4

     Rosalie siedziała mu na kolanach, rozmawiając o jakiś chorych pierdołach z Duffem. Gdyby nie ta dziewczyna prawdopodobnie gniłby teraz pod stertą kokainy. Chociaż ciągle był na speedzie, miał dla kogo zachowywać się jak człowiek cywilizowany. Dobrze wiedział, że tolerowała wszystko, ale w umiarze. Jej matka skończyła w śmietniku po tym jak zadłużyła się u dilerów przez co dziewczyna patrzyła na narkotyki dość ostro. Taaak... Miłość daje wiele do zrozumienia. Zwłaszcza ta. Rosie była cudowna. Drobna, szczupła, z burzą czarnych włosów. Zawsze tak rozkosznie pogodna. Wszyscy w tym piekielnym domu polubili ją od momentu, w którym przekroczyła jego próg. Po prostu raz wpadła z Erin i już została. Jednak Stevena w tym momencie najbardziej martwiło to jak rozwiną się jej relacje z Debbie. Martwił się, że siostra jej nie zaakceptuje. Przecież różnica wieku nie była duża, ale nie była też mała. Cztery lata dokładnie. A może to Rosalie uzna, że nie chce się zadawać z gówniarą?, myślał, marszcząc brwi.

     - Steve, kochanie, prawda? - Matowy, przyjemny głos wyrwał go z zamyślenia.

     - Tak, znaczy... No... Jak brzmiało pytanie? - Chłopak skrzywił się z mieszaną miną, czując, że się wygłupił.

     - Eh... Stevenie Adlerze... Pytałam czy ty też uważasz, że Bob Dylan to jeden z najlepszych wykonawców na świecie?

     - Absolutnie nie! - wydarł się. - Kiss są najlepsi!

     - Was chyba kompletnie pojebało! - włączył się do rozmowy Duff. - Nie obrażając wspaniałej Rosie - tu uśmiechnął się do dziewczyny, czym zarobił sobie kopniaka od Stevena. - Mówię wam, że Elton John to król królów!

     Wszyscy w pokoju wybuchnęli śmiechem.

     - A chuj kurwa nieprawda. Sex Pistols to bogowie!

     Jak na rozkaz sześć głów odwróciło się w kierunku blondynki, która dopiero co weszła do niby salonu. Wszyscy prócz Rosalie doskonale już ją znali.

     - Młoda ma rację! - Tym razem odezwał się jak dotąd przymulający Izzy. Mała blondyna podeszła do niego i przybiła mu piątkę. Po chwili zmierzyła uważnym wzrokiem Rosie. Czarna miała niewyobrażalnie długie nogi i wyglądała na typową modelkę. Gdyby ktoś ogłosił konkurs na najbardziej podobnych bywalców tego pokoju, zapewne wygraliby go czarna i Slash, których włosy praktycznie niczym się nie różniły. Dziewczyna miała tylko bardziej faliste, związane w luźny kobiecy sposób. Slash natomiast miał po prostu busz. Debbie bez określonego wyrazu twarzy, podeszła i podała jej dłoń.

     - Deborah. Siostra jak widać... Twojego chłopaka. - Deb powiedziała to z jednoznacznym akcentem, a czarna nie mogła zrobić nic innego jak uśmiechnąć się i odwzajemnić uścisk.

     - Rosalie, Rosie. Możesz mówić jak chcesz. Tak, jestem z twoim bratem i jak na razie nie narzekam - zaśmiała się. Debbie zdziwiła się, że brunetka zrobiła na niej tak dobre pierwsze wrażenie. Przyjeżdżając tu nawet nie myślała, że jej brat ma kogoś, a sadząc po spotkanych dotychczas dziewczynach, spodziewałaby się pustej, zadufanej w sobie laluni. Może miała się dopiero przekonać jaka jest prawda, ale na razie wszystko szło nadzwyczaj pomyślnie.

     - A gotował ci już? - zapytała, rozglądając się instynktownie za czymś do jedzenia.

     - Nie.

     - To pogadamy jak zacznie. Osobiście nie polecam. Grozi zatruciem.

     - No kurwa dzięki! - Steven spojrzał na nią spode łba, a Rosalie jakby na pocieszenie położyła mu dłoń na udzie. Debbie nie umknęło to uwadze i przez głowę przemknęła jej myśl, że tych dwoje już ze sobą spało. No pewnie, że tak! Nad czym się tu zastanawiać!, burknęła w myślach i przeniosła uwagę na krajobraz za oknem bez szyby.

     - Nie ma za co - odparła. - To może jedyny utalentowany kucharz w tej rodzinie zrobi jakieś śniadanie, co? - spytała, po czym dodała:

     - I nie mam na myśli ciebie, braciszku.

     - Jasne - Steven przewrócił oczami. - Panno wysokie mniemanie.

     - O, KURWA MAĆ! STEVEN WIE CO TO ZNACZY MNIEMANIE! - Przyłączył się Slash i tym razem blondyn przywalił sobie pięknego facepalma. Jego własna siostra musiała go upokarzać. Już myślał, że Rosie zareaguje
dość ostro, ale dziewczyna wybuchnęła śmiechem.

     - Pomogę ci, Deb. Jeśli nie masz nic przeciwko - mruknęła, nie wiedząc, że jej zachrypnięty głos podniecił nie tylko jej chłopaka. Wstała i obie poszły do kuchni.



     Obydwie dziewczyny nie miały problemu z dogadaniem się. Starały zrobić coś jadalnego z zasobów żywieniowych tego domu. Rosalie wyciągnęła skądś lekko czerstwy chleb i pudełko z masłem przez co zapunktowała u Debbie. Powiedziała, że najlepszym sposobem będzie zrobienie z tego tostów. Debbie patrzyła na dziewczynę dużymi oczami i czekała tylko, aż czarna skończy swoje kucharskie czary i da jej się
porządnie najeść.

     - To od kiedy jesteś z moim bratem? - zapytała, usiłując otworzyć opakowanie masła.

     - Jakoś trzy miesiące. Poczekaj. Pokażę ci jak to się otwiera. - Brunetka z wiecznym uśmiechem przejęła od niej opakowanie i rzuciła nim o ścianę. Otworzyło się. Podniosła je i z powrotem podała blondynce. - Trzymaj.

     Debbie wybuchnęła śmiechem, nie mogąc uwierzyć, że tak kobieca osoba może trzasnąć masłem w ścianę. Zdecydowanie zaczynała jej się podobać ta paniusia. Dziewczyna chodziła w jeansowych szortach i
męskiej koszuli co wcale nie odejmowało jej uroku. Widząc reakcje Deb, wzruszyła ramionami.

      - Wiesz, trzy miesiące w tym domu uczy cię zasad surwiwalu. Poważnie - dodała, gdy Debbie patrzyła na nią z podniesionymi brwiami.

     - Dobra. Wierzę ci. - Blondynka zlitowała się nad Rosie, po czym wskoczyła na blat tuż obok niej. Pomachała chwilę nogami, aż w końcu wybuchła:

     - Ja pierdziele! Ja tu przecież nie wytrzymam! Wszędzie zapijaczone chłopy, a tu nawet nie ma gdzie się wykąpać! Wczoraj musiałam kraść wodę w wiadrze od sąsiadów!

     - Za domem jest hydrant - odpowiedziała z uśmiechem Rosalie, ale w jej glosie dało się usłyszeć współczucie. Nawet rzuciła Debbie litościwe spojrzenie. Blondynka załamała się tylko jeszcze bardziej. - Spokojnie. Przecież nie skażę cię na ten Babilon - dodała Rosie, smarując jednym pociągnięciem noża wszystkie kanapki masłem. - Jak chcesz, możesz zatrzymać się u mnie. Nie dam ci luksusów, ale na pewno będzie lepsze niż... To. Małe mieszkanko. W centrum. Mam jeden pokój, ale jest materac. Damy radę.

     - O, kurwa! Poważnie? - Debbie upuściła opakowanie i przytuliła ją mocno. - Dziękuję, kurwa!

     - Ej, ej! Mała, ogarnij słownictwo! I nie ma za co. Jesteś fajną laską tylko nam się nie zepsuj w tym chorym LA. - Rosie miała poważną minę, ale po chwili nie wytrzymała i obydwie się zaśmiały. No, no. Własne mieszkanie. Z dziewczyną, a nie pięcioma facetami... Mogłam tylko o tym marzyć, myślała zadowolona Deb, czując jak uśmiech na twarzy z każdą chwilą jej się powiększa. Po chwili jednak spoważniała.

     - Ale mogę czasem zajarać? Napić się?

     - A... ile ty masz właściwie lat? Czternaście? Piętnaście?

     - Siedemnaście jakby nie patrzeć, wiesz...

     - No to na chuj się pytasz! - Brunetka zaśmiała się, wkładając kolejną porcję kanapek do tostera. - A właśnie... - zmierzyła ją wzrokiem. - Czy to nie koszulka Axla?

      - Serio? - Debbie wydała dźwięk przypominający muczenie krowy, po czym spojrzała na koszulkę. - Ej! Myślałam, że to moja. Wczoraj było ciemno i nic nie widziałam... - zaczęła się tłumaczyć, ale Rosie spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami i spytała:

     - Spałaś z nim?!

     - Nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Deb złapała się za głowę. Czemu wszyscy w tym domu sadzili, że od razu rozłożyła przed tym rudzielcem nogi?! Przecież był kompletnie nie w jej typie no i też zbyt przystojny nie był.

     - To dlaczego... - ciągnęła brunetka, ale Deb przerwała jej:

     - Leżała na ziemi... Podniosłam, założyłam, poszłam spać. To tyle. Wszyscy od razu uważają, że jestem na tyle głupia, żeby być z takim furiatem - ściszyła głos. - W dodatku nie zrobiłabym tego Steve'owi.

     - Cholera, dziewczyno. Wiesz jak mnie wystraszyłaś?! Masz szczęście! Nie wiesz do czego on jest zdolny - powiedziała poważnie brunetka, opierając prawą rękę na biodrze i patrząc uważnie na Debbie.

     - Mówisz mi to, już jako druga.

     - Mogę się założyć, że wszyscy to potwierdzą. To jest Axl. On jest nieobliczalny.

     - Co masz na myśli mówiąc nieobliczalny?

     - To, że ten facet jest chory psychicznie. - Deb osłupiała. Widziała jak się zachowywał, ale sadziła, że to przez to, że był zwykłym chamem. Nie wiedziała, co teraz myśleć. Jej brat mieszkał pod jednym dachem z psycholem? Teraz jeszcze bardziej doceniła propozycję Rosalie. - Ma psychozę maniakalno-depresyjną.

     - Powinnam niby wiedzieć co to jest?

     - Szybko się denerwuje... O głupie rzeczy. Jeśli go czymś wkurzysz, zrobi ci krzywdę. Tobie i sobie.

     - Ale... Może potrzebny mu specjalista?

     - Kochanie, mów co chcesz. Ja wiem swoje. Chodź, damy im te kanapki i pójdziemy do mnie. Co ty na to?

     - Jasne. - Blondyna uśmiechnęła się szeroko, a Rosie wepchnęła jej tosta w buzie. Wzięły talerze do 'salonu' gdzie czekali już wszyscy. Duff kłócący się o coś z Stevem, Slash próbujący przemówić Izzy'emu do rozumu i Axl , który uważnie zmierzył Deb spojrzeniem. Wzrok zostawił na swojej koszulce. Dziewczyna chciała jak najszybciej stamtąd uciec, żeby tylko rudy się na nią tak nie patrzył. Po tych wszystkich newsach od Rosie nie chciała znowu stawać mu na drodze. Po chwili Axl wstał, podszedł do dziewczyny, złożył pocałunek na jej policzku, przejął od niej kanapki i szepnął do ucha.

     - Ślicznie ci w tej koszulce.

     Debbie zdębiała. Myślała, że co najmniej zedrze z niej swoją własność albo ją uderzy. Ale coś takiego?! Stała bez ruchu, a po chwili poczuła na sobie wzrok wszystkich pozostałych.

     - Co to kurwa?! Deborah Jeny Alder, czy ty jesteś do kurwy z Axlem jebanym Rosem?! -wykrzyczał wkurwiony Steven.

     - No co ty?! - zaprotestowała blondynka, ale jej brat był tak wściekły, że nie słuchał, co mówiła.

     - Pojebało cię?! Ten skurwiel cię wykorzysta! Przeleci z trzy razy i odrzuci! - darł się dalej. Wszyscy patrzyli na niego jak na zupełnie inną osobę. Nie poznawali go. Nawet Rosalie stała osłupiała z talerzem tostów, a stojący tuż obok Duff zamarł z kanapką w dłoni w połowie drogi do ust. Axl nie wytrzymał. Podszedł do Steve'a i uderzył go w twarz. Rosie podskoczyła przerażona, opuszczając kilka kawałków chleba. Steven szybko oddał i zaraz wyszedł z domu.

     - Kurwa - szepnęła do siebie Rosalie.


     No, cudownie. Po prostu świetnie! Właśnie zaprzyjaźniłam się z jego dziewczyną. Dogadujemy się idealnie, a on robi takie kurwa głupie sceny. Zatłukę. Nie. Najpierw zatłukę tego pojeba Axla. No, dobra spokojnie. Nie. Nieważne. Debbie spojrzała ukradkiem na Rosie, która właśnie wciskała talerz tostów prosto w ręce Duffa.

     - Rose, przecież sama widziałaś - zaczął się tłumaczyć Axl, ale dziewczyna odwróciła się, mijając go bez słowa i podeszła do Deb. Złapała ją za rękę, mrucząc:

     - Chodź. Nie mamy tu już nic do roboty. Weźmiemy tylko twoją torbę. Moje auto stoi na zewnątrz.

     Debbie kiwnęła głową i wyszła z pokoju, ciągnięta przez brunetkę. Pobiegła do jednej z klit, gdzie leżała jej walizka, ściągnęła szybko z siebie koszulkę Axla, ciskając ją w najdalszy kąt pokoju, po czym włożyła swoje ciuchy. Obcisłe skórzane spodnie, koszulkę z logiem Television i dżinsową kurtkę. Na swoje nogi naciągnęła długie czarne kozaki. Zarzuciła torbę na ramię i wyszła z Hellhouse. Przy drzwiach czekała już czarna. Miała poważną minę, ale gdy zobaczyła Deb od razu jej twarz rozpromienił uśmiech. Bez słowa otworzyła drzwi i znacząco spojrzała na blondynkę. Rosie wyszła, a Debbie pobiegła za nią. Przy szopie stały tylko dwa samochody - czarny wehikuł czasu z wypożyczalni i matowo-czerwony Mustang. To właśnie przy nim stała Rosie i otworzyła bagażnik auta, do którego Deb wrzuciła swoją walizkę. Chwilę później obie siedziały już w środku.

     - Ładne cacuszko - rzuciła blondynka, podziwiając zgranie kierowcy z samochodem. Oboje byli idealni I idealnie do siebie pasowali.

     - Dzięki. Mój eks był mechanikiem - odparła Rosalie i odpaliła. Pierwsze co usłyszały w głośnikach należało do twórczości Kiss.

     - Oj, wybacz. Twój brat zawsze przynosi tego tyle - zaczęła szczerze zmieszana Rosie.

     - Masz coś innego? - zaśmiała się Debbie. Dziewczyna jej brata z szerokim uśmiechem wskazała blondynce schowek, który ta natychmiast otworzyła. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy była kaseta Davida Bowiego. Szybko ją wyciągnęła i włożyła do odtwarzacza.

     - Czyli ty też uwielbiasz jego głos, co? - Zaśmiała się Rosie, zakładając duże okulary przeciwsłoneczne.

     - Nie sądzisz, że tego głosu nie kochać się nie da?!

     - Też racja.

     Wybuchnęły śmiechem i zaczęły jednocześnie wspomagać Davida swoimi głosami. W pewnym momencie Debbie złapała się na tym, że ciągle patrzy się na Rosalie.

     - Co jest, Blondie? - spytała czarna, nie odrywając wzroku od drogi. Deb wzruszyła ramionami i odparła:

     - Gdzie pracujesz, że stać cię na swoje mieszkanie, samochód? I pewnie do tego masz w domu prysznic.

     - Jestem modelką, ale to dość niewdzięczna praca - odparła z półuśmiechem brunetka.

     - Dlaczego? - spytała zdziwiona Debbie, czując jak wiatr targa jej włosy. Identyczny problem miała Rosie, ale u niej wyglądało to wręcz idealnie. - Przecież to jest zajebiszczaskie! Pozujesz, cykają ci fotki, potem umieszczają w reklamach... Wow! To znaczy, że jesteś sławna?

     - Powiedzmy... Tylko wiesz. Czasem chciałabym się najeść, nie patrząc na kalorie. No a jak przyjeżdżają nowi fotografowie to czasami chcą robić zdjęcia w negliżu. Inne dziewczyny nie mają z tym problemu, ale jak mam się rozebrać przed kimś kogo nie znam... Słabo.

     Rosie skrzywiła się i tak skończyła się rozmowa. Dalej jechały, słuchając Bowiego i nie minęło trzydzieści minut jak w tej atmosferze psychodelii podjechały pod niewielki domek. Uroczy w ładnej dzielnicy prezentował się wcale niezgorzej. Debbie uśmiechnęła się i otworzyła buzię ze zdziwienia.

     - Małe mieszkanko, co? Ten domek jest śliczny!

     - Wiem, bo mój i bez napalonych facetów. - Rosie wyszczerzyła się do niej.

     - Steve nauczył cię skromności! - Wyśmiała ją i powoli wysiadła. Deb podeszła do bagażnika i wyciągnęła swoją torbę. Czarna posłała jej słodki uśmiech i gestem zaprosiła do domu. Gdy weszła do środka, zachwyciła się. Porządek, ład w całym domu, wszystko było ogarnięte i stało na swoim miejscu. Zupełnie jakby Debbie weszła do jednego z domu z okładki 'Doskonale wnętrza'. Jednak od razu czuć było hipisowskie wpływy. W dalszej części całą jedną półkę zajmowały winyle i kasety. A na największej ścianie widniało wielkie logo Led Zeppelin. Dookoła wisiały plakaty Boba Dylana, Jamesa Deana, Moody'ego Watersa, Hendrixa i wielu innych.

     - Kurwa, dziewczyno ty naprawdę ich kochasz. - Debbie zaśmiała się, wskazując na malowidło na ścianie.

     - Mówiłam... - Czarna przejęła od blondynki torbę. Gdy ta wyszła do przedpokoju, zobaczyła kolejne drzwi, przekreślone czerwona farbą.

     - Mówiłaś, że masz jeden pokój.

     - Jeden do dyspozycji. Tu od czasu do czasu rezyduje mój brat.

     - Brat? Mogę poznać? I... Czy nie wyjebie mnie?

     - No coś ty! To mój dom. - Rosalie puściła jej oko. - Ma na imię Sebastian i jest od ciebie tylko dwa lata starszy. Ostatnio dość często tu bywa. Odsypia koncerty... Niestety. Ale spokojnie.

     - Czekaj. Czekaj... Jak wy macie na nazwisko, hm?

     - No, Bierk. - Na te słowa Debbie uniosła brwi i z zaciekawieniem na nowo zaczęła przyglądać się swojej smuklej gospodyni.

     - O, kurwa. Twoim bratem jest Sebastian Bach?! - spytała zaskoczona Debbie, która znała to nazwisko z kasety, którą kiedyś wysłał jej w prezencie urodzinowym Steven.

     - Czyli znasz Skid Row? - Zaśmiała się i pokręciła z politowaniem głową brunetka. - Poświęca na tej zabawę w zespól cały swój czas. Zresztą tak samo jak twój brat i pozostali.

     Debbie tylko znacząco się uśmiechnęła i pokiwała głową. Rosalie mówiła coś o zmarnowaniu życia w pogoni za marzeniem o sławie takiej jak The Rolling Stones. Szybko jednak zapukała do drzwi owego pokoju.

     - Sebastian! - krzyknęła nieczuło. - Jesteś?!

 - No... - odezwał się doskonale znany Deb, gładki, męski głos. Nasłuchała się go już wystarczająco, by rozpoznać go i po stu latach.

     - Mamy gościa! Chodź tu.

     Nie musiały długo czekać, aż wysoki blondyn pokazał się w progu. Gdy stanął obok Rosalie, Debbie nie mogła uwierzyć, że byli rodzeństwem. Stanowili swoje dokładne przeciwieństwa. Jedno miało jasne proste włosy i jasną cerę, drugie natomiast kruczoczarne loki i skórę lekko muśniętą słońcem. Jednak oboje mieli takie same twarze. Rosie zadziwiająco kobiecą, a jej brat męską. Debbie nie wiedziała jak to możliwe, że jedna twarz pasowała idealnie do obu płci. Sebastian przeciągnął się, za co dostał kuksańca od Rosie. Zmierzył małą dziewczynę wzrokiem i uśmiechnął się sennie. Podał jej zgrabnie rękę.

     - Sebastian... Bach... A ty jesteś...?

     - Deborah Adler.

     - Czyżby siostra naszego Stevenka? - uśmiechnął się chłopak, patrząc wymownie na swoją siostrę. - Namnożyło nam się tych Adlerów.

     - Niestety... - Blondynka przewróciła oczami.

     - Jakie niestety? - wtrąciła się Rosie. - Kochany z niego chłopak... Troskliwy.

     - Oj, tak bardzo - zachichotał pod nosem Sebastian jak złośliwy chochlik. - Lepiej powiedz mi ile razy wyciągałaś go z najgorszego gówna?

     Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, bo Debbie mruknęła:

     - Prawda. Tak bardzo troskliwy, zwłaszcza gdy myślał, że jestem z Axlem...

 - Jesteś z Axlem?! - wydarł się chłopak. Debbie pokręciła energicznie głową i powiedziała głośno:

     - Czy wy w tym LA jesteście głusi? Myślał, że z nim jestem! Myślał!

     Sebastian jednak jakby jej w ogóle nie słyszał:

     - Dziewczyno! Przecież to psychopata!

     - No kurwa mać! Ile jeszcze osób mi to powie? - Deb załamała się.

     - Wszyscy którzy go znają. - Rodzeństwo Bach odpowiedziało jej chórem, a Debbie przewróciłam oczami. Miała dość tych wszystkich oskarżeń o jej związek z Axlem.

     - Dobra. Chcę tylko iść spać. Pogadamy później... Zobaczymy.





Łączna liczba wyświetleń