piątek, 7 marca 2014

Like a Rolling Stone - Part 4

     Rosalie siedziała mu na kolanach, rozmawiając o jakiś chorych pierdołach z Duffem. Gdyby nie ta dziewczyna prawdopodobnie gniłby teraz pod stertą kokainy. Chociaż ciągle był na speedzie, miał dla kogo zachowywać się jak człowiek cywilizowany. Dobrze wiedział, że tolerowała wszystko, ale w umiarze. Jej matka skończyła w śmietniku po tym jak zadłużyła się u dilerów przez co dziewczyna patrzyła na narkotyki dość ostro. Taaak... Miłość daje wiele do zrozumienia. Zwłaszcza ta. Rosie była cudowna. Drobna, szczupła, z burzą czarnych włosów. Zawsze tak rozkosznie pogodna. Wszyscy w tym piekielnym domu polubili ją od momentu, w którym przekroczyła jego próg. Po prostu raz wpadła z Erin i już została. Jednak Stevena w tym momencie najbardziej martwiło to jak rozwiną się jej relacje z Debbie. Martwił się, że siostra jej nie zaakceptuje. Przecież różnica wieku nie była duża, ale nie była też mała. Cztery lata dokładnie. A może to Rosalie uzna, że nie chce się zadawać z gówniarą?, myślał, marszcząc brwi.

     - Steve, kochanie, prawda? - Matowy, przyjemny głos wyrwał go z zamyślenia.

     - Tak, znaczy... No... Jak brzmiało pytanie? - Chłopak skrzywił się z mieszaną miną, czując, że się wygłupił.

     - Eh... Stevenie Adlerze... Pytałam czy ty też uważasz, że Bob Dylan to jeden z najlepszych wykonawców na świecie?

     - Absolutnie nie! - wydarł się. - Kiss są najlepsi!

     - Was chyba kompletnie pojebało! - włączył się do rozmowy Duff. - Nie obrażając wspaniałej Rosie - tu uśmiechnął się do dziewczyny, czym zarobił sobie kopniaka od Stevena. - Mówię wam, że Elton John to król królów!

     Wszyscy w pokoju wybuchnęli śmiechem.

     - A chuj kurwa nieprawda. Sex Pistols to bogowie!

     Jak na rozkaz sześć głów odwróciło się w kierunku blondynki, która dopiero co weszła do niby salonu. Wszyscy prócz Rosalie doskonale już ją znali.

     - Młoda ma rację! - Tym razem odezwał się jak dotąd przymulający Izzy. Mała blondyna podeszła do niego i przybiła mu piątkę. Po chwili zmierzyła uważnym wzrokiem Rosie. Czarna miała niewyobrażalnie długie nogi i wyglądała na typową modelkę. Gdyby ktoś ogłosił konkurs na najbardziej podobnych bywalców tego pokoju, zapewne wygraliby go czarna i Slash, których włosy praktycznie niczym się nie różniły. Dziewczyna miała tylko bardziej faliste, związane w luźny kobiecy sposób. Slash natomiast miał po prostu busz. Debbie bez określonego wyrazu twarzy, podeszła i podała jej dłoń.

     - Deborah. Siostra jak widać... Twojego chłopaka. - Deb powiedziała to z jednoznacznym akcentem, a czarna nie mogła zrobić nic innego jak uśmiechnąć się i odwzajemnić uścisk.

     - Rosalie, Rosie. Możesz mówić jak chcesz. Tak, jestem z twoim bratem i jak na razie nie narzekam - zaśmiała się. Debbie zdziwiła się, że brunetka zrobiła na niej tak dobre pierwsze wrażenie. Przyjeżdżając tu nawet nie myślała, że jej brat ma kogoś, a sadząc po spotkanych dotychczas dziewczynach, spodziewałaby się pustej, zadufanej w sobie laluni. Może miała się dopiero przekonać jaka jest prawda, ale na razie wszystko szło nadzwyczaj pomyślnie.

     - A gotował ci już? - zapytała, rozglądając się instynktownie za czymś do jedzenia.

     - Nie.

     - To pogadamy jak zacznie. Osobiście nie polecam. Grozi zatruciem.

     - No kurwa dzięki! - Steven spojrzał na nią spode łba, a Rosalie jakby na pocieszenie położyła mu dłoń na udzie. Debbie nie umknęło to uwadze i przez głowę przemknęła jej myśl, że tych dwoje już ze sobą spało. No pewnie, że tak! Nad czym się tu zastanawiać!, burknęła w myślach i przeniosła uwagę na krajobraz za oknem bez szyby.

     - Nie ma za co - odparła. - To może jedyny utalentowany kucharz w tej rodzinie zrobi jakieś śniadanie, co? - spytała, po czym dodała:

     - I nie mam na myśli ciebie, braciszku.

     - Jasne - Steven przewrócił oczami. - Panno wysokie mniemanie.

     - O, KURWA MAĆ! STEVEN WIE CO TO ZNACZY MNIEMANIE! - Przyłączył się Slash i tym razem blondyn przywalił sobie pięknego facepalma. Jego własna siostra musiała go upokarzać. Już myślał, że Rosie zareaguje
dość ostro, ale dziewczyna wybuchnęła śmiechem.

     - Pomogę ci, Deb. Jeśli nie masz nic przeciwko - mruknęła, nie wiedząc, że jej zachrypnięty głos podniecił nie tylko jej chłopaka. Wstała i obie poszły do kuchni.



     Obydwie dziewczyny nie miały problemu z dogadaniem się. Starały zrobić coś jadalnego z zasobów żywieniowych tego domu. Rosalie wyciągnęła skądś lekko czerstwy chleb i pudełko z masłem przez co zapunktowała u Debbie. Powiedziała, że najlepszym sposobem będzie zrobienie z tego tostów. Debbie patrzyła na dziewczynę dużymi oczami i czekała tylko, aż czarna skończy swoje kucharskie czary i da jej się
porządnie najeść.

     - To od kiedy jesteś z moim bratem? - zapytała, usiłując otworzyć opakowanie masła.

     - Jakoś trzy miesiące. Poczekaj. Pokażę ci jak to się otwiera. - Brunetka z wiecznym uśmiechem przejęła od niej opakowanie i rzuciła nim o ścianę. Otworzyło się. Podniosła je i z powrotem podała blondynce. - Trzymaj.

     Debbie wybuchnęła śmiechem, nie mogąc uwierzyć, że tak kobieca osoba może trzasnąć masłem w ścianę. Zdecydowanie zaczynała jej się podobać ta paniusia. Dziewczyna chodziła w jeansowych szortach i
męskiej koszuli co wcale nie odejmowało jej uroku. Widząc reakcje Deb, wzruszyła ramionami.

      - Wiesz, trzy miesiące w tym domu uczy cię zasad surwiwalu. Poważnie - dodała, gdy Debbie patrzyła na nią z podniesionymi brwiami.

     - Dobra. Wierzę ci. - Blondynka zlitowała się nad Rosie, po czym wskoczyła na blat tuż obok niej. Pomachała chwilę nogami, aż w końcu wybuchła:

     - Ja pierdziele! Ja tu przecież nie wytrzymam! Wszędzie zapijaczone chłopy, a tu nawet nie ma gdzie się wykąpać! Wczoraj musiałam kraść wodę w wiadrze od sąsiadów!

     - Za domem jest hydrant - odpowiedziała z uśmiechem Rosalie, ale w jej glosie dało się usłyszeć współczucie. Nawet rzuciła Debbie litościwe spojrzenie. Blondynka załamała się tylko jeszcze bardziej. - Spokojnie. Przecież nie skażę cię na ten Babilon - dodała Rosie, smarując jednym pociągnięciem noża wszystkie kanapki masłem. - Jak chcesz, możesz zatrzymać się u mnie. Nie dam ci luksusów, ale na pewno będzie lepsze niż... To. Małe mieszkanko. W centrum. Mam jeden pokój, ale jest materac. Damy radę.

     - O, kurwa! Poważnie? - Debbie upuściła opakowanie i przytuliła ją mocno. - Dziękuję, kurwa!

     - Ej, ej! Mała, ogarnij słownictwo! I nie ma za co. Jesteś fajną laską tylko nam się nie zepsuj w tym chorym LA. - Rosie miała poważną minę, ale po chwili nie wytrzymała i obydwie się zaśmiały. No, no. Własne mieszkanie. Z dziewczyną, a nie pięcioma facetami... Mogłam tylko o tym marzyć, myślała zadowolona Deb, czując jak uśmiech na twarzy z każdą chwilą jej się powiększa. Po chwili jednak spoważniała.

     - Ale mogę czasem zajarać? Napić się?

     - A... ile ty masz właściwie lat? Czternaście? Piętnaście?

     - Siedemnaście jakby nie patrzeć, wiesz...

     - No to na chuj się pytasz! - Brunetka zaśmiała się, wkładając kolejną porcję kanapek do tostera. - A właśnie... - zmierzyła ją wzrokiem. - Czy to nie koszulka Axla?

      - Serio? - Debbie wydała dźwięk przypominający muczenie krowy, po czym spojrzała na koszulkę. - Ej! Myślałam, że to moja. Wczoraj było ciemno i nic nie widziałam... - zaczęła się tłumaczyć, ale Rosie spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami i spytała:

     - Spałaś z nim?!

     - Nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Deb złapała się za głowę. Czemu wszyscy w tym domu sadzili, że od razu rozłożyła przed tym rudzielcem nogi?! Przecież był kompletnie nie w jej typie no i też zbyt przystojny nie był.

     - To dlaczego... - ciągnęła brunetka, ale Deb przerwała jej:

     - Leżała na ziemi... Podniosłam, założyłam, poszłam spać. To tyle. Wszyscy od razu uważają, że jestem na tyle głupia, żeby być z takim furiatem - ściszyła głos. - W dodatku nie zrobiłabym tego Steve'owi.

     - Cholera, dziewczyno. Wiesz jak mnie wystraszyłaś?! Masz szczęście! Nie wiesz do czego on jest zdolny - powiedziała poważnie brunetka, opierając prawą rękę na biodrze i patrząc uważnie na Debbie.

     - Mówisz mi to, już jako druga.

     - Mogę się założyć, że wszyscy to potwierdzą. To jest Axl. On jest nieobliczalny.

     - Co masz na myśli mówiąc nieobliczalny?

     - To, że ten facet jest chory psychicznie. - Deb osłupiała. Widziała jak się zachowywał, ale sadziła, że to przez to, że był zwykłym chamem. Nie wiedziała, co teraz myśleć. Jej brat mieszkał pod jednym dachem z psycholem? Teraz jeszcze bardziej doceniła propozycję Rosalie. - Ma psychozę maniakalno-depresyjną.

     - Powinnam niby wiedzieć co to jest?

     - Szybko się denerwuje... O głupie rzeczy. Jeśli go czymś wkurzysz, zrobi ci krzywdę. Tobie i sobie.

     - Ale... Może potrzebny mu specjalista?

     - Kochanie, mów co chcesz. Ja wiem swoje. Chodź, damy im te kanapki i pójdziemy do mnie. Co ty na to?

     - Jasne. - Blondyna uśmiechnęła się szeroko, a Rosie wepchnęła jej tosta w buzie. Wzięły talerze do 'salonu' gdzie czekali już wszyscy. Duff kłócący się o coś z Stevem, Slash próbujący przemówić Izzy'emu do rozumu i Axl , który uważnie zmierzył Deb spojrzeniem. Wzrok zostawił na swojej koszulce. Dziewczyna chciała jak najszybciej stamtąd uciec, żeby tylko rudy się na nią tak nie patrzył. Po tych wszystkich newsach od Rosie nie chciała znowu stawać mu na drodze. Po chwili Axl wstał, podszedł do dziewczyny, złożył pocałunek na jej policzku, przejął od niej kanapki i szepnął do ucha.

     - Ślicznie ci w tej koszulce.

     Debbie zdębiała. Myślała, że co najmniej zedrze z niej swoją własność albo ją uderzy. Ale coś takiego?! Stała bez ruchu, a po chwili poczuła na sobie wzrok wszystkich pozostałych.

     - Co to kurwa?! Deborah Jeny Alder, czy ty jesteś do kurwy z Axlem jebanym Rosem?! -wykrzyczał wkurwiony Steven.

     - No co ty?! - zaprotestowała blondynka, ale jej brat był tak wściekły, że nie słuchał, co mówiła.

     - Pojebało cię?! Ten skurwiel cię wykorzysta! Przeleci z trzy razy i odrzuci! - darł się dalej. Wszyscy patrzyli na niego jak na zupełnie inną osobę. Nie poznawali go. Nawet Rosalie stała osłupiała z talerzem tostów, a stojący tuż obok Duff zamarł z kanapką w dłoni w połowie drogi do ust. Axl nie wytrzymał. Podszedł do Steve'a i uderzył go w twarz. Rosie podskoczyła przerażona, opuszczając kilka kawałków chleba. Steven szybko oddał i zaraz wyszedł z domu.

     - Kurwa - szepnęła do siebie Rosalie.


     No, cudownie. Po prostu świetnie! Właśnie zaprzyjaźniłam się z jego dziewczyną. Dogadujemy się idealnie, a on robi takie kurwa głupie sceny. Zatłukę. Nie. Najpierw zatłukę tego pojeba Axla. No, dobra spokojnie. Nie. Nieważne. Debbie spojrzała ukradkiem na Rosie, która właśnie wciskała talerz tostów prosto w ręce Duffa.

     - Rose, przecież sama widziałaś - zaczął się tłumaczyć Axl, ale dziewczyna odwróciła się, mijając go bez słowa i podeszła do Deb. Złapała ją za rękę, mrucząc:

     - Chodź. Nie mamy tu już nic do roboty. Weźmiemy tylko twoją torbę. Moje auto stoi na zewnątrz.

     Debbie kiwnęła głową i wyszła z pokoju, ciągnięta przez brunetkę. Pobiegła do jednej z klit, gdzie leżała jej walizka, ściągnęła szybko z siebie koszulkę Axla, ciskając ją w najdalszy kąt pokoju, po czym włożyła swoje ciuchy. Obcisłe skórzane spodnie, koszulkę z logiem Television i dżinsową kurtkę. Na swoje nogi naciągnęła długie czarne kozaki. Zarzuciła torbę na ramię i wyszła z Hellhouse. Przy drzwiach czekała już czarna. Miała poważną minę, ale gdy zobaczyła Deb od razu jej twarz rozpromienił uśmiech. Bez słowa otworzyła drzwi i znacząco spojrzała na blondynkę. Rosie wyszła, a Debbie pobiegła za nią. Przy szopie stały tylko dwa samochody - czarny wehikuł czasu z wypożyczalni i matowo-czerwony Mustang. To właśnie przy nim stała Rosie i otworzyła bagażnik auta, do którego Deb wrzuciła swoją walizkę. Chwilę później obie siedziały już w środku.

     - Ładne cacuszko - rzuciła blondynka, podziwiając zgranie kierowcy z samochodem. Oboje byli idealni I idealnie do siebie pasowali.

     - Dzięki. Mój eks był mechanikiem - odparła Rosalie i odpaliła. Pierwsze co usłyszały w głośnikach należało do twórczości Kiss.

     - Oj, wybacz. Twój brat zawsze przynosi tego tyle - zaczęła szczerze zmieszana Rosie.

     - Masz coś innego? - zaśmiała się Debbie. Dziewczyna jej brata z szerokim uśmiechem wskazała blondynce schowek, który ta natychmiast otworzyła. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy była kaseta Davida Bowiego. Szybko ją wyciągnęła i włożyła do odtwarzacza.

     - Czyli ty też uwielbiasz jego głos, co? - Zaśmiała się Rosie, zakładając duże okulary przeciwsłoneczne.

     - Nie sądzisz, że tego głosu nie kochać się nie da?!

     - Też racja.

     Wybuchnęły śmiechem i zaczęły jednocześnie wspomagać Davida swoimi głosami. W pewnym momencie Debbie złapała się na tym, że ciągle patrzy się na Rosalie.

     - Co jest, Blondie? - spytała czarna, nie odrywając wzroku od drogi. Deb wzruszyła ramionami i odparła:

     - Gdzie pracujesz, że stać cię na swoje mieszkanie, samochód? I pewnie do tego masz w domu prysznic.

     - Jestem modelką, ale to dość niewdzięczna praca - odparła z półuśmiechem brunetka.

     - Dlaczego? - spytała zdziwiona Debbie, czując jak wiatr targa jej włosy. Identyczny problem miała Rosie, ale u niej wyglądało to wręcz idealnie. - Przecież to jest zajebiszczaskie! Pozujesz, cykają ci fotki, potem umieszczają w reklamach... Wow! To znaczy, że jesteś sławna?

     - Powiedzmy... Tylko wiesz. Czasem chciałabym się najeść, nie patrząc na kalorie. No a jak przyjeżdżają nowi fotografowie to czasami chcą robić zdjęcia w negliżu. Inne dziewczyny nie mają z tym problemu, ale jak mam się rozebrać przed kimś kogo nie znam... Słabo.

     Rosie skrzywiła się i tak skończyła się rozmowa. Dalej jechały, słuchając Bowiego i nie minęło trzydzieści minut jak w tej atmosferze psychodelii podjechały pod niewielki domek. Uroczy w ładnej dzielnicy prezentował się wcale niezgorzej. Debbie uśmiechnęła się i otworzyła buzię ze zdziwienia.

     - Małe mieszkanko, co? Ten domek jest śliczny!

     - Wiem, bo mój i bez napalonych facetów. - Rosie wyszczerzyła się do niej.

     - Steve nauczył cię skromności! - Wyśmiała ją i powoli wysiadła. Deb podeszła do bagażnika i wyciągnęła swoją torbę. Czarna posłała jej słodki uśmiech i gestem zaprosiła do domu. Gdy weszła do środka, zachwyciła się. Porządek, ład w całym domu, wszystko było ogarnięte i stało na swoim miejscu. Zupełnie jakby Debbie weszła do jednego z domu z okładki 'Doskonale wnętrza'. Jednak od razu czuć było hipisowskie wpływy. W dalszej części całą jedną półkę zajmowały winyle i kasety. A na największej ścianie widniało wielkie logo Led Zeppelin. Dookoła wisiały plakaty Boba Dylana, Jamesa Deana, Moody'ego Watersa, Hendrixa i wielu innych.

     - Kurwa, dziewczyno ty naprawdę ich kochasz. - Debbie zaśmiała się, wskazując na malowidło na ścianie.

     - Mówiłam... - Czarna przejęła od blondynki torbę. Gdy ta wyszła do przedpokoju, zobaczyła kolejne drzwi, przekreślone czerwona farbą.

     - Mówiłaś, że masz jeden pokój.

     - Jeden do dyspozycji. Tu od czasu do czasu rezyduje mój brat.

     - Brat? Mogę poznać? I... Czy nie wyjebie mnie?

     - No coś ty! To mój dom. - Rosalie puściła jej oko. - Ma na imię Sebastian i jest od ciebie tylko dwa lata starszy. Ostatnio dość często tu bywa. Odsypia koncerty... Niestety. Ale spokojnie.

     - Czekaj. Czekaj... Jak wy macie na nazwisko, hm?

     - No, Bierk. - Na te słowa Debbie uniosła brwi i z zaciekawieniem na nowo zaczęła przyglądać się swojej smuklej gospodyni.

     - O, kurwa. Twoim bratem jest Sebastian Bach?! - spytała zaskoczona Debbie, która znała to nazwisko z kasety, którą kiedyś wysłał jej w prezencie urodzinowym Steven.

     - Czyli znasz Skid Row? - Zaśmiała się i pokręciła z politowaniem głową brunetka. - Poświęca na tej zabawę w zespól cały swój czas. Zresztą tak samo jak twój brat i pozostali.

     Debbie tylko znacząco się uśmiechnęła i pokiwała głową. Rosalie mówiła coś o zmarnowaniu życia w pogoni za marzeniem o sławie takiej jak The Rolling Stones. Szybko jednak zapukała do drzwi owego pokoju.

     - Sebastian! - krzyknęła nieczuło. - Jesteś?!

 - No... - odezwał się doskonale znany Deb, gładki, męski głos. Nasłuchała się go już wystarczająco, by rozpoznać go i po stu latach.

     - Mamy gościa! Chodź tu.

     Nie musiały długo czekać, aż wysoki blondyn pokazał się w progu. Gdy stanął obok Rosalie, Debbie nie mogła uwierzyć, że byli rodzeństwem. Stanowili swoje dokładne przeciwieństwa. Jedno miało jasne proste włosy i jasną cerę, drugie natomiast kruczoczarne loki i skórę lekko muśniętą słońcem. Jednak oboje mieli takie same twarze. Rosie zadziwiająco kobiecą, a jej brat męską. Debbie nie wiedziała jak to możliwe, że jedna twarz pasowała idealnie do obu płci. Sebastian przeciągnął się, za co dostał kuksańca od Rosie. Zmierzył małą dziewczynę wzrokiem i uśmiechnął się sennie. Podał jej zgrabnie rękę.

     - Sebastian... Bach... A ty jesteś...?

     - Deborah Adler.

     - Czyżby siostra naszego Stevenka? - uśmiechnął się chłopak, patrząc wymownie na swoją siostrę. - Namnożyło nam się tych Adlerów.

     - Niestety... - Blondynka przewróciła oczami.

     - Jakie niestety? - wtrąciła się Rosie. - Kochany z niego chłopak... Troskliwy.

     - Oj, tak bardzo - zachichotał pod nosem Sebastian jak złośliwy chochlik. - Lepiej powiedz mi ile razy wyciągałaś go z najgorszego gówna?

     Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, bo Debbie mruknęła:

     - Prawda. Tak bardzo troskliwy, zwłaszcza gdy myślał, że jestem z Axlem...

 - Jesteś z Axlem?! - wydarł się chłopak. Debbie pokręciła energicznie głową i powiedziała głośno:

     - Czy wy w tym LA jesteście głusi? Myślał, że z nim jestem! Myślał!

     Sebastian jednak jakby jej w ogóle nie słyszał:

     - Dziewczyno! Przecież to psychopata!

     - No kurwa mać! Ile jeszcze osób mi to powie? - Deb załamała się.

     - Wszyscy którzy go znają. - Rodzeństwo Bach odpowiedziało jej chórem, a Debbie przewróciłam oczami. Miała dość tych wszystkich oskarżeń o jej związek z Axlem.

     - Dobra. Chcę tylko iść spać. Pogadamy później... Zobaczymy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń