Wybaczcie, że na razie tak krótko :( Następny jest dłuższy. Kompletnie nie wiem co napisać...
Have Fun, Stay Single
----------------------------------------------------------------------------
- Hej, młoda, wszystko okej?
Pytanie dochodziło z bliska, więc Debbie powoli otworzyła oczy. Głowa nieźle ją bolała, a dookoła panowała ciemność. Głośno przełknęła ślinę i odchrząknęła. Ktoś usiadł obok, a dziewczyna dostrzegła kątem oka zarys kogoś kto miał rude włosy. Przecież nie znam żadnych rudzielców, pomyślała, ale zaraz przypomniała sobie, że nie jest już w Cleveland i nie ma pięciu lat tylko minęło siedemnaście od jej narodzin i przyjechała do brata do Hollywood. Skrzywiła się z niesmakiem, domyślając kto jest jej towarzyszem. Była potwornie słaba, ale i tak delikatnie uniosła głowę, próbując wstać.
- A... Axl... - mruknęła cicho. - Co tu się do chuja dzieje? - wycharczała, ignorując potworny ból głowy.
- Zasnęłaś na samochodzie, a chciałem jechać z tą... No, chyba się nazywa Brenda do Hellhouse, ale jak leżałaś na dachu to miałem tak z tobą jechać? Wciągnąłem cię do środka i przywlekłem tutaj - rzucił bez wyrazu, pomagając jej wstać. Oparł ją twardo o coś co przypominało szafę, po czym odwrócił się na pięcie. Przed tym jak wyszedł z pokoju, Debbie rzuciła jeszcze w jego stronę:
- A gdzie jest reszta?
- W Roxy, a gdzie niby mają być? - burknął i zniknął na piętrze.
***
- Żyrafo pierdolona! Oddaj mi fajki!
Wrzask Stevena słychać było chyba w całym Hollywood. Widać wyraźnie się wkurwił. Duff tymczasem stał z wysoko uniesioną ręką, w której trzymał czerwone Mallboro, a Popcorn śmiesznie podskakiwał, usiłując złapać przynajmniej rożek opakowania fajek, by je wyrwać. Skakał na marne. Biedak się tylko zmęczył. Duff wyraźnie rozbawiony sytuacją, zaczął biegać z fajkami w ręku po całym barze. Oczywiście Steven ruszył za nim. Slash siedział przy stole, razem z zaćpanym Izzym i obserwował dwójkę tlenionych blondynów z miną cierpiętnika.
- Życie to bagno - mruknął nagle ni z tego ni z owego Izzy. Slash obrzucił go długim spojrzeniem.
- Kurwa, stary co ty ćpałeś!?
- Głupie pytanie, jak to co? Mieszanka wybuchowa, w żyłę brałem, w kiblu. Chcesz?
- Nie, dzięki, ja i Jackie - odpowiedział Slash, przytulając do siebie butelkę Jacka Daniel'sa. - Jesteśmy szczęśliwi bez wspomagaczy.
- Nikt nie jest szczęśliwy bez wspomagaczy!
- No tu to się jednak kolego mylisz, my jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi! - mówił czarny, całując butelkę.- No chyba, ze masz hel to nie odmówię - dodał, szczerząc się jak idiota.
- Slash! Debilu! Zdradzasz mnie! Też chcę trochę hery! Zostaw coś dla mnie! - zaczął drzeć się Steve, nadal biegając za Duffem.
- Steve, kochanie! Przepraszam! Chodź tu, dostaniesz buziaka na przeprosiny! - Slash wstał i zaczął tym razem biegać za resztą. Duff z fajkami, Steven za Duffem, Slash za Stevenem. Po chwili Popcorn razem ze Slashem zrezygnowali. Doścignięcie tego dryblasa graniczyło praktycznie z cudem. Nie mówiąc już o wyrwaniu mu fajek. Usiedli zdyszani przy stole. Slash obok Izza, dla którego najwyraźniej impreza już się skończyła, Steven z Duffem po drugiej stronie.
- Ej, chłopaki, gdzie jest Deb i Axl? - zapytał lekko zmieszany Saul po chwili ciszy, które zdarzały się im bardzo rzadko.
- Axl poszedł zapalić, a Deb poszła na dwór. Chyba... No taaak, szła dokładnie w tamtym kierunku. - Po tych słowach Izzy gwałtownie wytrzeźwiał.
- Jak to kurwa wyszła?! Jak, kurwa jak, jak, jak, jak, jak, jak?! - Steven wydawał się kompletnie nie pamiętać chwili, gdy jego siostra po prostu odeszła od stolika i nie wróciła.
- No tak... Smithi dali jej drinka... I zaprosili do siebie... Ale przecież tam nie szla.
- Drinka? Co? No, pięknie..
- Stary, co jest ?! - odezwał się wyraźnie zainteresowany obecną sytuacją Duff.
- Dzisiaj sprzedałem Perry'emu tabletki. No wiesz... Wiesz, na co - mruknął niewyraźnie Izzy.
Steven wstał gwałtownie i najwyraźniej próbował się opanować.
- Co ty do cholery pierdolisz? Tabletki? Przecież widziałem, że ona tego drinka piła! No, piła kurwa! - wybuchnął.
- Nie, nie pila - odezwał się Duff spokojnie. - Tu masz tę szklankę. Slash ją opróżnił. A ty co? Masz syndrom tatuśka czy co?
Steven zgromił go wzrokiem i już chciał coś powiedzieć, gdy do dyskusji włączył się Slash:
- Stary, spokojnie, nic jej nie będzie. Wiesz dobrze, że masz cholernie silną siostrę, ma mocną głowę, nie da się zgwałcić. Uspokój się. - Tymi słowami Slash doprowadził do rozluźnienia atmosfery. Nie chciał myśleć, że wypił coś w czym pływała tabletka gwałtu. Duff patrzył na niego z jednoznaczną miną, a Mulat czuł jak kurczy się sam w sobie. Kurwa, ale przypał.
- Tak... Nic jej nie będzie. Na pewno. Ona... Da sobie radę. Jestem pewien - mruczał pod nosem Adler bardziej do siebie niż do chłopaków. Zaczął głęboko i gwałtownie oddychać.
- Stwierdzam, że czas wrócić do domu. Steven nie może być w takim stanie. Młoda głupia nie jest, dotrze sama, da sobie radę. Zarządzam powrót! - zawyrokował Duff, uderzając pięścią w stół.
Wszyscy wstali, w tym Slash asekurował Izz'a. Wszyscy chwiejąc się i ledwo łapiąc równowagę wyszli z baru i ruszyli w stronę Hellhouse. Po niecałych dwóch krokach można było zobaczyć jak Duff robi zajebiste pierdut na ziemię. Chłopaki i tak, zamiast pomóc, zaczęli się tylko śmiać. Ta przyjaźń... A biedna żyrafa musiała pomóc sobie sama i po ośmiu nieudanych próbach powstania w końcu dopiął swego i znów ruszyli w stronę domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz