Debbie, gdy już doszła do siebie, w całkowitych ciemnościach umyła się i zaczęła szukać czegoś do jedzenia. Nie miała zbyt wiele szczęścia, bo znalazła tylko parę pustych butelek po tanim winie i jedną tubkę czegoś co smakowało jak pasta rybna. Była zbyt głodna, by wybrzydzać, więc od razu wstrzyknęła sobie całą jej zawartość do ust. Zadowolona wyszła na korytarzyk i walnęła w coś głową. Nogi jej się zaplatały i runęła jak długa na jakiegoś człowieka, który dość ostro przeklinał. Oparła się na czworakach i podniosła wzrok. Świetnie. Lepiej nie mogła trafić. Axl właśnie schodził ze schodów i zderzyli się na zakręcie.
- Kurwa, młoda! Ogarnij się! Ile można?! - wydarł się, spychając ją z siebie brutalnie i wstając. Debbie nie zdążyła nawet zareagować kiedy wkurwiony wstał i dosłownie wybiegł z pokoju.
- Ta, a ja to pies - mruknęła, podnosząc się chwiejnie. Jeszcze nie przestała ją boleć głowa, ani nie minęła doba odkąd tu jest, a już zdążyła dwa razy wkurwić wokalistę zespołu brata. Na dobre mu raczej to nie wyjdzie. Gdy wstała, zobaczyła w drzwiach znajoma figurę. Naprzeciwko stał Slash, opierając się o framugę z ironicznym uśmieszkiem. Tak, Saul we własnej osobie, jak widać chyba nie w najlepszym stanie, ale zawsze lepsze to niż nic, pomyślała. Patrzył na nią jednoznacznie i na jej strój. Fakt. Nie prezentowała się zbyt seksownie, ale miała to w nosie. Stała w za dużym swetrze, szortach i rozwalających się trampkach.
- Nie próżnujesz jak widzę - odezwał się chłopak.
- To nie tak - mruknęła pod nosem, otrzepując sweter. On tylko wziął ją za rękę i spojrzał na nią uważnie.
- Powiedz mi szczerze. Kto zaczął? Robisz to z własnej woli czy Axl cię zmusza? - zapytał, odgarniając sobie włosy z twarzy i patrząc blondynce w oczy.
- Co? Ja... Nie... On mnie do niczego nie zmusza, bo nic się nie wydarzyło. Robię to, co chcę. Kurwa, dlaczego w ogóle o to pytasz?! - Debbie przewróciła oczami. Saul w ogóle jej nie słuchał.
- Mała, wiem do czego zdolny jest Axl, rozumiesz? Nie popełnij tylko jakiejś głupoty, ok? Nie radzę się w nim zakochiwać. Będziesz cierpieć, ale pamiętaj, że jestem ja. Zawsze ci pomogę, we wszystkim, jasne? - bełkotał coraz szybciej i coraz mniej wyraźnie. Przyciągnął dziewczynę do siebie i mocno przytulił. Waliło od niego alkoholem, chwiał się gdy chodził, ale zdawało się, że jest na tyle trzeźwy, by utrzymać jeszcze jako tako równowagę.
- Ty mnie po prostu nie słuchasz! - ofuknęła go Deb, ale widząc zmarnowanego przyjaciela, zmiękła. Wolała już udawać, że chłopak ma rację, byle tylko się odczepił i poszedł spać. - Dobrze, ale Saul, proszę nie mów o tym nikomu, dobrze? Nikomu. A zwłaszcza Stevenowi. Jak się dowie, wypierdoli mnie do Chin. Liczę na ciebie - powiedziała, patrząc uważnie na Mulata.
- Jasne. Dla ciebie wszystko, kochana.
Przytulił ja mocniej. Deb tylko zabawnie zaczęła kaszleć, udając, że się dusi. Ten ze śmiechem odsunął się i ponownie spojrzał jej w oczy. Oboje czuli się jak za dawnych czasów. W końcu sentymentalną ciszę przerwał Slash:
- Jak znalazłaś w ogóle tu dotarłaś? Nie byłaś z Joe?
Debbie przypomniała sobie gitarzystę Aerosmith i wzruszyła ramionami:
- Nie, nie byłam. Przecież wyszłam zaraz po tym jak przyniósł tego drina. Kurwa, Saul. To po prostu nie moje klimaty. Nie ma tu punków, żebym mogła zaszaleć w moim stylu. A co do powrotu do domu to zasnęłam na dachu samochodu. Axl mnie podwiózł, gdy tu jechał z jakąś Brendą czy kimś tam. Potem zaniósł mnie do domu i obudziłam tutaj, na materacu, a Axl stał obok. Ot i cala historia.
- No dobra...
- Dobra, Slash. Idę na spacer - rzuciła tylko w stronę mocno zataczającego się już Mulata, spojrzała na niego przeciągle i wyszła. Nie miała pojęcia, gdzie jest. Kierowała się chodnikiem przed siebie. Czasem ktoś zagrodził jej drogę, śmiał się, wypadał z baru czy dostawał w twarz od dziewczyny. Po dłuższej chwili usłyszała za sobą czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła wysokiego na ponad dwa metry blondyna. Szedł za nią spokojnie z rękoma wbitymi w kieszenie katany i nie zamierzał jej doganiać, po prostu szedł. Debbie zatrzymała się i poczekała, aż się zrównają. Podszedł, a gdy byli tuż obok siebie, Duff mruknął:
- Dostałaś ochronę. Czemu uciekasz?
- Chciałam się przejść - odparła Debbie, przesuwając się, by zrobić miejsce jakiemuś spieszącemu się mężczyźnie.
- Sama? Kochanie, to jest LA, tu jest nie bezpiecznie, zwłaszcza dla takich ślicznotek. - Uśmiechnął się złośliwie chłopak, po czym machnął głową, dając znak żeby szli dalej.
- Proszę, nie wlewaj mi, dobrze?
- Dobra, już dobra. Idę z tobą na ten spacer czy chcesz czy nie - odparł już weselej Duff, po czym oboje zamilkli ciesząc się nocą w wielkim mieście. Debbie w tym czasie spokojnie układała sobie w głowie wszystkie informacje, które udało jej się zdobyć lub wywnioskować na temat zespołu jej brata. Z tego co mówił jej Steven początki mieli tak biedne, że musieli jadać w barach dla gejów, gdzie było najtaniej, a Axl musiał pisać teksty na pudełkach po pizzach. Mieszkali wszyscy razem w szopie zwanej Hellhouse, którą udało się jej już doszczętnie zwiedzić. Cechą charakterystyczną tej siedziby były syf, kiła i mogiła oraz imprezy, podczas których wszyscy goście pili i ćpali tyle, że byli nieprzytomni a właściciele 'domu' mogli ich bezkarnie okradać. Oczywiście jeżeli sami byli na tyle trzeźwi, że mogli się ruszyć. Poobwieszani biżuterią i wszystkim, co mieli pod ręką wyglądali jak banda kloszardów.
Duff przerwał jej rozmyślania głośnym westchnięciem. Doszli do jakiegoś małego parku przed jedną z przyulicznych budek z jedzeniem. Wyraźnie ze środka było słychać genialne White Room Cream lecące z radia. Duff podskoczył i momentalnie znalazł się przed dziewczyną.
- Nie jestem świetnym tancerzem, ale... Mogę panią prosić? - Uśmiechnął się szarmancko, zarzucając grzywkę w tył i wyciągnął w jej stronę dłoń. Deb zaśmiała się cicho i również wysunęła rękę, podała mu, a chłopak przysunął ją do siebie, łapiąc w talii. Taniec w parku, w tle stary hipisowski hit, a przechodnie gapili się na nich jak na debili, ale jednak to było piękne. Tak cholernie cudowne, a nienawidzę tańczyć, pomyślała Debbie, bujając się w rytm piosenki. Duff zbliżył do niej jeszcze bliżej i spojrzał w oczy.
- Raczej nie jesteś podobna do Popcorna. Na pewno nie był adoptowany? - spytał, okręcając ją zupełnie nie do rytmu.
- Nie - zaśmiała się blondynka. - Na pewno nie był adoptowany.
- A to ciekawe widzisz. Bo już zakładaliśmy się z Izzy'm.
Duff odsunął się lekko od dziewczyny i spojrzał na nią z miną ciekawskiego szczeniaka.
- Jesteś zbyt zajebista, żeby być z Axlem, więc o co chodzi w tej całej sprawie, co? - spytał, a Debbie załamała ręce.
- Po prostu wpadłam na niego, a Saul był spity i wyobraził sobie nie wiadomo co - odparła z lekkim machnięciem ręki. Blondyn wybuchnął na to śmiechem, odrzucając głowę w tył. Debbie patrzyła na niego z pytającym wyrazem na twarzy. Musiała chwilę odczekać zanim Duff się uspokoił i wciąż podśmiewając się pod nosem, oznajmił:
- Wypił drina z pigułką gwałtu.
I już w następnym momencie oboje śmiali się głośno. W końcu jednak dziewczyna oplotła się ramionami i mruknęła:
- Michael... Jestem zmęczona... Wróćmy do domu. Proszę.
- Dobra, mała Adler.
I obydwoje ruszyli z powrotem do szopy. Szli obok siebie bez słowa. Debbie nie myślała o niczym. Nie miała na to siły. Duff zresztą tak samo. Wiedział tylko, że polubił tę małą dziewczynę. W końcu pogrążeni w kompletnej ciszy dotarli po dwudziestu minutach do domu. Debbie weszła do środka i od razu przywitał ją szeroki uśmiech Stevena. Uśmiechnęła się do brata i poszła do pokoju, który zajmowała wcześniej. Bez słowa podniosła z ziemi jakąś koszulkę, którą zapewne upuściła przy rozpakowywaniu. Zdjęła z siebie sweter i naciągnęła na siebie za dużą koszulkę do spania. Momentalnie padła na materac i nie minęło dziesięć minut jak dało się słyszeć jej równomierny oddech.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz