wtorek, 19 sierpnia 2014

Like A rolling Stone - Part 14

- Fuck! Kurwa! Jebana komunistyczna dziwka! Pierdolony pedał!

Sebastian jechał spokojnie samochodem, gdy w pewnym momencie autobus zajechał mu drogę, a autobusiarz nie miał zamiaru przekraczać pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Bacha nie frustrowałby ten fakt tak bardzo, gdyby nie brak możliwości wyprzedzenia. Naprzeciwko jechał sznur samochodów. I nie zanosiło się na wyminięcie.

- Spokojnie, kochanie. Zdążymy na czas.

Chłopak spojrzał na siedzącą obok blondynkę.

- Nie mam zamiaru się spóźnić jak ostatni fagas! I to jeszcze przez szowinistycznego autobusiarza!

- Wiem, że się denerwujesz. W końcu nie widzieliśmy jej ponad sześć miesięcy - powiedziała dziewczyna, poprawiając włosy i formując je w delikatny kok.

- No, rejczel, że się denerwuję! Jak cholera!

Sebastian przycisnął pedał gazu i zaczął wyprzedzać.

- Ej! Przestań! - krzyknęła dziewczyna, ale blondyn nie zamierzał jej słuchać. Jak nie dał się z lewej, to z prawej go załatwię, pomyślał z dzikim uśmiechem na ustach i zjechał na pobocze, dodając gazu. Trochę potrzęsło, dziewczyna pokrzyczała, autobusiarz potrąbił, ale w końcu wyjechał na prostą.

- Daj mu iść! - wrzasnął, wystawiając rękę za okno i pokazując środkowy palec kierowcy autobusu. Zmienił bieg i wystrzelił do przodu, niknąc kapitanowi powolnemu z horyzontu. Po kilku minutach Sebastian odwrócił się dumny z wyszczerzem do dziewczyny. Ta tylko zmierzyła go wzrokiem i skarciła:

- To nie było zgodne z przepisami ruchu drogowego!

Na jej odpowiedź chłopak wybuchnął śmiechem.

- Moja kochana siostrzyczka mnie tego nauczyła. Tego i wielu innych sztuczek. - Zamilkł na moment. W tle leciał jakiś stary hipisowski hit, droga kończyła się dopiero gdzieś za horyzontem, a wokół dało się czuć zapach papierosów i kobiecych perfum. 

- Wiesz - zaczęła blondynka po chwili ciszy. - Zawsze zastanawiałam się co wyjdzie z ich związku.

Sebastian popatrzył na dziewczynę. Jak zawsze idealna. Skrywała swoje boskie ciało pod letnią sukienką w kwiaty, jednak nie zabrakło też ostrego akcentu - siedziała w skórze, którą dawno temu dostał od Rosalie na urodziny. Jego kochana Dylan jeszcze przerobiła ją, by wyglądała jak u Stevena Tylera. Miała niebieskie klapy i zielony haft. Postarała się.Nikomu nie pozwalał jej nosić. Do teraz. Dziewczyna była jedyną osobą na świecie, która na to zasługiwała w stu procentach.

- Którego? - spytał nieświadomie, bo jego wzrok zatrzymał się na nogach blondynki.

- Rosie i Joe - kontynuowała. - Wszystko było świetnie dopóki nie zamieszkali razem. Co chwilę się kłócili, a gdy przychodziłeś ich odwiedzać, trzeba było uważać, żeby nie dostać jakimś latającym talerzem albo nożem. Sąsiedzi parę razy dzwonili na policję w tej sprawie. Nie przeczę, że mieli wspaniałe chwile, ale gdy wchodziły w to prochy... Wszystko zaczynało się sypać. Aż dziwne, że wytrzymali ze sobą ten rok. Mogłabym przysiąc, że gdyby nie Tyler, Joe pozwoliłby jej odejść już dawno temu. 

- A więc nigdy jej nie kochał? 

- Wydaje mi się, że kochał. Ale to bardziej jemu zależało na tym związku. Czasem twoja siostra wyglądała jakby się z nim męczyła. Sądzę, że Joe kochał ją po prostu bardziej niż ona jego. Widziałam to w jego spojrzeniu, zachowaniu w stosunku do niej. Słychać to było w jego głosie. Kiedyś powiedziała mi, że chciałaby móc oddać jego uczucie, ale nie potrafiła. To tak jakby chciała, żeby kochał ją mniej... Sama nie wiem. Nie kochała go tak jak on ją. Żyła chwilą, a przyszłość ją przerażała. I nie wytrzymała.

- Dziwne... - mruknął Sebastian, patrząc na drogę. - Nie mogę w to uwierzyć, że nie ganiał się za innymi przez cały pieprzony rok! Przecież to kurwa Joe pierdolony Perry!

- Ale tak było. Gorzej z Tylerem...

- Wiem, kochanie.

Chłopak wyciągnął rękę i złapał czule dłoń dziewczyny. 

***

Nie jechali długo, bo po godzinie dojechali do zakładu. Wyglądał jak szpital psychiatryczny z jakiegoś horroru. Żelazna brama, wysoki płot i majestatyczny stary budynek główny. Boże, Dylan. Do czego się doprowadziłaś?, myślał Sebastian, wjeżdżając powoli na teren placówki. W dyżurce musieli pokazać dowody, powiedzieć po kogo przyjechali, kiedy się zapisywali i parę innych dziwnych rzeczy. Strażnik jeszcze musiał potwierdzić ich przyjazd, telefonem do centrali i dopiero wtedy wpuścił ich do środka. Wewnątrz co chwila mijali spacerujących ludzi w kitlach i dresach. Niektórzy czytali, inny grali w gry, jeszcze inni po prostu siedzieli. 

- Jezu... - mruknął, parkując przed głównym wejściem. Gdy wyłączył silnik, całe jego ciało jakby odmówiło posłuszeństwa. Blondynka to zauważyła.

- Wszystko dobrze, kochanie - powiedziała spokojnie. - Jestem tu z tobą. Chodź. Nie dajmy Rosalie czekać. I tak spędziła tu już za dużo czasu.

Pocałowała go w policzek i wysiadła. Sebastian odetchnął głęboko, po czym podążył jej śladem. Stanęli przed schodami do zakładu, patrząc na jego mroczny majestat. 

- Kurwa... Stoję tutaj tylko jako transport siostry a już się boję.

Złapał blondynkę za rękę i razem weszli do środka. Od razu powitała ich szarość ścian i równie obojętne twarze pracowników. Podeszli niepewnie do 'recepcji', gdzie rezydowała mała kobiecina po pięćdziesiątce z przedziwnym kokiem na głowie.

- Słucham? - spytała nawet nie podnosząc głowy. Bez przerwy przekładała papiery. - Godziny odwiedzin już się skończyły.

- Ale my jesteśmy po odbiór mojej siostry - powiedział Sebastian nieco zbity z tropu. Odbioru. Ty, idioto. Zupełnie jakby Dylan była towarem, zganił się w myślach, jednak pani recepcjonistka nie zareagowała na jego słowa. Poprawiła okulary i spojrzała na parę. Przez jej twarz przeszedł grymas zdziwienia, aż w końcu wygięła usta w szczerym uśmiechu.

- Trzeba było tak od razu! Państwo pewnie przyjechali po Rosie. Proszę tutaj. Usiądźcie. Zaraz zadzwonię do doktora Freemana - mówiła, wskazując ławkę obok recepcji. I zanim Sebastian zdążył zareagować, dodała:

- Jesteście do siebie tak podobni, że nie sposób jest się pomylić. Tylko te włosy są jakieś inne.

I momentalnie podniosła słuchawkę telefonu. Sebastian spojrzał zaskoczony na dziewczynę. Ta wzruszyła ramionami i poszli usiąść na wskazaną wcześniej ławkę. Jednak chłopak nie wytrzymał długo. Musiał wstać i zacząć chodzić w tę i z powrotem niespokojny jak lew w klatce.

- Długo jeszcze? - rzucił, przeczesując palcami włosy. Oparł dłonie na biodrach, nie zatrzymując się.

- Przecież dopiero usiedliśmy. Spokojnie - uspakajała go blondynka, ale na nic się to zdało. Sebastian nawet jej nie słyszał. Bał się. Bał się tego, co zobaczy za chwilę. Czy Rosie z zakładu będzie tą samą Dylan co przed odwykiem? Miał nadzieję, że tak. Inaczej nigdy nie wybaczy sobie tych wszystkich złych rzeczy, których na nią sprowadził. Gdyby z nią został tamtego wieczoru zamiast urządzać jej przedstawienie wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłaby w domu, pomyślał, obracając się nerwowo na pięcie.

- Kochanie? - usłyszał głos swojej dziewczyny jakby z oddali. Drgnął i spojrzał na nią. Jednak okazało się, że ta w ogóle na niego nie patrzy. Kierowała za to swój wzrok za coś za jego plecami. Była jak zahipnotyzowana. Zmarszczył brwi, po czym odwrócił się, by móc zobaczyć to, co ona. 

- Sebastian.

Teraz usłyszał jej głos wyraźniej niż kiedykolwiek. Nie było nic bardziej rzeczywistego niż ten dźwięk. Stała przed nim czarnowłosa dziewczyna z rozpuszczonymi włosami do pasa. Ubrana była w przydługi luźny sweter do połowy ud, a nogi niknęły w znoszonych trampkach. Sebastian widział, że schudła. Była połową dawnej siebie. Aż cud, że jeszcze stała o własnych siłach. Wyglądała żałośnie i równocześnie pięknie. Piękniej niż kiedykolwiek. Chłopak uśmiechnął się, starając się powstrzymać łzy. Rosie zrobiła dokładnie to samo. Tylko Sebastian posunął się o krok dalej i podbiegł do siostry, łapiąc ją wpół i przyciskając do siebie z całej siły. Właściwie czuł się jakby tulił sam siebie. Dylan była okropnie wychudzona.

- Jezu! Tak mi przykro!

Dziewczyna oddała uścisk, ale nie tak silny jak jej brata. Sebastian płakał, a Rosie tylko leciały w ciszy po policzkach łzy. Po dłuższej chwili oboje się uspokoili, a czarnowłosa zwróciła swój wzrok na stojącą za plecami brata dziewczynę. Ta również płakała. Widząc spojrzenie Rosalie, szybko otarła twarz wierzchem dłoni i uśmiechnęła się. Widać było, że walczy sama z sobą czy podejść czy czekać, jednak nie wytrzymała i podbiegła do pary, by ogarnąć ich ramionami. 

- Chodź, siostrzyczko - powiedział lekko drżącym głosem Sebastian, po czym złapał jedną ręką dłoń Rosalie, a drugą jej torbę i skierował się do wyjścia. Ta szła za nim potulnie w kompletnej ciszy. Chłopak błagał w myślach, żeby się odezwała, ale postanowił być cierpliwy i dać dziewczynie trochę czasu. Musi odetchnąć. W końcu odwyk nie był najgorszą rzeczą jaka ją spotkała... Właśnie. Nie miał pojęcia czyja to była wina. Kto był odpowiedzialny. Steven? Duff? A może sam Joe Perry? Nie miał pojęcia. Dopóki Dylan będzie milczała, miał bić się sam ze swoimi domysłami. Tylko ona znała prawdę. Gdyby jego dziewczyna coś by wiedziała, zaraz by mu to powiedziała. Teraz tylko musiał czekać na rozwój wypadków. Zdarzyło się to podczas pierwszego nieudanego pobytu dziewczyny w zakładzie. Gdy zadzwonił do niego lekarz Rosalie i przekazał mu te niesamowite wieści, w pierwszej chwili chłopak się roześmiał. Potem chciał znaleźć człowieka odpowiedzialnego za stan jego siostry, ale na końcu się ucieszył. Następnym razem, gdy odebrał telefon z uśmiechem na ustach, później bał się podnosić słuchawkę. Nie wiedział jak Dylan to przeżyła, ale on nie mógł spać przez kolejne miesiące. 

Spojrzał na siostrę. Bez słowa weszła do samochodu, nieobecna przypominająca bardziej ducha niż człowieka. W końcu dowie się, kto ją skrzywdził. Obiecał to sobie, ale i Dylan. 

Wsiadł bez słowa do środka, po chwili weszła blondynka. Rosalie siedziała cicho z tyłu, wpatrując się w obraz za oknem. Wyjechali. Nic się nie działo przez dobre półtorej godziny, dopóki nagle nie odezwała się czarnowłosa przyciszonym jakby wystraszonym głosem:

- A gdzie reszta?

- Jaka reszta? - spytał Sebastian, ale dostał od blondynki z łokcia i ugryzł się w język. Dziewczyna rzuciła mu wrogie spojrzenia, na które odpowiedział niemym 'No co?!'. Kazała mu siedzieć cicho.

- Nie mogli przyjechać, skarbie.

- Aha... - odpowiedziała Rosie i dalej kontynuowała podziwianie przyrody. Jednak dało się wyczuć smutek. Sebastian zastanawiał się czy siostra miała na myśli Stevena i całą zgraję, Perry'ego, Erin czy może po prostu nieświadoma obecnej sytuacji spytała, żeby przerwać ciszę. 

- Jak przyjedziemy, zrobię ci twoje ulubione ciastka cytrynowe. Co ty na to, kochanie? - Blondynka przerwała kolejne minuty niezręcznego milczenia.

- Jak chcesz, Claire.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń